
Przełamać Lody
Autorzy
Pearl C
Lektury
240K
Rozdziały
44
Elena jest ambitną studentką MBA, gotową do zdobycia wymarzonej pracy, dopóki nie zostaje przydzielona do współpracy z Aidenem, osławionym hokejowym bad boyem. Mając za zadanie naprawę jego wizerunku, spodziewa się wielkiego ego i arogancji – jednak to, co otrzymuje, to iskry, pokusa i niebezpieczne przyciąganie, którego nigdy się nie spodziewała. Każde spotkanie strategiczne i medialna zagrywka popychają ją bliżej zakazanego pożądania. Kiedy sekrety, sława i presja blasku fleszy zderzają się ze sobą, Elena musi balansować na cienkiej granicy między profesjonalizmem a namiętnością. Czy serce łamiące reguły przetrwa gorącą atmosferę ławki kar?
Fatalne spotkanie
ELENA
Wpadła prosto na twardy, umięśniony tors. Uderzenie zaparło Elenie dech w piersiach, a torba zsunęła się z jej ramienia.
W jednej chwili spieszyła się przez marmurowy hol, spóźniona i zdenerwowana. W następnej odbiła się od kogoś tak mocno, że aż stanęła w miejscu. I to nie od byle kogoś. Od mężczyzny. Bardzo potężnego mężczyzny. Silne dłonie chwyciły ją za ramiona, zanim zdążyła upaść do tyłu. Utrzymały ją w miejscu mocnym, stanowczym uściskiem.
„Patrz, gdzie idziesz, bo jeszcze zrobisz komuś krzywdę”. Głos był niski i ostry, pełen irytacji.
„N-nie chciałam”, powiedziała Elena bez tchu. „Przepraszam”. Jej policzki zapłonęły, gdy na niego spojrzała, a potem zupełnie zapomniała, jak się mówi.
Mężczyzna górujący nad nią wyglądał, jakby jego miejscem była arena walk, a nie eleganckie korytarze Harley Business School. Był wysoki. Szeroki w ramionach. Zbudowany tak, jakby siła była wpisana w każdy centymetr jego ciała.
Jego ciemne włosy były lekko zwichrowane. Wyglądał, jakby po prostu przeczesał je dłonią i uznał, że to wystarczy. Jego szczęka była twarda i surowa. Sugerowała, że ten człowiek rzadko się uśmiecha.
Ale to jego oczy sprawiły, że zamarła w miejscu. Szare. Zimne jak lód. Tak wściekłe, że niemal rzucały iskry. Jej puls zawstydzająco przyspieszył.
Przez krótką chwilę jego dłonie wciąż spoczywały na jej ramionach. Jego wyraz twarzy nie złagodniał. Pojawiło się w nim jednak coś nieodgadnionego. To było zawahanie. Spojrzenie, które zatrzymało się na jej twarzy o ułamek sekundy za długo, zanim mężczyzna się opamiętał. Potem jego uścisk zacisnął się raz, niemal nieświadomie. W końcu cofnął się i ją puścił.
Po utracie tego kontaktu Elena prawie się zachwiała. „Przepraszam”, powtórzyła, tym razem ciszej.
Jego wzrok opadł na jej usta, a potem tak szybko wrócił do jej oczu, że mogło jej się to tylko przewidzieć. Jego twarz stwardniała. Bez słowa odwrócił się i ruszył w dół wielkich schodów. Każdy jego krok emanował irytacją.
Elena stała jak wmurowana w ziemię. Jej serce biło o wiele za szybko jak na zwykłe zderzenie z nieznajomym. „Kim on do cholery był?”, mruknęła do siebie.
„Elena!”
Odwróciła się na dźwięk swojego imienia. Becky machała do niej z dołu schodów i już szła w jej stronę.
Kiedy dotarła do Eleny, jej wzrok powędrował za oddalającą się sylwetką mężczyzny. Zagwizdała cicho pod nosem. Becky była jej najbliższą przyjaciółką i jedynym ratunkiem na tych zajęciach. Jako jedyna nie oceniała jej za to, że kompletnie nie znała się na sporcie.
