
Buntownicze dusze Książka 5: Cegła po cegle
Autorzy
Lektury
59,2K
Rozdziały
22
Rozdział 1
Księga 5: Cegła po cegle
Wstęp
Brick był otwartym gejem od wczesnej młodości. Ale z jakiegoś powodu przyciągał tylko facetów, którzy się z tym ukrywali.
Kiedy dołączył do klubu motocyklowego Rebel Souls, przyznanie się do orientacji było pierwszą rzeczą, jaką zrobił. Nigdy nie zostałby tam, gdzie go nie akceptowano. Nigdy nie zamierzał się ukrywać.
Nie spodziewał się jednak, że w klubie znajdzie miłość swojego życia.
Bubbles był jednym z największych podrywaczy w klubie. Skakał od jednej pijawki do drugiej. Zawsze był hetero... a przynajmniej tak myślał. Wszystko się zmieniło, kiedy poznał Bricka.
Przez rok, kiedy Brick był prospektem, Bubbles potajemnie do niego wzdychał. Próbował zapomnieć o swoich uczuciach, sypiając z klubowymi dziewczynami, ale to wcale nie działało.
Nawet gdy w końcu przyznał się do swoich uczuć przed samym sobą, a potem przed Brickiem, Bubbles wciąż nie był gotowy na ujawnienie się. Wbrew zdrowemu rozsądkowi Brick zaczął się z nim spotykać. Ukrywali to przed wszystkimi w klubie.
Kilka miesięcy później Bubbles w końcu był gotowy na ten krok, ale Brick miał już tego wszystkiego dość.
Z powodu przypadkowej kuli Bubbles pocałował Bricka na oczach całego klubu. Nic go już nie obchodziło. Prawie stracił miłość swojego życia i miał już dość ukrywania się.
Dopóki nie uciekł ze strachu.
Zaledwie kilka dni po ich gorącym pocałunku przy wszystkich, Bubbles poprosił Preza o status nomady. Kiedy go otrzymał, zniknął na kilka długich miesięcy.
Brick wiedział tylko tyle, że on wciąż żyje. Wiedział to, bo Bubbles musiał regularnie meldować się u Preza.
Kiedy Bubbles w końcu wrócił po trzech miesiącach, wszystko się zmieniło.
Czy dla Bricka i Bubblesa jest już za późno? Czy Bubbles spieprzył to tak bardzo, że Brick nigdy mu nie wybaczy?
BRICK
Wiosenny wiatr na mojej twarzy wydawał się chłodny, chociaż był to najcieplejszy dzień w tym roku.
Dodałem gazu na moim Harleyu Low Riderze. Greaser dopiero co założył mi wysoką kierownicę, a ja zabrałem maszynę na małą przejażdżkę.
Miałem wrażenie, że przez ostatnie dwa miesiące tylko jeździłem. Ale to nie pomagało mi o nim zapomnieć. Jasne, że nie. Wspomnienia o nim były wszędzie.
Był w moim pokoju w klubie. Był w każdej pieprzonej części klubu. Nie mogłem wejść do żadnego pokoju, żeby go nie widzieć. Był jak pierdolony duch, który mnie nawiedzał. Tyle że wcale nie umarł.
Gdyby tak było, może mógłbym ruszyć dalej. Ale to by oznaczało, że już nigdy więcej go nie odzyskam.
Byłem na niego wkurwiony. Nienawidziłem go za to, że po cholernym roku bycia razem wreszcie się przyznał i nagle uciekł. A jednak wciąż miałem nadzieję, że dostaniemy naszą drugą szansę.
Wzdychałem do niego jak jakiś zakochany dzieciak. Nawet podczas jazdy czułem go obok siebie. Pamiętałem wszystkie nasze wspólne tajne przejażdżki.
Widziałem jego krzywy uśmiech, gdy na mnie patrzył. Jego jasnoniebieskie oczy zawsze błyszczały psotną iskrą.
