
Co skrywają blizny Księga 3
Autorzy
Lektury
61,6K
Rozdziały
35
Rozdział 1
Księga 3: Pod Honorem
Laylar
„Ojcze, jesteś bardzo okrutnym człowiekiem”, powiedziałam, podchodząc do niego. Siedział na swoim złotym tronie z moim wujkiem u boku i odwrócił się do mnie z szerokim uśmiechem.
„Wiem o tym. Ale nie możesz zaprzeczyć, że dzisiejszy dzień będzie niezapomniany”.
Wstał z tronu i stanął ze mną twarzą w twarz. Jego spojrzenie spotkało się z moim, gdy moje początkowe zaskoczenie i złość zaczęły mijać.
Pokręciłam głową, ale udało mi się uśmiechnąć i objęłam go za szyję. „Dlaczego mi nie powiedziałeś?”
Puścił mnie i spojrzał mi w oczy. „Nie byłem pewien, czy to zrobię. Nie do chwili, gdy uklęknął przede mną”.
„Co masz na myśli?”
Dał nam znak, żebyśmy wyszli na patio przylegające do wielkiej sali. Kiedy byliśmy sami, odwrócił się do mnie. „Laylar, moje drogie dziecko, wiedziałem o tobie i Reinie, jeszcze zanim twój wuj wyruszył na poszukiwania Connie”.
„Więc dlaczego nie kazałeś go wtedy zabić? Dlaczego czekałeś?”
Wypuścił głęboko powietrze i spojrzał w niebo. „Twój wuj prosił mnie, abym dał mu szansę. Żeby mógł mi się wykazać. Więc to zrobiłem”.
„I zajęło ci tyle czasu, żeby zrozumieć, że on mnie kocha?”
„Nie”, odpowiedział mój ojciec, odwracając się do mnie. „Dopiero gdy trzymałem ostrze w dłoni, zobaczyłem to, co musiałem zobaczyć”.
„Co takiego?”
„Nic”, powiedział, co sprawiło, że zmarszczyłam brwi.
Uśmiechnął się. „Kiedy spojrzałem w oczy Reina, tuż przed tym, jak myślał, że zginie, nie zobaczyłem nic. Żadnego strachu, żadnego żalu. Wiedział, że miłość do ciebie może go kosztować życie, a jednak się nie bał. Był pewien, że poderżnę mu gardło, a mimo to jego smutek wydawał się... jakby był z powodu ciebie”.
Opuściłam głowę, pozwalając, by słowa ojca do mnie dotarły. Żadnego żalu. Żadnego strachu. Był gotów za mnie umrzeć.
„Nie gniewasz się na mnie?”, zapytałam cicho.
Poczułam, jak ramiona ojca mnie oplatają. „Nie, moje dziecko. Jestem z ciebie niesamowicie dumny. Wyrosłaś na wspaniałą kobietę. Twoja matka też byłaby z ciebie bardzo dumna”.
„Chciałabym, żeby tu była”, powiedziałam, czując łzy pod powiekami.
„Też bym tego chciał. Ty i twoje rodzeństwo straciliście ją zbyt wcześnie. Ale wiem, że patrzy na was wszystkich z góry z uśmiechem”.
Wzięłam głęboki oddech i przygryzłam wargę, po czym powiedziałam: „Ash też jest niezwykłą kobietą, ojcze. Daje ci radość, a sposób, w jaki ludzie za nią podążają...”
Kiedy milczał, odważyłam się spojrzeć ojcu w oczy. W zamyśleniu spuścił wzrok na ziemię, po czym znów na mnie spojrzał. „Laylar, muszę cię o coś zapytać—”
„Tak”.
Zmarszczył brwi. „Tak?”
„Tak, akceptuję ją”, powiedziałam z uśmiechem.
„Skąd wiesz, że miałem o to zapytać?”
„Och, ojcze”, powiedziałam, chwytając go pod ramię. „Twoje myśli są czasem tak głośne, że na pewno słyszą je nawet kamienne ściany”.
Powoli wróciliśmy do wielkiej sali, a gdy stanęliśmy na szczycie schodów, patrząc z góry na tłum, mój ojciec odwrócił się do mnie. „Znasz zasady, Laylar. Nawet mnie wiąże tradycja. Jeśli chcę być z Ash, to...”
