
Buntownicze dusze Książka 6: Dobij targu
Autorzy
Lektury
68,0K
Rozdziały
23
Rozdział 1
Księga 6: Seal the Deal
SEAL
Obudziły mnie odgłosy wiertarki. Tank i reszta chłopaków znowu się za to wzięli — kończyli wykańczać remont klubu.
Prez, Hawk, Bender i pozostali, którzy mieli swoje kobiety, mogli się cieszyć własnymi domami i nikt ich nie budził skoro świt.
Ja też miałem dom, ale nigdy tam nie bywałem. Tank namówił mnie na kupno podczas jednej z misji, gadając, że to dobra inwestycja czy coś w tym stylu.
Nie potrzebowałem żadnych inwestycji. Dzięki klubowi miałem dość kasy na resztę życia, nawet nie musząc zarabiać na odsetkach.
Zrzuciłem z siebie kołdrę i wszedłem do łazienki. Mój kutas był twardy — jak zawsze, gdy śniłem o niej.
Luciana.
Lucia w skrócie.
Minęły ponad trzy lata, a wciąż nie mogłem o niej zapomnieć — i nigdy nie zapomnę.
Stojąc pod strumieniem wody, próbowałem zmusić kutasa, żeby opadł. Nienawidziłem tak zaczynać dnia — z ręką na sobie, wyobrażając sobie, że znowu jestem w niej.
Jeden raz. Miałem ją tylko jeden raz — dobra, jedną noc, kiedy brałem ją raz za razem — ale to wystarczyło, żeby zrujnować mi resztę życia.
Żadna inna kobieta nie mogła się z nią równać. Nie chciałem nikogo, skoro nie mogłem mieć jej.
Nie mieliśmy nawet luksusu utrzymywania kontaktu.
Nie wiedziałem nawet, gdzie jest, i nienawidziłem tego. Nie miałem żadnej możliwości, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo. Zrobiłem dla niej wszystko, co mogłem, gdy pomagałem jej uciec przed ścigającymi ją ludźmi — tymi, którzy zamordowali jej ojca.
Najemnicy już nie żyli. Wiedziałem, że ma numer Axela, gdyby znowu wpadła w tarapaty. Dawanie jej mojego numeru nie było bezpieczne, ale i tak jej go zaproponowałem.
„Weź go”, szepnąłem, wciskając jej w dłoń złożoną kartkę. Mój charakter pisma był tak staranny, jak tylko potrafiłem, gdy wypisywałem dziesięć cyfr mojego numeru telefonu.
„Nie mogę”, powiedziała, a głos łamał jej się z każdym słowem, gdy walczyła ze łzami. „Jeśli go wezmę, nigdy nie będę w stanie do ciebie nie zadzwonić. Oboje wiemy, że to się nie może zdarzyć.”
Łzy napłynęły jej do oczu, a ja zmuszałem swoje, żeby nie zrobiły tego samego, patrząc na kobietę, która w ciągu dziesięciu dni, które spędziliśmy razem, skradła mi serce.
„Proszę, Luciana”, szepnąłem. Oddech uwiązł jej w gardle. Luciana — jej pełne imię — tak ją nazywałem, gdy poprzedniej nocy spędziłem dwanaście godzin ciemności między jej nogami, wielbiąc ją.
Lucia — tak przedstawiała się każdemu, a pełne imię zachowywała dla kochanka. „Lucy”, poprawiłem się szybko, a kąciki jej ust uniosły się lekko, mimo smutku.
Axel kompletnie nie potrafił wymówić jej imienia i nie chciał nazywać jej inaczej niż Lucy, więc kiedy chciałem ją podroczyć, dołączałem do niego.
„Luciana. Dla ciebie zawsze będę Luciana.”
„A co, jeśli będziesz mnie potrzebować?”
„Zawsze będę cię potrzebować, Reed.” Moje prawdziwe imię — nie Seal, jak nazywały mnie te wysysaczki dusz, nie fałszywe imię podane pod fałszywym pretekstem. Imię, które dali mi moi adopcyjni rodzice ponad trzydzieści lat temu.
„Jeśli nie uda mi się skontaktować z Axelem, wiem, jak cię znaleźć”, obiecała. „Wiem, że jeśli będę cię potrzebować, mogę do ciebie przyjść. Nigdy cię nie zapomnę.”
Słowa były tuż na końcu języka.
Kocham cię, Luciana — na zawsze.
Ale nie mogłem ich wypowiedzieć. Jak mówisz coś takiego komuś, a potem odchodzisz na resztę życia?
Więc ją pocałowałem. Wlałem w ten pocałunek wszystko — każde uczucie, które we mnie wyrosło, każdą nadzieję i marzenie o przyszłości, której nigdy nie będziemy mieli.
