Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawnaAnuluj subskrypcję tutaj
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Seria Ultimate Księga 3: Savage

Seria Ultimate Księga 3: Savage

Autorzy
A. K. Glandt
Lektury
17.4K
Rozdziały
56
Autorzy
A. K. Glandt
Lektury
17.4K
Rozdziały
56
🥵Erotyka💪🏻Obrońca🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪🏻Samce alfa💪SIlne kobiety⚔️Akcja i przygoda👑Rodzina królewska i arystokraci💂🏻‍♀️Żołnierze🖤Mroczne

Po podbiciu Osi Zachodniej, ambicja Sarakiela zwraca się na północ, a Daylin zostaje wciągnięta w wir jego planów. Ostatnim miejscem, do którego chce wrócić, jest miasto, z którego uciekła – zwłaszcza pod czujnym okiem arcykapłana Ramiela. Uzbrojona jedynie w lojalnego przyjaciela i niechcianego sojusznika, Daylin zostaje zmuszona do powrotu do świątyni pełnej spiskujących fanatyków, których jedynym celem jest jej podporządkowanie.

Aby odzyskać swoją moc, musi przetrwać Próbę Arcykapłaństwa – brutalną szkołę przetrwania zaprojektowaną, by złamać każdego, kto odważy się wyzwać los. Czy Daylin zwycięży, czy w końcu ulegnie zasadom świata, który pragnie ją okiełznać?

