
Buntownicze dusze Książka 4: Serce w rozsypce
Autorzy
Lektury
68,7K
Rozdziały
22
Rozdział 1
Księga 4: Serce z lodem
TANK
Minęło dużo czasu, odkąd klub zorganizował prawdziwą, ostrą imprezę. Wszystko uspokoiło się, odkąd Prez wziął ślub. Potem Hawk i Bender się zaręczyli, i zrobiło się jeszcze spokojniej.
Gdyby nie dramaty, które przyniosły ze sobą ich kobiety – w postaci swoich byłych – byłoby wręcz cholernie nudno.
A ja nie radziłem sobie z nudą. Potrzebowałem odskoczni.
Myślałem, że dobrze radzę sobie z ukrywaniem uczuć do Brendy, ale Carrie się zorientowała. Lwice były cholernie spostrzegawcze. Nic nie umykało ich uwadze.
Nie byłem do końca pewien, co według niej się działo, ale byłem pewien, że przypisywała mi więcej zasług, niż w rzeczywistości mi się należało.
Bo tak naprawdę nic się nie działo. Oprócz tego, że cicho do niej wzdychałem, nie mogłem oderwać od niej wzroku i błagałem, żeby dała mi szansę.
Zarzekała się, że nie tknie żadnego z braci po tym, jak myślała, że zaszła w ciążę z Hawkiem. Już wtedy jej pragnąłem.
Hawk postąpiłby słusznie i uczyniłby ją swoją kobietą, ale wtedy straciłby Charlie. A ja byłem gotów wkroczyć i zrobić dla niej to, co należało.
Zrobiłbym z niej swoją kobietę, nawet wtedy. Nawet gdyby była w ciąży z dzieckiem innego faceta, i tak bym jej pragnął.
Byłem głupcem, bo tak długo zajęło mi uświadomienie sobie, że jest kobietą idealną. Nie mogłem uwierzyć, że nikt inny jeszcze nie uczynił jej swoją, co tylko dowodziło, że wszyscy moi bracia z klubu też byli głupcami.
Potrząsnąłem głową i wróciłem myślami do teraźniejszości. Nie mogłem uwierzyć, że minęło już półtora roku od śmierci Jenny.
Dziecko Preza miało już jakieś osiem miesięcy. U Charlie było widać ciążowy brzuch. Carrie nie była w ciąży, ale ona i Bender byli obrzydliwie szczęśliwi i planowali ślub.
Minęło około dwóch miesięcy, odkąd Bender oświadczył się na plaży. Dwa miesiące od nocy, kiedy w końcu wyznałem Brendzie, co czuję. Od nocy, w której mnie spławiła.
Kiedy Bender oświadczył się Carrie, zostaliśmy na plaży do późna w noc. Piliśmy, śmialiśmy się i w zasadzie robiliśmy to samo co w klubie, tyle że tuż obok oceanu.
Greaser rozpalił ognisko, a Brenda siedziała cicho przy ogniu z drinkiem w dłoni.
Nie zawsze mogła cieszyć się imprezami; szczerze mówiąc, rzadko to robiła. Była zbyt zajęta byciem naszą barmanką, kucharką, sprzątaczką i matkującą postacią dla młodszych chłopaków.
Ale tej nocy nie było tam baru, a Carrie nalegała, żeby Brenda wzięła sobie wolne. Obserwowałem z daleka, jak tańczyła z klubowymi dziewczynami.
Musiały ją wyciągnąć z miejsca, w którym siedziała. Nie była niczyją kobietą, ale moim zdaniem wciąż była najbardziej wartościową kobietą w klubie.
Piła, śmiała się i kołysała w blasku ognia i księżyca, a ja ją obserwowałem. W całkowicie nieprzerażający sposób.
Dobra, to mogło być trochę przerażające.
Ale nie mogłem się powstrzymać. Czułem się, jakbym był w jednej z tych piosenek country, które mój ojciec zawsze puszczał na farmie, gdy dorastałem.
