
Rezydencja potworów
Autorzy
WritersBlocked
Lektury
265K
Rozdziały
49
Iro, pół-pies, pół-chłopiec-femme, zarabiał na studia wśród ludzi, prowadząc livestreamy, na których pokazywał skórę i futro. Gdy oferta pracy daje mu szansę na życie wśród mitycznych i fantastycznych stworzeń, z których pochodzi, rzuca się w to bez wahania. Praca dla politycznie (i uwodzicielsko) wpływowej Sukkub, w towarzystwie pająkolice, kobiety-rekina, kotki i ptasiego móżdżku, może okazać się zatrudnieniem, o jakim Iro nawet nie marzył!
Rozdział 1: Co, teraz?
IRO
„Rozumiem, rozumiem. Wszyscy jesteście naprawdę smutni, ale sami to widzieliście. A pojawialiście się zdecydowanie za często, więc czas na małą przerwę.”
„Po prostu sprawdzajcie moje media społecznościowe, a dam wam znać, kiedy to może wrócić. Okej?”
Z żartobliwie smutną miną i całusem posłanym w stronę kamery zakończył transmisję. „Idźcie się pobawić. Ja na pewno się pobawię. Do zobaczenia później.”
Transmisja na żywo się skończyła, a on opadł na krzesło, zmęczony.
„Jak ludzie wytrzymują to tak długo?” powiedział na głos, odsuwając się od biurka i obracając w stronę współlokatorki.
„I dlaczego akurat ja? Nie myślałem, że stanę się taki popularny. Myślałem o setce obserwujących, maksymalnie, a tu tysiące? Dziesiątki tysięcy?”
Jego współlokatorka, ładna studentka leżąca na łóżku po drugiej stronie pokoju, opuściła książkę, by spojrzeć na niego ponad jej brzegiem. Uniosła brew.
„Bo, Iro, odkąd wasi się pojawili, wszyscy szaleją na punkcie prawdziwego, żywego psiniego chłopca, który ich droczy na streamie. A wielu ludzi po prostu nie może przestać się na ciebie gapić. Taki słodziak jak ty to prawdziwa rzadkość.”
Iro, streamer, pociągnął za ciasny dekolt swojego obcisłego topu bez rękawów i przełknął nerwowo.
„Nie jestem aż takim... Po prostu... tak wyglądam i tak brzmię.”
„A to ty mnie namawiałaś na streaming, Beck” powiedział, jego głos był wyjątkową mieszanką kobiecych i męskich tonów.
Rebecca, czyli Beck dla Iro, zamknęła książkę i wstała. Podeszła i położyła dłonie na udach Iro, ledwo zakrytych jego obcisłymi szortami, materiał sprawiał, że jego futrzasta skóra lekko się wybrzuszała.
Spojrzała na jego szczupłe ciało i kobiece rysy, jego szaro-białe futro i sterczące psie uszy.
„Wiem i opłaciłeś sobie studia z donacji. Czy pokazywanie odrobiny skóry i futra przed kamerą było takie złe? Poza tym uwielbiasz uwagę, prawda?”
Ogon Iro powoli zamachał przez dziurę w oparciu krzesła, gdy Beck pochyliła się i potarła jego twarz swoją. „Chyba tak. Odwiedzisz mnie czasem?”
Beck wyprostowała się i prychnęła. „Oczywiście. A gdzie właściwie jedziesz?”
Iro wystawił język i ciężko wypuścił powietrze. „Do domu. Program wymiany dał mi wiele dobrych chwil, łącznie z tobą, ale męczy mnie bycie dobrym pieskiem dla wszystkich na ulicach. Potrzebuję przerwy.”
„A znalazłeś jakieś miejsce? Mówiłeś, że robi się tam tłoczno, odkąd niektórzy ludzie zaczęli się przeprowadzać.”
Iro westchnął. „Tak. Pracę też. Dwa w jednym. Praca z zakwaterowaniem. Niewiele szczegółów, ale zapłata pozwoli mi przetrwać, póki nie znajdę czegoś lepszego, a czynsz jest wliczony w pracę.”