Rozdział 1: Jest taki uroczy, że chce zabić mnie osobiście

KSIĘGA 3: SAVAGE

Dach posiadłości Sarakiela był na tyle spadzisty, że siedzenie na nim wymagało odrobiny równowagi. Nie był jednak niebezpieczny, chyba że ktoś zachowywał się jak idiota. Łupkowe dachówki wciąż były ciepłe od popołudniowego słońca. Ciepło jednak z nich uciekało, bo wieczorny wiatr przybrał na sile. Dwie godziny wcześniej powietrze było przyjemne.
Teraz wiatr wiał mocniej. Szarpał moje włosy i sprawiał, że pod ubraniem czułam chłód. Przynosił zapach ogrodów znajdujących się gdzieś za posiadłością. Z dołu dochodził cichy, odległy chrzęst żwirowej ścieżki.
Z tej wysokości świat wydawał się cichszy. Odległy.
Za mną znajdowało się okno, przez które tu weszłam. Było mocno popękane i przypominało szklaną pajęczynę. Poszarpane odłamki wciąż mocno trzymały się krawędzi ramy. Błyszczały w świetle. Jego środek został zniszczony, kiedy wcześniej rzuciłam w niego krzesłem.
To samo krzesło leżało teraz pięć pięter niżej na żwirowej ścieżce. Ścieżka ta wiła się wzdłuż posiadłości w stronę tylnych ogrodów. Krzesło o włos minęło kucharza. Podobno cieszył się przerwą, kiedy mebel spadł z góry i prawie go zabił.
Od tamtej pory nikt nie pofatygował się, żeby je przesunąć. Wyobrażałam sobie, że służba po prostu je omijała i wracała do swoich obowiązków. Zrobili to samo z rozbitym szkłem na górze.
Pozostałe szkło w ramie okiennej pokryło się srebrnymi smugami. To moja krew rozmazała się na nim wcześniej. Wyglądało to jak mroczna wersja witrażu. Było to na swój makabryczny sposób ładne.
Skaleczenia na moich dłoniach i ramionach od wchodzenia przez okno zaczęły się goić. Ale srebro zaschnięte na moich knykciach? To nie była wina okna.
Rozdarłam je na workach z piaskiem. Dwa z nich do niczego się już nie nadawały, poszarpane na strzępy, kiedy straciłam panowanie nad sobą. Ezra w końcu uznał, że skoro chcę coś niszczyć, mogę to robić produktywnie. Wepchnął mnie więc na ring sparingowy z kilkoma swoimi agentami.
Kilku z nich też porządnie załatwiłam.
Dotarł do mnie zapach krwi. W połowie było to wspomnienie, a w połowie zapach mojego konsorta, który wszedł na dach. Musiał skaleczyć się w dłoń, przechodząc przez wąskie okno. Skierowałam wzrok w górę, opierając głowę o dachówki, i obserwowałam go do góry nogami, jak przeciskał się przez popękaną ramę.
„Dlaczego ciągle dąsasz się na moim dachu?” – warknął.
Spojrzał spode łba na swoją dłoń. Wytarł szkarłatną krew o swoje dopasowane, popielate spodnie. No cóż. Były już zniszczone.
Po wytarciu krwi o spodnie, Sarakiel raz zacisnął dłoń. Patrzył, jak rozcięcie samo się zamyka. Wiatr lekko szarpał ciemne kosmyki jego włosów. On jednak prawie wcale nie zauważał chłodu.
Wyprostował się i odpiął górny guzik koszuli. Odsłonił przy tym kuszący kawałek skóry. Mój wzrok skupił się na jego szyi, a dokładnie na zagłębieniu między obojczykami. Na widok jego poruszającego się jabłka Adama poczułam silne pragnienie.
Oderwanie od niego wzroku kosztowało mnie wiele wysiłku. Sarakiel patrzył na mnie.
Naprawdę na mnie patrzył. W taki sposób, w jaki strateg analizuje planszę przed wykonaniem ruchu.
Następnie z tym samym irytującym spokojem, z którym podchodził do wszystkiego, podszedł bliżej. Usiadł obok mnie na spadzistym dachu. Niebo nad nami wciąż było jasne. Do zachodu słońca zostało jeszcze kilka godzin. Zostało mnóstwo dnia, który można było zepsuć.
„Jesteś na mnie zła”.
Moje powieki zamknęły się na ułamek sekundy. Niski ton jego głosu wywołał gorące pulsowanie między moimi udami, zanim zdążyłam temu zapobiec. Nie spojrzałam na niego, kiedy powiedziałam: „Złamałeś obietnicę”.
„Tylko ją zmodyfikowałem” – powiedział w końcu.
„Mówiłeś, że pojedziesz ze mną do Brightfall”.
„I miałem taki zamiar, ale okoliczności...”
„Przestań” – wpadłam mu w słowo. W końcu oparłam się na łokciach, żeby posłać mu wściekłe spojrzenie. „Nie wygłaszaj mi jednej ze swoich przemów o okolicznościach”.
Jego oczy spotkały się z moimi. Na jego twarzy malował się ten irytująco cierpliwy wyraz. To był ten rodzaj cierpliwości, który ma ktoś, kto wie, że i tak ostatecznie wygra kłótnię.
Wybuchłam. „Poważnie, Sarakielu. Jeśli chcesz się mnie pozbyć, możesz po prostu kazać mi spadać. Nie musisz podawać mnie na pieprzonej tacy tym religijnym psycholom. Albo po prostu zabij mnie szybko własnymi rękami i oszczędź mi cierpienia. Czy nie zasługuję przynajmniej na to po moich dwóch latach służby?”.
Żartowałam tylko w połowie. To było najgorsze, ponieważ moja druga połowa w ogóle nie żartowała.
Przez długą chwilę po moim oskarżeniu Sarakiel nic nie mówił.
