Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Regulamin korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawna
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Panowanie

Panowanie

Autorzy
Albu Andreea
Lektury
17.1K
Rozdziały
43
Autorzy
Albu Andreea
Lektury
17.1K
Rozdziały
43
🥵Erotyka💍Zaaranżowane małżeństwo⚔️Od wrogów do kochanków💪🏻Obrońca🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪🏻Samce alfa💪SIlne kobiety⚔️Akcja i przygoda👑Rodzina królewska i arystokraci👩🏻‍🍼Matki🔒Wymuszona bliskość

Mura dorastała w świecie, w którym sojusze pieczętuje się krwią, a córki wymienia na władzę. Nigdy nie pragnęła kontroli, jedynie przetrwania — dopóki los nie oddał w jej ręce najbardziej niebezpiecznego człowieka na południu.

Kazimir z Drakovii to budzący postrach wojownik i prawowity dziedzic bezlitosnego tronu. Kiedy przez pomyłkę trafia do niewoli i zostaje przekazany Murze, żadne z nich nie spodziewa się ognia, który między nimi zapłonie. To, co zaczyna się od walki o władzę i urazy, szybko przeradza się w coś znacznie groźniejszego.

Powinna ich dzielić wyłącznie nienawiść. Zamiast tego, dzieli ich pożądanie.

Kiedy Kaz ucieka i powraca, by dokonać zemsty, nie jest już tylko wrogiem, lecz człowiekiem, który dokładnie wie, jak ją podejść i złamać. A zemsta nigdy nie jest prosta, gdy pożądanie okazuje się silniejsze od nienawiści.

Intensywny, uzależniający mroczny romans pełen napięcia w klimacie enemies-to-lovers, motywu wymuszonej bliskości, moralnie szarych postaci i namiętności, która płonie równie zaciekle jak sama wojna.

