Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Pięć rund

Pięć rund

Autorzy
A. Duncan
Lektury
253K
Rozdziały
39
Autorzy
A. Duncan
Lektury
253K
Rozdziały
39
🏈Historie sportowe🏃🏿‍♂️Sportowcy💪🏻Obrońca🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💕Romantyczne

Colby żyje dla walki. Treningi, tytuły i dyscyplina wypełniają każdą jego godzinę, a emocje pozostają zamknięte za szczelnym murem. Miłość to rozproszenie, na które nie może sobie pozwolić.

Wtedy burza śnieżna sprowadza z powrotem do jego życia Landry – zdesperowaną, wstrząśniętą i potrzebującą ochrony. Dziewczyna ucieka przed czymś, czego nie chce nazwać, ufając jedynemu mężczyźnie, który – jak wierzy – jej nie odprawi. Dawna przyjaźń odżywa pod powierzchnią, gorąca i znajoma. Wspólnie dzielona przestrzeń i cisza budują napięcie między strachem a pożądaniem.

Colby potrafi chronić jej ciało, ale obrona własnego serca to zupełnie inna bitwa. Czy wojownik stworzony do kontroli poradzi sobie z uczuciami, które nie dają się poskromić?

Rozdział 1

COLBY

Jest ciemno, ale reflektor podąża za nią, jakby nie miał innego wyboru. Jakby opuszczenie jej choćby na sekundę miało zmienić świat, jaki znamy.
Wszyscy wstrzymują oddech, zaciskają palce na podłokietnikach i rzadko mrugają. Co jakiś czas słychać ciche westchnienia i urywane oddechy. Ma niezwykły dar przyciągania uwagi bez najmniejszego wysiłku.
Sunie po scenie. Wiruje.
Tańczy z niesamowitą lekkością.
Sala pęka w szwach od ludzi, którzy próbują prześcignąć się w swoich najlepszych, wyjściowych strojach. Kobiety w sukniach z głębokimi dekoltami noszą mnóstwo diamentów. Trzymają pod rękę mężczyzn, którzy siedzą ze szklankami whisky.
Nawet oni są urzeczeni jej pięknem i wdziękiem, a ja w końcu rozumiem dlaczego. Obserwowanie jej ruchów przypomina patrzenie na wiatr powoli wiejący przez pole stokrotek.
Słowo „pełna gracji” to za mało, by ją opisać. Jest spokojna i piękna. Porusza się tak, jakby scena była jej jedynym miejscem na ziemi.
Miejscem, w którym czuje się najlepiej. Gdzie czuje, że przynależy. Wygląda tak, jakby została stworzona tylko do tego.
Kiedy mój najlepszy przyjaciel, Baisden, zapytał, czy nie poszedłbym na balet, myślałem, że zwariował. Sądziłem, że sobie żartuje.
Może dostał o jeden cios za dużo podczas naszego sparingu. Powiedział jednak, że jego dziewczyna została wezwana na dyżur do szpitala. Musiała odwołać ich randkę.
Była załamana i kazała mu obiecać, że wykorzysta te bilety. On bardzo kocha swoją dziewczynę.
Więc oto jesteśmy. Dwóch groźnie wyglądających, wytatuowanych facetów w pingwinich wdziankach, oglądających przedstawienie Dziadek do orzechów.
Wyglądamy zupełnie nie na miejscu na widowni pełnej kobiet. Kobiety zerkają na jedynych wolnych facetów w okolicy, choć same przyszły z mężami. Ale tylko ona jest główną tancerką i to ona przykuwa moją uwagę.
Landry Wade. Cholernie seksowna. I stanowczo za dobra dla mnie.
„Stary, trochę ci tu ślinka cieknie”.
„Spierdalaj”.
„Gdybym wiedział, że tak bardzo lubisz balet, na święta dałbym ci bilety zamiast tamtego szalika”.
„Masz na myśli ten szalik w małe elfy? Moja mama go uwielbia”.