„Wow”, powiedziała Becky. „To było imponujące”.
„On jest…” Elena wypuściła powietrze, wciąż próbując dojść do siebie. „On jest zawodnikiem?”
„I to pod wieloma względami”, powiedziała Becky z uśmiechem. „Tylko ty mogłaś tak źle zacząć znajomość z najgroźniejszym graczem w drużynie”.
„Najgroźniejszym graczem?” powtórzyła Elena.
„To był Aiden Donnelly”, powiedziała Becky, kiwając głową w stronę schodów.
Aiden. To imię zupełnie do niego nie pasowało.
„Współpraca z nim jest niezwykle trudna”, ciągnęła Becky, gdy ruszyły w górę schodów. „To jeden z najlepszych obrońców w kraju. Jest też najdroższym zawodnikiem Bulldogs. Praktycznie to on rządzi drużyną”.
„Skąd to wszystko wiesz?” zapytała Elena, zerkając na nią.
„Mam pięciu starszych braci”, powiedziała Becky. „A jak myślisz, o czym rozmawialiśmy przy obiedzie?”
„O promocjach na męskie dezodoranty Axe?”
„Chciałabym. Przez osiemnaście lat wąchałam zapach nieumytych chłopaków. Mój zmysł węchu został trwale uszkodzony”.
„Dzięki, że podzieliłaś się ze mną tą informacją, Becks”.
„Nie ma sprawy”, powiedziała Becky.
Dotarły na szczyt schodów. Dopiero wtedy Elena w pełni uświadomiła sobie, gdzie się znajduje. To była Bostońska Biblioteka Publiczna. Odbywała się tu gala charytatywna i uroczysta kolacja biznesowa.
Elena była spóźniona i była to wyłącznie jej wina. Została po zajęciach, żeby wypytać profesora Adamsa o najnowsze zadanie.
Nic nie mogła na to poradzić. To było najbardziej ekscytujące zadanie w całym semestrze. A właściwie to było najbardziej ekscytujące zadanie podczas jej całej nauki w Harley Business School.
Dzięki niemu mogła zbliżyć się do swojego celu. Chciała zostać doradcą w jednej z trzech największych firm konsultingowych.
„Pięciu najlepszych studentów dostanie szansę zaprezentowania swoich wyników przed firmą McGinley Consulting Firm. Jeden z nich otrzyma ofertę pracy po ukończeniu studiów. Nie zepsujcie tego, dzieciaki”.
Zeszłotygodniowe ogłoszenie profesora Adamsa wciąż brzmiało w jej głowie. Nadal sprawiało, że miała ochotę krzyczeć z radości. Elena rzadko wierzyła w drogę na skróty czy darmowe prezenty od losu. Jednak ta okazja była po prostu zbyt dobra, by ją zignorować.
Uczelnia Harley Business School połączyła siły z firmą McGinley i drużyną Boston Bulldogs w ramach tegorocznego zadania z zarządzania w rozrywce. Każdy student został przydzielony do jednego z zawodników Bulldogs. Miał za zadanie pomóc mu w budowaniu osobistej marki i strategii wizerunkowej.
Udana współpraca oznaczała zdobycie najlepszej pracy na uczelni. Elena bardzo jej pragnęła. Doskonale bowiem wiedziała, jak wygląda inna droga.
Jej matka wracała do domu wyczerpana. Pachniała delikatnie tym, czym akurat zajmowała się w pracy. Czasami były to środki czystości, czasami tłuszcz kuchenny. Rzucała torbę przy drzwiach, a potem zmuszała się do uśmiechu.
„Dajemy radę”, powtarzała zawsze, nawet gdy wcale tak nie było.
Elena wcześnie nauczyła się, by nie prosić o więcej. By nie potrzebować więcej. A co najważniejsze, by nie marnować takiej okazji, jak ta.
Początkowo zapisała się na te zajęcia tylko po to, by zdobyć zaliczenie. Teraz jednak była zachwycona. Zwycięstwo w tym projekcie mogło dać jej wymarzoną pracę.
Właśnie dlatego została po zajęciach, by porozmawiać z profesorem Adamsem. Każda dodatkowa informacja mogła jej pomóc. Niestety, to opóźnienie kosztowało ją ominięcie powitalnych drinków.
