
Seria Alfa 2
Autorzy
C. Qualls
Lektury
151K
Rozdziały
34
Rozdział 1
NATALIE
Budzę się zlana zimnym potem i rozglądam dookoła, aż w upiornym, niebieskim świetle poranka pokój powoli zaczyna wyglądać znajomo. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale nie ma mowy o powrocie do snu po tym koszmarze, a może powinnam powiedzieć: po tym wspomnieniu? Myślę, że to wspomnienie, ale nie jestem tego do końca pewna. Nie mam pojęcia, ile miałam lat, kiedy ten sen zaczął się pojawiać, ale z czasem stał się on znacznie mniej wyraźny.
Zrzucam kołdrę i idę pod prysznic, żeby zmyć z siebie to lepkie, nieprzyjemne uczucie. Gorąca woda pomaga mi się uspokoić, ale mój umysł wciąż pracuje na najwyższych obrotach, rozmyślając o tym śnie.
Strzelam karkiem pod wodą, podczas gdy para wypełnia łazienkę. Moje dłonie wciąż się trzęsą, kiedy je unoszę i uważnie im się przyglądam. Przywołuję swoją moc, ale nie jest taka sama jak we śnie; wydaje się zupełnie inna. Białe światło zanika i wraca do moich dłoni, a ja wypuszczam z ust głęboki oddech.
Myję włosy i ciało, a potem postanawiam się ubrać. Słońce już wzeszło, ale dzień jest chłodny, więc zakładam stanik sportowy, sweter i legginsy. Po wysuszeniu włosów zaplatam je w długi warkocz. W domu panuje cisza, ale wiem, że to nie potrwa długo.
Zmiana doktora Masona w szpitalu wkrótce się zaczyna. Idzie dzisiaj do pracy wcześniej, ponieważ Kya wraca do domu.
Kya jest moją luną, ale jest też moją mentorką. Przez całe lato ona i doktor Mason pomagali mi ćwiczyć moje zdolności uzdrawiania. Jest jak siostra, której nigdy nie miałam. Właśnie dlatego mieszkam teraz w starej sypialni Kyi u państwa Masonów. Traktują mnie jak członka rodziny, co dla sieroty znaczy bardzo wiele. Doktor i pani Mason są dla mnie lepsi, niż kiedykolwiek byli moi rodzice, a mam nawet blizny, które to udowadniają.
Doktor Mason nalewa sobie kawę, gdy wchodzę do kuchni. „Dzień dobry, Pszczółko. Znowu miałaś koszmar?”
„Ta. Obudziłam cię?” Od czasu do czasu miewam te koszmary i oboje już kilka razy mnie z nich wybudzali.
„Och, nie. I tak musiałem wstać. Chcesz, żebym wyleczył twój ból głowy?”
Po tych snach zawsze boli mnie głowa. Zawsze proponuje mi pomoc, a ja odmawiam. Nie wiem dlaczego to robię; ufam mu, ale kiedy jego leczenie łączy się z moim, przechodzą mnie dreszcze.
To samo dzieje się z Kyą, a jest jeszcze gorzej, gdy używa ona mocy alfy Redda. Musiałam zacisnąć zęby, kiedy dopiero uczyłam się uzdrawiać, ale w miarę jak uczyłam się lepiej kontrolować swoją moc, nie musiałam już polegać na ich pomocy.
„Nic mi nie będzie, dziękuję.”
„Kya dzisiaj wraca, dlatego chcę zacząć pracę w szpitalu trochę wcześniej.” Pociąga łyk kawy, a potem wkłada dwa kawałki chleba do tostera.
„Tak bardzo się cieszę na jej powrót; tęskniłam za nią. Potrzebujesz pomocy w przygotowaniach?” — pytam, nalewając sobie kubek kawy.
„Chelsea będzie potrzebować każdej możliwej pomocy. Będziemy mieli całkiem sporo gości. Przyjedzie alfa Ramirez, jego beta i jego siostra, a także Mark ze swoją rodziną, Troy i Regina oraz Chase i Alana. Jeśli chcesz zaprosić swoich przyjaciół, nie ma problemu. Jutro pracujesz, prawda?”
Jego tost wyskakuje, a on smaruje go masłem, po czym dodaje cynamon i cukier. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego, zanim tu zamieszkałam, ale teraz to uwielbiam. Podaje mi kromkę, a ja siadam przy stole.
„Tak. Jason po mnie podjedzie.” Jason to jeden z przybłęd, bo tak właśnie nazywamy naszą małą grupę. Cała wataha też już tak o nas mówi.
Jason to mój najlepszy przyjaciel, odkąd tylko się poznaliśmy. Pracujemy razem w knajpce, która została niedawno otwarta w południowo-zachodnim rogu naszego terytorium. Kupił starą, zniszczoną furgonetkę, jak tylko było go na to stać, i został stałym kierowcą dla reszty przybłęd.
Ta knajpka szybko stała się ulubionym miejscem spotkań naszej watahy, ale przychodzą tam również ludzie, więc musimy się odpowiednio zachowywać.
