
Cienie i Zaklęcia Księga 3
Autorzy
Lektury
82,4K
Rozdziały
27
Prolog
BEC
Zdjęcie na szkolnej tablicy było starym wspomnieniem. Zrobiono je w Halloween, trzy lata temu.
Tamtego roku pokazałam swoją dziką stronę. Założyłam seksowny kostium George'a Washingtona i wyglądałam obłędnie.
Z kolei Kelly była w poważnym związku z Chadem. Chad był kompletnym palantem. Założyła razem z nim sprytny kostium DNA.
To było bardzo pomysłowe, jasne. Ale trzeba było mocno zmrużyć oczy, żeby zauważyć jej ładne ciało i zorientować się, że jest bardzo piękna.
Cholerny Chad.
Westchnęłam i ruszyłam dalej korytarzem. Potem zatrzymałam się, by sprawdzić moje nowe zdjęcie nauczycielskie na ścianie.
To nie było moje najlepsze zdjęcie. Ale moja nowa, krótka fryzura wyglądała profesjonalnie i z klasą. Obok zdjęcia szefa wydziału, starszego faceta po sześćdziesiątce, wyglądałam jak piękna obrończyni przyrody.
Byłam nową nauczycielką. Wiedziałam, że na pierwszym roku utonę w pracy badawczej. Musiałam po prostu udowodnić, że zasługuję na tę przeciętną fotkę.
Odwróciłam wzrok i pomaszerowałam korytarzem. Przeglądałam telefon w poszukiwaniu kolejnych zdjęć Kelly.
Pieprzony Chad. Zapatrzyłam się na nasze ostatnie wspólne zdjęcie. To było bliskie selfie tylko naszej dwójki. Boże, bardzo tęskniłam za moją przyjaciółką.
Gdybym kiedykolwiek wpadła na jej byłego chłopaka, wygarnęłabym mu. Było to bardzo możliwe, bo oboje byliśmy na terenie szkoły.
Nie miałam stuprocentowej pewności. Ale miałam silne przeczucie, że jej nagłe zniknięcie miało związek z ich rozstaniem. Jej ciotka umiera, a ona do mnie nawet nie dzwoni?
Weszłam do nowego biura, które dzieliłam z Benem. Zatrzymałam się tuż za drzwiami. Usłyszałam głęboki śmiech dwóch mężczyzn.
Zajrzałam do środka. Wielki, obcy mężczyzna wszedł na mój teren. Siedział tyłkiem na moim biurku i gadał z Benem. Zmierzyłam wzrokiem jego szerokie plecy. Moje brwi same powędrowały do góry.
Wow. Był wysoki, ciemnowłosy i umięśniony. Wyglądał niesamowicie w swoich dżinsach.
„Aha, i wy wszyscy skończyliście szkołę na początku roku, tak?” zapytał Bena tajemniczy przystojniak z silnym, obcym akcentem.
Poruszył się, odwracając bok twarzy w stronę drzwi. Zauważyłam na jego policzku długą, wyraźną bliznę. Wysoki, ciemnowłosy i naznaczony blizną.
Ben, schowany za szerokimi plecami nieznajomego, odpowiedział. „Nie, Kelly skończyła trochę wcześniej przez problemy rodzinne. A nasz drugi przyjaciel, Chuck, poszedł na łatwiznę”.
Zacisnęłam wargi na wzmiankę o moich przyjaciołach. Oboje zdecydowanie mieli u nas przechlapane. A Chuck przede wszystkim, za to, że nigdy się nie odzywał.
Ben i ja czuliśmy się zranieni, kiedy Chuck po prostu zniknął tuż po tym, jak Kelly wyjechała zająć się rodziną.
To była głupia myśl. Ale czasem rozmawialiśmy z Benem o tym, że Chuck stracił zainteresowanie naszą grupą po wyjeździe Kelly.
Odchrząknęłam. Ben spojrzał na mnie. Nieznajomy się odwrócił.
Zdecydowanie wysoki, ciemnowłosy i zabójczo przystojny.
Przez chwilę nie mogłam myśleć, kiedy spojrzałam w jego jasnoniebieskie oczy i przyjrzałam się jego twarzy.
Słowo uwięzło mi w gardle. Nieznajomy posłał mi pełne zrozumienia spojrzenie. Wyglądał, jakby był przyzwyczajony, że ludzie tracą przy nim głowę.
„Eee, cześć” udało mi się wydukać.
Wyciągnął rękę na powitanie. Z przyjemnością odwzajemniłam jego mocny uścisk dłoni.
Na jego twarzy znajdowały się w rzeczywistości dwie blizny, niemal identyczne. Jedna z nich była wyraźnie starsza. Jego ciemna broda dobrze ją ukrywała.
Przez chwilę byłam zafascynowana. Zastanawiałam się, skąd wziął te blizny.