„Ale jesteś spóźniona”, powiedziała Becky, gdy szły w stronę głównej sali. „My już poznaliśmy drużynę”.
„Co takiego?” Elena odwróciła się do niej. „Czy to nie powinno się odbyć na zajęciach? Tam przecież bym była”.
„Wyluzuj”. Becky lekko trąciła ją w ramię podczas marszu. „I tak nie dowiemy się, kto jest naszym partnerem, aż do zajęć. Co najwyżej straciłaś szansę, by pomarzyć, że dostaniesz Jake'a Showaltera”.
„A kto to taki?” zapytała Elena.
Becky jęknęła. „Daj spokój, Elena. Powinnaś chociaż wiedzieć, kto jest kapitanem”. Mówiła dalej, gdy szły. „Krążą plotki, że ma najzgrabniejszy tyłek w całej lidze. Nawet nie żartuję. Magazyn Us Weekly napisał o tym artykuł”.
„Nie obchodzi mnie to, Becky”, powiedziała poirytowana Elena. „Nie interesuje mnie liga NHL… ani tyłki hokeistów”.
Weszły na salę. Powietrze wypełniał dźwięk brzęczących kieliszków i uprzejmy śmiech. To była mieszanka rozmów, wyuczonych uśmiechów i wielkich możliwości.
Elena wyprostowała się nieco. Była gotowa wmieszać się w tłum najważniejszych ludzi związanych z drużyną Bulldogs. To była ta chwila. Jej szansa, by się wyróżnić. Jej szansa na wygraną. Jej szansa, by zbudować sobie lepsze życie.
Becky przysunęła się bliżej, a jej głos zniżył się konspiracyjnie. „Tylko się módl, żebyś nie trafiła na Aidena Donnelly'ego”, powiedziała.
Elena wypuściła cicho powietrze. „Co najgorszego może się stać?” zapytała, próbując nadać swoim słowom lekki ton.
Becky posłała jej ostre spojrzenie. „Mówię poważnie”, powiedziała. „To najgroźniejszy zawodnik w całej drużynie”.
Wzrok Eleny niemal bezwiednie powędrował z powrotem w stronę wielkich schodów. Tam właśnie zniknął ten mężczyzna.
Niebezpieczny. Trudny. Dokładnie taki typ człowieka, jakiego powinna unikać.
Ścisnęło ją w żołądku. Znając jej szczęście…
„Panno Swan”, powiedział ktoś.
Elena się odwróciła. Profesor Adams przeciskał się do niej przez tłum. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
„Ach”, powiedział, spoglądając na jej zaczerwienione policzki. „Wygląda na to, że poznała pani już swojego partnera”.
Poczuła ukłucie niepokoju. „Co takiego?”
Uśmiechnął się, wyraźnie rozbawiony. „Aiden Donnelly”.
Oczy Eleny natychmiast omiotły salę. Instynktownie zaczęła go szukać. Znalazła go w pobliżu baru. Jego szerokie ramiona były na wpół odwrócone. Rozmawiał z innym zawodnikiem, trzymając w dłoni drinka. Ani razu nie spojrzał w jej stronę.
Profesor Adams pochylił się lekko. „Słyszałem, że Aiden jest trochę niechętny do udziału w tym projekcie”, powiedział. „Pomyślałem więc, że będzie pani idealną partnerką, żeby go zmotywować”.
Elena wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. „Przydzielił mnie pan do mężczyzny, który przed chwilą prawie na mnie nakrzyczał?” zapytała.
Profesor Adams zachichotał. „Przydzieliłem mu studentkę, która ma największe szanse, żeby z nim przetrwać. Będziecie mieli okazję poznać się jutro na zajęciach”.
Po drugiej stronie sali Aiden w końcu podniósł wzrok. Jego szare oczy spotkały się z jej spojrzeniem. Były zimniejsze, twardsze i o wiele bardziej niebezpieczne niż wcześniej.
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników











































