
Seria Wilczyca Książka 2
Autorzy
Lektury
304K
Rozdziały
32
Rozdział 1
Księga 2: Przeznaczony Wilczycy
SAMANTHA
Minął trochę ponad rok, odkąd Ivar zostawił mnie po Balu Ceremonii Alfy. Dalej pełniłam rolę alfy, Luke przeszedł swoją pierwszą przemianę, a moi rodzice odnaleźli spokój w stadzie. Moja mama zaczęła nawet uczyć w przedszkolu.
Życie toczyło się dalej, mimo wspomnień z tamtej nocy.
Kiedy Ivar odszedł, błyskawicznie rozeszły się plotki o konflikcie z królem. Większość gości pośpiesznie wyjechała, nie chcąc znaleźć się w środku kłótni. Prawda była taka, że Aidan wezwał czarownicę, aby przeniosła jego i króla z powrotem na ich kanadyjskie terytorium po tym, jak Ivar i Emerick prawie się pobili.
Na szczęście nikomu nic się nie stało.
Ludzie szeptali, że król uznał mnie za swoją, ale ja odrzuciłam jego oświadczyny. Nie byłam pewna, czy to Ivar zaczął te plotki, czy może ludzie po prostu zgadywali. Tak czy inaczej, niewiele mijały się z prawdą.
Ale to nie była cała prawda.
Spędziłam większość tamtej nocy nieprzytomna po tym, jak zemdlałam. Wszyscy myśleli, że król zrobił mi coś strasznego. Tylko Michaelowi udało się uspokoić moją rodzinę, żeby nie myśleli o najgorszym.
Był przy mnie, kiedy się obudziłam, czuwając przez całą noc. Na początku byłam zdezorientowana na jego widok, ale on szybko przeszedł do sedna.
„Nie możesz z tym walczyć, Alfo” – powiedział stanowczym głosem. „Musisz to zaakceptować”.
„Nie zrobię tego, Michael. Porozmawiam z Katriną. Musi być jakieś zaklęcie, które mnie od niego uwolni” – odpowiedziałam. Łzy płynęły mi po twarzy.
„Nie ma”.
„Skąd masz taką pewność?” – zapytałam wyzywająco.
„Bo Cass i ja jesteśmy przeznaczonymi sobie partnerami” – odparł. Wziął głęboki oddech, po czym dodał łagodniej: „Cass i ja jesteśmy sobie przeznaczeni i zrobiłbym wszystko, żeby uchronić ją przed związaniem ze mną, Sam. Ona nie zasługuje na cierpienie przez moją przeszłość. Szukałem pomocy u każdej czarownicy, każdego lekarza, u każdego, kto przyszedł mi do głowy. Od tego nie ma ucieczki”.
„Więc co mam zrobić, Michael?” – błagałam. „Nie mogę zostawić mojego syna. Nie zrobię tego. Jak mam podjąć taką decyzję?”
Przez chwilę milczał.
„Będziesz musiała znaleźć sposób, żeby z tym żyć” – powiedział w końcu.
„Jak?” – zapytałam, bardzo chcąc usłyszeć, że z czasem będzie łatwiej.
„Nie wiem” – przyznał, przeczesując dłonią włosy. „Walczyłem z moją więzią z Cass przez miesiąc, aż w końcu nie mogłem już patrzeć, jak cierpi. Ból, który teraz czujesz, nie zniknie. Jeśli chcesz być alfą, to, jak powiedziałem, musisz z tym żyć”.
„Dlaczego odszedł?” – wyszeptałam, wpatrując się w sufit.
Michael nie odpowiedział, a ja wcale tego nie oczekiwałam. Ciche łzy spływały mi po twarzy. Po chwili Michael znów się odezwał.
„Jeśli to jakieś pocieszenie, on czuje to samo”.
Zaśmiałam się bez krzty radości. „Żadne”.
„Tak myślałem”.
Został ze mną jeszcze trochę, po czym wstał i ścisnął moje ramię.
„Idę do domu. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Mogę cię zastąpić przez kilka dni, aż wszystko sobie poukładasz” – powiedział miękko.