Na chwilę otwiera szeroko oczy i łapie się za klatkę piersiową. Udaje wielki smutek.
„Powiedz mi, że nie oddałeś mojego szalika komuś innemu”.
„Pewnie, że tak zrobiłem”.
„Zobaczysz, czy następnym razem znowu ci coś kupię”.
„Daj spokój, B. Kupiłeś go na lotnisku w drodze na walkę w San Antonio. A teraz się zamknij i patrz, jak Landry robi swoje”.
„Nie wiedziałem, że jesteś takim fanem”.
„Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak dobra w tym jest. Kurde, w szkole myślałem, że po prostu wygłupia się w kapciach. Nie miałem pojęcia, że zrobi z tego karierę”.
„Czekaj… ty naprawdę znasz Landry Wade?”
„Znam to może za dużo powiedziane, ale chodziliśmy razem do szkoły. Widzieliśmy się na korytarzach. Gadaliśmy od czasu do czasu. Wiesz, kiedy trafialiśmy razem do grupy przy projektach. Ale zawsze trzymała się z innym towarzystwem niż ja”.
„Na pewno tak było. Poznałem cię, jak miałeś siedemnaście lat. Trenowałeś w siłowni swojego ojca. To nie jest typ dziewczyny, którą widuje się w takim miejscu”.
Baisden nie wiedział, że Landry była inna. Zawsze była normalna. Nigdy nie uważała się za lepszą od innych.
Chociaż pochodziliśmy z dwóch różnych światów, nigdy nie dała mi odczuć, że jestem od niej gorszy. I zawsze pilnowała, żebym robił swoją część w szkolnych projektach.
Z jej znajomymi to już była inna historia. Kręcili nosem na chłopaka, którego ojciec uczył walczyć.
Na faceta, który miał klub MMA. Pomagał biednym nastolatkom naprawić swoje życie. Czasami dostrzegał w człowieku coś dobrego.
Coś, czego nikt inny nie próbował poszukać. Baisden jest jedną z takich osób.
Szedł złą ścieżką. Utknął w grupie handlarzy narkotyków. Zbyt wiele nocy spędził na przyjmowaniu ciosów za to, że sprzedał za mało.
Wpadał w kłopoty z prawem i był przepełniony gniewem. Moi rodzice zaoferowali mu dom. Mój ojciec dał mu sposób na wyładowanie tej złości.
To było najlepsze, co mogło się wydarzyć. Nie tylko zyskałem najlepszego przyjaciela, ale Baisden odnalazł swoje miejsce w życiu.
Moi rodzice narzucili nam wszystkim surowy plan dnia. Dotyczyło to również ich własnego syna. Nie mogłem liczyć na specjalne traktowanie.
Zarabialiśmy na życie ciężką pracą. W dni wolne mama uczyła nas gotować.
Szkoła i obowiązki domowe były częścią codziennego życia. Zanim dorosnęliśmy na tyle, by o siebie zadbać, wiedzieliśmy, jak gotować, sprzątać i szybko rozwiązywać problemy.
Mój ojciec do dziś pomaga mi w treningach. Wpada i obserwuje mnie. Mówi mi, co robię źle i nad czym muszę popracować.
Nigdy nie opuszcza żadnej walki. Nieważne, czy przy ringu, czy przed telewizorem, mój ojciec to mój największy kibic i fan numer jeden.
Nigdy nie pozwolił mi stracić koncentracji. Jestem tym, kim jestem, właśnie dzięki niemu.
Występ kończy się owacjami na stojąco. Obserwuję, jak robi krok do tyłu. Pozwala innym tancerzom ogrzać się w blasku fleszy. Pokazuje, że nie tylko ona jest gwiazdą.
Szybko schodzi ze sceny na lewo, gdy kurtyna zaczyna opadać. My ruszamy alejkami w kierunku zaplecza. Przeciskanie się przez tłum jest powolne, ale od razu wiem, kiedy ją zauważam.
Uśmiech rozpromienia jej twarz. Z ożywieniem rozmawia z inną tancerką.
