
Porwana przez mafię
Autorzy
Annie Whipple
Lektury
2,5M
Rozdziały
61
Rozdział 1.
. . . . . . l'amore fatale del focoso Don
Jesteśmy sobie przeznaczeni, stworzeni dla siebie nawzajem.
Od kołyski, nasz związek został przypieczętowany krwią naszych rodzin.
Piękno i trucizna. Il Destino e il monser.
Niezwykła więź utkana z zapachu i tęsknoty.
Ale teraz, mroczne siły próbują ją rozerwać.
Ach, gdzie cię znajdę, moja ukochana?
Mi perfetto destino…
***
FREYA
Spojrzałam na mężczyznę po drugiej stronie baru. Szkoda, że nie ubrałam się lepiej na lot do Neapolu.
Gdy przechodził obok, poczułam jego zapach. Był mocny i męski, a jednocześnie dziwnie znajomy.
Coś we mnie drgnęło. Jakbym znalazła to, czego szukałam.
Od tej chwili nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Upiłam łyk mocnego drinka. Musiałam się uspokoić. Latanie zawsze mnie stresowało.
Znów zerknęłam na mężczyznę, który przeglądał swój telefon.
Był bardzo przystojny... Taki duży, że wyglądał zabawnie na małym barowym krześle.
Mięśnie prześwitywały mu przez czarną koszulę i niebieskie dżinsy. Widać, że dużo ćwiczył. Miał brązowe włosy, ciemnozielone oczy i wyrazistą szczękę.
Jego usta były pełne, a ja mimowolnie pochyliłam się do przodu. Wyobraziłam sobie, jak go całuję. Zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdybym miała odwagę do niego zagadać.
Zaczęłam marzyć...
„Jak masz na imię?” – zapytałabym z drugiego końca baru.
Uśmiechnąłby się i usiadł obok mnie.
Potem pochyliłby się i wyszeptał mi swoje imię do ucha, muskając wargami moje ucho.
„Spotkajmy się w łazience” – mrugnęłabym, odchodząc.
Czułabym jego wzrok na sobie, gdy bym odchodziła.
Chwilę później wszedłby do łazienki, wyglądając na bardzo zainteresowanego.
Przycisnąłby swoje ciało do mojego, niemal wypychając ze mnie powietrze.
Przyparłby mnie do umywalki, całując moją szyję, a ja oplotłabym go nogami.
– Don – podszedł do niego jakiś mężczyzna. – Czas wsiadać do samolotu.
To dziwny sposób zwracania się do kogoś, pomyślałam, dopijając drinka.
Zanim wstał, przystojny nieznajomy spojrzał na mnie po raz ostatni z figlarnym uśmiechem, jakby wiedział, o czym myślę.
„Ostatnie wezwanie dla pasażerów lotu Italia Air 2497 do Neapolu” – rozległo się głośne ogłoszenie.
– Cholera – spojrzałam na zegarek. Spóźniłam się.
Przywołałam barmankę. – Czy mogę prosić rachunek?
– Nie martw się, kochanie – powiedziała. – Ten pan tam już za ciebie zapłacił.
Jakie to dziwne... Zapłacił za mój drink, ale nie odezwał się do mnie.
Starałam się nie myśleć o nieznajomym, idąc do bramki z moim bagażem. Nie mogłam się uspokoić, choć próbowałam.
Naprawdę nie znosiłam latać.
A jedenastogodzinny lot do Neapolu nie był tym, na co miałam ochotę w dzień przed Wigilią. Ale moja matka poprosiła mnie, żebym spędziła z nią i jej mężem święta.
Wiedziałam, że zaprosiła mnie tylko dlatego, że czuła się winna.
Nie widziałam matki od szóstego roku życia, kiedy zostawiła nas dla nowego męża, pozostawiając mojego chorego ojca, by sam się mną zajmował.
W samolocie moje ręce wciąż się trzęsły.
Gdy dotarłam do swojego miejsca z tyłu samolotu, spojrzałam na mężczyznę, obok którego miałam siedzieć przez jedenaście godzin. Obejrzał mnie od stóp do głów, zatrzymując wzrok na moim biuście, zanim spojrzał mi w oczy.
Uśmiechnął się. – No, witam piękną panią.
Świetnie. Po prostu idealnie. Mam spędzić jedenaście godzin obok obleśnego faceta.
– Cześć – powiedziałam cicho.
Ignorując obleśnego mężczyznę, podniosłam torbę, by włożyć ją do schowka nad siedzeniami.
Prawie udało mi się umieścić bagaż, gdy poczułam ten sam przyjemny zapach z baru, wywołujący w moim ciele przyjemne doznania.
Nagle poczułam dłonie na mojej talii, dotykające skóry na brzuchu, gdzie podwinęła się moja koszulka.
Dłonie zacisnęły się mocniej, a ja poczułam iskry przebiegające przez moje ciało. Odwróciłam głowę, by zobaczyć, kto mnie dotyka i moje oczy rozszerzyły się, gdy go ujrzałam.
To był mężczyzna z baru.
Patrzył na mnie intensywnie, a ja wyprostowałam się. Widziałam, jak obserwuje moją reakcję.
Prawdopodobnie powinnam go uderzyć, ale zamiast tego zamknęłam oczy i rozkoszowałam się jego ramionami wokół mnie, gdy przyjemne uczucia przepływały przez moje ciało. Nie wiedziałam, że można czuć się tak dobrze.
Poczułam, jak pochyla głowę i wtula twarz w moją szyję. Odchyliłam głowę, dając mu więcej miejsca, a on wydał z siebie zadowolony pomruk.