Spojrzałam mu w oczy z nową determinacją.
„Nie mam co układać. Będę w pracy o siódmej”.
Przyjrzał mi się uważnie, po czym powoli skinął głową. Potem wyszedł, a ja znów zostałam sama.
Wróciłam myślami do czasu po stracie Travisa i bólu, który wtedy czułam. To było podobne uczucie, ale przynajmniej Travis nie zdecydował się mnie zostawić. Wiedziałam, że gdyby mógł być przy mnie, to by był.
Ten fakt uświadomił mi, że Ivar nie był mężczyzną, którego chciałam w swoim życiu, niezależnie od tego, czy był mi przeznaczony, czy nie. Skoro mógł odejść, nie oglądając się za siebie, to los popełnił błąd.
Emerick również ciężko zniósł tę wiadomość. Na polecenie Michaela tamtej nocy trzymał się z daleka, ale następnego ranka spotkał mnie na podjeździe, kiedy właśnie wychodziłam do pracy w domu stada.
Staliśmy kilka kroków od siebie, a żadne z nas nie wiedziało, co powiedzieć. W tamtej chwili zrozumiałam, że moje uczucia do niego się zmieniły. Nadal mi na nim zależało i chciałam, żeby był w moim życiu jako przyjaciel. Potrzebowałam nawet jego pocieszenia, ale nie chciałam już relacji, którą mieliśmy przed pojawieniem się Ivara.
Nie kochałam go już w ten sam sposób, a to odkrycie załamało mnie jeszcze bardziej.
„Przepraszam, Emerick” – udało mi się wykrztusić. Mój głos łamał się z emocji.
„Sam, nie rozumiem” – powiedział z błaganiem w oczach.
„On jest moim partnerem” – wzruszyłam ramionami.
„Przeznaczeni partnerzy to mi—”
„Nie są” – przerwałam mu. „Nie wiem… Po prostu…”
Trudno było mi znaleźć odpowiednie słowa.
„To nie jest mit” – powiedziałam w końcu. „Nie wiem, co jeszcze ci powiedzieć, ale ta więź jest prawdziwa”.
Skinął głową, a w jego oczach pojawiły się łzy. Serce mnie bolało, kiedy na niego patrzyłam.
„Więc dlaczego odszedł?” – zapytał.
Jego pytanie zadało mi ogromny ból. Poczułam ucisk w klatce piersiowej i zabrakło mi tchu.
Dlaczego on ~odszedł?
To było najważniejsze pytanie. Bałam się na nie odpowiedzieć.
„Nie mogłabym zostawić stada. Ani Luke'a. A on nie zostanie” – wyszeptałam, pomijając fakt, że najwyraźniej nie byłam dla niego wystarczająco ważna, żeby zechciał zostać.
Emerick przeczesał dłonią włosy.
„W takim razie pierdolić go” – powiedział wyraźnie zdenerwowany. „Po prostu o nim zapomnijmy. On nie może tobą rządzić i nie powstrzyma mnie przed widywaniem się z tobą”.
Kręciłam głową, kiedy to mówił.
„Em, on cię zabije, jeśli dalej będziemy w romantycznym związku” – wyjaśniłam. „Może mnie nie chce, ale ostrzegł mnie, żebym trzymała się od ciebie z daleka”.
„Nie obchodzi mnie to, Sam” – upierał się. „Odszedł. Nie ma prawa mówić ci, jak masz żyć”.
„Emerick, ja cię już tak nie kocham”.
Zamarł.
„Przepraszam” – powiedziałam. „Tak bardzo, bardzo cię przepraszam. Chciałabym to zmienić, ale…”
Mój głos ucichł, gdy znów zaczęłam płakać. Emerick przytulił mnie mocno, próbując pocieszyć.
„Ciii” – wyszeptał w moje włosy. „Ciii, już dobrze. Będzie dobrze”.
Pokręciłam głową.
„On mnie nie chce, Em” – szlochałam.