Mogłam tylko się uśmiechać. Z moich ust wymsknęło się ciche jąkanie. Zachowywałam się jak mała dziewczynka.
Wtedy to on się odezwał. Jego głęboki walijski akcent wypełnił pomieszczenie. „Ty pewnie jesteś Bec”. Uśmiechnął się, odwracając się do mnie. Jego ciepła, duża dłoń objęła moją.
„Uhhhh, tak? Cześć”.
„Bec! To jest Rhys. On szuka… Kelly”.
Głowa Bena wychyliła się zza pleców wielkiego mężczyzny. Malowało się na niej rozbawienie wymieszane z zaskoczeniem. Obserwował moje zdezorientowanie.
Rhys puścił moją dłoń. Podrapał się po karku jak dzieciak przyłapany na oszukiwaniu na teście. „Ta, sorki za to. Poznałem cię po zdjęciu”.
„Och?”
„To znaczy, te, które pokazała mi Kelly, były trochę starsze. Kilka było w jakichś… kostiumach. Ale to zdecydowanie ty” powiedział z figlarnym uśmiechem. Od razu odpowiedziałam mu takim samym.
Co Kelly robiła przez te sześć miesięcy, odkąd widziałam ją po raz ostatni?
Jeśli była z tym wysokim Walijczykiem, byłam dużo mniej zła. Mniej złościło mnie to, że zniknęła i zignorowała moje telefony oraz maile.
Ścisnęło mnie w gardle. Ben odsunął krzesło do tyłu. Patrzył, jak robię z siebie idiotkę przed przystojniakiem z zagranicznym akcentem.
„Cóż, w takim razie cieszę się, że zachowała te zdjęcia”. Spojrzałam na Bena ze smutną miną. „Ale… wybacz, stary. Właściwie nie widzieliśmy Kelly od dłuższego czasu. Zniknęła po zakończeniu szkoły”.
Rhys nie wydawał się zły ani zaskoczony moją mało pomocną odpowiedzią. Oparł się o moje biurko. Skrzyżował ramiona na szerokiej piersi i pochwalił się swoimi mięśniami.
„Tak, wspominała, że nie gadała z wami od jakiegoś czasu. Podała kilka słabych powodów czy coś w tym stylu”.
Przestąpił z nogi na nogę. Spojrzał w dół na swoje solidne buty robocze. Były czyste, ale miały na sobie ślady zużycia. Wyglądał jak rolnik, który odpicował się na wyjazd do miasta. Wyciągnął coś z kieszeni i uniósł to w górę.
To był paszport. Zobaczyłam przez chwilę twarz Kelly z długimi, rudymi włosami.
„Chodzi o to, że zostawiła go w moim hotelu kilka dni temu. Potrzebuję tylko adresu. No wiecie, żeby upewnić się, że do niej wróci”.
Zmarszczyłam brwi na ten widok. Wyciągnęłam rękę po paszport Kelly. „Mogę się upewnić, że wróci—”
Odsunął paszport poza mój zasięg. Na jego twarzy pojawił się przebiegły, sprytny uśmiech.
„Właściwie… chciałbym mieć pewność, że dostanie go ode mnie osobiście, rozumiesz?”
Zrobiłam krok w tył. Odsunęłam się od jego męskiego zapachu. Byłam zaintrygowana. Co Kelly robiła z tym wysokim, ciemnowłosym i przystojnym nieznajomym? To było bardzo ciekawe, skoro miała przy sobie paszport.
Czy właśnie wróciła z jakiejś podróży?
„Czy nie zostawiła ci żadnego sposobu, żeby się z nią skontaktować?”
Jego uśmiech stał się szerszy. Posłał Benowi porozumiewawcze spojrzenie. „Nie mieliśmy za bardzo czasu na rozmowy o małych sprawach.
„Omówiliśmy duże rzeczy, owszem. Ale szczegóły? Nie za bardzo. Musiała szybko uciekać, niczym współczesny Kopciuszek”.
Stanął prosto. Bezpiecznie schował paszport do tylnej kieszeni, ciasno przy swoim tyłku. Zauważył moją zdezorientowaną minę.
Czy on mówił o seksie na jedną noc, czy o czymś na dłużej?
Zanim zdążyłam zapytać, przerwał mi.
„Chciałbym… poznać ją lepiej, wiesz? Gdybyś mogła dać mi na nią namiary…? Numer i adres, które znalazłem w internecie, wydają się być stare. Z Tacomy”.
Wymieniliśmy z Benem zagubione spojrzenia. Z Tacomy? Z tego co wiedziałam, Kelly nigdy tam nie mieszkała.
Rhys kontynuował. „Długo mi zajęło, zanim zrozumiałem, że to musi być zły adres. Nie zdawałem sobie sprawy, ile kobiet o imieniu Kelly Jones mieszka w Seattle”.
