
Decyzje Pożądania 4: Teraz albo nigdy
Autorzy
Lektury
354K
Rozdziały
52
Rozdział 1
Księga 4: Teraz albo nigdy
BEN
Paradise Estates z Tropical Vibes
Wyobraź sobie, że spacerujesz po plaży. Czujesz ciepło białego piasku między palcami u stóp. Wszystkie twoje problemy znikają, gdy słuchasz delikatnego szumu fal. W tym czasie pomocna obsługa dba o każdą twoją potrzebę.
Czy każdy z nas nie chciałby odpocząć w raju?
Walker Donovan i Ben Martin znaleźli odpowiedź na to pytanie.
Magnat hotelowy Donovan i król nocnego życia Martin połączyli siły. Stworzyli luksusowy kurort najwyższej klasy tylko dla dorosłych. To prawdziwa ucieczka od codzienności. Łączy elegancję Donovan Estates z odrobiną raju. Tropical Vibes, jak sama nazwa wskazuje, ma dać prawdziwy, tropikalny klimat. To miejsce pod dachem wygląda jak plaża. Łączy wyspiarski nastrój z eleganckim stylem klubu.
„Planujemy już kilka barów na plaży i przy basenie” – powiedział Martin w wywiadzie dla Travel 101. – „Jednak Tropical Vibes otwiera się później. Chcieliśmy, żeby nasi nocni goście czuli się tak samo jak ci dzienni. Dlatego klub pod dachem będzie wyglądał jak plaża.”
Wielkie otwarcie kurortu już wkrótce. Zarezerwuj miejsce już teraz, bo znikają bardzo szybko!
„To jest super, stary!”
Na moich ustach zagościł uśmiech, gdy Walker oderwał wzrok od artykułu. Walker Donovan od prawie całego życia jest moim bliskim przyjacielem.
Szczerze mówiąc, nie pamiętam czasów, kiedy jego i jego siostry, Kelli, nie było w moim życiu.
„Dzięki” – powiedziałem, idąc do biurka i biorąc ulotkę do ręki. – „Ten wyspiarski klub był marzeniem całego mojego życia. Nie mogę uwierzyć, że w końcu się spełnia.”
Kiwnął głową. „Nasza współpraca sprawi, że to będzie coś wielkiego.”
Walker był szefem Donovan Estates. Jego hotele znajdowały się w całym kraju.
Pomysł na rajski klub sprawił, że poprosiłem go o pomoc w znalezieniu miejsca. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Przypomniałem sobie naszą rozmowę:
„Zrobię coś lepszego” – powiedział. – „Otworzę kurort i dołączę do niego twój klub.”
„Jasne. Po prostu otworzysz kurort” – powiedziałem, nie biorąc tego na poważnie. – „Żaden problem.”
Zaśmiał się. „Twoje kluby są legendarne. Odniosłeś sukces w wielu stanach. Moja reputacja w branży hotelowej w połączeniu z tym przyciągnie inwestorów. Takie miejsce jest dla nas obu czymś nowym. To zrobi furorę, gdy tylko ludzie się o tym dowiedzą.”
„Mam nadzieję, że masz rację.”
Rozłożył ręce, wskazując na siebie. „Hej, czy kiedykolwiek źle ci doradziłem?”
Spojrzałem na niego jak na wariata. „Wiele razy.”
Przewrócił oczami. „Dobra. A ostatnio?”
Uśmiechnąłem się krzywo. „Wiele razy.”
Z uśmiechem uderzył mnie lekko w ramię. „Przestań. Wchodzisz w to?”
Wyciągnął do mnie rękę. Uśmiechnąłem się i ją uścisnąłem. „Wchodzę w to.”
To wspomnienie wywołało uśmiech na mojej twarzy. Rzuciłem ulotkę z powrotem na biurko.
Mieliśmy wczesne otwarcie dla rodziny i przyjaciół. Tydzień później otwieramy się dla wszystkich. Jednak rezerwacje były już pełne na prawie rok do przodu.
Poczułem nagły przypływ nerwów. To wydarzenie bardzo mnie ekscytowało. Ale strach, że może nie być wystarczająco dobrze, mocno mnie denerwował.
„Kiedy wylatujesz?” Walker opadł na krzesło obok mojego biurka.
„W czwartek. Chcę tam być dzień przed naszym wczesnym otwarciem.”