Beck odwróciła się z zaniepokojoną miną. „To nie brzmi zbyt realnie. Jesteś pewien, że to nie jakiś przekręt?”
Iro się roześmiał. „Nie, niespecjalnie, ale mam dobry instynkt na niebezpieczeństwo. Dam sobie radę.”
Beck przygryzła wargę, zbliżając się ponownie do Iro. „I dobry instynkt na kilka innych rzeczy. Jeszcze jedna runda? Zanim wyjedziesz?”
Iro się uśmiechnął. „Jednak będziesz za mną tęsknić, co?”
Beck lekko ugryzła go w nos, pochylając się, by szepnąć mu do ucha. „Będę tęsknić za tą cipką, o której cały czas gadasz. Wchodź na łóżko, głupku. Wyjeżdżasz za godzinę i chcę, żebyś musiał stąd wychodzić kaczym krokiem.”
Iro poczuł, jak rumieniec rozlewa się po jego twarzy, futro zjeżyło się z podniecenia.
Pozwolił językowi wystawać z pyska i ciężko oddychał z ekscytacji, gdy Beck go puściła i podeszła do komody, by wyjąć duże dildo w kształcie psiego penisa. Zaczęła się rozbierać.
Iro wskoczył na łóżko i stanął na czworakach. Ogon machał z podniecenia, gdy obserwował, jak Beck smaruje zabawkę lubrykantem i zbliża się z pożądliwym uśmiechem na twarzy.
„Błagaj, szczeniaczku.”
Iro zadrżał i przybrał potrzebującą minę, której używał na streamie, by skłonić widzów do donacji. Spojrzał przez ramię na zbliżającą się dziewczynę. „P-proszę, zniszczysz moją małą cipkę, Becky?”
Beck uśmiechnęła się, dochodząc do Iro i odpinając guzik, który trzymał dziurę na ogon w jego szortach. Ściągnęła ciasny materiał do połowy ud. „Wiesz, że tak zrobię, psie. Teraz zawył dla mamusi.”
Iro uniósł jedną łapę i zakrzywił palce w geście powitania, lekko przechylając głowę. „Auuu?”
Beck znowu prychnęła, ustawiając silikonową zabawkę i wpychając ją w czekającą dziurkę. Iro wydał prawdziwy jęk, gdy jego dupsko zostało szeroko rozciągnięte.
„Tak lepiej” powiedziała, zaczynając się w niego wpychać. Chwyciła jego ogon i przycisnęła go do piersi, żeby nie dostać nim w twarz, gdy radośnie machał swoim dużym, puszystym ogonem.
„Zrób mi przysługę. Przytrzymaj to” rozkazała, kontynuując pchnięcia. Przesunęła ogon Iro do przodu, aż w końcu udało mu się go złapać zębami. Mruczał szczęśliwie, gdy waliła go w dupę.
Sięgając w dół między jego nogi, Beck chwyciła jego średniej wielkości kutasa i zaczęła go głaskać. Przesuwała dłońmi po opuchniętym węźle u podstawy aż do szpiczastego czubka, po czym wracała z powrotem.
Iro skomłał i wiercił się pod jej dotykiem, zaciskając się i rozluźniając, walcząc z nadchodzącym orgazmem.
Beck wyczuła jego napięcie przez kutasa i uśmiechnęła się. Wiedziała, jak go wykończyć. Utrzymując stałe tempo, zaczęła wchodzić głębiej, aż dotarła do podstawy zabawki zanurzonej w jego dupie.
Pochyliła się, przyciskając nagie piersi do jego ledwo przykrytych pleców i szepnęła mu do ucha: „Bądź grzecznym chłopcem i spuść się dla mnie.”
Iro napiął się na jej rozkaz, gdy dokończyła głaskania jego kutasa. Jeszcze raz objęła dłonią czubek, a on zaskomłał w swój improwizowany knebel z ogona i spuścił się w jej dłoń, zaciskając się wokół zabawki w dupie.
