
Seria Kryminaliści: Książka 2
Autorzy
Lektury
167K
Rozdziały
34
Rozdział 1
Księga 2: Okrutny
SUTTON
„Mój brat szuka dodatkowej pomocy. Kogoś, kto umie gotować, sprzątać i pomagać w prowadzeniu domu. Jest bogaty, więc dobrze zapłaci. Wiem, że potrzebujesz pieniędzy.”
Coś w tonie głosu Mirandy mówiło mi, że czegoś nie dopowiada, ale byłam na skraju wytrzymałości i ona doskonale o tym wiedziała.
Rozmawiałyśmy o mojej sytuacji wiele razy. Wiedziała, jak wielkie mam długi i jak bardzo chcę się z nich wydostać.
Odstawiłam gorącą patelnię na podgrzewacz, ściągnęłam rękawice kuchenne i spojrzałam jej w oczy ponad szklaną gablotą, która oddzielała jedzenie ode mnie i od klientów.
Zdążyłam trochę poznać Mirandę dzięki naszym rozmowom, kiedy przychodziła na lunch. Byłyśmy koleżankami, ale bez względu na wszystko nigdy nie stałybyśmy się prawdziwymi przyjaciółkami.
Była bogata i pracowała w prestiżowej kancelarii prawnej, a ja pracowałam w barze z kanapkami, z kiepskim wykształceniem i bez żadnych perspektyw. Dla niej byłam nikim — kimś, kogo łatwo pominąć. Kolejną twarzą w tłumie, którą zaraz się zapomina.
Pewnego dnia nie dawała za wygraną, dopytując, dlaczego tkwię w tej kiepskiej budce z żarciem, skoro tak dobrze gotuję, więc powiedziałam jej wprost o swojej przeszłości.
Schrzaniłam sobie życie, kiedy byłam młodsza. Spotykałam się z nieodpowiednim facetem, który postanowił ukraść samochód i zabrał mnie ze sobą na przejażdżkę.
Ponieważ byłam już wtedy pełnoletnia, zostałam skazana. Skończyło się na pracach społecznych, ale z trwałym wpisem do rejestru karnego, który zrujnował mi życie i zamknął drzwi do jakiejkolwiek prawdziwej kariery.
„Wątpię, żeby twój brat chciał zatrudnić osobę karaną”, odpowiedziałam Mirandzie, śmiejąc się na samą myśl. Odwróciłam wzrok i skupiłam się z powrotem na nakładaniu resztek purée ziemniaczanego do świeżej tacki.
„Już mu o tobie opowiedziałam i twoja przeszłość mu nie przeszkadza. W ramach umowy o pracę mieszkałabyś w jego domu za darmo, a do tego dostawałabyś więcej niż przyzwoitą pensję.”
Miranda sięgnęła do torebki, wyciągnęła wizytówkę i podała mi ją ponad szybą. „Jeśli jesteś zainteresowana, to jego wizytówka.”
Nie czekała na odpowiedź. Przesunęła tacę w stronę kasy, żeby zapłacić za sałatkę. Miranda nie potrzebowała odpowiedzi — znała ją, zanim ja sama ją poznałam.
Przeczytałam wizytówkę, którą trzymałam w dłoni:
Caleb McIntyre
CEO McIntyre Property Management
112 West Street
Baltimore, MD 21239
Oprócz tych informacji była tam strona internetowa i numer telefonu. Schowałam wizytówkę do kieszeni i wróciłam do pracy.
Przy pierwszej okazji wyguglowałam stronę i samego Caleba McIntyre'a. Okazało się, że jest właścicielem mnóstwa nieruchomości na wynajem w całym stanie i jest obrzydliwie bogaty.
Był też najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam, co sprawiło, że zaczęłam poważnie rozważać tę pracę.
Przez cały dzień w pracy wyciągałam wizytówkę z kieszeni, wpatrywałam się w numer telefonu i zastanawiałam się, co powinnam zrobić. Oferta była zbyt dobra, żeby mogła być prawdziwa. Musiał być jakiś haczyk.
Po zmianie wróciłam do domu i położyłam wizytówkę razem z telefonem na stoliku kawowym. Po prysznicu ubrałam się w dresy i usiadłam w salonie, dalej wpatrując się w ten numer.
Zastanawiałam się, czy dzwonić. Zerknęłam na lewo od telefonu — leżał tam stos rachunków z czerwonymi pieczątkami ZALEGŁE na pierwszych stronach, a obok nakaz eksmisji dający mi trzydzieści dni na opuszczenie mieszkania.
Nie zastanawiałam się długo. Podniosłam telefon i wybrałam numer.