Cisza nigdy mu nie przeszkadzała. Właściwie czuł się w niej doskonale. Większość ludzi spieszyła się, żeby wypełnić ciszę wymówkami lub wyjaśnieniami. Sarakiel pozwalał jej trwać. Doskonale wiedział, że większość ludzi w końcu poczuje się nieswojo i zacznie mówić, byle tylko ją przerwać.
Jednak nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji.
Gdzieś w dole cicho rozbrzmiewał głos służącego. Dobiegał z ogrodów na tyle z daleka, że wydawał się odległy i nieważny.
Sarakiel nieznacznie przeniósł ciężar ciała na dachówkach. Jego ramię przesunęło się trochę bardziej w moją stronę. Jedną długą nogę miał zgiętą, a drugą wyciągnął wzdłuż spadu dachu. I tak to zauważyłam.
Zawsze zwracałam na niego uwagę. To był ten pieprzony problem.
„Wyjazd do Brightfall nie jest tym, co cię złości. Jesteś zła” – kontynuował, zanim zdążyłam na niego warknąć – „bo myślisz, że cię odprawiam”.
Te słowa uderzyły zbyt blisko żalu, który narastał w moim sercu.
Sarakiel oparł się na jednej ręce. Drugą położył swobodnie na kolanie. Wiatr rozwiewał ciemne kosmyki włosów na jego czole. Nie zakłóciło to jednak jego opanowanego, niemal królewskiego spokoju, który był na stałe wpisany w jego postawę. Władza otaczała go jak niewidzialna korona, a on nosił ją z dumą.
„Boisz się” – powiedział.
Zaśmiałam się gorzko. „Spróbuj ponownie”.
„Nie wyjazdu do Brightfall”. Sarakiel rzucił mi ukradkowe spojrzenie. „Boisz się, że jeśli wyjedziesz, nie będzie cię tu, kiedy zdecyduję, że już cię nie potrzebuję”.
Na moment wiatr jakby ucichł. To oskarżenie uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałam. Gładko przebiło się przez warstwy sarkazmu i irytacji, które wokół siebie zbudowałam.
Usiadłam prosto i posłałam mu wściekłe spojrzenie. Zanim zdążyłam rzucić zgryźliwą odpowiedź, Sarakiel wyciągnął do mnie rękę.
Jego palce lekko musnęły moją skroń. Zebrał luźne pasmo moich włosów, które wiatr rzucił mi na twarz. Grzbiet jego knykci, chłodny od wieczornego powietrza, otarł się o mój policzek. Następnie ostrożnie założył mi to pasmo za ucho.
Mogłam się odsunąć, ale byłam zszokowana tym niespodziewanym gestem.
Sarakiel nie był delikatnym mężczyzną. Jego dłonie kierowały wojnami, zrywały sojusze i niszczyły o wiele potężniejszych ludzi. Mimo to, jego dotyk przez chwilę się utrzymał. Koniuszki jego palców delikatnie opierały się na moich włosach, jakby miał na to mnóstwo czasu.
„Wiesz, że zabiłbym cię własnoręcznie, gdyby taki był mój zamiar”.
Te słowa wypowiedział z cichą intymnością spowiedzi. Moje serce zabiło mocniej. Było to niedorzeczne, biorąc pod uwagę to, co właśnie powiedział.
Ale Sarakiel zawsze potrafił tak odwracać sytuację. Brał coś zimnego i brutalnego i dodawał do tego na tyle ciepła, że stawało się to niebezpiecznie bliskie czułości.
Wpatrywałam się w niego. Z tak bliska jego wyraz twarzy był opanowany jak zawsze. Jednak w jego niebieskim spojrzeniu kryła się głębia. Sprawiała, że nie mogłam udawać, że ta chwila nic nie znaczyła. Jego palce wciąż znajdowały się blisko mojego ucha. Ledwie opierały się o moją głowę, jakby zapomniał je zabrać.
Albo jakby doskonale wiedział, co robi.
„Jesteś szalony” – wyszeptałam.
W końcu opuścił rękę, chociaż jego oczy nie odrywały się od moich.
Wiatr znów zawiał. Poluzował moje włosy niemal natychmiast po tym, jak założył je za ucho. Kącik jego ust delikatnie drgnął na ten widok, choć ten wyraz twarzy nie przerodził się w uśmiech.
„Wolisz szczerość” – stwierdził. „Jestem szczery”.
„Większość ludzi nie uważa tekstu zabiłbym cię własnoręcznie za romantyczny”.
„Nie jestem większością ludzi”.
Nie. Zdecydowanie nie był.
Sarakiel znowu przysunął się bliżej. Jego noga ocierała się teraz o moją, kiedy wygodniej ułożył się na spadzistym dachu. „Zakładasz, że cię odrzucam” – powiedział. „Ale gdybym naprawdę chciał, żebyś odeszła, nie wysłałbym cię w miejsce, z którego i tak musisz wrócić”.
To zdanie brzmiało jak jedna z jego zagadek. Zamiast jednak próbować to zrozumieć, mruknęłam: „A z Brightfall będę musiała wrócić?”.
Jego wzrok powędrował na krótko w stronę horyzontu. Niebo zaczynało tam powoli przybierać wieczorne, złote barwy.
„Tak”.
Wypuściłam powoli powietrze i znów oparłam się na rękach. Zapatrzyłam się na odległe wzgórza otaczające posiadłość.
Kolano Sarakiela mocniej nacisnęło na moje udo. Przez chwilę po prostu na mnie patrzył, jakby zastanawiał się nad kolejnym ruchem.
Następnie jego dłoń odnalazła moje ramię. Jego palce zacisnęły się na nim i przyciągnęły mnie do siebie. Spadek dachu zrobił resztę. Straciłam równowagę i zjechałam kilka centymetrów w jego stronę.
W dotyku Sarakiela rzadko można było wyczuć pośpiech. Był zawsze cierpliwy i zdecydowany. Tym razem było tak samo, gdy jego dłoń zniknęła pod brzegiem mojej koszulki.
Ciepło jego dłoni na gołej skórze moich pleców przesuwało się wzdłuż mojego kręgosłupa.
