
Łotry Wolfsbane 1: Alfa Marius
Autorzy
Michelle Torlot
Lektury
437K
Rozdziały
54
Rozdział pierwszy
TASHA
Wpatruję się w kraty. Krzyżują się tam, gdzie powinno być okno, ale nie ma szyby.
Pewnie boją się, że więźniowie próbowaliby ją rozbić i użyć jej fragmentów do zranienia kogoś. Oczywiście zakładając, że ktokolwiek w ogóle dałby radę dosięgnąć okna, w co szczerze wątpię.
Przynajmniej niebo jest dziś błękitne. Ale w tym brudnym, cuchnącym miejscu i tak nie mogę poczuć ciepła słońca.
Nie poczujesz go w żadnym wilkołaczym więzieniu miejskim, zwłaszcza nie w Mirebrook.
Wiem, co mówię, bo to mój dom od pięciu lat, jeśli można to tak nazwać. Ale już niedługo – za kilka godzin powinnam stąd wyjść już na zawsze.
Ile przeżyję na wolności? Tego jeszcze nie wiem.
Podskakuję na dźwięk otwierania stalowych drzwi. Nie ma tu potrzeby używania srebra. Wszystkim wilkołakom tutaj odebrano ich wilki.
Ja nigdy nawet nie poznałam swojego. Pewnie tak to działa, kiedy wszczepią ci srebro i wilczą jagodę, zanim twój wilk w ogóle ma szansę się pojawić.
Powiedzieli, że to, co zrobiłam, było niezgodne z prawem, ale przynajmniej nigdy nie skrzywdziłam żadnych szczeniaków. Czego nie mogę powiedzieć o innych tutaj.
Odwracam się i widzę jednego ze strażników. Niemal wypuszczam oddech z ulgą, ale się powstrzymuję.
Szybko uczysz się ukrywać swoje uczucia w takim miejscu. Jeśli pomyślą, że się złamiesz, zranią cię jeszcze bardziej.
Strażnik śmieje się w podły sposób. Chyba jednak nie ukryłam zbyt dobrze mojego niepokoju.
„Przestraszona, co? Myślałaś, że to twój chłopak?” mówi z uśmiechem.
Zaciskam szczękę. Wciąż jestem tu więźniem, a nie trzeba wiele, żeby rozwścieczyć strażników.
Domyślałam się, że strażnicy wiedzą, co się dzieje, co inni więźniowie mi robią. Zawsze gdzieś znikali, kiedy któryś z wilków postanawiał użyć mnie jako worka treningowego albo trochę mnie pociąć.
Na początku próbowałam się bronić, ale to tylko pogarszało sprawę.
Potem, kiedy skończyłam osiemnaście lat, zrobiło się jeszcze gorzej. Dopóki byłam szczeniakiem, strażnicy nie pozwalali na więcej, niż bicie.
Kiedy uznano mnie za dorosłą, zaczął się otwarty sezon na Tashę.
Dafydd był najgorszy. Starszy wilk z blizną biegnącą w dół policzka. Jemu sprawiało największą przyjemność bicie mnie, a kiedy kończył, patrzenie na mnie z pożądaniem. Na koniec zbliżał usta do mojego ucha i wypowiadał słowa, które mroziły mi krew w żyłach.
„Niedługo, księżniczko. Bardzo niedługo”.
Nie było sposobu, żeby go powstrzymać, kiedy uznano mnie za dorosłą. Był dwa razy większy ode mnie i szybko nauczyłam się, że będzie dla mnie lepiej, jeśli po prostu się wyłączę, kiedy on robi, co mu się podoba.
Ludzie mówili, że siedzi tu za wymuszenie naznaczenia i gwałt na innej wilczycy, która nie była jego przeznaczoną partnerką.
Wyrwali mu kły jako część kary. Przynajmniej to powstrzymało go przed naznaczeniem i mnie.
Zawsze miałam przeczucie, że to sprawka Mariusa. Jestem pewna, że miał i wciąż ma swoich pomocników w środku.
Pokaz siły, żeby upewnić się, że robię, co mi każą. Gdyby tylko wiedział, że nie mam zamiaru robić nic innego.
PIĘĆ LAT TEMU
Powoli otwieram okno sypialni i wchodzę do środka. Strażnicy ze stada wyszli jakiś czas temu, ale to nie znaczy, że nie wrócą.
Ukryłam duży zapas wilczej jagody mojego taty w wydrążonym pniu drzewa, więc nawet jeśli wrócą, nigdy go nie znajdą.
Moje stopy ledwo dotykają podłogi, kiedy widzę jakiś cień kątem oka. Łapię oddech i niemal wychodzę z powrotem przez okno.
Jego głęboki, mocny głos mnie powstrzymuje.
„Nie robiłbym tego na twoim miejscu… Tasho”.
Jego słowa niosą nutę rozkazu alfy, ale nie jest alfą mojego stada. Tylko o nim słyszałam. Wszyscy słyszeli.
Jest łotrem i przestępcą. Zawsze trzymam się z daleka, kiedy odwiedza mojego tatę. Dostarcza wilczą jagodę, którą później tata sprzedaje w stadzie.
Nie powinien nawet wiedzieć, że istnieję, a co dopiero znać moje imię.
Od razu rozpoznaję jego głos. Słyszałam go tylko zza drzwi, ale zawsze niósł taką samą nutę niebezpieczeństwa.
Nazywa się alfa Marius Skotari – alfa łotrów.
Zamarłam i spojrzałam na niego. Jest bez koszuli, jego umięśniona klatka piersiowa pokryta tatuażami, ale to jego oczy mnie przyciągają – ciemnoszare i intrygujące.