„Caleb McIntyre”, odezwał się niski, chłodny głos.
„Dzień dobry, nazywam się Sutton Danvers. Zostałam skierowana do pana przez Mirandę w sprawie pracy. Chciałam się dowiedzieć…”
„Wiem, kim pani jest. Proszę tu być za godzinę. Wyślę adres SMS-em”, powiedział Caleb sztywno i rozłączył się, zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej.
Więc to był ten haczyk — facet był dupkiem. Teraz rozumiałam, dlaczego jest sam. Przynajmniej tak twierdził internet, a ja mu wierzyłam.
Adres, który mi podał, był zaledwie dziesięć minut drogi. Wciągnęłam na siebie coś bardziej odpowiedniego — prostą elegancką sukienkę — nałożyłam odrobinę makijażu i wybiegłam do samochodu.
Wahałam się, czy jechać, ale tak naprawdę nie miałam wyboru. Nie zarabiałam wystarczająco, żeby się utrzymać, a za niecały miesiąc wylądowałabym na ulicy, gdybym nie wzięła tej pracy. O ile w ogóle mi ją zaproponuje.
Kilka minut później podjechałam pod wskazany adres. Dom — a raczej powinnam powiedzieć rezydencja — był wspaniały. Musiał być wart co najmniej milion dolarów, jeśli nie więcej.
Stał bardzo odosobniony, daleko od głównej drogi, z dala od jakichkolwiek innych domów.
Byłam zdenerwowana, zanim tu dotarłam, a teraz byłam przerażona. Po tej krótkiej rozmowie telefonicznej z Calebem jego lodowaty ton skutecznie mnie zniechęcił.
Nie był typem człowieka, który dałby mi pracę z litości. Stać go było na zatrudnienie najlepszych kucharzy. Dlaczego miałby chcieć mnie? Podeszłam do drzwi i nacisnęłam dzwonek.
W niecałą minutę Caleb stał przede mną. „Proszę wejść”, powiedział głębokim, pozbawionym emocji głosem, z zaciśniętymi ustami i lodowatym spojrzeniem.
Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Obszedł mnie i stanął za moimi plecami. Drżałam — ten mężczyzna potrafił onieśmielić jednym spojrzeniem.
Na żywo wyglądał jeszcze lepiej. Zdjęcia z internetu nie oddawały mu sprawiedliwości. Nawet z tym chłodnym spojrzeniem był niezaprzeczalnie atrakcyjny. Miał atletyczną sylwetkę, ciemnobrązowe, starannie ułożone włosy.
Jego twarz była bez skazy, o wyrazistych rysach. Wyglądał jak model, a nie jak biznesmen w średnim wieku z milionami na koncie.
Nie powiedział nic i ja też nie. Złapał moje włosy, wplótł je między palce i pociągnął moją głowę do tyłu.
Fala podniecenia przeszyła mnie od skóry głowy aż do podbrzusza. W jednej chwili moje majtki były przemoczone.
Jego druga ręka objęła mnie od tyłu. Palce zaczęły przesuwać się po moim udzie w górę, pod brzeg sukienki, odnajdując drogę do mojego centrum.
Odsunął palcami materiał majtek na bok. Gdy znalazły się między moimi nabrzmiewającymi wargami, byłam gotowa paść na kolana. Jego dotyk był jak prąd.
Nie obchodziło mnie, że był bogaty. Nie obchodziło mnie, że był oschły. Właściwie jego dominujący chłód jeszcze bardziej mnie podniecał. Chciałam się z nim pieprzyć. Pragnęłam jego kutasa, więc pozwoliłam mu kontynuować bez słowa sprzeciwu.
Caleb zaczął przesuwać palcami tam i z powrotem między moimi wargami, wydając z siebie niski pomruk zadowolenia na wyczucie mojej wilgoci. Podobało mu się, jak bardzo byłam mokra. Bez trudu wsunął dwa palce głęboko we mnie i zaczął nimi rytmicznie poruszać.
Dyszałam i jęczałam, łapiąc powietrze. O kurwa, ten facet uzależnia. Musiałam poruszać się w rytm jego dłoni.
Te intensywne ruchy sprawiły, że mój puls szalał, a żyły na nadgarstkach pulsowały w gorączkowym tempie.
Wsuwał i wysuwał palce, ich długość i grubość zaginały się w moim wnętrzu, wywołując tarcie w idealnym punkcie. Byłam oszołomiona z żądzy, tęskniąc za orgazmem, który narastał we mnie, szukając ujścia.
Jęcząc i skowycząc, byłam na granicy wybuchu. Ale wtedy zabrał rękę, a ze mnie wydobył się cichy, żałosny jęk rozczarowania.