Rozdział 1: Powiedz „tak” albo zgiń

Wielka sala w zamku Velmory była zimna w sposób, który miał niewiele wspólnego z jej kamiennymi ścianami, a wszystko z ciężkim powietrzem przytłaczającym każdego, kto w niej stał. W kominkach płonął ogień, rzucając czerwone iskry na stare gobeliny, na których wyblakłymi nićmi wyszyto krwawe bitwy, a mimo to chłód nie ustępował.
Lord Boris z Velmory nigdy nie był cierpliwym człowiekiem, a w tamtej chwili wydawało się, jakby zniecierpliwienie dosłownie kipiało mu pod skórą.
Cios nadszedł bez ostrzeżenia, przecinając powietrze z szybkością, która nie dawała szans na obronę. Jego szeroka i ciężka dłoń, ozdobiona masywnym złotym pierścieniem obróconym do wewnątrz, uderzyła w policzek Mury z krótkim, głośnym trzaskiem, a jej głowa odskoczyła w bok z taką siłą, że przez chwilę cała sala zawirowała jej przed oczami.
Metaliczny smak krwi niemal natychmiast zalał jej usta, a tuż po nim poczuła wilgotne ciepło na języku i brutalną świadomość, że jej skóra pękła. Cienka czerwona stróżka spłynęła z kącika jej ust, wyznaczając upartą linię wzdłuż brody.
Dwaj strażnicy trzymający jej ramiona odruchowo zacisnęli uścisk, jakby obawiając się, że dziewczyna osunie się na podłogę. Ona jednak stała prosto, z cofniętymi ramionami i zablokowanymi kolanami, odmawiając mu satysfakcji ze swojego upadku.
„Śmiesz mi się sprzeciwiać?” – ryknął Boris, a jego głos uniósł się do sklepienia i wrócił w postaci wściekłego echa. „Śmiesz mi odmawiać?”
Mura powoli podniosła wzrok, bez pośpiechu, jakby każdy ruch wymagał od niej wielkiego aktu woli. Nie płakała, choć piekły ją oczy, i nie drżała, choć strażnicy okrutnie wykręcali jej ręce do tyłu.
Spojrzała mu prosto w oczy, owinięta w milczenie tak uparte, że aż graniczące z buntem, i to milczenie rozzłościło go bardziej niż jakikolwiek protest czy błaganie.
„Mów!” – wybuchnął, łapiąc ją za podbródek i ściskając tak mocno, że krew spłynęła mu po palcach. „Zapomniałaś, kto cię wychował? Zapomniałaś, że oddychasz tylko dlatego, że ja na to pozwalam?”
Mura wyprostowała się na tyle, na ile mogła, mimo pulsującego bólu w policzku i strażników wykręcających jej ramiona do tyłu, a w jej oczach nie było najmniejszego cienia uległości, tylko zimna, niema determinacja. „Niczego nie zapomniałam” – powiedziała cicho i wyraźnie, nie spuszczając wzroku.
Kolejny cios padł niemal natychmiast, mocniejszy niż pierwszy, i jej głowa znów odskoczyła w bok. Tym razem jej warga pękła całkowicie, a krew tak szybko zalała jej usta, że musiała ją wypluć na podłogę, prosto pod jego nogi.
Po sali rozszedł się niespokojny szept, ale nikt nie odważył się zainterweniować. Lord Boris przez chwilę stał w bezruchu, a potem jego zimne oczy o brudnoszarym odcieniu pociemniały jeszcze bardziej, jakby jej milczenie obraziło go mocniej niż jakikolwiek akt oporu.
„Jeśli się nie zgodzisz, będziesz dla mnie martwa, Muro” – powiedział z naciskiem, podchodząc tak blisko, że czuła jego oddech na twarzy. „Martwa. Nie będziesz miała imienia, pozycji ani rodziny. Nie będziesz miała niczego.”
Rodzina. Co za dziwne słowo dla Mury, która tak naprawdę nigdy nie poznała jego znaczenia. Odkąd pamiętała, jej jedyną rodziną był potwór stojący teraz przed nią i uderzający ją bez wahania.
Jej ojciec zginął zanim się urodziła, poległszy na polu bitwy w wojnie, która nie przyniosła mu ani chwały, ani zwycięstwa. Zostawił tylko młodą, ciężarną wdowę zupełnie samą w świecie, który nie wybaczał słabości.
Jej krucha i przerażona matka zaufała najbliższemu przyjacielowi swojego męża, gdy ten przysiągł, że będzie ich chronił i zaopiekuje się dzieckiem, które nosiła. Ze strachu, a może i z bezradności, przyjęła go jako nowego męża, nie podejrzewając, jakie życie ją czeka.
Na początku Boris odgrywał rolę obrońcy, ale dość szybko pokazał swoją prawdziwą naturę i dom, który miał być schronieniem, stał się więzieniem. Matka Mury zachodziła w ciążę prawie co roku, jednak żadne dziecko nie dożyło dnia narodzin.