Nawet po zachodzie słońca przysiągłbym, że widzę blask na kółku, które zawsze nosił w nosie. I na kolczykach w obu uszach.
Nigdy wcześniej nie spotykałem się z facetem, który miał kolczyki. Wciąż czułem metal w ustach, gdy ssałem jego przekłute sutki. Ale wspomnienie tych wszystkich kolczyków wcale nie było najgorsze.
Najgorsze było to, że widziałem w pamięci jego dłonie na kierownicy motocykla. Pamiętałem, jak wyglądały srebrne pierścionki na jego palcach.
Pamiętałem te same palce, które tyle razy pieściły mnie aż do orgazmu. Pamiętałem, jak napinały się, gdy ściskał kierownicę lub dodawał gazu.
Widziałem w wyobraźni jego kask nisko na głowie, ale ten obraz szybko zmieniał się w inny, ten w czapce z daszkiem. Zawsze nosił czapkę typu snapback, oczywiście tyłem do przodu. Przytrzymywała ona jego długie włosy w niskim koczku na karku.
W końcu znów mogłem jeździć, co bardzo mi pomogło.
Przez pierwsze cztery tygodnie po jego wyjeździe nie mogłem jeździć z powodu gojącej się rany po kuli w nodze. Rana zostawiła po sobie paskudną bliznę po obu stronach, bo przeszła na wylot.
Utknąłem w klubie. Ukrywałem się w pokoju i unikałem naszej cholernej Dumy oraz ich ciągłych pytań. Uwielbiałem kobiety moich braci, ale wolałem rozmawiać o ich facetach, a nie o moim.
I właśnie dlatego wolałem ich unikać.
Zadowolony z tego, jak maszyna prowadzi się z nową kierownicą, zjechałem na zjazd. Zawróciłem i skierowałem się z powrotem do klubu.
Potrzebowałem drinka. Alkohol i zioło nie sprawiały, że zapominałem o Alecu. Ale też w niczym nie pogarszały sytuacji.
Im bliżej byłem domu, tym mniej byłem pewien, czy jazda to na pewno ucieczka, czy też nie.
Kiedyś zawsze tak było. Ale teraz nawet wiatr w twarz i wibracje maszyny pode mną nie mogły powstrzymać myśli o nim, które wkradały się do mojej głowy.
Przez ostatnie tygodnie najczęściej odtwarzałem w pamięci chwilę, w której pocałował mnie po raz pierwszy.
To było w noc mojej imprezy, kiedy dostałem barwy. Klub zawsze wiedział, że jestem gejem. Nie miałem żadnego powodu, żeby to ukrywać.
Przeszedłem przez istne piekło z powodu mojej orientacji. Moi rodzice wysłali mnie na obóz konwersyjny dwa razy, zanim skończyłem osiemnaście lat.
Zazwyczaj wynajmowano nowemu członkowi striptizerkę. Chociaż w klubie nie brakowało tuzina chętnych pijawek, nawet bez sprowadzania striptizerek czy prostytutek.
Tyle że żaden z nich nie był mężczyzną. Więc ogłosili gejowską noc w barze i otworzyli drzwi. Dosłownie miałem do wyboru dziesiątki facetów. Kobiety nie były jedynymi, które leciały na kamizelki.
Znalazłem seksownego, starszego faceta. Starsi mężczyźni zawsze byli w moim typie. Tańczyłem z nim, dopóki nie poczułem jego twardego kutasa ocierającego się o mnie przez ojcowskie dżinsy.
Zaprosiłem go do mojego pokoju, a on zgodził się bez wahania. Całowaliśmy się, a on przyciskał mnie do drzwi sypialni. Szarpałem się, żeby je otworzyć, kiedy nagle ktoś go ode mnie odciągnął.
„Spadaj” – warknął na niego Alec. Mój adorator, którego imienia nie znałem i które w ogóle mnie nie obchodziło, wyglądał na przerażonego.
Alec budził strach. Nie był największym facetem w klubie, to miano solidnie należało do Tanka i Bendera. Ale rozumiałem, dlaczego ktoś mógł uznać jego wygląd za przerażający.