„Gdzie to jest, Tasho? Wiem, że to masz”.
Wpycham ręce do kieszeni bluzy z kapturem, mając nadzieję ukryć zapach wilczej jagody. Głupi ruch. Jakby kieszeń taniej bluzy mogła ukryć zapach wilczej jagody przed alfą.
Zwłaszcza przy takiej ilości, jaką właśnie przy sobie miałam. Nie mam pojęcia, dlaczego mój tata ma tyle tego w domu. Alfa wydaje się wściekły i zastanawiam się, czy tata jest mu winien pieniądze.
Porusza się tak szybko, że ledwo go widzę, a chwilę później stoi przede mną z ręką owiniętą wokół mojego gardła.
„Twój tatuś mnie zdradził, Tasho. Ty mnie nie zdradzisz, prawda?”
Kręcę głową.
„N-nie, alfo” jąkam się.
Nie wiem, co zrobił mój tata, ale nie wrócił do domu. Nawet po tym, jak strażnicy wyszli. Czy mógł ich tu przysłać? Nie. Wiedział, że jestem tu sama. Nie zrobiłby tego, prawda?
Zupełnie jakby alfa Marius potrafił czytać mi w myślach, jego uścisk na moim gardle zelżał, a drugą ręką delikatnie głaszcze mi włosy.
„Wygląda na to, że zdradził nas oboje, ale jeśli wykonasz dla mnie małą robotę, zadbam o to, żebyś była pod opieką”.
Przełykam ślinę. Ukrywać zapas wilczej jagody dla mojego taty to jedno, ale to zupełnie co innego wykonywać robotę dla alfy łotrów. Ale czy mam wybór?
Kiwam głową i potakuję chropowatym głosem.
Podaje mi kartkę papieru.
„Zanieś wilczą jagodę pod ten adres. Odbierz zapłatę. Jeśli wpadniesz w kłopoty, nie wspominasz mojego imienia, rozumiesz?”
Kiwam głową.
„Tak, alfo Mariusie”.
Uśmiecha się do mnie.
„Grzeczna dziewczynka. Dopóki będziesz mi lojalna, zawsze będę się tobą opiekował. Zdradź mnie, a będziesz błagać o śmierć”.
Wychodzę z powrotem przez okno i idę tam, gdzie zostawiłam zapas wilczej jagody. Potem idę pod adres z kartki. Stary magazyn przy dokach.
Nie wiem jeszcze, że będę tego żałować do końca życia.
Chropowaty głos strażnika wyrywa mnie z zamyślenia.
„Rusz się, znasz procedurę”.
Znam. Bo każdego roku przez ostatnie pięć lat wyciągali mnie stąd do pokoju przesłuchań. Dwóch strażników Rady Wilkołaków pyta mnie o nazwisko.
Nazwisko, którego odmawiam podać.
Nie dziwi ich, kiedy wchodzę do pokoju posiniaczona i pobita. To przypomnienie, gdzie jest moje miejsce.
Nie chcę skończyć jak mój ojciec. Poderżnięto mu gardło i zostawiono do zgnicia tam, gdzie go wyrzucono.
Nie żeby na to nie zasłużył. To on poprowadził strażników tamtej nocy do magazynu.
On też nie podał nazwiska Mariusa, ale gdyby nie on, nie spędziłabym pięciu bolesnych lat w tej dziurze.
Odwracam się i staję twarzą do ściany. Ręce z tyłu głowy.
Wczoraj wieczorem mnie nie pobili. Nie było sensu, skoro to moje ostatnie chwile tutaj.
Kiedy stąd wyjdę, usuną implant i to powinno uwolnić moją wilczycę – jeśli srebro i wilcza jagoda jej nie zabiły.
Wtedy będę łotrzycą na celowniku. Każdy alfa będzie chciał nas dopaść.
Dostawcy wilczej jagody to najgorszy sort. Zwykle nie dają rady dotrwać nawet do wyroku, bo zostają zabici na miejscu.
Fakt, że miałam tylko trzynaście lat, kiedy mnie złapali, oznaczał, że nie mogli mnie zabić. Nawet Rada Wilkołaków nie pozwoliłaby na zabicie szczeniaka, chociaż śmierć mogła być lepsza niż pięć lat, które tu spędziłam.
Strażnik chwyta mnie za nadgarstki i czuję zimny metal kajdanek zastępujący jego spocone dłonie.
Popycha mnie brutalnie w stronę drzwi i uważam, żeby nie potknąć się i nie upaść na twarz.
Prowadzą mnie przez więzienie przy gwiazdach i wrzaskach innych więźniów.
„Hej, więźniarko. Kto teraz będzie mi obciągał?” krzyczy Dafydd.
Wzdragam się na dźwięk tego przezwiska, przełykając mdłości w gardle. Rzeczy, które musiałam robić w tym miejscu, żeby przeżyć… nawet nie warto o nich wspominać.
Gdyby moje nadgarstki nie były w kajdankach, pokazałabym mu środkowy palec.
Ale są, więc tylko zaciskam zęby i próbuję ignorować szyderstwa i komentarze, które wykrzykują, kiedy ich mijam.
Myślę, że strażnicy i naczelnik tylko szukają wymówki, żeby zaprowadzić mnie z powrotem do celi i trzymać tu przez kolejne pięć lat. Wymówki, której nie zamierzam im dać.














































