
Pierwsza szansa Książka 6
Autorzy
Lektury
25,5K
Rozdziały
12
Rozdział 102
Zepp
Słońce mnie oślepia. Podnoszę dłoń, by osłonić oczy, próbując wyraźnie ją dostrzec – moją młodszą siostrę, Rush.
Nasi rodzice, urodzeni we wczesnych latach sześćdziesiątych i dorastający w latach siedemdziesiątych, byli wielkimi fanami rocka. Poznali się na koncercie, zakochali w sobie, a reszta jest już historią.
Kiedy przyszedłem na świat w latach dziewięćdziesiątych, wciąż słuchali tych samych kawałków. Nazwali mnie Zeppelin, na cześć Led Zeppelin, bo podobno w noc mojego poczęcia leciało „Stairway to Heaven”. Rush dostała imię po zespole Rush, ponieważ w noc jej prawdopodobnego poczęcia leciał utwór „Tom Sawyer”.
Mogli wykazać się większą kreatywnością i nazwać nas na przykład imieniem któregoś z członków, ale nie, woleli nazwy całych zespołów.
Rush jest ode mnie cztery lata młodsza, ma zaledwie osiem lat. Jesteśmy na rodzinnych wakacjach w Myrtle Beach w Karolinie Południowej.
Nasi rodzice postanowili pospać dłużej, więc pozwolili nam pójść na spacer brzegiem oceanu, tuż za naszym hotelem.
Nie ma jeszcze południa, ale wilgotność powietrza jest już nie do zniesienia. Plaża jest pełna ludzi, którzy próbują uciec przed upałem.
„Zepp, chcę iść popływać” – Rush podbiega do mnie, a jej głos przepełnia ekscytacja.
„Mama powiedziała, że nam nie wolno, pamiętasz? Tylko dlatego pozwolili nam tu przyjść. Musimy poczekać, aż do nas dołączą”.
„Ale jest tak gorąco, Zepp. Tylko na chwilę wejdę do wody, obiecuję. Nic im nie powiem. Przysięgam na mały palec”. Wyciąga w moją stronę mały palec i robi swoją najlepszą błagalną minę.
Wie, że nie potrafię oprzeć się tej minie. Jestem starszym bratem, zawsze się nią opiekuję i zawsze ją rozpieszczam.
„Dobra, ale tylko na kilka minut. Musimy wyschnąć, zanim wrócimy na górę”.
„Tak!” – krzyczy, zrzucając z nóg sandały.
Znajduję miejsce na piasku, żeby rzucić koszulkę, upewniając się, że nie będzie nikomu przeszkadzać. Rush dorzuca swoje ubrania do kupki i wkrótce chłodzimy się w oceanie.
„Nie wchodź za głęboko, Rush. Woda może ci sięgać najwyżej do kolan”.
To, co miało być tylko szybką kąpielą, zamienia się w godzinne pływanie. Na zmianę uciekamy przed falami, sprawdzając, komu wychodzi to lepiej.
W końcu udaje jej się mnie namówić, żebym pozwolił zakopać się w piasku. Pożyczamy łopatkę od innego dziecka i Rush zaczyna kopać.
Pomagam jej rękami zrobić płytki dołek, na tyle duży, żebym się w nim zmieścił.
„Dobra, pomóż mi stąd wyjść”.
„Nie. Sam wyjdź”.
Rush odchodzi, kierując się w stronę brzegu oceanu. Wołam za nią: „Rush, pomóż mi z tego wyjść”. Odwraca się, śmieje i ucieka.
Próbuję uwolnić się z piasku, ale ten ani drgnie. Nigdzie nie widzę Rush. W wodzie jest za dużo ludzi.
Przechodzi obok jakiś chłopak i proszę go o pomoc. Zaczyna mnie odkopywać i wkrótce mogę poruszać kończynami i sam się uwalniam. Wtedy to słyszę.
Rozpaczliwy krzyk kobiety. „Pomocy! Ratunku! Ona tonie!”.
Patrzę w kierunku, z którego dobiega głos, modląc się, żeby to nie była Rush. Jest na to zbyt mądra. Wie, żeby nie wchodzić za daleko. Wie, że ocean jest niebezpieczny.
Zauważam kobietę, która krzyczy. Płacze, przerażona losem osoby, która właśnie tonie.
Trzech mężczyzn próbuje dotrzeć do ofiary, starając się uratować ją przed bezlitosnym żywiołem.
Widzę tylko dłonie uderzające o taflę wody, znikające i pojawiające się z każdą falą. Aż w końcu przestają się pojawiać.
A moją jedyną myślą jest to, że to nie może być Rush.
Dłoni nie widać przez wieczność, ale jednemu z mężczyzn udaje się je znaleźć i ciągnie te małe rączki z powrotem na brzeg.