„Więc jest ślepym skurwielem” – warknął. „I na ciebie nie zasługuje”.
Emerick robił wszystko, co mógł, żeby mnie uspokoić. Nie potrafił jednak zrozumieć, jak bardzo cierpiałam. Moja więź z Ivarem była silna i bardzo prawdziwa. W chwili, gdy na niego spojrzałam, poczułam, jak nasze dusze się łączą.
Jego pierwszy dotyk poruszył moje serce.
Mimo to kilka chwil później odszedł.
Szczerze mówiąc, nie próbowałam go zatrzymać. Nawet jeśli z czasem zdołałby mnie namówić do opuszczenia stada, dobro mojego syna było ważniejsze niż jakikolwiek mężczyzna, nawet ten przeznaczony.
Głos Emericka wyrwał mnie z zamyślenia.
„Musi być jakiś sposób, żeby to odwrócić”.
Westchnęłam.
„Najwyraźniej nie ma”.
„Znajdę sposób” – obiecał.
„W porządku, Em” – ustąpiłam.
Nie miałam siły się kłócić. Przytuliłam się do Emericka na dłuższą chwilę, ciesząc się jego znajomą siłą, ale nie czułam pożądania, którym darzyłam go zaledwie dzień wcześniej.
Nasz związek zmienił się w przyjaźń, a Emerick pozostał blisko mojej rodziny, oferując każde możliwe wsparcie.
Luke go uwielbiał i spędzali razem dużo czasu. Pomyślałam, że to dobrze dla mojego syna, by miał silny męski wzorzec w burzliwych latach nastoletniego wilkołaka.
Bóg wie, że tego potrzebowałam po pierwszej przemianie Luke'a.
Mimo naszej umowy, że pozostaniemy tylko przyjaciółmi, wiedziałam, że Emerick wciąż ma nadzieję na zmianę mojej decyzji. Dotrzymał słowa i szukał sposobów na zerwanie więzi przeznaczonych partnerów, ale, jak ostrzegał Michael, nic konkretnego nie znalazł.
Z czasem nauczyłam się żyć z tym bólem, nosząc go jak ciężkie brzemię w klatce piersiowej.
Ze względu na moje stado, nie mogłam pozwolić, by emocje przejęły nade mną kontrolę.
Gdy miesiące stawały się chłodniejsze, wiedziałam, że znów będę musiała spotkać Ivara na spotkaniu z okazji przesilenia zimowego. Szykowałam się do tego przez wiele tygodni, próbując uchronić swoje serce przed falą bólu, która, jak wiedziałam, nadejdzie po kolejnym odrzuceniu.
Jednak gdy nadszedł ten czas, w ogóle go nie zobaczyłam. Kilka razy poczułam jego wyraźny, męski zapach, ale musiał mnie celowo unikać, a ja go nie szukałam.
Wraz z nadejściem wiosny pojawiły się plotki, że widziano go z nową kobietą na kilku publicznych wydarzeniach. Wśród ludzi zachowywałam spokój, ale w samotności nocy kompletnie się rozsypywałam.
Nie potrafiłam zrozumieć, jak mógł ignorować naszą więź.
Część mnie była zazdrosna, bo pragnęłam znaleźć ukojenie w nowym związku, ale myśl o byciu z innym mężczyzną napawała mnie wstrętem.
To nie było sprawiedliwe, że on mógł cieszyć się towarzystwem kogoś innego, podczas gdy ja tonęłam w swoim smutku.
Postanowiłam skupić się na sprawach stada, żeby przetrwać. W większości to zadziałało, a stado na tym zyskało.
Wszyscy byli pod wrażeniem mojego przywództwa, a moi ludzie wiedli dzięki temu lepsze życie.
Jedyną zaletą plotek o więzi między mną a Ivarem było to, że inni alfowie byli przerażeni perspektywą odwetu, gdyby spróbowali ze mną flirtować. Mogłam budować relacje i zawierać porozumienia z innymi stadami bez ryzyka, że zażądają czegoś w zamian.