Moja ręka powędrowała na jego ramię bez namysłu. Stamtąd wsunęła się w jego włosy. Moje palce wsuwały się w ciemne kosmyki z łatwością, która wynikała z tego, że dobrze się znaliśmy.
Kiedy pochyliłam się do przodu, on wyszedł mi naprzeciw.
Nasze głowy pochyliły się ku sobie. Instynktownie znalazły idealny kąt. Nasze oddechy zmieszały się w niewielkiej odległości tuż przed pierwszym dotykiem. Jego wargi musnęły moje w zamkniętym pocałunku przez ułamek sekundy, zanim nasze usta się otworzyły i nasze języki się spotkały. Język Sarakiela owinął się wokół mojego, zapraszając mnie głębiej.
Całowanie Sarakiela nigdy mi nie wystarczało. Czułam ogromną potrzebę, by być z nim jeszcze bliżej. Jakby moja dusza próbowała wydostać się z ciała, by się z nim połączyć. Nawet gdy był tutaj, tak blisko, że czułam ciepło jego klatki piersiowej pod dłonią, miałam wrażenie, że w każdej chwili mogę go stracić. Jakby świat trzymał go tuż poza moim zasięgiem.
Dłoń Sarakiela powędrowała wyżej pod moją koszulką. Podążała za krzywizną moich pleców, aż jego palce rozłożyły się między moimi łopatkami. Nasz pocałunek się pogłębił. Moje palce zacisnęły się w jego włosach, podczas gdy jego usta poruszały się na moich.
Kiedyś, nie tak dawno temu, wierzyłam, że to, co było między mną a Sarakielem, skończy się wraz z wojną.
Wyobrażałam sobie spokojne życie, które mogłoby po niej nastąpić. Myślałam o jakimś odległym zakątku świata, do którego nie docierałyby polityka, religia i ambicja. O miejscu, gdzie mogłabym zniknąć i pozwolić reszcie świata zniszczyć się bez mojego udziału.
Ta przyszłość wydawała się kiedyś nieunikniona. Teraz wydawała się niemożliwa. Bo gdzieś po drodze, bez wielkich słów, stałam się częścią czegoś znacznie większego niż ta wyobrażona samotność.
Byłam częścią niego. Nie tylko jego konsortką.
Czymś bardziej skomplikowanym. Jego dziedzictwem.
Wtedy słowa wyrwały mi się, zanim zdążyłam zdecydować, czy powinnam je wypowiedzieć. „Nie żebyś zawsze dotrzymywał słowa” – wyszeptałam – „ale obiecaj, że wciąż będziesz mnie potrzebował, kiedy wrócę”.
W milczeniu Sarakiela nie było drwiny. Była tylko ta chłodna uwaga, która wpływała na wiele jego decyzji.
Moje dłonie zacisnęły się na jego ramionach. „Obiecaj mi”. To żądanie zabrzmiało poważniej, niż zamierzałam.
„Obiecuję” – przysiągł. „Dopóki mnie nie zdradzisz, zawsze będziesz mile widziana u mojego boku”.
Chciałam mu uwierzyć, ale w sercu poczułam narastający strach. Na myśl o naszym rozstaniu trzęsły mi się ręce, a żołądek zwijał się w supeł. Nawet nie zorientowałam się, że płaczę, dopóki pierwsze mokre łzy nie spłynęły mi po brodzie.
Panika i tęsknota połączyły się ze sobą. Nie mogłam przestać drżeć na myśl o tym, że zostanę sama. Że będę trzymać resztki naszej relacji, które mogą się rozpaść, jeśli on mnie zostawi.
Dłoń Sarakiela poruszyła się. Przesunęła się z moich pleców na bok mojej szyi. Jego palce tam spoczęły, a kciuk raz przesunął się po krawędzi mojej szczęki, gdy utrzymywał mój wzrok. „Daylin” – powiedział.
Sposób, w jaki wypowiedział moje imię, sprawił, że zamilkłam.
„Twoja chwała” – kontynuował – „może być tylko i wyłącznie moją chwałą. A z kolei” – dodał – „moja będzie twoją”.
Nieważne, jakie słowa pocieszenia mi dawał. Nieważne, jak czule mnie dotykał i namiętnie całował. Nic nie mogło ukoić mojego strachu. Bałam się, że przez to, co wydarzy się w Brightfall, on wypuści z rąk nasze niepasujące do siebie kawałki, a ja zostanę sama i będę walczyć, by utrzymać je razem. I nie byłam pewna, czy sama moja siła woli wystarczy.

Odkryj Galateę

Kuszona przez szefa Książka 3Przyjaciel AlfaSeria Niewidzialnych Książka 2Niewidzialna dziewczynaUgryzienie Alfy Książka 3

Najnowsze publikacje

Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjePrzesłuchanieBłękitny lód 2: Zakochana w Blue Ice

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Hot

autor: goshka

liczba książek: 151

Przeczytane-pozostałe

autor: Patunia

liczba książek: 28

Vivienne Wren

autor: goshka

liczba książek: 8

Fajne

autor: Aleksandra W

liczba książek: 37

Fajne

autor: soft_melon_300

liczba książek: 73

Fajne, ale na raz

autor: Panna Anna

liczba książek: 28

Ultra

autor: Monophonic1

liczba książek: 12

Przeczytane z serii

autor: Panna Anna

liczba książek: 82

Ksiązki które czytam

autor: Magdalena gajewska

liczba książek: 358

High recommended(english/german)

liczba książek: 123

Good ones...

autor: nicila88

liczba książek: 66

Finished reading

autor: choulton

liczba książek: 261

Finished books

autor: ElizMartens

liczba książek: 457

Na później

autor: Panna Anna

liczba książek: 115

Gonna Read

autor: Moditz

liczba książek: 461