Kiedy nie byliśmy tylko we dwójkę, miał na twarzy groźny, wściekły wyraz. To całkowicie przeczyło jego beztroskiemu charakterowi.
Do kurwy nędzy, ten facet przebrał się kiedyś za Bubbles z Atomówek, od czego wzięła się jego ksywka.
Przed imprezą z okazji zdobycia barw znałem go tylko jako Bubblesa. Zdecydowanie należał do ludzi, których trzeba poznać, żeby zrozumieć, że nie są dupkami. Nawet jeśli z jego twarzy można było wyczytać co innego.
„Co do kurwy?” – warknąłem na niego wkurwiony. „Jeśli zamierzasz być homofobicznym dupkiem...”
Moje słowa przerwał głęboki warkot. Przysunął mnie do drzwi i wpił się w moje usta.
Zwykle uważałem, że mam całkiem niezły gejdar. Ale w przypadku Aleca najwyraźniej mocno się pomyliłem. Nie miałem pojęcia, że mu się podobam.
Wiedziałem już wtedy, że sypianie z bratem z klubu to zły pomysł. Ale on całował mnie tak, jakby tonął, a ja byłbym jedyną osobą, która mogła go uratować.
Moje dłonie wbiły się w koszulkę, którą miał pod kamizelką. Złapałem go i przyciągnąłem jeszcze bliżej.
Pchnął moje drzwi i wpadliśmy do pokoju. Utrzymaliśmy się na nogach tylko dlatego, że kurczowo się siebie trzymaliśmy.
Dotarliśmy do łóżka i upadliśmy. On wylądował na mnie. Alec zdążył zamknąć drzwi kopnięciem, zamykając nas w środku. Potem opadł na mnie i przygwoździł moje ręce nad moją głową.
Byłem przyzwyczajony do kontrolowania swoich partnerów, ale jemu chętnie oddałem władzę. Kolczyk w jego wardze łaskotał moje usta. Metal ocierał się o mnie i sprawiał, że mój kutas pulsował dla niego jeszcze mocniej.
Nawet teraz, po ponad roku, nie byłem pewien, co się stało. Nie wiedziałem, co zepsuło tę chwilę.
Czy to był jęk, który z siebie wydałem? Czy to, że jak tylko puścił moje nadgarstki, wsunąłem dłoń między nas i złapałem jego kutasa przez spodnie?
A może to sposób, w jaki sam jęknął przy tym dotyku, tak bardzo go przeraził?
Tak czy inaczej, uciekł. Wstał z mojego łóżka szybciej niż ktokolwiek inny. Z ciężkim oddechem gapił się na mnie. Jego wargi były spuchnięte od naszych namiętnych, ciężkich pocałunków.
Wyglądał na tak zdezorientowanego tym, co się właśnie wydarzyło.
To był pierwszy raz, kiedy po prostu nawalił.
Przez rok, kiedy byliśmy razem, uciekał więcej razy, niż mógłbym zliczyć. Bał się swojej orientacji i tego, co to oznaczało. Bał się ujawnić kim jest.
A kiedy w końcu myślałem, że sobie z tym poradził, kiedy ujawnił się przed klubem i pocałował mnie, zgłaszając do mnie publiczne prawa, uciekł jak jakaś pieprzona tchórzliwa dziwka.
Więc tak, byłem na niego maksymalnie wkurwiony. Ale to wcale nie znaczyło, że przestałem go kochać. Albo że nie chciałem, żeby znowu do mnie wrócił.
Wjechałem na parking przed klubem. Zaparkowałem maszynę w rzędzie i zsiadłem. Zostawiłem kask i ruszyłem prosto do środka.
Dziś wieczorem była impreza Boomera. Prez miał zwołać zebranie za kilka godzin. Wtedy mieliśmy oficjalnie przyjąć go do klubu.
Miał zostać wybrany jednogłośnie. Chłopak nie tylko zabił Joe, ale też przyjął kulę za Carrie.