Dlaczego mój ojciec tak bardzo waha się to powiedzieć? Czy on nie wie, jak bardzo wszyscy uwielbiamy Ash?
„To musisz się z nią ożenić i uczynić ją królową. Wiem, ojcze, i jak już mówiłam, wszyscy to akceptujemy”.
Rein
Zostawiłem tatę w towarzystwie trzech innych mężczyzn z naszej wioski, a moje oczy rozejrzały się po pokoju w poszukiwaniu Laylar.
Wreszcie mogę z nią być i chcę chłonąć każdą sekundę jej towarzystwa. Zobaczyłem ją na szczycie przednich schodów, zaangażowaną w rozmowę z królem. Oboje się uśmiechali.
Czy powinienem do nich podejść? Czy mogę dołączyć do ich rozmowy? Jak mam się teraz zachowywać? Co w ogóle znaczy bycie szlachcicem?
Nagle poczułem stanowczą dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem wpatrującą się we mnie metalową maskę księcia.
„Mój panie”, przywitałem się, spuszczając wzrok na podłogę.
„Od teraz możesz mówić mi Raylon, panie Rein”, odpowiedział z nutą rozbawienia w głosie.
Wypuściłem powietrze, kręcąc głową z uśmiechem. „To nie wydaje się właściwe, mój... Raylonie”.
„Przyzwyczaisz się”, zapewnił mnie, dając mi znak, bym z nim poszedł. „Musimy o czymś porozmawiać i jest to już dawno zaległe”.
Przełknąłem ciężko ślinę, idąc za nim w stronę drewnianych drzwi na tyłach sali. Wprowadził mnie do sali tronowej, a gdy drzwi się za nami zamknęły, kazał swojej masce się schować. Przez krótką chwilę patrzyłem mu w oczy, po czym mój głęboki szacunek do niego zmusił mnie do odwrócenia wzroku.
„Rein”, zaczął, wodząc wzrokiem po pokoju. „Zdajesz sobie sprawę z bliskiej więzi, jaka łączy mnie i Laylar, prawda?”
„Tak, mój panie”, odpowiedziałem, na co rzucił mi spojrzenie z ukosa.
„Raylon, nalegam”, poprawił mnie, po czym kontynuował: „wiesz, że jest najstarszą córką, a złamanie jej serca spowodowałoby niewyobrażalny ból”.
Znowu przełknąłem ślinę. „Tak, oczywiście. Ale to się nigdy nie stanie. Kocham ją zbyt mocno, by kiedykolwiek ją zranić”.
„Dobrze”, powiedział, a jego wzrok powrócił do mnie. Zmrużył oczy i wiedziałem, że zaraz powie coś poważnego. „Rein, jeśli zdecydujesz się być z moją siostrzenicą i ożenisz się z nią, będziesz drugi w kolejce do tronu. Po Azmurtasie to ty będziesz kolejnym dziedzicem. To nie jest odpowiedzialność, którą można lekceważyć. Dźwigasz teraz wielki ciężar”.
„A co z tobą? Czy ty nie jesteś następny w kolejce do tronu, zaraz po królu?”, zapytałem.
Pokręcił głową. „Nie. Kiedy w dzieciństwie zrzekłem się tronu, podjąłem decyzję, której nie można cofnąć. Skoro raz go nie chciałem, nie można mi go zaoferować ponownie. Mój brat ma w tej chwili tylko jednego dziedzica, a jeśli ożenisz się z Laylar, nie tylko zostaniesz księciem, ale także dziedzicem”. Jego słowa sprawiły, że aż zakręciło mi się w głowie, i z trudem powstrzymywałem nerwy.
„Z tym wiąże się odpowiedzialność”, kontynuował, idąc w stronę złotych tronów. Podążyłem za nim, starając się dotrzymać mu kroku. „Obowiązek, aby zrobić wszystko, co w twojej mocy, by chronić dziedzica. Dla mojego brata i mnie oznacza to Azmurtasa. Ta odpowiedzialność spadnie również na ciebie. Rozumiesz?”