Kiwnął głową. „Ja będę wcześnie w piątek rano. To da nam czas na zajęcie się problemami, zanim zjawią się goście.”
Starałem się wyglądać na spokojnego. Oparłem się o biurko i skrzyżowałem ręce. „I wszyscy potwierdzili przybycie?”
Walker uśmiechnął się złośliwie. Moje ogólne pytanie wcale go nie zmyliło. „Tak. Wszyscy będą na wczesnym otwarciu.”
Kiwnąłem głową bez większych emocji i obszedłem biurko.
„Kiedy widziałeś ją po raz ostatni?”
Zacisnąłem pięści i oparłem je o biurko. Spojrzałem na niego. Moja relacja z siostrą Walkera, Kelli, była inna niż wszystkie.
Chyba kochałem ją, zanim w ogóle zrozumiałem, czym jest miłość.
Nigdy nie zapomnę, jak w piątej klasie zepchnęła mnie z roweru. Uczciwie trzeba dodać, że Walker i ja rzucaliśmy w nią i jej koleżanki balonami z wodą.
Po tym mój los był już przesądzony.
Jedno można było o Kelli powiedzieć z pewnością. Była bardzo silna i twarda. Nigdy nie pozwalała się wykorzystywać. Była zadziorną kobietą, która zawsze mówiła to, co myśli, i potrafiła się obronić.
Przynajmniej do czasu, aż wyszła za mąż za największego chuja, jaki kiedykolwiek chodził po tej ziemi. Od początku ich związku wydawało się, że zatopił w niej swoje kły. Zmieniała się powoli, ale w końcu stała się inną osobą.
Powoli niszczył jej ducha od środka. Nie rozumiałem, jak mogła tego nie widzieć. Kiedy odkryła, że jej mąż, ten dupek, wciskał swojego małego kutasa we wszystko, co się rusza, jej iskra zupełnie zgasła.
Rozwód z tym facetem to była najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiła.
„Minął około rok” – powiedziałem z wahaniem – „mniej więcej.”
Wpatrywał się we mnie, opierając kostkę na kolanie. „To dużo czasu jak na kogoś, kogo uważasz za przyjaciela.”
„Walker…” Zacisnąłem szczękę i pokręciłem głową.
Walker zawsze był wspierającym przyjacielem. Dawał mojej relacji z Kelli przestrzeń, której potrzebowała. Czasami mówił, co o tym myśli. Zazwyczaj jednak starał się nie wtrącać.
Wyraźnie widać było, że to nie jest jeden z tych momentów.
„Ona cię potrzebowała.”
Prychnąłem. „Podczas naszej ostatniej rozmowy bardzo jasno określiła, co czuje w związku z nami.”
Pokręcił głową z dezaprobatą. „Nie mówię o tym. Ona potrzebowała wsparcia przyjaciela. Potrzebowała kogoś, kto zawsze przy niej będzie, bez zadawania pytań. Kogoś, przy kim czuła się najbezpieczniej. Twoja duma nie pozwoliła ci pomóc jej, kiedy najbardziej cię potrzebowała.”
Wypuściłem głośno powietrze, zamykając na chwilę oczy. Oczywiście, miał rację. Widziałem, jak cierpi, a jednak nic nie zrobiłem.
Może jej nie zdradziłem, ale nie jestem lepszy od jej byłego męża. Ja też ją zawiodłem.
„Wiem. Kurwa. Przykro mi.”
„To nie mnie powinieneś przepraszać.” Walker podszedł i poklepał mnie po ramieniu. Następnie ruszył w stronę drzwi. „Będziesz musiał zachować się jak facet, jeśli chcesz ją odzyskać.”
Prychnąłem i zapytałem: „Kto powiedział, że chcę ją odzyskać?”
Właściwie nigdy tak naprawdę jej nie miałem.
Po prostu odwrócił głowę i posłał mi ten swój cwany uśmiech. Ten sam, na widok którego kobiety padały na kolana. Ja zazwyczaj miałem ochotę uderzyć go za to w twarz.
Z cichym śmiechem wyszedł z pokoju.
Kręcąc głową, patrzyłem, jak odchodzi. Poczułem lekki niepokój, spoglądając na materiały reklamowe na moim biurku.
Nigdy w życiu nie byłem czegoś tak pewien i jednocześnie tak przerażony.