Jego częste ciosy i ataki furii wywoływały poronienie za poronieniem, aż pewnej nocy jej słabe ciało nie mogło już tego znieść. Zmarła razem z noworodkiem, który być może jako jedyny uniknął życia pełnego cierpienia u jego boku.
Mura została sama na świecie, bezbronna wobec kata, którym był jej ojczym. Jednak jako dziecko była dla niego niemal niewidzialna, bo nie miała w jego oczach żadnej wartości. Dorastała głównie wśród mieszkańców zamku, utrzymywana przy życiu dzięki litości kucharek, służących i starzejących się żołnierzy, którzy podrzucali jej kromkę chleba, miłe słowo lub cieplejszy płaszcz na zimę.
Mijały lata, a Boris rzadko zaszczycał ją choćby spojrzeniem. Przypomniał sobie o niej dopiero, gdy stała się kobietą – kiedy jej uroda zaczęła przyciągać uwagę, a on zrozumiał, że może ją wykorzystać jako kartę przetargową. Od tego momentu Mura nie była już tylko cieniem przemykającym korytarzami, lecz cennym pionkiem w grze, do której Boris przygotowywał się od dawna.
Boris zaczął krążyć przed nią szerokimi, niespokojnymi krokami, gestykulując ostro, gdy mówił jak człowiek już widzący realizację swoich planów. „Lord Dimitri z Avaran potrzebuje żony” – kontynuował podniesionym głosem. „Jego żona i siedmiu synów zmarło w zaledwie kilka dni na przeklętą Czerwoną Gorączkę i żaden z nich nie zostawił po sobie nawet wnuka. Wiesz, co to oznacza? To znaczy, że jest zdesperowany, by zyskać dziedzica, i oddałby za niego wszystko. Ma złoto, ma wojska, ma pękające w szwach spichlerze i ziemie ciągnące się aż po horyzont.”
Czerwona Gorączka była koszmarem dla całej Północy – chorobą, która zaczynała się od szalejącej gorączki i czerwonych plam na skórze, przechodziła w majaki i najczęściej kończyła się śmiercią w ciągu kilku dni, zostawiając po sobie puste wioski i rodziny wymazane w jednym mgnieniu oka.
„Owszem, jest stary” – powiedział Boris z krzywym uśmiechem – „ale wciąż jest sprawny. I wciąż pożąda. A chce właśnie ciebie, bo jesteś młoda, piękna i wystarczająco zdrowa, by urodzić mu dziecko.” Jego spojrzenie bezwstydnie przesunęło się po jej ciele; Mura poczuła, jak zaciska szczękę, ale nawet nie drgnęła.
„Dasz mu dziecko. A kiedy to dziecko się urodzi, wszystko, co do niego należy, w ten czy inny sposób, trafi do mnie.”
Oto i cała prawda. To nie był jedynie sojusz ani po prostu zaaranżowane małżeństwo w celu zabezpieczenia posiadłości czy napełnienia spichlerzy. To było jego stare marzenie – uparte, niemal gorączkowe – marzenie, które nosił w sobie od czasów, gdy był młody i ambitny.
Boris marzył o Drakovii od czasów, gdy z dumą nosił zbroję i wierzył, że świat można podbić mieczem i ogniem. Śnił o dostępie do morza, o otwartych portach, gdzie bez strachu cumowałyby statki pełne przypraw i złota; o górach bogatych w żelazo i srebro, zdolnych wyposażyć całą armię; o bezkresnych lasach i głębokich rzekach przecinających krainę. Przede wszystkim jednak marzył o tamtejszych równinach – czarnej, żyznej ziemi, która dawała nieskończoną obfitość i sprawiała, że Drakovia była królestwem pożądanym przez wszystkich.
„To małżeństwo to sojusz strategiczny” – powiedział teraz spokojniej, znów zbliżając się do Mury, jakby tłumaczył coś prostego i rozsądnego. „Urodzisz Dimitriemu dziecko, a potem sprawy same się ułożą. Starzy ludzie umierają. Zdarzają się wypadki. Ja zaś wiem, jak dopilnować, by pewne rzeczy działy się we właściwym czasie. Wrócisz pod moją opiekę, a jeśli zajdzie taka potrzeba, znów wydam cię za mąż tam, gdzie będą tego wymagać moje interesy.”
Jego oczy utkwione były w niej z duszącą intensywnością – nie jak na córkę, ale jak na dokładnie wycenioną własność. „Jesteś zbyt wartościowa, by cię zmarnować.”
W tamtym momencie Mura zrozumiała z bolesną, przenikliwą jasnością, że nigdy nie była dla niego córką. Zawsze była tylko rzeczą do wykorzystania w razie potrzeby, towarem na wymianę, pionkiem na jego planszy, ostrzem wyciąganym z pochwy tylko wtedy, gdy służyło to jego celom.
„Powiedz tak” – wyszeptał, pochylając się tak blisko, że jego oddech musnął jej twarz, mieszając zapach wina z zapachem krwi. „Albo przysięgam, że do zachodu słońca przestaniesz istnieć i nikt nie będzie pamiętał, że w ogóle tu byłaś.”