Jej kasztanowe włosy wirowały swobodnie, gdy kręciła się i tańczyła. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Odchyliła głowę do tyłu, śmiejąc się, a potem prychnęła na tyle głośno, żebym to usłyszał.
Lwice wybuchnęły wtedy śmiechem, a Liza upadła na piasek, próbując się opanować.
Charlie próbowała pomóc jej wstać, ale skończyło się to tak, że sama też wylądowała w piasku. Upadła miękko, co było dobrą wiadomością, bo była w ciąży.
Siedziałem obok Seala, podczas gdy nasza główna trójka stała blisko swoich kobiet. Kiedy zorientowali się, jak bardzo są pijane, zainterweniowali. Zgarnęli je i zabrali do namiotów, które rozbili na plaży.
Chociaż wciąż nie byłem pewien, jaką wymówkę miała Charlie. Przecież nie mogła pić.
Kiedy inne kobiety zostały zabrane, Brenda tańczyła dalej. Zupełnie sama.
Mnóstwo razy tańczyliśmy w klubie, ale nigdy z nią nie spałem. Wtedy nie miałem pojęcia, czy wie, co do niej czuję. Skoro Carrie to zauważyła, ona też musiała o tym wiedzieć.
Myliłem się.
Dokończyłem piwo i klepnąłem Seala w klatkę piersiową, dając mu znać, że spadam. Przeszedłem przez plażę, kierując się prosto w jej stronę.
„Zatańczysz?” – zapytałem.
„Pewnie”. Posłała mi na wpół pijany uśmiech. Położyłem dłonie na jej biodrach i przyciągnąłem ją do siebie, mocno ściskając.
Z głośnika Bluetooth leciała czyjaś playlista. Kiedy piosenka zmieniła się z szybkiej na wolną, zwolniłem kroku i przyciągnąłem ją jeszcze bliżej, tak że przylegała do mnie całkowicie.
Oplotła mnie ramionami za szyję, gdy lekko potykaliśmy się w piasku. Muzyka nagle się zmieniła i poleciało „Ride” Chase’a Rice’a.
Odwróciłem głowę i zobaczyłem, jak Carrie posyła mi pijane puszczenie oka, podczas gdy Bender próbował wyrwać jej telefon z ręki. Pokręciłem na nią głową, ale w duchu podziękowałem jej za starania.
Postanowiłem wtedy, że będę musiał jej przypomnieć, jak bardzo nienawidziła każdej minuty, kiedy Charlie próbowała swatać ją z Benderem. Ale w ich przypadku to podziałało.
Miałem nadzieję, że u nas też tak będzie.
Piosenka zadziałała swoją uwodzicielską magią. Przynajmniej na mnie.
Policzek Brendy opierał się o moją klatkę piersiową, a jej dłonie bawiły się moimi włosami na karku. Musiałem zdusić jęknięcie. Uczucie jej delikatnych palców na mojej skórze było niemal nie do zniesienia.
Kiedy piosenka wreszcie się skończyła, odsunąłem się od niej. „Przejdziesz się ze mną?”
„Jasne” – odpowiedziała.
Nie protestowała, kiedy chwyciłem ją za rękę i ruszyłem w stronę brzegu. Pełnia księżyca rozświetlała nocne niebo, więc widać było wszystkie gwiazdy.
Nigdy nie byłem romantykiem, ale w tamtej chwili poczułem, że chcę nim być. Usiadłem na wilgotnym piasku, pociągając Brendę za sobą. Usadowiła się między moimi nogami i oparła o moją klatkę piersiową.
„Jesteś taka piękna” – szepnąłem do niej. Odwróciła głowę, taksując mnie swoimi piwnymi oczami.
Uroczo zmarszczyła brwi, a między nimi pojawiła się bruzda. Zamarła w bezruchu, gdy pochyliłem głowę, by pochwycić jej usta.
Smakowały dokładnie tak słodko, jak to sobie wyobrażałem. Wydała z siebie zaskoczone westchnienie, ale odwzajemniła pocałunek.