Kiedy wszedłem do środka, nasza Duma, jak zawsze, jako pierwsza zauważyła moją obecność.
„Wszyscy wychodzą!” – krzyknęła Rachel, wstając z miejsca. Była w piątym miesiącu ciąży i w końcu zaczynało to być po niej trochę widać.
Liza i ona miały w zasadzie ten sam termin porodu. Brenda miała rodzić trzy tygodnie przed nimi. Trzy kolejne bachory dla klubu. Chłopaki zdecydowanie nie wiedzieli, jak działa pieprzona antykoncepcja.
„Ciebie to też dotyczy” – powiedziała do Preza, który jak zwykle siedział z Benderem i Hawkiem. „Wszyscy wychodzą oprócz Bricka”.
„Skarbie” – powiedział Prez. „Nie możesz wyrzucić mnie z mojego własnego klubu”.
Posłała mu spojrzenie, które wyraźnie mówiło: patrz i się ucz. „Idź postrzelać czy coś” – powiedziała.
Westchnął ciężko, ale nigdy nie potrafił jej odmówić. „Wszyscy wychodzą. Oprócz Bricka”.
Kurwa. Naprawdę rzucał mnie na pożarcie tym lwicom.
„Boomer!” – krzyknęła Charlie. „Zanim wyjdziesz, przynieś nam butelkę whiskey”.
Boomer, jak na grzecznego chłopca przystało, kiedy miał do czynienia z Dumą, posłusznie wykonał polecenie.
Kiedy klub opustoszał, a przynajmniej strefa baru, bo wszyscy uciekli do swoich pokojów albo na zewnątrz, byłem zmuszony usiąść z dziewczynami. Próbowały mnie tak osaczyć od czasu wyjazdu Aleca.
Kiedy podszedłem do stołu, czekała na mnie szklanka wypełniona po brzegi whiskey, którą przygotowała Charlie. Wypiłem wszystko duszkiem. Potem przysunąłem sobie krzesło, usiadłem na nim tyłem i oparłem się o stół.
„Musimy porozmawiać o Bubblesie” – powiedziała Charlie.
„Nie chcę o nim rozmawiać. Pogadajmy o Hawku”.
„Poczujesz się o wiele lepiej, jak o tym pogadasz” – zaproponowała Carrie.
Chciały dobrze. Wiedziałem o tym. Ale nie miałem wcale ochoty na rozmowę. Gdybym zaczął o tym gadać, musiałbym zacząć czuć. A ja nie byłem gotowy czuć niczego poza zwykłym otępieniem.
„Dlaczego w ogóle wyjechał?” – zapytała Rachel.
„Nie mam pojęcia”.
„Nie pokłóciliście się czy coś?” – dopytywała Liza.
„Nie wiedziałeś, że to planuje?” – wtrąciła Brenda.
Brenda, Liza i Rachel miały przed sobą tylko wodę. Picie zostało więc dla mnie, Carrie i Charlie.
„Nie. Nie pokłóciliśmy się. Spędziliśmy razem jebaną noc, tuż przed tym, jak poprosił o status nomady”. Kiedy to mówiłem, w kącikach moich oczu zapiekły łzy.
Alec spał w moim własnym łóżku. Przytulał się do mnie tylko po to, żeby rano wstać i brutalnie wyrwać mi serce.
„Odezwał się do ciebie chociaż raz?” – spytała Charlie.
„Nie”. Nalałem sobie kolejną szklankę whiskey, po czym kontynuowałem. „Prez mówi nam na zebraniu, kiedy dowie się, w jakim klubie Bubbles teraz jest. Ostatnio słyszałem, że był w South Fork”.
„Jak długo właściwie byliście razem?”
„Zaczęło się na mojej imprezie z okazji barw”.
„Cholera, to było ponad rok temu”.
