
Grzech i Skóra
Autorzy
Lektury
452K
Rozdziały
19
Spotkanie z tobą
KENDRICK
„Jak się miewa mój ulubiony starszy brat?”
Kendrick przewrócił oczami, gdy jego jedyny brat uśmiechnął się szeroko na ekranie laptopa. „Czego chcesz, Kyle?” – burknął.
„Jak tak mówisz, to brzmi, jakbym dzwonił tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuję.”
Kendrick miał ochotę natychmiast rozłączyć się na Skypie.
Widząc wyraz twarzy Kendricka, Kyle westchnął. „To nie ja, to Kai. Chce, żebyś ją podrzucił do szkoły.”
„Kai chce, żebym ją podrzucił, czy Kyle i Tia?”
„Tia nie czuje się dziś najlepiej, a ja mam spotkanie. Wiesz, że Kai boi się ochroniarzy, a wczoraj wieczorem zwolniliśmy opiekunkę, bo karmiła Kai wszelkim śmieciowym jedzeniem.”
„Śmieciowym? Jej posiłki nie są zawsze przygotowane i gotowe?”
„Przynosiła to ze sobą, jak przychodziła. Gdybym nie sprawdził nagrań, nigdy bym tego nie zauważył. Wezwaliśmy ją tylko dlatego, że musiałem zabrać Tię do szpitala z powodu wymiotów. Dali jej Dramaminę i powiedzieli, że powinna odpoczywać. Kai potrzebuje teraz wujka Kenny'ego.”
Mała musiała mieć słuch nietoperza, bo wpadła do pokoju z krzykiem: „Wujek Kenny! Wujek Kenny!”
Kyle wyszczerzył się od ucha do ucha, wiedząc, że wygrał.
„Chyba pokażesz panią Jordon wujkowi Kenny'emu, co?” Kyle posadził córkę na kolanach, żeby było ją widać w kamerze.
Kai była pięcioletnią księżniczką. Bogaty wujek i zamożny ojciec oznaczali, że mała żyła w luksusie. Luksus jednak nie sprawiał, że wyglądała inaczej niż przeciętna pięciolatka. Brakowało jej dwóch przednich zębów, ale nigdy nie wstydziła się obdarzyć wujka Kenny'ego szerokim uśmiechem. Jego mała siostrzenica zdołała stać się jego słabością od dnia, gdy brat, jej dumny ojciec, złożył ją w jego ramionach.
Nie był teraz wobec niej odporniejszy niż wtedy. Zwłaszcza z tymi karmelowymi włosami, odziedziczonymi po matce, spiętymi w kucyki z małymi żółtymi kokardkami, i zielonymi oczami błyszczącymi spod długich, gęstych rzęs.
Jedno było wiadomo od chwili narodzin Kai: będzie wyglądała jak jej latynoska matka. Tia była supermodelką, którą jego brat zdołał porwać z wybiegu i zabrać do domu. Kendrick już teraz bał się momentu, gdy jego mała księżniczka stanie się nastolatką.
„Poznasz panią Jordon, prawda, wujku Kenny?”
„Oczywiście, księżniczko.”
Podekscytowana Kai zeskoczyła z ramion ojca i wybiegła z pokoju, żeby przekazać dobrą nowinę mamie.
Obaj z Kyle'em patrzyli, jak wychodzi. Kyle odwrócił się z triumfalnym uśmiechem. „Spodoba ci się pani Jordon. Gdybym nie był tak zakochany w Tii…” Kyle urwał, ale Kendrick doskonale zrozumiał, co miał na myśli.
Rzucił bratu pełne dezaprobaty spojrzenie. Kyle był kiedyś dumnym playboyem, ale jego dni kawalerskiego życia skończyły się niemal natychmiast, gdy poznał swoją żonę, Tię.
To była miłość od pierwszego wejrzenia… na jej nogi, jak jego brat uwielbiał żartować. Ale obaj wiedzieli, że zakochał się na długo przed tym, zanim zobaczył jej nogi. W przeciwieństwie do samego Kendricka, który uciekał od kobiet, jakby grał w niekończącego się zbijaka.
Jako starszy, bogatszy i samotny brat, Kendrick nie mógł przeżyć dnia bez uciekania przed kolejną potencjalną żoną.
Kendrick został okrzyknięty Królem Kawalerów. Jako mężczyzna nieosiągalny, nie dał się złapać i odmawiał przywiązania. Nie należał do nikogo i nikt nie mógł go sobie przywłaszczyć, bo nie miał zamiaru zadowalać się żadną młodą laską, która widziała w nim główną nagrodę.
„Pewnie będzie taka jak wszystkie inne.” Kendrick przewrócił oczami. „Zresztą nieważne. Będę za dziesięć minut” – powiedział.