Ująłem jej twarz w dłonie i przesunąłem językiem po jej wargach, prosząc o dostęp. Jęknęła, ale szybko wcisnęła hamulec.
„Tank” – szepnęła. „Obiecałam sobie, że nie tknę żadnego brata z klubu”.
Wiedziałem to. Cały klub to wiedział.
„A co, jeśli chciałbym, żebyś została moją kobietą?”
Zaśmiała się głośno, po czym zacisnęła usta, zdając sobie sprawę, że mówię poważnie. „Mówisz poważnie?” Kiwnąłem głową. „Oszalałeś”.
Próbowałem zatrzymać ją przy sobie, ale odsunęła się, tworząc między nami dystans. Dystans, którego nienawidziłem.
„Wcale nie oszalałem”.
„Miały rację”.
„Kto miał rację?” – zapytałem. Czułem, jak sam marszczę brwi, wpatrując się w nią.
„Carrie, Charlie i Rachel. Cały czas rzucały aluzje.
Ciągle gadały, że to absurd, że nie jestem niczyją kobietą. Pytały, czy wyobrażam sobie siebie z którymś z was, i z kim. Powiedziałam, że z Brickiem”.
Prychnąłem na ten jej żart. Lwice pewnie miały z tego niezły ubaw. Akurat wybrałaby brata, który był gejem. „Ja mówię poważnie. Myślałem o tym od dłuższego czasu”.
„Skoro to prawda, dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?”
Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo mówiła dalej.
„Nie możesz odstawiać tego samego gówna co reszta. Tych typowych motocyklowych bzdur w stylu kiedy wiem, to po prostu wiem”.
„A dlaczego nie?” – rzuciłem wyzywająco.
„Bo znasz mnie od lat”.
„Ale wiem o tym od momentu, w którym to poczułem. To znaczy, po prostu wiedziałem”.
Rozszerzyła oczy. „Nie, Tank. Moja odpowiedź brzmi nie”.
„Daj mi szansę – proszę”.
„Nie mogę”. Wpatrywałem się w nią. „Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Tank. Nie mogę cię stracić”.
Nie zdążyłem nic więcej powiedzieć. Nie miałem okazji jej wyznać, że ona też była moją najlepszą przyjaciółką i że nigdy by mnie nie straciła, bo wyrwała się i pobiegła z powrotem do ogniska.
Chwytając garści piasku, z frustracją rzucałem nimi w stronę wody.
Spławiła mnie.
A teraz, dwa miesiące później, wciąż do niej wzdychałem. I to mniej dyskretnie niż wcześniej. Co gorsza, toczyłem wewnętrzną wojnę z samym sobą.
Kiedy kobieta mówiła „nie”, oznaczało to, że powinienem się wycofać. Ale moi bracia z klubu tego nie robili. I dobrze na tym wychodzili.
Siedziałem w boksie z Sealem i Echo, obserwując ją. W ogóle się z tym nie kryłem.
Byłem pewien, że wszystkie dziewczyny wiedziały, co zaszło między nami na plaży.
Zawsze, gdy mieliśmy zebranie klubu, one urządzały własne. Te, które nie były w ciąży, piły alkohol, śmiały się i rozmawiały o swoich facetach.
„Potrzebuję kolejnego drinka” – powiedziałem. Wysunąłem się z boksu, chwyciłem pustą szklankę po whiskey i poszedłem z nią do baru.
Barbara stała dzisiaj za barem razem z Brendą, tak jak to zwykle bywało, kiedy klub był otwarty dla ludzi z zewnątrz.
Barbara była wolna, a Brenda podawała drinki jakimś dziewczynom, które ledwie wyglądały na pełnoletnie.
Mogłem podejść do Barbary. Wbrew temu, co myślał klub, nie było między nami złej krwi. Zamiast tego jednak poczekałem, aż Brenda będzie wolna.
Kiedy dwie dziewczyny, które obsługiwała, odeszły, podszedłem bliżej i oparłem się o bar. Trzymałem szklankę i potrząsnąłem nią. „Mogę prosić o dolewkę?”