Cóż, chyba to nie do końca prawda.
KELLI
Moje ciemne włosy były spięte w kok. Stałam z rękami na biodrach, wpatrując się w pustą walizkę. To były moje pierwsze wakacje po rozwodzie.
Hunter i ja rzadko jeździliśmy na wakacje, kiedy byliśmy małżeństwem. Ja zawsze byłam zajęta pracą nad nowym filmem. On zawsze był zajęty swoim najnowszym podbojem.
Hunter nie jest w pełni odpowiedzialny za nasze gówniane małżeństwo. Ja też byłam częściowo winna jego rozpadowi. Mogłam zrobić więcej, aby je uratować.
Mogłam znaleźć dla nas więcej czasu. Może mogłam udawać, że nie widzę go z żadną z moich aktorek lub modelek. Mogłam wierzyć w jego gówniane wymówki o tym, dlaczego robiono im wspólne zdjęcia.
Szczerze mówiąc, powinniśmy byli poczekać dłużej ze ślubem. Hunter i ja to dwoje zupełnie różnych ludzi.
Gdybyśmy poczekali, to by wyszło na jaw. Wtedy prawdopodobnie wcale by się nie oświadczył. Z kolei ja nigdy nie powiedziałabym „tak”.
Z powodu tego, kim byliśmy, rozwód stał się brudnym, bardzo publicznym wydarzeniem.
Cały ten proces był bardzo emocjonalny i stresujący. Sytuację pogarszały wiadomości w mediach. Do tego dochodziły komentarze od ludzi, których w ogóle nie znałam. Ludzi, którzy nie mieli prawa oceniać kogoś, kogo nigdy nie spotkali.
Ignorowałam to, co wszyscy mówili. To jednak nie oznacza, że tego nie słuchałam.
Ostatecznie oboje chcieliśmy tylko uciec. Więc wszystko poszło szybko i w miarę przyjaźnie.
Na każdej stronie patrzyłam na podpis Huntera, zanim złożyłam swój własny. Ogarnął mnie lekki smutek.
„To wszystko?” – zapytałam po podpisaniu dokumentów, odkładając długopis i patrząc na moją prawniczkę.
Poznałam Eve Sanders przez wspólnego znajomego. To o niej mówiono, kiedy sprawy przybierały zły obrót. Była bardzo profesjonalna i szybka w działaniu. Świetnie radziła sobie z mediami.
„To wszystko” – mruknęła, wpychając dokumenty do dużej żółtej teczki. – „Intercyza i brak dzieci ułatwiły sprawę. W dodatku wyglądało na to, że oboje z Hunterem chcecie tylko to zakończyć. W sumie poszło bardzo szybko i gładko.”
Po tym, jak podziękowałam jej po raz kolejny, w ciszy wróciłam do samochodu. Biuro Eve było w ukrytym miejscu. Unikanie prasy było więc proste. Z tego powodu celowo nie rzucała się w oczy.
Wszyscy jej klienci pochodzili z polecenia.
Zatrzymałam się, gdy zobaczyłam go opartego o mój samochód. Miał skrzyżowane ramiona. „Hunter?”
„Mój prawnik powiedział mi, że dzisiaj podpisujesz” – odezwał się.
Teraz, kiedy wszystko było oficjalnie skończone, łatwiej było mi przypomnieć sobie początki. Powody, dla których w ogóle byliśmy razem. To naprawdę ironiczne.
„Co ty tu robisz?”
„Sam nie jestem pewien” – powiedział, cicho się śmiejąc i kręcąc głową. – „Chyba po prostu poczułem, że powinienem się pożegnać czy coś w tym stylu.”
Po prostu stałam i patrzyłam.
„Przepraszam. Wiem, że to dziwne. Nie powinienem był przychodzić” – powiedział, odsuwając się od samochodu.
Nie byłam pewna, co chciał usłyszeć. Po tych wszystkich kłótniach brakowało mi już słów.
„Nie chciałem, żeby to się tak skończyło” – odezwał się Hunter, gdy go mijałam.
Prawie wybuchnęłam śmiechem. „Więc jakiego końca się spodziewałeś, Hunter?”
Nie mógł być aż tak głupi. Nie mógł myśleć, że mu wybaczę i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
„Kurwa, nie wiem! Nigdy nie sądziłem, że to się w ogóle skończy.”