„Jasne, jak sobie chcesz. Kai będzie gotowa.”
***
Nie była gotowa.
Księżniczka Kai zdążyła zwrócić całe śniadanie.
„Kai, możesz dziś zostać w domu, jeśli się źle czujesz.”
„Nie, tatusiu. Chcę iść do szkoły.”
Kendrick i Kyle stali w drzwiach łazienki, z brwiami ściągniętymi z troski. „Księżniczko, możesz dziś odpocząć” – nalegał Kyle, mimo że wiedział, iż ani on, ani Tia nie mogą przy niej zostać. Kyle wiedział, że Kai też zdaje sobie z tego sprawę. Mimo to mógł sobie pozwolić na takie słowa.
Kyle zerknął na starszego brata, pewien, że ten bez wahania rzuciłby każde spotkanie, każde plany i zobowiązania, żeby zaopiekować się swoją siostrzenicą. Dlatego właśnie Kyle wiedział, żeby do niego zadzwonić tego ranka, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że Kendrick zamierzał odwiedzić lokalizację najnowszej restauracji, którą planował otworzyć.
Kendrick położył rękę na ramieniu brata, gdy mała dziewczynka upierała się: „Chcę iść do szkoły”, a zapach jej wymiocin wciąż unosił się w powietrzu. Jej policzki się nadęły, a usta zacisnęły, jakby walczyła ze łzami. Małe piąstki zacisnęły się po bokach, gdy stała twardo przy swoim.
Kyle westchnął i się poddał. „To się ubierajmy.”
„Tym razem różową sukienkę!” Mała ucieszyła się, ale w jej zwykle radosnym głosie brakowało typowego entuzjazmu.
Po godzinie wreszcie wytańczyła z sypialni ubrana w całkowicie różowy strój, z włosami spiętymi w sprężysty kucyk z ogromną różową kokardą.
„Gotowa?” zapytał Kendrick, kucając, żeby jej się przyjrzeć.
Obdarzyła go szerokim uśmiechem i obróciła się, żeby pokazać mu swój strój, kiwając głową. „Już mi lepiej” – powiedziała, ale Kendrick wciąż nie do końca wierzył w zapewnienia małej.
Złapała go za rękę i wsiedli na tylne siedzenie jego Rovera. Gdy wyjeżdżali z podjazdu, Kai opuściła szybę, żeby pomachać ojcu, który stał w milczącej trosce, patrząc jak jego córka jedzie do szkoły.
JEMMA
„Kai!”
Jemma usłyszała, jak kilkoro uczniów krzyczy za jej plecami. Dzieci zerwały się z miejsc i pobiegły do drzwi klasy, żeby przywitać bardzo spóźnioną Kai Brooks. Jemma rozejrzała się, spodziewając się zobaczyć Tię lub Kyle'a Brooksa. Zamiast tego ujrzała Pana Wysokiego, Tajemniczego i Jezu Chryste!
Mężczyzna w drzwiach miał starannie przystrzyżoną brodę, pełne usta i lekko skrzywiony nos. Złamał go? pomyślała przelotnie. Miał przenikliwe, poważne brązowe oczy, gęste brwi i ciemne włosy ułożone perfekcyjnie.
Jemma upuściła kredę, podniosła szczękę z podłogi i przepchnęła się przez grupkę dzieci, żeby wreszcie stanąć przed nieznajomym, który trzymał za rękę uśmiechniętą małą dziewczynkę.
„Pani Jordon!” Kai powitała ją, puszczając rękę mężczyzny, żeby objąć małymi ramionami nogi swojej nauczycielki. Kai odsunęła się, szczerząc bezzębny uśmiech.
„Przepraszam za spóźnienie. Nie czuła się dobrze rano.”
Kai spuściła głowę i wymamrotała: „Zwymiotowałam.”
„Och, kochanie” – zaczęła Jemma, ale Kai pokręciła głową.
„Już mi lepiej, obiecuję.”
„Naprawdę?” – zapytała Jemma, a Kai gorliwie kiwnęła głową. „W takim razie możesz wejść do środka, skarbie.”
Mała wbiegła do klasy, żeby przywitać się z przyjaciółmi. Za plecami Jemmy dzieci były zajęte, szczęśliwe na widok koleżanki z klasy. Ale przed nią Pan Wysoki, Tajemniczy i Przystojny czekał na uwagę. A gdy ją zdobył, nie zamierzał jej oddać.
Pochylił się, a profil jego twarzy zasłonił jej widok na uczniów. Nie przeszkadzało jej to. Właściwie była zbyt zajęta podziwianiem tego, jak ostro rysowała się jego szczęka. Jego woda kolońska łaskotała ją w nos — zapach był idealny. Nie przytłaczał, ale otaczał ją całkowicie. Jemma poczuła, jak serce jej przyspiesza.