Skinąłem głową w stronę Rachel. „Często przede mną uciekał. Zawsze uważał się za hetero. Bardzo się bał, ale kiedy pocałował mnie u ciebie w domu” – skinąłem na Brendę – „myślałem, że jest już w końcu gotowy”.
„Myślę, że po prostu spanikował” – powiedziała cicho Carrie. „Jestem pewna, że jeszcze wróci”.
„Ja też uciekłam od Hawka” – wtrąciła Charlie.
„A ja uciekłam od Nathana”.
„A ja od Ryana”.
„Nie mów mu tego” – zwróciłem się do Carrie. „Nadal twierdzi, że jako jedyny z nich zdobył swoją kobietę bez jej uciekania”.
„No tak, nie uciekłam, gdy już mnie zdobył, tak jak to było w przypadku tych dwóch. Ale zdecydowanie miałam momenty, kiedy traciłam głowę i chciałam wiać gdzie pieprz rośnie”.
„Ale na tym polega różnica. Wy nie uciekłyście. A on to kurwa zrobił”.
„Czy ty go w ogóle kochasz?”
„Pewnie, że kurwa go kocham”. Moje słowa zabrzmiały ostro w stronę Megan, a wcale tego nie chciałem. Wycofała się nieco w siebie. Jej uległa natura sprawiała, że bardzo łatwo się płoszyła.
„Przepraszam” – powiedziałem szybko. „Nie powinienem był tak na ciebie warczeć”.
„W porządku” – odparła cicho.
„Naprawdę go kocham”.
„Ważniejsze pytanie brzmi: czy on kocha ciebie?” – zapytała Charlie.
„Tak myślę. Mówi, że tak. Mówił. Twierdził, że tak. Ale jak mógłby uciec, gdyby to naprawdę była prawda?”
„Przecież przed chwilą ustaliłyśmy, że my też uciekałyśmy. I uwierz mi, my do szaleństwa kochamy tych naszych wkurzających facetów”.
Zaśmiałem się, kiedy Rachel nazwała ich facetów wkurzającymi. Zaśmiałem się jeszcze głośniej, kiedy zdałem sobie sprawę, że żadna z nich jej nie zaprzeczyła.
Mój telefon zapiszczał. Przez krótką chwilę pomyślałem, że to może być wiadomość od Aleca. Ale to nie był on.
„Prez zwołał zebranie”.
Wszystkie wiedziały, że Boomer ma dzisiaj dostać barwy. Zanim go zawołamy, będą miały pięć minut na to, by zmienić klub w istne centrum imprezy. I tak właśnie zrobią. Zrobiły to przecież wtedy dla mnie.
„Pomogła ci ta rozmowa?” – zapytała Charlie.
„Nie, ale whiskey tak”. Skończyłem drugą, całkowicie pełną szklankę. Wstałem i wszedłem do salki zebrań. Byłem pierwszy i czekałem na resztę chłopaków.
Chłopaki weszli do środka, zajmując swoje stałe miejsca. Uciszyli się, kiedy Prez usiadł na czele stołu. „Wszyscy wiecie, po co tu jesteśmy. Boomer. Dajemy mu barwy czy nie?”
„Tak” – powiedział Hawk.
„Ktoś popiera?” – zapytał Prez.
„Popieram” – odezwał się Bender.
„Głosujemy”.
Hawk zaczął głosowanie. Głosy „za” przeszły przez cały stół, aż wróciły z powrotem do Preza. On też był za, więc decyzja zapadła jednogłośnie.
„Idźcie po niego” – polecił Prez.
Bender wstał od stołu i wystawił głowę do strefy baru. „Boomer!” – wrzasnął na całe gardło.
Wrócił na swoje miejsce, a my czekaliśmy na Boomera. Biedny dzieciak pewnie denerwował się jak jasna cholera. Sam tak wtedy miałem.
„Zamknij drzwi” – powiedział Prez. Jego prezydencki głos wciąż przerażał do szpiku kości. Mówił tak, jakby był socjopatą, zupełnie bez żadnych emocji.