Odchyla głowę do tyłu w śmiechu, kładąc dłoń na klatce piersiowej. Wygląda tak radośnie i beztrosko.
Nie potrafię się powstrzymać, by nie zwrócić się do niej tak, jak w liceum.
„Wade”.
Odwraca gwałtownie głowę. Jej oczy szeroko otwierają się ze zdziwienia, gdy natychmiast mnie rozpoznaje. Jej rude włosy są nadal mocno ściągnięte do tyłu. Są wciąż tak samo wyraziste, jak zapamiętałem.
Szeroki uśmiech rozciąga się na jej twarzy. Zupełnie jak w liceum, zapiera mi to dech w piersiach. Te zielone oczy przypominają mech i błyszczą z ekscytacją, którą daje tylko udany występ.
„Benson”.
Przepychamy się przez tłum ludzi. Spotykamy się przy jednej z przenośnych szaf na kostiumy. Na powitanie szybko mnie przytula. Wyczuwam delikatny zapach jej spoconej skóry i kwiatowy aromat czegokolwiek, czym myje włosy.
„Nie byłem pewien, czy mnie poznasz”, mówię.
„Zajęło mi to chwilę. Może przez te wszystkie tatuaże, ale te niebieskie oczy nigdy się nie zmienią. Rozumiem, że widziałeś przedstawienie?”
„Tak, byłaś niesamowita. A ja myślałem, że w szkole po prostu wygłupiałaś się w kapciach”.
Śmieje się i kładzie dłoń na moim ramieniu. To przyjemne uczucie i nawet po tylu latach wciąż wydaje się znajome.
„A ja myślałam, że wdawałeś się w bójki, bo kłopoty zawsze same cię znajdowały. Nie miałam pojęcia, że zrobisz z tego karierę. Naprawdę dobrze cię widzieć, Colby”.
„Ciebie też. To mój przyjaciel, Baisden Hendrix. Jestem prawie pewien, że słyszałaś już jego nazwisko. To on mnie tu przyciągnął”.
Śmieje się i przewraca oczami.
„Przyciągnął? Miło wiedzieć, co naprawdę myślisz o balecie”.
„Załatwię ci bilety na moją następną walkę. Zobaczymy, co ty o tym myślisz”.
„Trafiony, zatopiony. Cóż, miło widzieć dwóch znanych zawodników angażujących się w sztukę. Może jest jeszcze dla was nadzieja”.
„Na jak długo jesteś w mieście?”
„Właściwie to mój ostatni występ na jakiś czas. Mój agent negocjuje kontrakt na długoterminowe wystawienie Giselle we Francji. Nie chcę wiązać się nigdzie indziej, jeśli to wypali”.
„Wow, proszę bardzo, podróżujesz po całym świecie”.
„Odezwał się ten, co siedzi w miejscu, Colby. Nadal mieszkasz tu, w Nowym Jorku?”
„Jasne, że tak. Przejąłem klub po ojcu, gdy przeszedł na emeryturę. Zrobiłem z tego coś większego i lepszego. Pomagam większej liczbie dzieciaków, które potrzebują uciec z ulicy i dostać szansę. Zwykle tam siedzę między walkami”.
„To wspaniałe, Colby”.
„Tak, tata wciąż pomaga. Nie potrafi wysiedzieć w domu i trenuje młodszych. Poza tym zawsze trzyma mnie w ryzach”.
„Brzmi niesamowicie. Nie mogę uwierzyć, że po raz pierwszy wróciłam do domu w Nowym Jorku i nie mam nic do roboty. Chyba będę musiała znaleźć sobie jakieś hobby”.
Zerka za moje ramię i wyraźnie sztywnieje. Jej dłoń natychmiast opada z mojego ramienia. Prawdziwy uśmiech znika. Na jego miejsce wskakuje grymas tak fałszywy, że aż powinna boleć ją od tego twarz.
W jej oczach nie ma już blasku, pojawia się za to niepokój. Zerkam za siebie i widzę wysokiego mężczyznę. Ma na sobie idealnie skrojony, czarny garnitur i idzie w naszą stronę.
Nawet z tej odległości widać po nim, że ma mnóstwo pieniędzy. Sam garnitur jest uszyty z najlepszej wełny i perfekcyjnie dopasowany. Jego zegarek, Patek Philippe, jest wart więcej, niż większość ludzi mogłaby sobie wymarzyć.