Caleb sięgnął do kieszeni i wyjął prezerwatywę. Potem odpiął pasek i ściągnął spodnie — żadnych bokserek pod spodem — co utwierdziło mnie w przekonaniu, że od samego początku zamierzał mnie pieprzyć.
Ale nie obchodziło mnie to. Byłam zbyt pochłonięta podziwianiem jego pięknego kutasa. Był duży i gruby, stał twardy i dumny, a za chwilę miał być we mnie. Tylko to się liczyło.
Zdjął koszulę, odsłaniając umięśnioną, rzeźbioną klatkę piersiową. Jego ciało wyglądało jak wyrzeźbione przez bogów. Chciałam przesuwać palcami po każdym centymetrze. Widok jego nagiego ciała był nie do odparcia.
„Jedź na moim kutasie”, polecił, rozrywając opakowanie i naciągając prezerwatywę. Chwycił mnie za rękę i pociągnął na podłogę obok siebie.
Zdjęłam majtki, usiadłam na nim okrakiem, a on ustawił swojego członka i naprowadził go we mnie, gdy opadałam na niego. Zadrżałam w oczekiwaniu, rozpaczliwie pragnąc rozkoszy, którą przeczuwałam.
Chwytając mnie za kark, Caleb przyciągnął moje usta do swoich i zaczął łapczywie całować. Nasze języki splatały się w cudownym szaleństwie. Jego pocałunki były najlepsze, jakich kiedykolwiek zaznałam.
Zaczęłam ocierać się o jego kutasa, wbijając palce w jego klatkę piersiową, a on szaleńczo napierał od dołu. Moje ścianki zaciskały się na nim mocno.
Skowyczałam i jęczałam w jego usta, gdy pożeraliśmy się nawzajem. Jego kutas poruszał się we mnie z taką siłą, że przez całe ciało rozchodziły się fale upajającej rozkoszy.
Pieprzył jak dzikie zwierzę i było to niesamowicie wspaniałe. Z brutalną siłą wbijał się we mnie.
Moja cipka przyjmowała to z radością. Spadałam w przepaść, całe moje ciało napięło się w jednym skurczu. Moje pulsujące mięśnie zaciskały się na jego kutasie, obejmując go ciasno wokół całej grubości.
Spełnienie wyrwało się ze mnie, a orgazm rozładował się w konwulsjach. Krzyknęłam w ekstazie, zatopiona w czystej rozkoszy.
Ręce Caleba znalazły się za moimi plecami i jednym ruchem przewrócił mnie, nie wysuwając się ze mnie. Teraz leżałam na dole, plecami na podłodze, a on zaczął wbijać się we mnie surowymi, pierwotnymi pchnięciami.
Jedną rękę położył na mojej szyi, lekko ją ściskając, a drugą chwycił moją pierś, mocno zaciskając i podsycając moje podniecenie, podczas gdy brutalnie mnie pieprzył.
Uwielbiałam to. Uwielbiałam sposób, w jaki wbijał we mnie swojego kutasa z niecierpiącą zwłoki siłą, jak uderzał o moje biodra i dźwięk jego jąder klapiących o moje krocze.
Cokolwiek sprawiało, że ten mężczyzna był taki lodowato chłodny, wykorzystywał to jako paliwo dla każdego miażdżącego pchnięcia. Pracował między moimi nogami jak szaleniec niszczący wszystko, co stało mu na drodze.
To było kosmiczne, to było orgazmiczne, to było niesamowicie rozkoszne — z każdym kolejnym pchnięciem i cofnięciem coraz bardziej.
Jego dłonie były oparte o podłogę, a moje ramiona objęły go od spodu, wciskając się mocno w jego barki.
Oplotłam go nogami, piętami wpychając go głębiej w siebie, zachłannie biorąc wszystko, co mógł mi dać, kołysząc biodrami mu naprzeciw z każdym pchnięciem.
Doszłam jeszcze dwa razy, zanim jego mięśnie się napięły i wykonał ostatnie pchnięcia. Żar jego ciężkiego oddechu palił moją skórę, gdy jęknął w moją szyję i zadrżał z ulgą.
Podniósł się ze mnie, ściągnął prezerwatywę i wrzucił ją do kosza przy drzwiach wejściowych.
Odszedł nagi, nie oglądając się, a jego pusty ton nie zmienił się ani odrobinę: „Zaczyna pani jutro w południe. Do widzenia, panno Danvers.”
Co, do kurwy nędzy, właśnie się stało i w co ja się wpakowałam?
















