Nadal się uśmiechał. Przeczesał dłonią włosy, a jego wzrok przeskakiwał między mną a Benem.
Kelly zostawiła paszport w pokoju hotelowym tego faceta po spędzeniu z nim kilku dni. Ale nie wymienili się numerami telefonów? Nawet adresem e-mail?
„Wystarczy sam adres pocztowy. Wyślę jej to pocztą razem z listem”.
Zacisnęłam wargi. Wiedziałam, że Kelly ma skrytkę pocztową w swoim wspólnym domu. Nie zamierzałam mu podawać jej prawdziwego adresu. To wydawało się dość bezpieczne. Bezpieczne nawet wtedy, gdyby ten facet okazał się dziwakiem.
Powoli skinęłam głową. Zauważyłam, że Ben wzrusza ramionami na znak zgody.
„Okej… Główne biuro na końcu korytarza ma adres pocztowy jej wspólnego domu. Mogę go dla ciebie przynieść”.
Jego uśmiech rozjaśnił się tak, jakbym przed chwilą dała mu najlepszy prezent na świecie. A może tak właśnie było.
„Świetnie. Prowadź” powiedział. Posłałam Benowi pożegnalne spojrzenie. Wyszłam z biura, a wysoki Walijczyk szedł u mojego boku.
„Ty i Kelly jesteście bliskimi przyjaciółkami, co?” zapytał. Jego głos brzmiał na zrelaksowany. Ale wyczuwałam, że chce wiedzieć więcej. Nie tylko prowadził małą rozmowę.
Zerknęłam na niego. Szedł bliżej mnie, niż większość ludzi w tak szerokim korytarzu. Nasze ramiona niemal się ocierały. Jego wzrost był wręcz przytłaczający.
„Tak, byłyśmy. Najlepsze przyjaciółki przez cztery lata. A potem, no wiesz, wydarzyła się ta zła rzecz z początku roku”.
Nie podałam mu szczegółów. Byłam ciekawa, jak dobrze tak naprawdę znał Kelly. Zastanawiałam się, czy on tylko udaje, że byli blisko.
Rhys poruszył głową w górę i w dół. Jego twarz wyglądała na poważną i pełną myśli. „Tak, dużo mówiła o swojej ciotce. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak złe to było”.
Wbił wzrok w podłogę, gdy szliśmy przez pusty korytarz. Zajęcia w szkole zaczynały się dopiero pod koniec sierpnia. Kroki głośno odbijały się echem w panującej ciszy.
No cóż. Skoro Kelly opowiedziała mu o swojej zamordowanej ciotce, a o tym nie powiedziała nawet mnie, dopóki jej nie zmusiłam do rozmowy, to może Rhys mówił prawdę. Może to było coś więcej niż seks na jedną noc.
Dotarliśmy do głównego biura naszego wydziału. Było puste. Wszyscy wyszli na lunch. Podeszłam do tylnego rzędu szkolnych dokumentów.
Kelly oficjalnie skończyła szkołę dopiero trzy miesiące temu. Jej papiery wciąż znajdowały się w szafce. Wyciągnęłam je. Zapisałam adres pocztowy i wróciłam do Rhysa. Cierpliwie rozglądał się po biurze.
Wziął karteczkę z mojej dłoni. Uśmiechał się bardzo szeroko. Pokazał swoje proste, białe zęby, a nawet dziąsła.
„Powodzenia w szukaniu z nią kontaktu. Jeśli z nią porozmawiasz, przekaż jej, że jest mi winna przysługę. Powiedz jej, że chcę usłyszeć wszystkie jej słabe wymówki” powiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
Byłam trochę zazdrosna o moją nieobecną przyjaciółkę. Byłam zazdrosna, że zdobyła tego mężczyznę. On ewidentnie miał ochotę widzieć ją częściej.
Ale to też oznaczało, że Kelly szła naprzód. Zamykała za sobą etap z Chadem i śmiercią jej ciotki. Żyła swoim życiem. Nawet jeśli za nią tęskniłam, musiałam być dla niej szczęśliwa.
Rhys zerknął na zegarek. Potem wsunął adres do kieszeni koszuli. „Słuchajcie, umieram z głodu i nie znam za dobrze okolicy. Czy ty i twój przyjaciel mielibyście ochotę pójść coś zjeść?
„Z wielką chęcią was poznam. Chcę dowiedzieć się o Kelly czegoś z czasów, zanim się spotkaliśmy. Chcę poznać te małe rzeczy, o których nie zdążyliśmy porozmawiać”.
Powiedział to z bardzo uroczym uśmiechem. Z jakiegoś powodu nie potrafiłam mu odmówić. Posiłek brzmiał zbyt dobrze, żeby z niego zrezygnować.














