Kiedy się odsunąłem, jej oczy wciąż były zamknięte. A ponieważ byłem tchórzem, odwróciłem się i odszedłem, zostawiając ją tam, w jej nowym domu — tym, który dla niej zabezpieczyliśmy — i po prostu odszedłem.
Wspomnienie uderzyło mnie jak pół tony betonu, przygważdżając stopy do podłogi prysznica, podczas gdy ból zgniatał mi ciało. Nawet to okropne wspomnienie odejścia nie sprawiło, że mój kutas opadł.
Uderzyłem otwartą dłonią w ścianę prysznica, nie przejmując się, czy obudzę Bricka i Bubblesa po drugiej stronie.
Odkąd wrócili do siebie i mieli dziecko, niezliczoną ilość razy nie dawali mi spać swoim ruchaniem. A jeśli nie ruchali się, to płakała Nova.
Dziecko mogło zostać, ale ci dwaj palanci potrzebowali własnego cholernego domu. Bubbles ciągle obiecywał, że dom będzie niedługo gotowy, ale ten sukinsyn najwyraźniej czerpał jakąś pokrętną przyjemność z dręczenia mnie.
Westchnąłem, wydychając jej imię. „Luciana.” Zaczynając od nasady, powiodłem ręką w górę swojego ciała, wyobrażając sobie jej wydęte usteczka wokół mnie.
Luciana była żywą, oddychającą, chodzącą doskonałością. Miała ciemne oczy, które zahipnotyzowały mnie w pierwszej chwili, gdy w nie spojrzałem.
Była wysoka, prawie metr osiemdziesiąt, z nogami, które ciągnęły się w nieskończoność — grubymi i kształtnymi. Biodra miała szerokie, a talię miękką.
Wyobraziłem sobie, jak mój wzrok wędruje po jej ciele — zaczynając od stóp, w górę wzdłuż kształtnych nóg, po biodrach do talii, aż do jej małych i jędrnych piersi, a potem po delikatnej linii szyi.
Pamiętałem kształt jej twarzy idealnie — trochę okrągły, z policzkami, które wyglądały na za duże jak na nią.
Usta miała pełne, z wyrazistym łukiem Kupidyna, tak głęboko wyciętym, że górna warga wyglądała, jakby łączyła się tylko wąskim paseczkiem. Sprawiało to, że ciągle wyglądała na nadąsaną, nawet gdy taka nie była.
Jej oczy, w tym samym odcieniu brązu co moje, były niespokojne i pełne strachu przez cały czas, który spędziliśmy razem — z wyjątkiem nocy, którą spędziła w moich ramionach.
Przyspieszyłem ruchy ręki na kutasie, wspominając jedyny raz, kiedy ją miałem.
„Lucia, co ty robisz?” Zsunęła się do mnie na podłogę, gdzie spałem obok jej łóżka. To była moja ostatnia noc na warcie, zanim następnego dnia mieliśmy ruszyć z powrotem wzdłuż wybrzeża, do klubu.
„Proszę, Seal.” Nienawidziłem, kiedy nazywała mnie Seal. „Potrzebuję poczuć się bezpiecznie. Przy tobie czuję się bezpiecznie.”
Obrazy migały mi przed oczami, a orgazm narastał, jądra podciągały się. To, jak powiedziałem jej swoje prawdziwe imię. To, jak jęczała je cicho do mojego ucha, gdy jej cipka zaciskała się na moim kutasie.
To, jak wyciągnęła ze mnie orgazm, ledwo dając mi czas, żeby wyjść i spuścić się na jej brzuch — za pierwszym razem.
Gdzieś po drodze przestałem wychodzić, odmawiając wylewania spermy gdziekolwiek indziej niż w nią.
Sperma wystrzeliła ze mnie i uderzyła w podłogę prysznica, zmywana wodą, gdy ciężko oddychałem. Kutas opadł, ale było już za późno.
Cały dzień będę o niej myślał — o tym, co mogło być, o tym, z czego musiałem zrezygnować, kiedy ją zostawiłem.
Gdyby poprosiła mnie, żebym został, żebym porzucił to życie, moich braci i wszystko, co tu miałem — zrobiłbym to.
Moi bracia — ten klub — byli moją rodziną, jedyną rodziną, jaką miałem od śmierci rodziców i wyrzucenia z marynarki wojennej. Ale oddałbym to wszystko, żeby to ona stała się moją rodziną.
Na początku myślałem, że będę wściekły — że pragnę kogoś tak bardzo, że oddałbym za nią całe swoje życie — ale nie byłem wyjątkiem w tym klubie. Byłem regułą.
Prez oddałby nas wszystkich za Rachel, Hawk za Charlie, Bender za Carrie, i tak dalej, i dalej, i dalej — aż, gdyby kobiety tego zażądały, nie byłoby już żadnego klubu.