Podjęłam tę pracę, ponieważ chciałam uniknąć obowiązkowych treningów, jednocześnie wciąż wykonując swoje zadania wobec watahy. Wciąż muszę chodzić na weekendowe treningi, które zaczynają się za około godzinę. Zastanawiam się, czy będzie tam alfa Redd. Mam nadzieję, że nie. Jest wspaniałym alfą, uratował nam życie i w ogóle, ale jest dla mnie o wiele surowszy podczas treningów. Wie, że ich nienawidzę, a i tak zmusza mnie do wysiłku.
„Muszę już lecieć, Pszczółko.” Doktor Mason całuje mnie w czubek głowy i obejmuje jednym ramieniem. Patrzę na niego z uśmiechem, widząc, jak się o mnie troszczy.
„Tak, ja też muszę iść na trening. Do zobaczenia później.” Macha do mnie z kubkiem termicznym w dłoni.
Idę na górę i biorę swoje ubranie na zmianę. Wychodzę wcześnie, bo nie mam ochoty siedzieć w pustym domu.
Z wszystkich przybłęd Virgil, Jason i ja jesteśmy najstarsi. Wszyscy skończyliśmy szesnaście lat zaraz po dołączeniu do watahy. Najpierw Virgil, potem Jason, dokładnie miesiąc po Virgilu. Moje urodziny wypadły tydzień później, więc nasza trójka trzyma się bardzo blisko.
„Hej, Nat” — woła Virgil. Razem z Jasonem czekają, aż do nich dojdę, po czym idziemy razem do ośrodka treningowego. Obaj wciąż mieszkają w głównym domu watahy. Tęsknię za mieszkaniem tam, ale uwielbiam poczucie więzi rodzinnej, które dają mi Masonowie.
Jason przytrzymuje dla mnie drzwi, a mój dobry nastrój od razu znika. Alfa Redd unosi brew na mój widok; chyba czuje moje rozczarowanie. „Nat. Będziesz dzisiaj ćwiczyć ze mną. Jesteśmy w ludzkiej postaci.”
Przełykam ślinę i kiwam głową. „Tak jest.”
Jason i Virgil posyłają mi współczujące spojrzenia. Oni nigdy nie trenują sam na sam z nim, ani z betą Chasem, ale ja tak… i to często. Nie rozumiem tego. Dlaczego uwzięli się akurat na mnie?
Rzucam torbę na podłogę i zdejmuję sweter. Chłopaki dołączają do mnie w krótkim truchcie na rozgrzewkę. Zanim udaje nam się zrobić trzy okrążenia, reszta naszej grupy wiekowej powoli się schodzi i zaczyna swoje okrążenia.
Virgil, Jason i ja robimy dwa dodatkowe okrążenia, po czym idziemy na maty. Virgil dobiera się w parę z Chadem, kawałem chłopa, który wkrótce będzie zbyt stary na naszą grupę, natomiast Jason trenuje z Able’em.
Alfa Redd prowadzi mnie na tyły sali, a beta Chase obserwuje trening. Bruno pojawia się tuż przed tym, jak zajmuję swoją pozycję. Świetnie.
„Skup się, Nat. Wiem, że tego nienawidzisz, ale to dla twojego dobra” — mówi mi alfa Redd, po czym szybko chwyta mnie od tyłu w duszenie. Uciska moją szyję, ale wiem doskonale, że prawie w ogóle nie używa siły. „Dalej, Nat. Uwolnij się. Wiesz, jak to zrobić, po prostu użyj w praktyce swojej wiedzy.”
Stękam, napierając na jego ramię. Jego uścisk staje się trochę mocniejszy i o wiele trudniej mi się oddycha. Siłuję się z jego ramieniem, ale to w ogóle nie pomaga.
Alfo, proszę. Nie potrafię tego zrobić.
„Potrafisz, Nat. Wiem, że potrafisz. Musisz zaufać swojej wiedzy i wykorzystać ją w praktyce.”
Chwytam go za nadgarstek i robię krok w bok.
„Próbuj dalej. Dawaj, Nat.”
Uderzam go łokciem w brzuch, ale on cofa się, więc mój cios nic nie daje. W moich oczach pojawiają się łzy i robi mi się ciemno przed oczami. Alfa Redd puszcza mnie, a ja upadam na podłogę.
Patrzę w górę na betę Chase’a, Bruna i alfę Redda, którzy spoglądają na mnie z góry. Alfa Redd kręci głową. „Zmieńcie się w parach!” — woła do wszystkich.
Bruno pomaga mi wstać, po czym zajmuje miejsce alfy Redda.
Alfa Redd krzyżuje ramiona na piersi, obserwując nas. Bruno atakuje mnie z przodu. Unikam jego ataków kilka razy, ale w końcu powala mnie na ziemię i przyciska swój łokieć do mojego gardła. „Natalie, nie wstaniesz, dopóki go z siebie nie zrzucisz” — mówi mi alfa Redd. „BRUNO. NIE POZWÓL JEJ WSTAĆ.”
Rozkaz alfy uderza w Bruna, a jego ramię opada na moją szyję o wiele ciężej. Mam przejebane. Kopię nogami, ale nic z tego nie wynika.