Boomer głośno przełknął ślinę. Zamknął drzwi i stanął naprzeciwko Preza, po drugiej stronie długiego stołu.
„Zdejmij barwy”.
Boomer pospiesznie zdjął swoją kamizelkę, omal się w nią nie zaplątując. Tank wstał, wyciągnął z kieszeni nóż i go otworzył.
Na twarzy Boomera pojawił się strach. Ale ten strach wyraźnie mieszał się z nadzieją. Musiał wierzyć, że staje się pełnoprawnym członkiem.
Tank odciął naszywkę prospekta od kamizelki. Zgniótł ją mocno w dłoni, zanim wrócił z powrotem na swoje miejsce.
Prez wyciągnął z kieszeni inną naszywkę i nią rzucił. Była lekka, więc doleciała tylko do połowy stołu. Podniósł ją Ink i rzucił resztę drogi w stronę Boomera.
„Witamy w klubie, młody” – powiedział Prez. Reszta z nas z całej siły uderzyła otwartymi dłońmi w stół. Gratulowaliśmy mu, podczas gdy on zakładał swoją kamizelkę z powrotem.
Megan przyszyje mu nową naszywkę. Będzie od teraz pełnoprawnym członkiem, a nie prospektem.
„Załatwiliśmy ci w chuj striptizerek, stary” – powiedział Spade. Z pewnością ucieszy się z resztek. Cholera, zresztą jak wszyscy faceci tutaj.
Kolejne wspomnienie o Bubblesie wlało się do mojego umysłu. Kiedy tylko była impreza, on zawsze jako pierwszy wyskakiwał ze swojego krzesła. Krzyczał: „poszalejmy” albo „imprezujmy”.
Ale tym razem to wcale nie on wypowiedział te słowa. Słowa padły z ust Spade'a.
Ja wstałem ze swojego miejsca jako ostatni. Nie byłem wcale w nastroju do imprezowania. Ale Boomer zasłużył na to, żeby to porządnie uczcić.
W klubie wrzało. Partnerki i pijawki w pięć minut całkowicie odmieniły to miejsce.
Brenda znów była za barem, podając drinki. Boomer nie mógł przecież pracować na własnej imprezie. Za Brendą stała jej siostra, Barbara. A jej dziewczyna siedziała na krześle w rogu baru.
Z głośników ryczała muzyka. Do klubu wlewały się kobiety o różnych kształtach, rozmiarach i pochodzeniu, na najróżniejszych etapach rozebrania.
„Drogie panie!” – zaczął Spade. „Oto bohater dzisiejszego wieczoru” – ogłosił, wpychając Boomera na środek sali. Natychmiast otoczyły go dziewczyny. Każda z nich próbowała zwrócić na siebie jego uwagę.
Obserwowałem to całe szaleństwo, które już się zaczęło, i podszedłem do loży, w której zwykle siadałem. Doc i Seal już tam na mnie czekali.
Mieliśmy być jedynymi członkami klubu, którzy tej nocy niczego nie zaliczą. Ani od jakiejś przypadkowej laski z ulicy, ani od striptizerki, pijawki, czy od własnej kobiety.
Seal żył w celibacie od prawie trzech lat. Zdecydowanie nadal wzdychał do córki meksykańskiego prezydenta. Ale nie było mowy, żeby kiedykolwiek mógł się z nią znowu spotkać. Musiała pozostać w ukryciu do końca jego życia.
Prawdę mówiąc, nie wiedziałem, o co chodzi z Dokiem. Wiedziałem tylko, że za nim kryje się jakaś historia.
Niezależnie od tego, dokąd szedł ani co robił, zawsze nosił na nadgarstku gumkę do włosów. I wciąż miał wojskowego jeżyka po latach służby. Gumka na pewno należała do jakiejś laski.
Nigdy o tym nie mówił, a ja nie pytałem. My tutaj nie dzieliliśmy się zbytnio swoimi uczuciami. A przynajmniej nie wszystkimi.