Ale one tego nie chciały. Kochały swoich mężczyzn i ten klub.
Tamten pierwszy raz był dopiero pierwszym razem tamtej nocy. Spędziliśmy całą noc rozmawiając, pieprząc się, dzieląc się sekretami i najdzikszymi marzeniami, aż wzeszło słońce i przyszedł czas, żebym odszedł.
Kiedy wyjeżdżałem, wiedziała o mnie więcej niż ktokolwiek inny w moim życiu, łącznie z sekretami, które ukrywałem przed braćmi.
Kochałem ją wtedy i kocham nadal.
Zakręciłem wodę, wyszedłem z prysznica, wytarłem się i nagi wszedłem do sypialni.
Już słyszałem, jak mała Nova płacze, domagając się porannej butelki. Tym razem winą za jej przebudzenie obarczyłem Tanka i bandę niedopasowanych, wciąż samotnych braci, którzy pomagali mu kończyć remont.
Odkąd nasza wojna z Bratvą skończyła się kilka miesięcy temu, było śmiertelnie nudno. Pewnie tak zostanie, dopóki nie pojawi się kolejna kobieta któregoś z braci. Zawsze przynosiły ze sobą kłopoty w postaci byłych.
Tym razem to nie była wina żadnej z kobiet, ale i tak obarczałem winą związki, bo to one otaczały nas, kiedy Brick i Bubbles wreszcie ogarniali, co jest między nimi.
Związki to same kłopoty.
Nie czułem dotyku kobiety od lat — od Luciany — i nie chciałem go czuć, bo nie mogłem mieć tej jedynej, której naprawdę pragnąłem.
Kiedy wszedłem do baru, śniadanie było już rozłożone, co oznaczało, że Brenda tu jest… albo że Boomer znowu próbuje nas otruć.
„Dzień dobry.” Odwróciłem się i zobaczyłem Brendę siedzącą w zwykłym boksie zarezerwowanym dla ekipy. Miała synka na piersi, z podciągniętą bluzką.
„Przestań gapić się na cycki mojej kobiety”, warknął Tank, wchodząc z zewnątrz i wsuwając się na miejsce obok swojej kobiety i dzieciaka.
„Nie gapiłem się.” I rzeczywiście się nie gapiłem — przynajmniej nie aż tak. A nawet jeśli patrzyłem na jego kobietę karmiącą jego dziecko, to wyobrażałem sobie zupełnie inną kobietę i zupełnie inne dziecko.
Wszystkie trzy ciężarne kobiety w końcu urodziły — wszystkie w ciągu siedemdziesięciu dwóch godzin.
To były szalone kilka dni, zwłaszcza dla Doca i Carrie, którzy odbierali porody — no, tylko dwa z trzech.
Liza zaczęła rodzić wcześniej niż planowane cesarskie i myśleliśmy, że może będzie musiała urodzić tutaj, bo poród postępował tak szybko. Dziecko okazało się ułożone pośladkowo i pędem zawieźli ją do szpitala.
Ostatecznie dostała swoją córeczkę — i podwiązanie jajowodów, bo wazektomia Handsa najwyraźniej nie zadziałała, skoro znowu zaszła w ciążę. Dali jej na imię Shana.
Rachel urodziła drugiego syna — małego chłopca, który wyglądał jak kopia starszego brata.
Razem z Prezem dali mu na imię Blade — drogowe imię Preza, zanim został Prezem — co było zdecydowanie lepsze niż Storm, ale jednocześnie… nie do końca. Storm i Blade?
Zresztą — to nie moje dzieci, nie muszę żyć z ich imionami. I tak nie będą potrzebowały drogowych ksywek, kiedy dorosną.
Brenda urodziła pierwsza, zaraz po tym, jak opadł kurz po naszej wojnie. Urodziła chłopca z ognistoczerwonymi włosami. Dali mu na imię Sin.
Żadne z tych dzieciaków nigdy nie będzie miało normalnego imienia.
Tak, wyobrażałem sobie inne dziecko, bo moje na pewno nie miałoby rudych włosów. Nie z moimi koreańskimi korzeniami i z pewnością nie z meksykańskimi korzeniami Luciany.
Przez chwilę pozwoliłem sobie zatopić się w wyobrażeniach, jak wyglądałyby nasze dzieci — brązowa skóra o ciepłym odcieniu, głębokie brązowe oczy i dziki gąszcz ciemnych włosów. Miałem nadzieję, że byłyby kręcone jak jej.
Ale to nigdy się nie zdarzy.
Nałożyłem sobie śniadanie, ignorując groźne spojrzenia Tanka i jego zaborczość wobec kobiety.
