
Jeźdźcy Tyru 3: Walka trwa
Autorzy
Lektury
480K
Rozdziały
38
Rozdział 1
Księga 3: Walcz dalej
Vik
„Thing!” Ktoś puka do moich drzwi.
Otwieram jedno oko i czuję się tak, jakby cały alkohol, który wypiłem wczoraj w nocy, wylewał mi się na głowę razem z butelkami. Kurwa, dlatego nie piję. Poruszam się, leżąc na brzuchu, i czuję ramię przerzucone przez mój pas.
Wymykam się cicho i siadam na brzegu łóżka, trzymając głowę w dłoniach. Zerkam przez ramię i widzę nagą dziewczynę leżącą na brzuchu, z twarzą odwróconą ode mnie i blond włosami rozsypanymi na poduszce. Ma śmieszny tatuaż motyla na tyłku, ale to w niczym nie pomaga mi sobie przypomnieć jej imienia.
Nie żebym się tym przejmował.
Wstaję i idę do łazienki. Stoję nad sedesem, podpierając się jedną ręką o ścianę. Czuję, jakbym odlewał się godzinami.
Pieprzony Vince i jego głupie zakłady. Kiedy kończę, chlapię sobie wodą w twarz i patrzę w lustro. Dobra, wyglądam gorzej niż zwykle, ale szczerze? Mam to gdzieś.
Palcami przejeżdżam po zaroście, a potem wsadzam głowę pod bieżącą wodę, żeby ulżyć temu walącemu bólowi głowy. Przechodzę przez pokój, nawet nie patrząc na kobietę w moim łóżku, i idę prosto do kuchni. Mam nadzieję, że jakiś skurwiel zrobił kawę, bo inaczej kogoś zabiję.
Jak bracia robią te gówna przez cały dzień? Gdybym nie przegrał tego pieprzonego zakładu… Kiedy docieram do kuchni, zamykam oczy, żeby uniknąć światła wlewającego się przez okno.
„Kurwa!” krzyczę, a potem natychmiast się uciszam. „Żadnych głośnych dźwięków.”
Dociera do mnie zapach kawy i w duchu dziękuję Tyrowi za te małe radości życia. Otwieram jedno oko, żeby rozejrzeć się po kuchni. Ktoś tu jest, a sądząc po posturze i fakcie, że jest kawa i coś skwierczy na kuchence, obstawiam, że to Iris.
Nie mogąc się skupić, ryzykuję. „Cześć, Iris.”
„Cześć, Vik. Kawę?”
„Tak, proszę.”
Opadam na jedno z krzeseł przy dużym blacie kuchennym. Filiżanka ląduje przede mną. Czekam, aż trochę ostygnie, i wypijam łapczywie. Odwracam się do Iris i gestem dziękuję.
Kręci głową z uśmiechem. Iris jest kurewsko niesamowita. Jak taki jebany psychopata jak Rage wyrwał taki skarb, tego nie ogarniam.
„Dzika impreza wczoraj?” Iris podaje mi jajecznicę z bekonem.
„Łatwiej byłoby wymienić dni, kiedy nie imprezuję na całego.” Mój głos jest zachrypnięty. Biorę łyk kawy. „Jakie to dobre, Iris. Jesteś kurewsko niesamowita.”
„Co jest, kurwa, bror?” Głos Rage'a uderza w moje bębenki.
„Nie mógłbyś być pieprzonym apodyktycznym dupkiem trochę ciszej?” Piję kawę.
„Kiedy skończysz z tym obrzydliwym nawykiem podrywania mojej kobiety w tej cholernej kuchni?” Rage stoi mi pod nosem.
„Ja nie… Prawda, Iris?” Błagam ją o wsparcie.
„Jedz śniadanie i idź na Thing, zanim Tor zacznie cię szukać.” Iris wie, jak sobie radzić z Rage'em.
Podchodzi do niej, bierze ją w ramiona i składa długi pocałunek na jej ustach. Marszczę czoło i jestem pewien, że to przez alkohol, ale przez krótką chwilę mu zazdroszczę. Nie z powodu Iris.
W momencie, gdy brat ją wybiera, staje się rodziną, czymś jak młodsza siostra. Ale sposób, w jaki ona na niego patrzy… Kurde! To musi być ten alkohol. Nic dziwnego, że nie cierpię tego gówna.
„Dzięki, Iris.” Unoszę do niej podbródek.
Uśmiecha się do mnie, a potem zostawia szybki pocałunek na policzku Rage'a. Mrużę oczy na ten słodki gest. Te bzdury nie są dla ciebie, idioto.
Idę prosto na Thing — nasze zebranie, na którym ustanawiamy prawa i podejmujemy decyzje — wciąż w czarnych dresach i z filiżanką w ręce.
