
Przeklęty Partner
Autorzy
Kelsie Tate
Lektury
1,3M
Rozdziały
30
Rozdział 1
Elena stała przy oknie swojej sypialni, cicho obserwując padający za oknem śnieg. Sprawiał, że świat wydawał się spokojny. Mocniej otuliła się swetrem, przytulając ramiona do ciała, by się ogrzać.
Patrzyła, jak ludzie na zewnątrz szli w chłodzie, robiąc zakupy i ciężko pracując, by zadbać o swoje rodziny. Przejechała dłonią przez swoje długie, rozczochrane brązowe loki, a potem westchnęła.
Jej jasne niebieskie oczy odbijały światło śniegu, gdy wciąż obserwowała świat pod sobą, pragnąc być gdzieś indziej.
Elena i jej ojciec mieszkali w ostatniej ludzkiej kolonii w Idaho. Ukryli się wysoko w górach, gdzie nikt nie pomyślałby, by ich szukać. Minęło prawie trzydzieści lat, odkąd zmiennokształtni wyszli z ukrycia.
Kiedyś byli bohaterami opowieści, historii snuwanych przy ognisku albo ekranizowanych w filmach. To zmiennokształtni żyli w ludzkim świecie, teraz to ludzie próbowali przetrwać w świecie zmiennokształtnych.
Byli więksi, silniejsi, szybsi i bardziej brutalni. Wojna między ludźmi a wilkami pozostawiła świat w gruzach. Byli gatunkiem dominującym, a ludzie teraz albo byli niewolnikami, albo się ukrywali.
Elena należała do tych szczęśliwych. Tych, którzy się ukrywali.
Ich kolonia znajdowała się wysoko w górach, gdzie zimy były bardzo mroźne. Mieli małą wioskę ukrytą w gęstym lesie z dużym fortem wbudowanym w górę, z ukrytymi ścieżkami ewakuacyjnymi i schronieniami.
Większość ludzi mieszkała w małych domach zbudowanych z tego, co udało się znaleźć. Jej ojciec był jednym z doradców kolonii, więc w przeciwieństwie do wielu innych rodzin mieli prawdziwy dom z betonu. Nie że tego potrzebowali. Jej ojciec i tak prawie nigdy nie bywał w domu.
Większość dni spędzała sama, obserwując świat toczący się bez niej. Marzyła o dniu, kiedy mogłaby pójść do kina albo na studia. Mogłaby się usamodzielnić, gdzieś blisko plaży. Zawsze myślała, że plaża byłaby cudowna.
„Elena!”
Odwróciła głowę na dźwięk swojego imienia i szybko wybiegła z pokoju w stronę drzwi wejściowych.
„Witaj, tato! Jak było na radzie?”
„W porządku” — powiedział zirytowanym tonem, podając jej kurtkę. Jego duży brzuch poruszał się, gdy szedł powoli korytarzem w stronę swojego gabinetu. — „Powiedz mi, kiedy kolacja będzie gotowa.”
Cicho powiedziała „tak jest”, zanim powiesiła jego płaszcz i poszła do kuchni. Zatrzymała się, otwierając lodówkę i wpatrując się w zdjęcie ich rodziny wiszące na magnesie. Tęskniła za matką.
Zmarła dziesięć lat temu, kiedy Elena miała jedenaście lat. Jej ojciec, John, zawsze był surowy, ale kiedy matka umarła, całkowicie się w sobie zamknął. Stał się twardy i zgryźliwy, zawsze zamykał się sam w swoim gabinecie. Więc musiała szybko dorosnąć na własną rękę.
Gdy sama przygotowywała kolację, zaskoczyło ją pukanie do drzwi.
Otworzyła je, uśmiechając się na widok Brandona.
„Hej, Brandon, co mogę dla ciebie zrobić?”
„Czy twój ojciec jest w domu?” — zapytał formalnym tonem, najwyraźniej będąc tu tylko w ramach obowiązków jako członek rady, a nie jako jej przyjaciel.
