
Seria Księżycowy cień
Autorzy
Rain Itika
Lektury
1,2M
Rozdziały
31
Rozdział 1.
LARA
Księżyc jasno świecił na bezchmurnym nocnym niebie. Oświetlał budynek stojący pośrodku lasu. Budowla wyraźnie odcinała się od otaczającej ją przyrody.
Larze spodobał się jego wygląd. Miał trzy piętra i był bardzo starannie wykonany.
Nie znała się za bardzo na architekturze, ale widziała, że ktoś włożył sporo serca, by nadać mu atrakcyjny wygląd.
– Może kiedyś – szepnęła do siebie Lara.
Marzyła o zamieszkaniu w takim miejscu, gdy nagle na najwyższym piętrze zapaliło się światło.
– Mam cię – powiedziała.
Podekscytowana, zaczęła ostrożnie skradać się w kierunku budynku, niczym kot polujący na mysz.
Liście pod jej stopami wydawały jedynie delikatny szelest, jakby muskał je wiatr.
Dzięki ci, balecie pomyślała. Gdyby nie lekcje tańca, mogłaby narobić więcej hałasu i zaalarmować mężczyznę, którego miała zlikwidować.
Mężczyzna nazywał się Roland Catch. Był bardzo bogaty, ale dorobił się fortuny wykorzystując pracę dzieci. Był wyjątkowo podłym człowiekiem.
Pozbycie się go uczyniłoby świat lepszym miejscem i przysporzyłoby jej uznania w pracy.
Zdjęcie, które miała, przedstawiało młodego mężczyznę o jasnych włosach i wyrazistej szczęce.
Na fotografii nosił ciemne okulary, ale wiedziała, że jego oczy należały do mordercy. Nie dlatego, że zabijał własnymi rękami, ale przez sposób prowadzenia interesów. Już go nie cierpiała.
Zbliżając się do domu, przypomniała sobie moment, gdy otrzymała to zlecenie.
Jej ostatnie zadanie było trudne, a naznaczenie stawiało zacięty opór. Ledwo usiadła, by o tym porozmawiać, gdy dostała tę nową robotę.
Chciała odmówić, ale gdy usłyszała powód, dla którego miała zabić Rolanda, ogarnęła ją wściekłość.
Podchodząc bliżej z uśmiechem na twarzy, Lara mogła lepiej przyjrzeć się budynkowi.
Zewnętrzne ściany były jasnoszare i gładkie. Utrudniałoby to wspinaczkę, ale każde piętro miało balkon, co mogło jej pomóc we wdrapaniu się na górę.
Kilka kroków od budynku zatrzymała się, by zastanowić się, jak dostać się na trzecie piętro. Wiedziała, że pokój Rolanda znajdował się na samej górze po północnej stronie.
Wzięła głęboki oddech, by się uspokoić i rozważyła plan dostania się na szczyt.
Najpierw podbiegnie do ściany, odbije się od niej, by złapać balustradę drugiego piętra, a następnie odbije się od niej, by chwycić balustradę trzeciego piętra.
– Bułka z masłem! – szepnęła. Dzięki swojej szczupłej i wysokiej sylwetce zawsze przewyższała innych w takich zadaniach. Była szybsza, silniejsza i cichsza.
Pomagało jej to w pracy, ale nie w zawieraniu przyjaźni.
Jeszcze raz przeanalizowawszy plan wspinaczki, Lara cofnęła prawą stopę, przykucnęła i wystartowała.
Lekki wiatr rozwiewał jej włosy, gdy pędziła w kierunku budynku.
Tuż przed uderzeniem w ścianę, lekko podskoczyła, oparła obie stopy o mur i odepchnęła się od niego.
Wznosząc się w górę, jej dłonie chwyciły balustradę drugiego piętra. Zimny metal wbijał się w jej palce, gdy wspinała się na szczyt balustrady.
Jej płuca pracowały na pełnych obrotach, ale nie poddawała się. Była tak blisko.
Jeszcze jeden zryw. Próbowała wycisnąć z mięśni ostatnie siły, wiedząc, że jutro będzie obolała.
Spoglądając w górę, dostrzegła balustradę trzeciego piętra i podziękowała w duchu mężczyźnie za pozostawione światło wskazujące jej drogę. Biorąc ostatni głęboki wdech, skoczyła.
Jej palce zacisnęły się na ostatniej balustradzie i poczuła ulgę, że się udało. Po kilku głębokich oddechach, by ulżyć zmęczonym mięśniom, Lara podciągnęła się i cicho przeszła na drugą stronę.
Z satysfakcją poczuła betonową posadzkę pod stopami. Zazwyczaj nie musiała się tak wysilać, by dotrzeć do celu, i była z siebie dumna.
Udając, że jest na scenie, Lara ukłoniła się wyimaginowanej publiczności, wykorzystując ten moment na rozciągnięcie obolałych mięśni.
Wyjęła maskę z tylnej kieszeni i nałożyła ją na spoconą twarz, a włosy przykleiły się do niej. Nie chciała, by ktokolwiek zobaczył jej oblicze.
Bezszelestnie podchodząc do drzwi, zajrzała przez odsłonięte zasłony. Zobaczyła największe (i prawdopodobnie najbardziej miękkie) łóżko, jakie kiedykolwiek widziała. Miało cztery drewniane słupki z misternymi rzeźbieniami, ale była zbyt daleko, by dostrzec szczegóły.
Po prawej stronie łóżka znajdowały się dwa duże okna z małym stolikiem pomiędzy nimi.
Na lewej ścianie były dwoje drzwi. Spod jednych wydobywało się światło i para. To była łazienka, do której musiała się dostać.
Teraz, gdy wiedziała, gdzie jest Roland, spróbowała otworzyć drzwi. Na szczęście były niezamknięte. Szkoda byłoby niszczyć te piękne drzwi.
Wślizgując się cicho do środka, sięgnęła za plecy i wyjęła nóż zza paska. Ostrożnie wyciągnęła go z pochwy i uniosła w słabym świetle nocnej lampki, podziwiając jego detale.
Zapłaciła majątek za wykonanie tego noża na specjalne zamówienie, a Roland miał być pierwszą osobą, na której go użyje. Miał tylko piętnaście centymetrów długości, ale w jej rękach był śmiertelnie niebezpieczny.
Idąc naprzód, nasłuchiwała uważnie dźwięków zza drzwi. Słyszała szum wody, więc wiedziała, że brał prysznic.
To ułatwiłoby jej zadanie. Większość ludzi jest najbardziej bezbronna, gdy są nadzy i mokrzy.
Wyciągnęła rękę i położyła dłoń na klamce, odliczając w myślach do trzech, zanim ją naciśnie.
Już miała ją przekręcić, gdy drzwi nagle gwałtownie się otworzyły, wyrywając jej dłoń.
Zobaczyła gładką, umięśnioną klatkę piersiową. Gdy podniosła wzrok, napotkała wściekłe zielone oczy, które patrzyły na nią z morderczą intencją.














