A jednak był aż tak głupi.
Zaśmiałam się cicho pod nosem i pokręciłam głową. „Żegnaj, Hunter.”
Zamknął drzwi mojego samochodu, kiedy próbowałam je otworzyć. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
„Po prostu pozwól mi odejść.”
Oboje wiedzieliśmy, że moje słowa mają kilka znaczeń.
Ze smutkiem kiwnął głową, po czym się odsunął. „Żegnaj, Kel.”
***
„Jeszcze się nie spakowałaś!” – Harper, moja szwagierka i autorka scenariuszy, przywróciła mnie do rzeczywistości.
Harper była naprawdę świetną pisarką. Nasze drogi skrzyżowały się podczas kręcenia mojej adaptacji jej książki Eye Candy. Od razu zakochałam się w jej uroku dziewczyny ze Środkowego Zachodu. Mój brat oczywiście też.
Harper wszystko bardzo dokładnie planowała. Znając ją, pewnie spędziła ostatnie kilka tygodni na zbieraniu ubrań i rzeczy na wyjazd.
Ja z kolei zawsze czekałam do ostatniej chwili. Lubię dreszczyk emocji, co mogę powiedzieć?
„Komoda jest cała w ubraniach. Spakowałam już też to, czego potrzebuję z łazienki. Muszę tylko przełożyć wszystko do walizki.”
Harper podeszła do sterty ubrań. „Co to jest?”
Uniosłam brew. „Dżinsowe szorty.”
„A dlaczego są na stercie rzeczy na wakacje?”
Zaśmiałam się. „Bo będzie potwornie gorąco.”
Kręcąc głową, rzuciła je na podłogę.
„Hej!”
„Żadnych dżinsowych szortów ani luźnych koszulek” – oznajmiła, ruszając w stronę mojej szafy. – „Spójrz na te wszystkie piękne spódnice i bluzki bez rękawów!”
Westchnęłam. „Harper, nie nosiłam tego od lat.”
„Może czas do nich wrócić.”
Złapałam spódnicę, którą we mnie rzuciła. „Nie czuję się dobrze, pokazując tak dużo ciała.”
Harper wyjrzała z szafy i spojrzała na mnie krótko. Następnie położyła dłonie na moich ramionach. „Zdrada Huntera nie miała nic wspólnego z twoim wyglądem. Jego oszustwa wynikały z zazdrości. Zazdrościł ci sukcesu i uwagi, jaką dostawałaś. Gdyby naprawdę cię kochał, wspierałby cię. To jego problem, a nie twój.”
Choć miałam wątpliwości, to miała rację. Nadszedł czas, by wyjść z ukrycia.
Nadszedł czas, by dawna Kelli powróciła.
Jeszcze raz podniosłam spódnicę i skrzywiłam się. Łatwiej powiedzieć niż zrobić.
„Rozmawiałaś z nim ostatnio?”
Spojrzałam na Harper spod rzęs, pakując ubrania. „Z kim?”
Usiadła na brzegu łóżka i skrzyżowała ręce. Jej spojrzenie pod tytułem „daj spokój” sprawiło, że mimowolnie się uśmiechnęłam.
Ponieważ zazwyczaj nie rozmawiałyśmy o Hunterze, wiedziałam, że chodzi jej o Bena.
„Nie” – powiedziałam, odchrząkując – „nie od czasu premiery filmu.”
Otworzyła usta ze zdziwienia. „To było ponad rok temu!”
Wzruszyłam ramionami. „Oboje jesteśmy bardzo zajęci.”
Widziałam, że Harper mi nie wierzy. Odpuściła jednak. Cholera, ja sama sobie nie wierzyłam.
Sytuacja zrobiła się bardzo napięta podczas naszego ostatniego spotkania. Odepchnęłam to wspomnienie, zanim całkowicie mnie pochłonęło.
„Czy ma osobę towarzyszącą?”
Kochana Harper. Zapytała o to tak, jakby to było zwykłe pytanie. W rzeczywistości mogło okazać się bolesnym ciosem.
„Walker nic nie mówił. Nie sądzę jednak, żeby z kimś się spotykał. Nie od jakiegoś czasu. Znasz Bena.”
Z pewnością go znałam.










