„Rozumiem. Masz moje słowo, że zrobię wszystko, o co mnie poprosisz. Zależy mi tylko na Laylar i jej szczęściu. Wolałbym umrzeć, niż pozwolić, żeby jej młodszemu bratu stała się krzywda”.
„Dobrze”, powiedział, wskazując na tron. „Idź usiąść”.
Spojrzałem tam, gdzie wskazywał, i wziąłem głęboki oddech. Widok złotych krzeseł na schodach przywołał wspomnienia krwi kapiącej na kamień, jej metalicznego zapachu pokrywającego moją twarz i dłonie, kiedy pobiłem człowieka na śmierć, oraz tego, jak wszyscy patrzyli na mnie, gdy stałem obok króla.
„Idź”, ponaglił mnie Raylon. „Przymierz się. Kto wie, może nadejdzie dzień, kiedy to będzie twoje miejsce”.
„Nie chcę”, szepnąłem.
„Dlaczego nie?”, zapytał.
„Nie mogę okazać królowi takiego braku szacunku”, powiedziałem, patrząc mu w oczy. „Nie mogę na to pozwolić i nie pozwolę, aby wydarzyło się cokolwiek, co wymagałoby ode mnie zajęcia tego krzesła”.
„Jeśli nauczyłem się jednej rzeczy, Rein, to tego, że życie jest nieprzewidywalne. Bez względu na to, jak bardzo mamy nadzieję, modlimy się i marzymy o tym, by wszystko poszło po naszej myśli, wszechświat ma dla nas wszystkich wyznaczoną ścieżkę. Niezależnie od tego, jak bardzo z tym walczymy i jak bardzo myślimy, że zmieniamy swój kierunek, to i tak zawsze doprowadzi nas tam, gdzie nasze miejsce”.
„Raylonie”, powiedziałem, odwracając się do niego. „Byłbym pierwszym, który poświęciłby życie w służbie i obronie twojej rodziny. Ani ty, ani król, ani Laylar, ani nikt w tej rodzinie nigdy nie umrze ani nie ucierpi przede mną. To właśnie robię. Tym właśnie jestem. Książę czy nie, dziedzic czy nie, moje życie jest z tego wszystkiego najmniej ważne”.
Raylon odwrócił się twarzą do mnie. „Już nie. Jesteś dla nas wszystkich tak samo ważny, jak każdy z nas. Nigdy nie myśl, że jesteś gorszy od nas”.
„Ale jestem”, powiedziałem, starając się zabrzmieć z jak największym szacunkiem.
„Dlaczego tak mówisz?”, zapytał.
„Z powodu tego, skąd pochodzę. Z powodu tego, kim jestem. Mój panie, gdyby sprawy potoczyły się inaczej; gdyby moje ostrze omsknęło się chociaż o centymetr, to bym...”
„To byś co?”, przerwał mi.
Pokręciłem głową, gdyż to wspomnienie było zbyt bolesne. „Zabiłbym Laylar”, szepnąłem, spuszczając wzrok na podłogę.
Spodziewałem się, że zareaguje gniewem, a może nawet przemocą. Ale kiedy na niego spojrzałem, on się uśmiechał. Moje zakłopotanie musiało być wypisane na mojej twarzy, bo aż się roześmiał.
„To brzmi jak historia, którą powinienem usłyszeć. Usiądźmy, a ty mi ją opowiesz”. Książę podszedł do schodów i usiadł na najniższym z nich, wyciągając nogi przed siebie i opierając łokcie na stopniu za sobą.
Dosiadłem się do niego i zacząłem swoją opowieść. „Cóż, to był dzień, w którym zawarłeś pokój z Fulami. Kapitan Milrax wysłał mnie, abym eskortował delegatów Fulów z powrotem do granicy. To był mój pierwszy raz w pałacu i pierwsze ważne zadanie, jakie mi przydzielono. Ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałem, było znalezienie księżniczki ukrywającej się w cieniu w ciemnym płaszczu. Miałem jedno zadanie: chronić delegatów i bezpiecznie doprowadzić ich na statek. Nie miałem pojęcia, kim jest, kiedy wyciągnąłem sztylet i przyłożyłem go do jej serca”.
















