Seal podniósł rękę, próbując zawołać Brendę. Kiedy kiwnęła, że go widzi, opuścił ramię. Moje oczy tkwiły na parkiecie, obserwując przyciśnięte do siebie spocone ciała.
Kiedy Alec pocałował mnie przed klubem, wiedziałem, że zbliża się impreza dla Boomera.
Przez krótką chwilę wyobrażałem sobie, że jesteśmy wśród tych ciał na parkiecie. Że ocieramy się o siebie i przyciskamy się do siebie. Ale ta fantazja legła w gruzach, kiedy wyszedł z klubu. Nawet nie spojrzał na mnie po raz drugi.
Wciąż słyszałem w myślach ryk silnika jego motocykla, kiedy ostro odjeżdżał z podjazdu.
Podeszła do nas Brenda, z dumą prezentując swój ciążowy brzuszek. Tank od razu ją zobaczył i podszedł, żeby usiąść razem z nami. „Nie przepracowuj się, mała” – szepnął, wślizgując się do loży obok Seala.
„Nie będę” – obiecała. Postawiła na stole trzy szklanki i butelkę bourbona. „Pójdę przynieść ci szklankę, kochanie”. Pochyliła się i go pocałowała. Jego dłoń zatrzymała się na jej brzuchu, zanim spokojnie odeszła.
Doc otworzył butelkę, rozlał trunek do naszych szklanek i przesunął szkło do Tanka. Gdy tylko Brenda podała mu jego szklankę, on też nalał sobie drinka.
„Wyglądacie w chuj smutno” – stwierdził z uśmiechem.
Pewnie dlatego, że w chuj tacy byliśmy. On miał swoją kobietę, a my trzej nie. W moim przypadku chodziło o chłopa, ale w końcu na jedno wychodziło.
„Jeśli masz zamiar tu z nami siedzieć, to zamknij wreszcie mordę” – powiedział mu Seal. Tank demonstracyjnie wykonał gest zasunięcia ust na suwak i odwrócił się, żeby znowu popatrzeć na parkiet.
Boomer był tak szczelnie otoczony przez kobiety, że ledwo mogliśmy go dostrzec pomiędzy wszystkimi tymi ciałami. Bawił się jak nigdy w życiu. Wlewano mu alkohol do ust, ocierano się o niego cyckami i tyłkami.
„Kurwa, ma jednak rację” – odezwałem się po kilku minutach. „Jesteśmy w chuj smutni”.
Seal tylko wzruszył ramionami, a Doc wyglądał na całkowicie niezainteresowanego. Nie byłem nawet pewien, czy Tank mnie w ogóle usłyszał. Gapił się na Brendę, upewniając się, że dotrzymuje swojej obietnicy o nieprzepracowywaniu się.
W miarę upływu nocy, nasza czwórka z łatwością całkowicie opróżniła butelkę bourbona.
Była dokładnie północ, kiedy do środka weszły striptizerki, całe pół tuzina. Spade postawił krzesło na środku parkietu, robiąc miejsce, żeby Boomer mógł usiąść w otoczeniu dziewczyn.
Brenda zmieniła muzykę na coś, co polecił jej Spade. Kiedy tylko zaczęły ściągać ubrania, dotarło do mnie, że nadszedł czas, żeby iść spać.
„Do później” – rzuciłem, powoli wstając z loży.
Zmierzałem prosto do swojego pokoju, więc nie usłyszałem, czy w ogóle mi odpowiedzieli. W klubie już unosił się zapach zioła i seksu, chociaż wciąż było przecież dość wcześnie.
Będąc już w pokoju, chwyciłem butelkę taniej whiskey i wziąłem kolejny długi łyk. Zamknąłem oczy i pozwoliłem sobie paść twarzą na łóżko. To miała być po raz kolejny noc śnienia o Alecu.
Ile czasu w ogóle potrzeba, żeby zapomnieć o miłości swojego życia?















































