
Przebudowując cię
Autorzy
Elle Chipp (with S. S. Sahoo)
Lektury
179K
Rozdziały
18
Ucieczka przed przeznaczeniem
XAVIER
Mój telefon zaczyna dzwonić o 6:32 rano. Gra piosenka „Mr. Blue Sky”.
Zwykle by mi to nie przeszkadzało. Sam ją wybrałem. Ale kiedy słyszę, jak deszcz mocno bębni za oknem, mam wrażenie, że ta piosenka kpi sobie ze mnie.
Odbieram połączenie. Oczy mam jeszcze zmęczone od niewyspania. Słyszę zaniepokojony głos mojej siostry Lucy.
„Mama... Serce... Szpital.” To jedyne słowa, które wyłapuję z jej pospiesznie wyrzucanych zdań. Mówię jej, żeby zwolniła, zanim za bardzo się zdenerwuję.
Lucy nigdy nie radziła sobie dobrze, kiedy działy się złe rzeczy. Szkoda, że zrezygnowała z tych lekcji aktorstwa, które dostała w prezencie od naszej drugiej siostry, Danielle.
Może wtedy potrafiłaby lepiej myśleć, gdy coś idzie nie tak, zamiast wpadać w panikę.
„Chodzi o mamę. Dostałam telefon... Jest w Sacred Heart Hospital i myślą, że coś jest nie tak z jej sercem. Musisz tu natychmiast przyjechać” – w końcu mówi. Chciałbym, żeby mogła cofnąć te słowa.
Nasza mama jest tą silną w naszej rodzinie. Odkąd pamiętam, zawsze była zdrowa jak ryba. Myśl, że może być chora, wydaje mi się dziwna. Sprawdzam kalendarz, żeby upewnić się, że to nie jakiś okrutny prima aprilis.
Nie, wciąż jest czerwiec.
„Będę tam za dwadzieścia minut” – mówię jej. Już naciągam koszulkę przez głowę.
Muszę tam dotrzeć jak najszybciej. Lucy nie będzie znała żadnych informacji o ubezpieczeniu. A Danielle jest na wakacjach z mężem.
Mogę się tylko domyślać, jak bardzo Lucy się teraz martwi. Mam tylko nadzieję, że wytrzyma, dopóki tam nie dotrę.
Moje mieszkanie jest tylko dwadzieścia przecznic od szpitala. Postanawiam biec zamiast wzywać taksówkę. Przez cały czas czuję, jak serce mocno mi wali w piersi. Nie mogę przestać myśleć o tym, czy serce mojej mamy robi to samo.
Wiem, że to głupia myśl, ale nic na to nie poradzę. Kiedy tam dotrę, będę musiał być tym spokojnym dla mojej rodziny.
Na szczęście strach znika, zanim stanie się zbyt silny. Właśnie kiedy zaczyna wracać, widzę szpital. Odpycham go od siebie.
Mam za to podziękować mojemu tacie, gdziekolwiek teraz jest. Mam nadzieję, że w piekle.
Lucy jest w poczekalni. Zrywa się na równe nogi, gdy tylko mnie widzi. Na stoliku leży pusty formularz na podkładce. Po chwili uścisku podnoszę go, żeby zacząć wypełniać.
Jest nudny i długi, ale to dokładnie to, czego potrzebuję, żeby oczyścić umysł. Nie mogę się za bardzo martwić, kiedy muszę pamiętać numery ubezpieczenia i dane bankowe.
„Xavier, myślisz, że ona...” – płacz przerywa Lucy.
Mam nadzieję, że chciała powiedzieć „wyzdrowieje”, bo nie chcę myśleć o niczym innym.
Mama musi wyzdrowieć. Mam nadzieję, że któraś z pielęgniarek wkrótce nam coś powie.
Ostatnie pytanie w formularzu dotyczy tego, jak długo jej ubezpieczenie będzie ważne. Przez chwilę się martwię, bo nie wiem.
Danielle zajmowała się zmianą ubezpieczenia w zeszłym roku. Więc wyciągam telefon, żeby zadzwonić i sprawdzić.
Muzyka podczas oczekiwania jest okropna. To wesoła melodyjka, która nie pasuje do tego, jak czują się ludzie, kiedy nerwowo czekają na rozmowę z kimś.