Odgłosy budowy trwały dalej, nawet po tym, jak skończyłem jeść, więc wyszedłem na zewnątrz zobaczyć, czy mogę pomóc.
Znalazłem Boomera, Inka i Echo, którzy wsuwali kuloodporne okno do jednej z sypialni na parterze. Było to jedno z ostatnich, które wymagały wymiany.
To była jedna z wielu modernizacji, która powinna nastąpić wcześniej, ale byliśmy zajęci.
Lawinowe pojawianie się kobiet w życiu klubu przez ostatnie trzy lata sprawiło, że wszystko stanęło, podczas gdy chaos wybuchał wokół nas.
Tył klubu został wzmocniony, droga ewakuacyjna też. Ogrodzenie było wyższe, a na górze zelektryfikowane.
Szopa, w której trzymaliśmy przykutych więźniów, została wzmocniona i łatwiej było teraz kogoś w niej przykuć. Diesel był ostatnim, który tam wisiał, ale na pewno nie ostatnim w ogóle.
„Potrzebujecie pomocy?” zapytałem.
Echo odwrócił się i posłał mi gniewne spojrzenie. Miał jointa zwisającego z ust, jak zawsze — zwłaszcza gdy siedział za laptopem albo zamykał się w swoim pokoju, robiąc cokolwiek tam robił godzinami.
Cholera, gość pewnie nawet miał jointa w ustach, kiedy zabierał do pokoju kilka wysysaczek dusz naraz.
Pot spływał mu po czole po ciemnobrązowej skórze. Pokazał mi środkowy palec, a pierścienie na jego dłoni błysnęły w słońcu.
Echo był najchudszy z nas i strzelał jak ślepiec, ale jego umiejętności komputerowe były zabójcze — dlatego zwerbował go ojciec Hawka, kiedy jeszcze był Prezem.
Kobiety go uwielbiały, a on uwielbiał kobiety. Słyszałem, jak gadały o jego kolczyku w języku i o tym, co potrafił nim robić.
Zastanawiałem się, jak Luciana zareagowałaby na kawałek metalu na moim języku, gdy liżę jej cipkę.
Pokręciłem głową i patrzyłem, jak pracują, ciesząc się, że sam nie muszę haratać.
Kiedy okno było na miejscu, obejrzeli swoją robotę, a potem weszli do środka.
Ja zostałem, zaciągając się papierosem — czymś, co obiecałem Lucianie, że rzucę. I rzuciłem — w większości. To wciąż był nerwowy nawyk, który czasem wracał.
Wszedłem z powrotem do środka i usiadłem w boksie z Docem, który skinął mi głową znad kubka kawy.
Kilka minut później wyglądało na to, że cała nasza ekipa weszła przez drzwi, ciągnąc za sobą gromadkę dzieciaków. Poziom hałasu wzrósł o tysiąc procent, gdy dzieciaki zaczęły biegać dookoła.
Petra trzymała Carrie za rękę, a Bender szedł za nimi. Petra kurczowo się jej trzymała, jakby mogła zniknąć.
Od śmierci matki wtuliła się w ramiona Carrie i w zasadzie ich nie opuściła, bojąc się stracić nową matczyną postać. Nie nazywała jeszcze Carrie mamą, ale miałem przeczucie, że wkrótce zacznie, a niedługo potem Bender stanie się tatą.
Bubbles i Brick weszli, Bubbles karmił Novę butelką. Wciąż nie znali jej prawdziwego wieku ani daty urodzenia, ani w zasadzie niczego o niej, ale kochali ją i szacowali, że ma teraz około dziewięciu miesięcy.
Kolor jej oczu zmienił się niedługo po tym, jak ją znaleźli, a Carrie — nasza rezydentna pielęgniarka i ekspertka od niemowląt — powiedziała, że zwykle dzieje się to około szóstego miesiąca życia. Więc tyle jej przypisali, wybierając losowy dzień na jej urodziny.
Tyle cholernych dzieciaków.
Wciąż urządzaliśmy imprezy, a klub nadal był otwarty dla publiczności w piątkowe i sobotnie wieczory, żeby zarobić dodatkową kasę, ale z tymi wszystkimi bachory biegającymi dookoła było inaczej.
A ja nigdy nie dorzucę kolejnego bachora, bo nie mogę mieć jedynej kobiety, którą chciałbym widzieć jako matkę mojego dziecka.
„Chcesz się przejechać?” zapytał Doc.
Skinąłem głową i wstałem.
Radość z jazdy była jedyną rzeczą, której utrata Luciany mi nie odebrała.
Tylko dlatego, że nigdy nie zdążyłem posadzić jej na tylnym siodełku mojego motocykla.
Podobne książki
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników















