Potem poczułam, jak całuje miejsce, gdzie szyja łączy się z ramieniem. Najpierw ugięły się pode mną kolana, a potem całe ciało zdrętwiało, gdy wydałam z siebie cichy jęk. Uśmiechnął się przy mojej szyi, śmiejąc się cicho i podtrzymując mnie, gdy oparłam się o niego, by nie upaść.
Czułam się niesamowicie.
Czyjeś chrząknięcie wyrwało mnie z transu. Pisnęłam cicho i próbowałam się odsunąć, przypominając sobie, gdzie jestem.
Usłyszałam, jak moja walizka zsuwa się w moją stronę i szybko się schyliłam, czekając, aż uderzy mnie w głowę.
Ale nic się nie stało, a zamiast tego usłyszałam: – Ostrożnie, bella mia.
Uśmiechnął się do mnie i mrugnął, zanim wepchnął moją torbę do schowka i zamknął go. Wciąż trzymając rękę na moich plecach, odwrócił się, by spojrzeć na kobietę za nim, która próbowała zwrócić naszą uwagę podczas naszej intensywnej chwili. Kobieta wyglądała na zaskoczoną i niepewnie chrząknęła ponownie.
– Przepraszam, muszę tylko dostać się do mojego miejsca, a wy blokujecie przejście. Nie chciałam przerywać waszego spotkania. Najwyraźniej dawno się nie widzieliście – uśmiechnęła się uprzejmie.
Chcąc ją poprawić, otworzyłam usta, by powiedzieć, że tak naprawdę nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, ale mężczyzna trzymający mnie odezwał się pierwszy.
– Właśnie szukaliśmy naszych miejsc. Za chwilę się przesuniemy. – Jego głos był gładki i spokojny.
Chciałam się odsunąć, pragnąc uciec od niezręcznej sytuacji, ale mężczyzna tylko mocniej mnie przytulił.
Pochylił się i szepnął mi do ucha: – Nie tak szybko... Nie uciekniesz mi tak łatwo.
Potem spojrzał na obleśnego mężczyznę, który miał siedzieć obok mnie podczas lotu. – Przesuń się – powiedział do niego.
Obleśny facet po prostu siedział i gapił się na nas przez chwilę. Czułam się bardzo niekomfortowo na myśl, że nas obserwował.
– Co? – zapytał.
– Przesuń się – powtórzył przystojny mężczyzna. – Ja tu siedzę.
– Przepraszam? Nie ruszę się. To moje miejsce.
Mężczyzna trzymający mnie zmrużył niebezpiecznie oczy. – Proszę, weź moje. – Podał obleśnemu facetowi swój bilet. – To pierwsza klasa – powiedział, obserwując, jak mężczyzna patrzy na bilet z uniesioną brwią.
– Teraz się przesuń – powiedział powoli - niemal groźnie - jakby prowokował mężczyznę, by jeszcze raz go zakwestionował.
Obleśny facet spojrzał na nas jeszcze raz, zanim wstał i szybko chwycił swoją torbę.
– Proszę, piękna – powiedział mój nowy, tajemniczy sąsiad, delikatnie popychając mnie w stronę miejsca przy oknie i podążając tuż za mną.
– Um, przepraszam za wcześniej – powiedziałam cicho, zakładając kosmyk włosów za ucho i spuszczając wzrok. Chciałam, żeby ten facet mnie polubił. – Obiecuję, że zwykle nie dotykam obcych w ten sposób.
Zaśmiałam się nerwowo. Kiedy nie odpowiedział, odchrząknęłam.
– Okej... Więc dlaczego zrezygnowałeś z biletu pierwszej klasy, żeby siedzieć aż tutaj z tyłu?
Moje oczy spotkały się z jego, a jego dłoń uniosła się, by dotknąć mojego policzka.
– Bo chciałem być blisko ciebie – powiedział głębokim głosem. Przesunął kciukiem po moim policzku, przyglądając się każdemu fragmentowi mojej twarzy. – Wow, jak mi się poszczęściło, że cię znalazłem po tym wszystkim?
Odsunęłam się od niego, nie wiedząc, jak zareagować. Musiałam go źle zrozumieć.
– Przepraszam, co powiedziałeś?
On tylko się uśmiechnął i pokręcił głową. – Nic. Nie martw się tym, bella mia. – Pochylił się w moją stronę przez podłokietnik. Byliśmy blisko jak na dwójkę obcych.
– Jestem Luca. Jak masz na imię?
Jakbym była w transie, usłyszałam swój głos mówiący: – Freya.
Jego uśmiech się poszerzył. – Freya – powiedział do siebie. – Moja Freya.
Jego oczy były takie piękne. Nie mogłam przestać w nie wpatrywać. – Aha... – powiedziałam bezmyślnie.
Zaśmiał się głośno.
Czy powiedziałam coś zabawnego?
– Nasza więź jest silna; czuję to – powiedział.
Czy to tylko ja, czy nic, co mówi, nie ma sensu?
– Co? Nasza więź? – zapytałam.
Odgarnął luźny kosmyk włosów z mojej twarzy. – Nie martw się tym.
Znów wyrwałam się z transu, w który zdawał się mnie wprawiać, gdy dziecko za nami głośno zapłakało. Zdając sobie sprawę, jak blisko byłam mężczyzny - Luki - odskoczyłam.
Czułam jego oddech na swojej twarzy.
Moje policzki natychmiast się zaczerwieniły, ale zanim zdążyłam poczuć się zbyt zawstydzona, on odezwał się.
– Jesteś moja. Jesteś moim Destino – powiedział, a jego głęboki, mocny głos zabrzmiał w moich uszach.














