„Przepraszam, skarbie” — szepcze do mnie Bruno. Wiem, że on wcale nie chce tego robić. Zaczyna ogarniać mnie panika.
„Natalie. Zablokuj łokcie i przejmij kontrolę nad jego ramieniem. Skup się. Dasz radę.” Głos alfy rozbrzmiewa w moim umyśle, a ja robię, co mi każe. „Dobrze. Teraz opleć swoimi nogami jego nogi.”
Szamoczę się przez chwilę, ale robię zgodnie z instrukcjami. Odpycham ramię Bruna i obracam nas. Wstaję na nogi, opieram dłonie na kolanach i próbuję złapać oddech.
Alfa Redd kiwa głową. „Wiedziałem, że ci się uda.” Krzyczy, żeby wszyscy zmienili się w parach, a ja mam już dość. Schodzę z maty i chwytam swoją torbę.
„Natalie!” — woła za mną alfa Redd. Ignoruję go, przechodzę przez drzwi i wychodzę do lasu.
Rzucam torbę i z frustracji wyładowuję swoją moc na najbliższym drzewie. Moje dłonie stają się niebieskie, a drzewo płonie tam, gdzie go dotykam. Uwalniam jeszcze więcej mocy i drzewo zaczyna więdnąć, aż w końcu upada na ziemię. Przestaję używać mocy i próbuję złapać oddech, powoli zaczynając się uspokajać. Jakieś ramię chwyta mnie od tyłu za gardło i moja frustracja natychmiast powraca.
„Proszę, alfo. Wiesz, że nie potrafię tego zrobić.” W moich oczach zbierają się łzy, a jego oddech się uspokaja. Puszcza mnie i siada na zwalonym pniu.
„W tym cały problem, Natalie: ty to potrafisz, po prostu nie lubisz tego robić. Wiem, że walka jest trudna dla uzdrowicieli. Kya jest moją przeznaczoną, do kurwy nędzy, wiem, jak to jest ciężkie, rozumiem. Uzdrowiciele muszą jednak walczyć, czasami nawet więcej niż inni członkowie watahy. Ale to nie jest walka, to samoobrona. Próbuję cię chronić, Natalie.”
Kręcę głową i ocieram łzę z twarzy. „Chronić mnie przed czym? Przyjąłeś mnie do swojej watahy i jestem ci za to wdzięczna, ale alfo, uwziąłeś się na mnie. Jestem jedyną osobą w naszym wieku, z którą trenujesz, o ile moje ciągłe porażki w ogóle można nazwać treningiem.”
Alfa Redd przyciąga mnie do siebie w pocieszającym uścisku. „Nie próbuję się na ciebie uwziąć. Wiem, że tak myślisz, ale musisz zrozumieć, że jesteś urodzoną uzdrowicielką.”
„Wiem, kim jestem.” Wyrywam się z jego objęć, chociaż tak naprawdę po prostu pozwala mi się odsunąć.
„W takim razie wiesz też, jak wielkim celem to z ciebie czyni.”
Marszczę brwi, kompletnie nie rozumiejąc, o czym on do mnie mówi.
„Natalie, naturalni uzdrowiciele to rzadkość, wiesz o tym, prawda?”
Kiwam głową i przecieram mokrą twarz.
„Jest was tak niewielu, że żadna inna wataha po tej stronie rzeki Missisipi nie ma ani jednego, za to moja wataha ma aż troje. Celowo nikomu o tobie nie mówiłem, bo inne watahy chciałyby cię zabrać do siebie, może nawet siłą zmusić do przyjęcia partnera. Rozumiesz to już? Oprócz twojego przeznaczonego tylko ja będę cię chronił, i właśnie dlatego musisz nauczyć się chronić samą siebie.”
Moje łzy spływają po policzkach, ale tym razem pozwalam mu objąć się jego silnymi ramionami. „Przepraszam, Dec. Nie miałam o tym pojęcia.”
Odsuwa się, ale trzyma mnie na wyciągnięcie ręki. „Przykro mi, że to wprawia cię w dyskomfort. Doskonale wiem, jak się czujesz, bo czuję to samo za każdym razem, gdy Kya trenuje. Ale ten dyskomfort to za mało, by powstrzymać mnie przed wykonywaniem moich obowiązków jako twojego alfy.”
Wyciera moje policzki. „Zależy mi na twoim bezpieczeństwie. Zależy mi na tobie, Nat. Czuję każdego członka mojej watahy.”
Alfa Redd wstaje i rozgląda się dookoła, drapiąc się po głowie. „Nie przypominam sobie, żeby ten pień tu wcześniej leżał” — szepcze do siebie, po czym znów patrzy na mnie. „Pójdę po Kyę. Dołączy do nas jutro na sali treningowej. Pozwolę wam ćwiczyć samoobronę we dwie. Do zobaczenia później, Nat.”
Alfa Redd odchodzi, a ja patrzę na drzewo. Jak ja to zrobiłam? Przywołuję moc do swoich dłoni, a białe światło lśni, dopóki nie pozwalam mu zaniknąć.
















