Strażnicy znów mocniej ścisnęli jej ramiona, a ból przeszył jej barki, jednak jej umysł pozostał jasny. Podczas gdy on wpatrywał się w nią, czekając na uległość, Mura już w milczeniu kalkulowała, chłodno i jasno oceniając każdą możliwość.
Jeśli się zgodzi, przeżyje, a jeśli przeżyje, wciąż będzie miała szansę na ucieczkę – nawet jeśli miałoby to oznaczać utratę tytułu, bogactwa i wszystkiego, co według innych ją definiowało. Ucieknie, bo lepiej być wolną i nie mieć nic, niż na zawsze utknąć w domu, gdzie dorastała jak zwierzę w klatce.
Bez pośpiechu zlizała krew z warg i spojrzała mu prosto w oczy. „Tak” – powiedziała, a jej głos był tak zimny, że nawet Boris przez chwilę zamrugał w lekkim zdezorientowaniu.
„Głośniej” – zażądał niezadowolony.
„Tak, ojcze” – powtórzyła stanowczo.
Zadowolony uśmiech wykrzywił jego wargi, a w jego oczach pojawił się ten zimny blask – spojrzenie człowieka, który wierzył, że wygrał. „Tak lepiej. I masz być radosna” – dodał. „Dimitri musi wierzyć, że jest pożądany, a nie, że bierze pannę młodą siłą.”
Mura wytrzymała jego spojrzenie bez mrugnięcia okiem. „Odegram swoją rolę” – powiedziała spokojnie, bo wiedziała, że czasem przetrwanie zaczyna się od dobrze zagranej roli.
Następnie lekko pochyliła się do przodu i nie zważając na krwawiącą wargę, bez wahania splunęła mu prosto w twarz. „Pewnego dnia cię zabiję” – dodała.
I te słowa wcale nie zabrzmiały jak groźba rzucona w gniewie – zabrzmiały jak obietnica.
W sali zapadła cisza, a nawet ogień w kominkach zdawał się trzaskać ciszej. Boris wybuchnął ciężkim, pełnym pogardy śmiechem. „Jeśli pożyjesz wystarczająco długo” – odpowiedział, pewien, że czas jest po jego stronie.
Zadowolony, zatarł ręce. „Wyjeżdżasz o wschodzie słońca” – rzucił krótko.
***
O świcie, gdy mgła wciąż unosiła się wzdłuż murów twierdzy, a konie dopiero otrząsały zimną parę z nozdrzy, karawana wyruszyła do Avaran. Koła wozów zazgrzytały na wilgotnym kamieniu, zabierając ją z dala od miejsca, w którym dorastała.
Mura nie obejrzała się za siebie.
Wiedziała, że za nią stoją mury, które były dla niej zarazem domem i więzieniem, ale nie zamierzała dopuścić do siebie nawet odrobiny słabości.
Pod ciężkim płaszczem tak mocno zaciskała palce, że jej paznokcie wbijały się w dłonie, jednak zupełnie nie czuła bólu.
Całym jej ciałem rządziła zimna determinacja, która pozwalała jej trzymać plecy prosto; nie płakała i wcale nie miała takiego zamiaru.
Łzy nie zwróciłyby jej tego, co straciła, ani nie zmieniłyby czekającego ją losu, a złożona przez nią przysięga płonęła w niej mocniej niż Czerwona Gorączka, głębiej niż jakakolwiek rana.
Ta myśl pozwalała jej zachować jasny umysł: zamierzała uciec, bez względu na to, ile to potrwa i co będzie musiała do tego czasu znieść.
A pewnego dnia, gdy nikt nie będzie się tego spodziewał, Velmora spłonie, i ten ogień nie pochłonie tylko kamiennych murów.
Ogarnie on każdą niesprawiedliwość, w której cieniu dorastała.

Odkryj Galateę

Punkt krytycznyRóża diabła 2: Miłość w kajdanachSeria Nigdy 3: Nigdy się mnie nie spodziewałaśNaznaczona Książka 2Kryjówki

Najnowsze publikacje

Niebezpieczny sojusz. Tom 2Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Druga szansaSeria Stado Ridge Mountain, tom 5: Przepowiednia

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Hot

autor: goshka

liczba książek: 158

Vivienne Wren

autor: goshka

liczba książek: 8

Zakończona

autor: Hinatka118

liczba książek: 156

Najlepsze

autor: IwonaT

liczba książek: 63

Jen Cooper

autor: goshka

liczba książek: 12

Annie Wipple UpP

autor: Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

autor: goshka

liczba książek: 6

Całe

autor: Aassiiaa

liczba książek: 68

Brak zakończenia

autor: Hinatka118

liczba książek: 79

Czytam

autor: Iwonna

liczba książek: 10

Bestsellery

autor: Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

autor: soft_melon_300

liczba książek: 79

Gotowe

autor: Marlena R

liczba książek: 19

Fajne

autor: Aleksandra W

liczba książek: 37

MOJA

autor: Vajlet e63

liczba książek: 8