To Rush.
***
Budzę się z dreszczem przy dźwiękach wyjącego budzika. Dzięki Bogu, to był tylko sen. W moich oczach zbierają się łzy. Wycieram je i zrzucam z siebie koc.
Wstaję i idę do łazienki, zapalając światło. Moje oczy potrzebują chwili, żeby przyzwyczaić się do blasku, a kiedy to następuje, wpatruję się w swoje odbicie w lustrze.
Zawsze zastanawiam się, czy inni widzą ból, który ukrywam. Czy czytają ze mnie jak z otwartej księgi.
Ten sen, ten koszmar, powraca każdego roku o tej porze. W tygodniach i dniach poprzedzających rocznicę wydarzenia, które miało miejsce w rzeczywistości.
Dnia, w którym Rush utonęła, w którym nie potrafiłem jej uratować, dnia, w którym pozwoliłem jej odejść samej.
Dnia, który załamał moich rodziców, zniszczył ich marzenia. Dnia, w którym miałem pilnować młodszej siostry, a pozwoliłem jej pływać w oceanie.
A wszystko z powodu błagalnej miny i przysięgi na mały palec. Czegoś niezwykle dziecinnego, nawet jak na dwunastoletniego mnie.
Brązowe oczy zmrużone ze smutku, różowe usta wydęte w podkówkę. Spojrzenie, którym obdarzała mnie cały czas, spojrzenie, którego już nigdy więcej nie zobaczę.
Rush nie umarła tamtego dnia, nie. Została uratowana przez nieznajomego, który w moich oczach stał się bohaterem.
Obwiniałem siebie, jego, a nawet moich rodziców za to, że pozwolili nam tego dnia wyjść bez nich. Obwiniłem nas wszystkich za to, co spotkało Rush.
Wiecie, co się dzieje, gdy mózg przez zbyt długi czas nie otrzymuje tlenu? Nazywa się to anoksją, czyli niedotlenieniem mózgu. Uszkodzenie mózgu może nastąpić już po trzech minutach bez tlenu. Lekarze uważają, że mózg Rush był niedotleniony przez siedem minut.
Rush żyje, ale nie jest już tą samą osobą, którą była. Ani tą, którą mogła się stać.
Bez tlenu komórki mózgowe obumierają. Właśnie to przydarzyło się Rush. Doznała poważnego uszkodzenia mózgu i przez sześć tygodni była w śpiączce.
Zostaliśmy w Karolinie Południowej przez cztery z tych tygodni, dopóki jej stan nie poprawił się na tyle, by można było przewieźć ją do domu helikopterem medycznym.
Budzi się dwa tygodnie później, ale tak naprawdę nie odzyskuje pełnej świadomości. Znajduje się w stanie wegetatywnym. Moja nadzieja na jej powrót do zdrowia maleje do zera. Oczy moich rodziców są pełne żalu i gniewu, w całości skierowanych na mnie.
Potem, tydzień później, zaczyna się poruszać. To prawdziwy cud, ale ona jest już inna.
Robią rezonans magnetyczny i tomografię komputerową, monitorując jej mózg, śledząc proces jego leczenia. W wyniku wypadku doznała uszkodzenia mózgu.
Rush zmaga się z długotrwałą utratą pamięci. Musi od nowa uczyć się mówić i chodzić. Musi na nowo uczyć się wszystkiego, co ośmiolatka powinna już wiedzieć. Z niektórymi rzeczami ma ogromne trudności.
Jej mowa jest powolna, a chód niepewny. Nigdy nie będzie w stanie mieszkać sama. Nie potrafi o siebie zadbać i nigdy nie dostanie szansy na niezależne życie.
W ciągu zaledwie kilku minut straciła wszystko. Straciła swoją przyszłość.
Dziś mija czternaście lat od dnia, w którym przyszłość Rush została jej skradziona z powodu wyboru, którego dokonałem.
Koszmar zawsze powraca. Ta brutalna rzeczywistość tego, co się wydarzyło, i tego, co mogłem zrobić, by zmienić bieg wydarzeń.
Muzyka jest moją ucieczką. To moje wyjście z każdej sytuacji, z którą musiałem się zmierzyć, moja ucieczka przed Rush i przed moimi rodzicami. To moja ucieczka przed poczuciem winy, że to nie ja utonąłem.
***
„Jedyną rzeczą, jaką człowiek może tak naprawdę zrobić, to po prostu iść naprzód. Zrobić ten wielki krok naprzód bez wahania, ani razu nie oglądając się za siebie. Po prostu zapomnieć o przeszłości i zmierzać ku przyszłości”.
— Alyson Noel
















