Wskazówka minutowa na zegarze ściennym prawie zrobiła pełne koło, zanim odbiera prawdziwa osoba. Jestem zaskoczony, jak bardzo brzmię podobnie do zdenerwowanej Lucy z dzisiejszego ranka.
„Dzień dobry, dzwonię w sprawie Jeanne Knight.”
Po dziesięciu minutach odpowiadania na pytania kontrolne kobieta po drugiej stronie mówi mi coś bardzo złego.
„Przykro mi, ale wygląda na to, że jej ubezpieczenie wygasło.”
„To niemożliwe! Zostało wznowione w zeszłym roku...” – Zaraz się załamię.
„Niestety nie wygląda na to. Wysłaliśmy prośbę o ostateczny podpis pocztą, ale nigdy nie dostaliśmy odpowiedzi.”
Pocztą... Pocztą, która trafiłaby do naszego starego rodzinnego domu. Nikt z nas już tam nie mieszka. To dom, który został ojcu do sprzedania i przepuszczenia pieniędzy na swój problem z piciem i inne rzeczy.
Czy on ją dostał? Bo jeśli tak, to byłoby coś, czego nigdy bym mu nie wybaczył.
„Dziękuję za poświęcony czas.” – Rozłączam się. Przez chwilę żałuję, że nie mam już starej klapki.
Dobre uczucie zamykania jej pomogłoby mi poczuć się lepiej. Zamiast tego trzaskam kłykciami. To zły nawyk, o który mama zawsze mi mówiła, żebym tego nie robił.
„Co powiedzieli?” – pyta Lucy. Stawia dwie filiżanki kiepskiej kawy.
Jak mam powiedzieć mojej słodkiej, niewinnej młodszej siostrze, że nasza mama nie ma ubezpieczenia i może nie dostać potrzebnego leczenia?
Żadne z nas nie ma dużo pieniędzy. Wydaliśmy wszystkie nasze oszczędności, żeby wynająć mamie mieszkanie z dala od naszego ojca. Od tamtej pory próbuję rozwijać swoją firmę budowlaną, ale nie idzie mi najlepiej.
„Mówili już, czy jest przytomna?” – pytam. Mój głos jest drżący.
„Nie, wciąż jest na operacji, chyba... Co powiedzieli?” – Jej jasne niebieskie oczy są pełne niepokoju. Wiem, że kiedy jej powiem tę wiadomość, napełnią się łzami.
Siedzimy w milczeniu przez to, co wydaje się godzinami, ale musi być tylko minutami. Z tą nową złą wiadomością muszę oczyścić umysł. Co lepszego niż kolejny bieg?
Sprawdzam z Lucy, czy wszystko z nią w porządku. Potem biegnę przez ulicę w stronę parku. Zaczynam biec bardzo szybko, jakby moje życie od tego zależało.
Kałuże deszczówki chlapią pod moimi stopami. Zapach mokrej ziemi wypełnia powietrze. Pot zaczyna się zbierać na moich plecach. Popycham się mocniej, pragnąc tego uczucia.
Dobre chemikalia w moim mózgu są świetne, ale ten smutek przejmuje wszystko.
Kiedy mam zamiar skręcić za róg, widzę kobietę pochyloną nad ławką. To jedna z tych ławek w parkach, które upamiętniają kogoś, kto umarł.
Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego mnie to interesuje. Ale kiedy patrzę z powrotem na ścieżkę przede mną, widzę osobę na rowerze jadącą prosto na nią.
Ma słuchawki w uszach. Wygląda na to, że bawi się telefonem, pewnie sprawdza drogę. Nie wygląda na to, żeby zwalniał. Bez zastanowienia rzucam się do przodu i odciągam ją z jego drogi.
„Bardzo przepraszam, ale on nie patrzył, dokąd jedzie” – mówię. Wyciągam rękę, żeby pomóc jej wstać.
Jest starsza ode mnie, prawdopodobnie w wieku mojej mamy. Jest dość elegancko ubrana. Wygląda, jakby mogła być w drodze na Wall Street czy coś. Przez chwilę zastanawiam się, czy zaraz dostanę burę.
„Dziękuję! Bardzo dziękuję!” – mówi głośno.















