Jego twarz jest jednak twarda jak głaz i niewzruszona. Idzie, jakby miał ważną misję do wykonania, pewnie i miarowo. Emanuje ogromną pewnością siebie, na którą człowiek jego pokroju myśli, że zasługuje. W ramionach niesie dwa tuziny czerwonych róż.
Ma gładko zaczesane czarne włosy i ciemne oczy. Zgaduję, że jest prawnikiem albo biznesmenem. Kimś, kto niszczy ludzi, kiedy tylko ma na to ochotę.
Kiedy do nas dociera, pochyla się i całuje Landry w policzek. Uśmiecha się. Jednak ten uśmiech nigdy nie dociera do jego oczu. Jest tak samo fałszywy jak jej.
Następnie odwraca się i patrzy prosto w moje oczy, ale mówi do niej.
„Dobra robota, kochanie. Przedstawisz mnie swojemu… koledze?”
Moje dłonie odruchowo zaciskają się w pięści. Chowam je do kieszeni spodni, żeby zachować panowanie nad sobą. To nie jest mój problem i to nie jest moja dziewczyna.
„Och, dziękuję. Te kwiaty są piękne. Brandon, to Colby Benson i jego przyjaciel Baisden Hendrix. Colby i ja chodziliśmy razem do szkoły. Colby, to mój narzeczony, Brandon Jamison”.
Teraz moja kolej, by zesztywnieć. Napięcie w pomieszczeniu jest bezdyskusyjne. Nie dlatego, że mnie przedstawiła, ani nawet dlatego, że jest zaręczona. Powodem jest to, co usłyszałem w jej głosie.
Jestem wyszkolonym wojownikiem, który zwraca uwagę na wszystko dookoła. Każdy ruch, każdy dźwięk, każdą ewentualność. Bardzo starała się nad tym zapanować, ale to usłyszałem.
Słyszałem wyraźne załamanie w jej głosie, gdy mówiła. Zdenerwowanie w jej oczach. To wszystko tam jest. A potem widzę, jak potrząsa głową tak delikatnie, że gdybyś nie zwracał na to uwagi, to byś tego nie zauważył.
Ale ja zauważyłem.
Coś mi tu bardzo nie pasuje. Ta sytuacja jest całkowicie niewłaściwa. Ale ona nie chce, żebym zadawał pytania.
Nie chce, żebym robił sceny, a ja nie powinienem się mieszać. Nie do mnie należy rzucanie oskarżeń. On ani na moment nie odrywa wzroku od moich oczu. Wyciąga do mnie rękę.
To ruch mający na celu pokazanie dominacji. Ruch, który ma mi uświadomić, że on ma przewagę. Jednak wszystko, co widzę, to żałosną ciotę, która używa swoich rozmiarów i władzy, by wzbudzać strach.
Faceta, którego można powalić na ziemię, zanim w ogóle zorientuje się, co się dzieje. Nie odwracając wzroku, ściskam jego dłoń. Nie pokazuję strachu. Nie okazuję słabości.
Daję mu znać, że nie ma nade mną władzy, a ja nie mam słabych punktów. Bo niezależnie od tego, czy o tym wie, właśnie odkrył swoje.
„Colby Benson we własnej osobie. Oglądałem twoją walkę w Chicago kilka miesięcy temu. Postawiłem na tego drugiego”.
Dupek.
„Zatem bardzo ci współczuję. Bo straciłeś kupę kasy”.

Odkryj Galateę

Niefortunni przyjaciele 4: Sekretne życiaKontrakt na miłośćZ uniwersum Przepowiedni: Erotyczny One-ShotUlegając żądzy miliarderaJak przetrwać gorące włoskie lato

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorniWrzące żądze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Chętnie wrócę

by BADZIA

liczba książek: 58

Hot

by goshka

liczba książek: 106

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33