„Mogłaby pani mieć na nią dziś oko? Uparła się, żeby iść do szkoły, ale nie jesteśmy pewni, czy naprawdę czuje się dobrze” – szeptał, ale jego głos był głęboki i władczy. Do jakiego mężczyzny należy taki głos?
Jemma złapała się na tym, że kiwa głową. Zbyt przerażona, że głos ją zawiedzie, nie odezwała się. W duchu walczyła z pokusą, żeby przysunąć się do ciepła bijącego z jego ciała. Nieznajomy też się nie spieszył.
Stał blisko, a ona mogła przysiąc, że usłyszała, jak wciąga powietrze. Mocniej ścisnęła uda. Potrzebowała poznać jego imię. Kim był ten facet? Jednym z ochroniarzy Kai? Nigdy go wcześniej nie widziała.
„Czy mogę zapytać, kim pan jest?” Jemma podziękowała Bogu, że wydusiła to zdanie bez zająknięcia.
Mężczyzna cofnął się i obdarzył ją chytrym uśmieszkiem. „Jestem wujkiem Kai.” Wyciągnął dużą dłoń, a jego zegarek, prosty, lśniący, złoty, przyciągnął wzrok Jemmy. Wiedziała, że był drogi. Poznała to po wzornictwie i po pewnym siebie sposobie, w jaki się przedstawił: „Kendrick Brooks.”
Jemma była pewna, że gdzieś już słyszała to nazwisko. Gdzie… Skąd je znała? Ujęła jego dłoń, czując palące ciepło, i pomyślała: No kurczę!
Jemma spojrzała w dół na ich splecione dłonie. Czuła, jak serce wali jej w piersi, ale i tak to zrobiła.
Zatrzepotała rzęsami i oblizała wargi, przedstawiając się: „Jemma Jordon.”
KENDRICK
Kendrick poczuł, jakby ktoś wbił mu pięść w brzuch, gdy zatrzepotała rzęsami. Wypowiedziała swoje imię tak, jakby przekazywała mu jedyne słowa Ojcze Nasz.
Kurwa! Nigdy wcześniej nie widział takiej kobiety. Jej oczy płonęły ogniem, od którego jego kutas drgnął w spodniach. Ken widział w życiu wiele pięknych kobiet.
Pod koniec trzydziestki nie był żółtodziobem, jeśli chodzi o piękne kobiety. W końcu był nie tylko przystojny, ale do tego cholernie bogaty. Tak, to była prawda.
W życiu spotkał wszelkiego rodzaju kobiety, ale nigdy… Żadna z nich nie rzuciła mu uwagi tak, jak się rzuca kość ślinącemu się psu. A on był… tym ślinącym się psem.
Stłumił ochotę, żeby syknąć: „Jezus!” Czy ona zawsze tak się ubierała?
Jej królewsko niebieska jedwabna bluzka drażniła widokiem dekoltu. Koszula z długim rękawem, zapinana na guziki, była wpuszczona w obcisłą czarną spódnicę, a rajstopy opinały jej nogi i znikały pod materiałem.
Kendrick bezczelnie lustrował jej ciało wzrokiem. Ta spódnica, ta cholernie seksowna spódnica opinała krągłe uda i okrągły, idealny tyłek w kształcie serca. Tyłek, który zauważył, gdy tylko podszedł do drzwi jej klasy.
Oddałby każdy grosz, jaki posiadał, żeby zobaczyć ten tyłek wypięty na biurku. Chryste! Ta kobieta miała jeszcze czelność mieć rozcięcie z tyłu spódnicy, jakby ten strój nie wyrządzał już wystarczająco dużo szkód jego sercu i kutasowi.
Kyle nie oddał jej sprawiedliwości. Proste słowa jak „ładna” czy „gorąca” nie mogły opisać Jemmy Jordon. Te słowa były niewystarczające.
Była po prostu oszałamiająca, z kakaowymi włosami, obłędnymi wielkimi brązowymi oczami i kuszącymi ustami w kształcie łuku. Nie wspominając o uwodzicielskim głosie i sposobie, w jaki słowa spływały z jej języka. Mężczyzna mógłby sprzedać swoje serce, nie, duszę, żeby tylko usłyszeć ten głos wypowiadający jego imię.
Gdyby mógł tam stać dłużej, stałby, ale Kai uznała, że wujek zabiera jej zbyt dużo czasu lekcyjnego. Mała zawołała do swojej nauczycielki: „Pani Jordon, zrobiliśmy tęczę z kredek!”
Tak, pora było pozwolić dzieciom wrócić do zajęć, ale musiał dowiedzieć się więcej o tej pani Jordon, zanim upłynie zbyt wiele czasu.















