Traktowali mnie jak każdego innego alfę i nikt nie odważył się nawet w najmniejszym stopniu zagrozić mojemu stadu. Nie byłam pewna, czy w ogóle wiedzieli o tym, że Ivar to mój przeznaczony partner, ale mimo to się go bali.
Dziś mijała pierwsza rocznica mojej Ceremonii Alfy i, co za tym idzie, pierwsza rocznica dnia, w którym Ivar wszedł do mojego życia, by zaraz z niego odejść. Nie chciałam wychodzić z łóżka, ale wiedziałam, że jeśli poddam się użalaniu nad sobą, następnego dnia poczuję się tylko gorzej.
Nie mogłam pozwolić, by cała ta ciężka praca, jaką włożyłam w ruszenie naprzód, poszła na marne. Jak powiedział Michael, musiałam zaakceptować to, że tak wygląda teraz moje życie.
Wyciągnęłam zmęczone ciało z łóżka i wskoczyłam w legginsy i sweter. To nie był dzień na wytworne stroje.
Celowo nie zaplanowałam żadnych spotkań, żeby nie musieć wysilać się w kontaktach z innymi. Ukrywanie się w biurze wydawało się jedynym sposobem na przetrwanie tego dnia.
Przygotowałam śniadanie dla Luke'a na autopilocie i zdobyłam się na uśmiech, gdy zszedł po schodach. Gadał bez przerwy, dopóki nie usłyszeliśmy podjeżdżającego na zewnątrz samochodu.
Posłałam mu pytające spojrzenie, a on wyjaśnił, że Emerick po niego dzisiaj przyjedzie, bo jego samochód jest w warsztacie.
Drzwi wejściowe się otworzyły. Odwróciłam się, żeby przywitać mojego byłego kochanka, a obecnie przyjaciela.
„Dzień dobry, Em” – postarałam się, by mój głos brzmiał wesoło.
„Cześć, Sammy” – odpowiedział, obejmując mnie ciepło.
„Jak się trzymasz, słońce?”
Kiedy się odsunęliśmy, spojrzałam w jego oczy. Zobaczyłam w nich troskę. Wiedział, jaki to dzień.
„Wszystko dobrze” – skłamałam z uśmiechem.
Widziałam, że mi nie wierzy, ale tylko skinął głową i delikatnie ścisnął moje ramię, po czym odwrócił się do Luke'a.
„Gotowy, stary?” – zapytał Emerick.
„Mhmm” – mruknął Luke, wpychając do ust pół talerza jajek i chwytając za swój plecak.
„Ohyda” – zażartował Emerick, a Luke przewrócił oczami.
„Dziękuję, że go zawozisz” – powiedziałam do Emericka, odprowadzając ich do jego samochodu.
„Nie ma o czym mówić” – zbył mnie. „To dobre towarzystwo”.
Uśmiechnęłam się do niego i nie po raz pierwszy pomyślałam, że wolałabym, by to jego wybrało dla mnie przeznaczenie. Ta myśl musiała wprawić mnie w paranoję, bo miałam wyraźne uczucie, że jestem obserwowana.
Kiedy zlustrowałam otoczenie, nie zauważyłam niczego dziwnego. Nie wyczułam też niczego w powiewie wiatru, a Emerick również zdawał się nie dostrzegać niczego niezwykłego.
„Uważaj dziś na siebie” – powiedział łagodnie.
„Będę” – obiecałam, szybko go przytulając. „Zobaczymy się zaraz w pracy”.
Lekko zmarszczył brwi, a ja zastanawiałam się, czy spróbuje odwieść mnie od pójścia do domu stada, ale on po prostu skinął głową, po czym wsiadł do samochodu i odpalił silnik.
Obserwowałam, jak odjeżdżają, a następnie skierowałam się z powrotem do domu, żeby zabrać swoje rzeczy.
Właśnie wzięłam kluczyki do samochodu, gdy usłyszałam dziwny dźwięk przy drzwiach wejściowych.
Drap, drap.

















