„Tak, jest w swojej jaskini” — powiedziała, wzruszając ramionami, a potem przeprowadziła go do gabinetu.
„Elena” — krzyknął John, gdy zamykała drzwi — „nakryj dla Brandona.”
Wypuściła zirytowane westchnienie, zanim wróciła korytarzem do kuchni. Chwilę później wyszli, wesoło rozmawiając o jakichś plotkach z kolonii.
Elena uśmiechnęła się do nich, pragnąc być częścią rozmowy, a potem usiadła przy stole.
„Och, to wygląda świetnie, Elena” — uśmiechnął się Brandon, nabierając dużą porcję zupy.
„Znowu zupa, hmm?” — powiedział jej ojciec zirytowanym tonem, nabierając chochlę.
„Jest zima, nie ma z czego innego gotować” — odparła z odrobinę zbyt dużą dozą postawy.
Ojciec rzucił jej mroczne spojrzenie, wyraźnie niezadowolony z jej postawy. Spuściła wzrok, nerwowo bawiąc się bransoletką, którą dała jej matka, gdy była mała.
To była cienka, srebrna bransoletka z małymi białymi kamieniami. Była jedyną rzeczą, jaką miała po matce i była jej największym skarbem.
Pomachała Brandonowi na pożegnanie, gdy kolacja się skończyła i wyszedł, pozostawiając dom znowu cichym, teraz gdy jej ojciec wrócił do swojego kąta.
Podeszła do tylnych drzwi i wyszła na zewnątrz, mocno trzymając sweter, stojąc w chłodzie.
„E?”
Elena odwróciła się z uśmiechem.
„Hej” — wyszeptała, a potem objęła Brandona. Pocałował ją delikatnie w usta, a potem cofnął się, trzymając ramiona wokół niej, by ją ogrzać.
„Jak minął ci dzień?”
„Jak zwykle” — powiedziała zirytowanym tonem. — „Po prostu siedziałam tu, czekając, aż moje życie w końcu się zacznie.”
„Wkrótce zrobię tu naznaczenie i będziemy mogli się pobrać” — odparł Brandon, ściskając ją mocno.
Uśmiechnęła się lekko, a potem odwróciła się do niego.
„Dlaczego nie uciekniemy? Ty i ja... moglibyśmy się wymknąć i dotrzeć do Kalifornii. Słyszałam, że jest tam osada... moglibyśmy...”
„Zwariowałaś? To nasz dom. To jedyne miejsce, gdzie jesteśmy bezpieczni przed tymi zwierzętami.” — Cofnął się, czując frustrację. — „Twój ojciec powiedział, że wkrótce mogę zostać stałym członkiem rady. Tak ciężko na to pracowałem, na naszą przyszłość.”
Elena spuściła wzrok, przesuwając stopami po śniegu.
„Wiem... po prostu... on jest taki zimny.” — Spojrzała z powrotem na dom, myśląc o ojcu. — „Nawet by nie zauważył, że mnie nie ma, dopóki nie przyszedłby czas na kolację.”
„To twój ojciec, Elena” — powiedział cicho Brandon.
„Nie poznałbyś tego po nim...” — powiedziała cicho, a potem odwróciła się do niego. — „Nie chcę się o to kłócić. Do jutra.” — Podniosła się na palce i pocałowała go w usta, a potem weszła do środka.
Przeszła korytarzem i lekko zapukała do drzwi gabinetu, otwierając je, gdy usłyszała jego mruknięcie.
Otworzyła je powoli, wchodząc ledwo za próg.
„Dobranoc, tato.”
„Dobranoc” — powiedział cicho, jego oczy wciąż wpatrzone w książkę, gdy pocierał włosy na brodzie.
Uśmiechnęła się napięto, a potem poszła na górę do swojego pokoju. Samotność znowu wypełniła dom.














