„Pewnie” – powiedziała.
Kiedy wzięła ode mnie szklankę, nasze palce się musnęły. Moje ciało zareagowało tak, jakbym znów był czternastoletnim chłopakiem. Takim, który nie potrafił zapanować nad burzą hormonów.
Odwróciła się i przeszła na drugą stronę, gdzie trzymano moją ulubioną whiskey. Chowała ją specjalnie dla mnie.
Nawet po tym, jak wszystko spieprzyłem, a ona odeszła ode mnie na tamtej plaży, wciąż dbała o to, żeby mojego ulubionego trunku nie zabrakło.
„Proszę bardzo” – powiedziała.
„Dzięki, mała”. Uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła to delikatnym uśmiechem.
Chciałbym wiedzieć, co czuje. Czasami przyłapywałem ją, jak na mnie patrzyła. Mógłbym przysiąc, że ona też coś do mnie czuje. To było pewnie tylko pobożne życzenie.
Od kiedy mnie spławiła, staczałem się po równi pochyłej.
Nie byłem dla niej wystarczająco dobry.
Zasługiwała na kogoś lepszego.
Oczywiście, że mnie nie chciała.
Nie zasługiwałem na miłość.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie, kiedy na nią patrzyłem. Za mną w kolejce stali prawdziwi klienci, ale ona wciąż stała przede mną.
Spuściła wzrok, unikając mojego spojrzenia. Miała coś do powiedzenia, ale tego z siebie nie wyrzuciła.
„Złapiemy się później, mała”. Puściłem do niej oko. Stąpałem ostrożnie, ale się nie poddałem. Nie mogłem z niej zrezygnować. Nie teraz. Może nawet nigdy.
Wróciłem do boksu, w którym siedziałem z Sealem i Echo. Echo zniknął, prawdopodobnie z Cinnamon, Cherry albo Daisy, ale jego miejsce zajął Brick.
Nasza trójka była tutaj jak piąte koło u wozu.
Seal wciąż wzdychał do córki prezesa meksykańskiego klubu, którą chroniliśmy blisko rok temu. Jeszcze o niej nie zapomniał. Odkąd wróciliśmy, nie tknął żadnej innej kobiety.
I to wcale nie z braku opcji. Brick nie miał w pobliżu żadnego innego geja, a przynajmniej nic nam o tym nie było wiadomo. A ja byłem zadurzony w Brendzie.
Byliśmy trzema żałosnymi dupkami, wzdychającymi i samotnymi. Cóż, Brick może do nikogo nie wzdychał, ale wciąż był sam.
Siedzieliśmy w trójkę w milczeniu i obserwowaliśmy, jak tłum upija się coraz bardziej.
Lwice tańczyły, podczas gdy ich drugie połówki pożerały je wzrokiem. Obserwowałem Brendę w ten sam sposób, ale nie miałem do tego prawa.
To mnie jednak nie powstrzymywało.
Cały czas wracałem do baru po alkohol. Za każdym razem wpatrywałem się w nią coraz dłużej. Im bardziej byłem pijany, tym było gorzej.
Kiedy tuż przed trzecią nad ranem ogłosiła ostatnią kolejkę, nawet już nie udawałem dyskretnego.
Lwic już dawno nie było; ich faceci zabrali je tuż po północy.
Większość samotnych braci zniknęła z jakąś klubową pijawką albo inną kobietą, która przewinęła się przez drzwi. Brick poszedł spać, Seal zresztą też.
Obserwowałem, jak Brenda wyprasza wszystkich, którzy nie mieszkali w klubie i nie mieli zaproszenia, żeby zostać.
Wróciła za bar, całkowicie mnie ignorując. Patrzyłem, jak ona i Barbara stoją blisko siebie, szepcząc cicho. Barbara spojrzała na mnie, a potem znów coś szepnęła.
Barbara i ja byliśmy ze sobą zżyci, tak było od zawsze. Miałem nadzieję, że zachwala mnie swojej upartej siostrze.