Wyczerpany, Iro upadł do przodu, zsuwając się z węzłowatej zabawki. Przewrócił się na plecy, ciężko oddychając żartobliwie i wyciągając łapy do Beck. „D-dzięki, mamusiu!” zażartował.
Beck się roześmiała, padając obok niego. Wyciągnęła dłoń pokrytą spermą do jego pyska. Iro zlizał lepką ciecz z jej dłoni, mruczał szczęśliwie, gdy skończył. Beck przyciągnęła go w mocny uścisk.
„Będzie mi tego brakowało. Możesz być pewien, że wkrótce cię odwiedzę.”
***
Iro pomachał Beck na pożegnanie, wchodząc na lotnisko. Chwycił plecak i przerzucił go przez ramię. Wziął walizkę i przeszedł przez kontrolę bezpieczeństwa.
Minęły lata, odkąd ostatni raz był na lotnisku, nie licząc wyjazdu z rodzinnej wyspy na studia do Stanów Zjednoczonych. Teraz wszystko było inne.
Wszystko było łatwiejsze, mniej intensywne. Personel lotniska nie wydawał się przejmować jego psimi uszami i ogonem. Inni pasażerowie jednak nie mogli się powstrzymać od gapienia. Jeden nawet rozpoznał Iro z jego streamów i poprosił o wspólne zdjęcie.
Gdy lot w końcu się skończył, Iro wyszedł do Inας City. To było jedno z największych nieludzkich społeczeństw, położone na wyspie kilkaset mil od wschodniego wybrzeża Japonii.
To był jego dom i czuł to. Widok głównie nieludzi poruszających się dookoła, prowadzących stoiska z jedzeniem, ochronę lotniska i wszystko pomiędzy, sprawił, że futro na jego ciele zjeżyło się.
Jasne, byli też ludzie, ale stanowili mniejszość i byli więcej niż przyzwyczajeni do takich widoków. Iro w końcu mógł się wtopić w tłum.
Wyszedł z lotniska i wezwał taksówkę, podając kierowcy adres z ogłoszenia o pracę, które otrzymał. Gdy jechali głębiej w miasto, sceneria zaczęła się zmieniać.
Ciasno upakowane apartamenty ustąpiły miejsca dużym rezydencjom i posiadłościom. Szyldy stały się bardziej artystyczne, a spacerujących ludzi było mniej.
Taksówka zatrzymała się przed dużą posiadłością z bramą. Bluszcz wspinał się po ścianach, a cegły wyglądały, jakby były tam od wielu pokoleń.
Gdy taksówka odjechała, Iro został sam przed bramą ze swoim plecakiem, walizką i ubraniami, które miał na sobie.
„Okej, Iro, dasz radę. Po prostu... podejdź, przedstaw się. Nikt cię tu nie zna. Po prostu... dostajesz pracę i dom...” dodawał sobie otuchy, idąc w stronę bramy.
Ozdobne metalowe pręty otworzyły się, gdy się zbliżył, sprawiając, że jego ogon się napuszył, a uszy stanęły.
Miękki dźwięk kopyt przyciągnął jego uwagę. Przygotował się na porywaczy wyskakujących z krzaków, ale zamiast tego pojawiła się centaurka w prążkowanym garniturze.
Miała długie, blond włosy i surowy wyraz twarzy. Iro przyłapał się na tym, że rozpraszają go jej bardzo duże piersi i widoczny dekolt przez okienko w bluzie, co sprawiło, że jego kutas stwardniał.
„Ty. Jesteś Iro, prawda? Nowa pokojówka?” zapytała, jej ton był stanowczy, a słowa wyraźnie wypowiedziane.
Iro, lekko oszołomiony wyobrażaniem sobie swojej twarzy zanurzonej w jej piersiach, potrząsnął głową, by oczyścić myśli. „Nowa co, teraz?”













