Siadam i przejeżdżam palcami przez włosy. Tor jest na swoim miejscu i rozmawia z Danielem.
Wszyscy bracia są na miejscu, oprócz Erika, który na jakiś czas wyruszył jako nomad, i Vince'a z Woodem, którzy są po drugiej stronie zatoki, stawiając studio porno z Chińczykami.
„God morgon, bröder.” Tor zawsze wraca do szwedzkiego, kiedy głęboko się nad czymś zastanawia. „Daniel chce nam coś przekazać. Daniel.”
„Wyjeżdżam na jakiś czas.” Daniel bawi się swoją siwą brodą. „To sprawa osobista. Powiem wam więcej, jak wrócę. Bjorn przejmie gówna, które ogarniam w klubie.”
„Ale do eskort się nie tknę, człowieku.” Bjorn kręci głową.
Bjorn ożenił się trzy miesiące temu, a za kolejne trzy zostanie ojcem. Prycham, ale nic nie mówię. Jest pod pantoflem, ale kto by go za to winił?
Jego Walkiria, Ava, to oszałamiająco piękna suka z listą trupów na koncie. Ja też bym z nią nie zadzierał.
„Poprosiłem Avę, żeby pomogła”, mówi Daniel.
„Zrobiłeś co? Jest w ciąży, a ty chcesz, żeby prowadziła burdel?” Bjorn kipi ze złości.
„Stary.” Tor się uśmiecha. „Zapomniałeś, że to ona to wszystko rozkręciła? I że dwie z największych zarabiających były jej druhnami?”
„Hej, dupki.” Podnoszę rękę. „Jest coś jeszcze? Bo mam chętną cipkę w łóżku, fiuta, który twardnieje od waszych gadek o eskortach, i potworny ból głowy, który się pogarsza od waszego pieprzonego nudziarstwa.”
„To, że masz cipkę w łóżku i twardego, to akurat żadna nowość, Vik.” Tor pokazuje mi środkowy palec. „Odpowiadasz za Venus Riders Studios, dupku. Część dziewczyn pracuje w obu przedsięwzięciach, a ostatnim razem jak sprawdzałem, Daniel też ogarnia tam księgowość.”
„Pogadam z Avą.” Opróżniam filiżankę.
Nie żartuję, mówiąc, że mam twardego. I Tor nie żartuje, mówiąc, że jestem rozpuszczony, jeśli chodzi o cipki. Mam je wszystkie i wszystkie mnie chcą.
Nie mogą się mną nasycić.
„Thing zakończony” ogłasza Tor, a ja wzdycham z ulgą.
Zanim wyjdę, podchodzę do Daniela. Lubię tego starego skurwiela. Jest jak ojciec, którego straciłem wcześnie. Zwykle jest wyluzowany i spokojny, chociaż plotki mówią, że w swoim czasie załatwił kilku wrogów MC.
Jest ostatnim z poprzedniego pokolenia, który wciąż jest w grze. Większość przeszła na emeryturę — jeżdżą sobie dla przyjemności, ciesząc się owocami swojej pracy. Ci nieliczni, co jeszcze żyją.
Daniel nigdy nie miał rodziny ani Walkirii, więc ma tylko klub.
„Daniel.” Staję przed nim. „Potrzebujesz pomocy? Chcesz, żebym pojechał z tobą?”
„Nie, stary. To coś, co muszę zrobić sam. Skontaktowałem się z Hammers w Arizonie i czekają na mnie.”
„Uważaj na siebie, bracie.”
„Będę uważał, bracie.”
Wracam do swojego pokoju i zastaję puste łóżko, ale słyszę lecącą wodę w łazience. Cenię czystość. Padam na łóżko i kładę ramię na oczach, żeby ulżyć temu ciśnieniu.
Woda przestaje lecieć i słyszę zbliżające się kroki. Nie patrzę na nią, ale moje ciało reaguje na jej obecność. Moje podniecenie jest namacalne od samej jej bliskości.
Łóżko skrzypi pod jej ciężarem, a jej włosy opadają na moją klatkę piersiową, gdy pochyla się nade mną. Jeśli liczy na czułość, to się przeliczyła.
„Do buzi, mała”, rozkazuję, chwytając się za fiuta.
Chwilę później para ust otacza mnie i jęczę z przyjemności. Może powinienem zapytać tę tutaj o imię. Ma do tego talent, a to się liczy.
Zanurzam się głębiej w łóżko, gdy dostaję królewskie traktowanie, a ona próbuje zmieścić mnie całego w ustach. Lekki uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Kocham moje pieprzone życie!











