Barbara westchnęła ciężko, a ja rozpoznałem ten sfrustrowany dźwięk. Była zirytowana na młodszą siostrę. Nie tylko ona.
Ale jej upór był jedną z jej najbardziej pociągających cech.
Tak samo jak sposób, w jaki o wszystkich dbała. Nie rozumiała tylko, że nie chciałem, żeby opiekowała się również mną. To znaczy, i tak to robiła, ale ja chciałem zaopiekować się nią.
Nigdy nie pozwalała nikomu o siebie zadbać. Była zbyt zajęta troszczeniem się o wszystkich innych, w tym o swoją siostrę i matkę.
Jako jedyny w klubie wiedziałem o jej matce. Dowiedziałem się tylko dlatego, że Barbara mi powiedziała. Nawet tego nie planowała; to było pijackie wyznanie.
Być może właśnie wtedy zaczęło się moje zauroczenie Brendą.
Jak można nie kochać kobiety tak bezinteresownej jak ona?
Nigdy nie rozumiałem, dlaczego Hawk nie uznał jej za swoją. Byli kumplami do pieprzenia przez prawie rok czy coś w ten deseń. Najwyraźniej nie można było nikogo zmusić do miłości.
To mnie denerwowało, bo jeśli mnie nie kochała, nie mogłem jej do tego zmusić. Ale ja również jej pragnąłem.
Barbara szepnęła coś ostro, zanim wyszła zza baru. Posłała mi niepewny, przyjazny uśmiech, po czym wyszła przez główne drzwi.
Zostaliśmy tylko my dwoje, ja i Brenda. Patrzyła na mnie, ale nie potrafiłem odczytać wyrazu jej twarzy.
Nie byliśmy sami od tamtej nocy na plaży. Robiła wszystko, co w jej mocy, żeby do tego nie dopuścić.
Zbierając się na odwagę, wstałem. Niczego się nie bałem – ani śmierci, ani glin, ani tego, że ktoś machał mi gnatem przed twarzą. Nie bałem się już nawet własnego ojca.
Ale Brenda? Napędzała mi takiego stracha, że robiłem w portki.
„Hej, mała”. Uśmiechnąłem się do niej.
„Hej” – powiedziała. Przecierała bar, tak jak robiła to co noc. Nadal na mnie nie patrzyła, a jedyne, czego pragnąłem, to żeby te piwne oczy podniosły się i spotkały z moimi.
Bałem się jej, ale ona też się mnie bała. Bała się podejść zbyt blisko, bała się, że może poczuć do mnie to samo, co ja do niej.
Zaczęło się od przyjaźni. Kiedy zdałem sobie sprawę, że chcę, by została moją kobietą, nie rzuciłem się na nią od razu. Dopiero co otrząsnęła się po fałszywym alarmie z ciążą i zarzekała się, że ma dość braci z klubu.
Założyłem, że w końcu zmieni zdanie i że powalę ją na kolana, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Tak się jednak nie stało. Nigdy nie zmieniła zdania.
Więc zamiast tego spędzałem z nią każdą wolną chwilę. Chciałem być kimś więcej niż tylko jej przyjacielem, ale to właśnie jej przyjaźń okazała się czymś, czego tak bardzo mi brakowało.
Nikt nie potrafił rozśmieszyć mnie tak jak ona. Miała absurdalne poczucie humoru i nie bała się zrobić z siebie pośmiewiska.
Pewnego razu poszliśmy do knajpy. Przypadkowo oblała się keczupem i zamiast się jeszcze bardziej zawstydzić, chwyciła czerwoną plastikową butelkę i wycisnęła keczup na całą swoją białą koszulkę.
Mogłem się tylko śmiać, patrząc na to. „Co ty wyrabiasz?” – zapytałem, kręcąc głową.
„Sztuka z jedzenia” – odpowiedziała, wzruszając ramionami. Spojrzałem na nią tępym wzrokiem. „No co? Wygląda to o wiele lepiej z tą abstrakcyjną sztuką z keczupu niż z jedną paskudną plamą”.
„W porządku” – powiedziałem. „Ale jak zamierzasz wrócić do klubu? Nie ma mowy, żebym wpuścił cię na mój motocykl całą w tym czymś”.
Musiałaby przycisnąć klatkę piersiową oblaną keczupem do moich pleców. Uwielbiałem, gdy ze mną jeździła, ale nie zamierzałem ryzykować uwalenia motocykla keczupem.
„Ups” – powiedziała, jakby dopiero zdała sobie sprawę ze swojego błędu. „Zdejmij koszulkę”.
„Co?” – zapytałem.
„Daj mi swoją koszulkę”.
„I mam jechać w samej kamizelce?”
„To jakieś trzy minuty drogi, a poza tym widziałam cię jeżdżącego bez koszulki setki razy”.
Dałbym tej kobiecie wszystko.
Położyłem na stole plik banknotów, wystarczający na opłacenie obu naszych posiłków. Potem wstałem i zrzuciłem kamizelkę. Podałem jej ją do potrzymania i ściągnąłem koszulkę przez głowę.
To był pierwszy raz, kiedy naprawdę widziałem, że na mnie patrzy. Jasne, widziała mnie wcześniej bez koszulki. Cholera, prawdopodobnie widziała mnie nawet nago.
Ale jej wzrok łapczywie przesuwał się po moim ciele. To było moje pierwsze przeczucie, że może, ale to tylko może, odwzajemnia moje uczucia.
Podałem jej koszulkę i odebrałem kamizelkę. Zarzuciłem ją na siebie, odwróciłem się i wyszedłem z knajpy, przepełniony nowo odkrytą pewnością siebie.
Okazała się bezpodstawna.
Ale wciąż próbowałem.
„Możemy pogadać?” – zapytałem.
Skończyła wycierać bar i zaczęła uzupełniać alkohol na jutro. „Jest późno, Tank. Idź spać”.
„Proszę”.
Zacisnęła usta, patrząc na mnie. „Masz mi do powiedzenia coś poza błaganiem, żebym dała ci szansę?”
Wypowiedziała te słowa cicho, a kiedy to zrobiła, wydawało się, że sama w nie nie wierzy. Jakby tak naprawdę chciała zapytać o coś zupełnie innego. Pokręciłem głową.
„Jest późno, Tank” – powtórzyła. „Idź do łóżka. Możemy porozmawiać jutro”.
„Nawet jeśli nie mam o co prosić poza daniem mi szansy?”
„Nawet jeśli to wszystko. Możemy pogadać jutro, ale jestem wykończona i muszę się przespać”.
„Okej”. Uśmiechnęła się do mnie, ale było w tym uśmiechu coś dziwnego. „Śpij dobrze, mała”.
Posłałem jej jeszcze jedno przeciągłe spojrzenie, po czym wyszedłem z baru i ruszyłem po schodach w stronę łóżka.
Rozebrałem się do naga i opadłem na sam środek łóżka, kładąc się na brzuchu.
Sen przyszedł z łatwością.
Zawsze tak było.
Ale koszmary też pojawiały się szybko.
Jak można było się spodziewać, po trzech godzinach, ledwie po szóstej rano, obudziłem się zlany zimnym potem, na wpół przytomny i wciąż uwięziony w koszmarze.
Nie ma mowy pomyślałem. Moje ciało rzucało się na łóżku, gdy atakowały mnie wspomnienia.~
Tatusiu! Przestań! Proszę, nie!
To boli!
Bądź mężczyzną! odkrzyknął do mnie.~
Patrzyłem na sześcioletniego siebie, ponownie przeżywając wspomnienie, które próbowałem wymazać z pamięci od ponad dwudziestu pięciu lat.
Ale bez względu na to, jak mocno z nim walczyłem, nie chciało zniknąć.










































