
Transakcja
Autorzy
Belle Reeves (with S. S. Sahoo)
Lektury
136K
Rozdziały
13
Rozdział 1
AMELIA
. . ... Wpadłam prosto na kolana faceta.
Światła na scenie robiły się coraz jaśniejsze, ale luksusowa loża wciąż tonęła w mroku, a ja miałam kłopot z obcasami. Wydałam z siebie zaskoczony okrzyk, a jego woda kolońska uderzyła mnie z całą mocą. To był zapach, który wydawał się niemal znajomy, ale z wyraźną nutą męskości.
Sala koncertowa słynęła ze swoich luksusowych lóż i musiałam przyznać – to było najwygodniejsze siedzenie, na jakim kiedykolwiek usiadłam.
Był twardy, ciepły i umięśniony, ale wydawał się spokojny, przynajmniej przez chwilę. Potem jego ciało napięło się, gdy ocknął się z szoku po moim upadku, i delikatnie mnie odsunął.
Jego dłonie były łagodne, używając dokładnie odpowiedniej siły na moich ramionach, gdy podniósł mnie i posadził na sąsiednim fotelu, do którego starałam się dotrzeć.
„Strasznie przepraszam” – wyszeptałam mu do ucha. Cofnął się lekko.
„W porządku” – powiedział napięty głosem, co jasno pokazywało, że wcale nie było w porządku.
Odwróciłam się w stronę orkiestry. Byłam tu dla muzyki, a nie po to, żeby zawierać znajomości. A gdy zabrzmiała pierwsza nuta, zapomniałam o całym zakłopotaniu.
Nieważne, czy siedziałam w luksusowej loży, czy na najgorszym miejscu w budynku – muzyka zawsze przenosiła mnie w inny świat.
A tej nocy naprawdę potrzebowałam tej ucieczki.
BRADLEY
Wpadła mi prosto na kolana. Naprawdę się to stało. Gdybym był typem, który się modli, a nie jestem, pomyślałbym, że to znak.
Wypełniła wszystkie moje zmysły. Jej dzikie włosy na chwilę zasłoniły mi twarz, zmuszając mnie, żebym wdychał jej zapach. Pachniała jak cukierek.
A w dotyku była jak niebo. Jakby jej tyłek został stworzony specjalnie dla moich kolan.
Nawet jej nie widziałem, a już się podniecałem. Odepchnąłem ją, zanim zdążyła to zauważyć. Zacisnąłem zęby, gdy niemal szeptała mi do ucha.
Orkiestra ucichła, czekając, aż dyrygent podniesie batutę, ale ja nie patrzyłem na scenę. Wpatrywałem się w kobietę siedzącą obok mnie.
Wciąż na nią patrzyłem, gdy nagle zapaliły się światła na przerwę. Odwróciła się do mnie, jej miękkie brązowe oczy błyszczały, loki okalały piękną twarz. Spojrzała na mnie tak otwarcie, tak bezpośrednio.
„Nie sądziłam, że będę miała dziś szczęście, a ty?”
„Słucham?” Czy ona mnie podrywała?
„Z tymi biletami. Nigdy nie wystawiają lóż na Wishlist.”
„Wishlist?”
„No wiesz, kiedy miejsca są puste, rozdają je za darmo. To świetny program. Pomaga wszystkim. Żaden artysta nie chce grać dla pustej sali.”
„A wiele instytucji kultury mówi o różnorodności i inkluzji, ale nie można po prostu sprawić, żeby rzeczy były sprawiedliwe, trzeba też sprawić, żeby publiczność była sprawiedliwa.”
Pokręciła głową. „Okej, to nie ma za bardzo sensu, ale wiesz, o co mi chodzi.”
Spojrzała na mnie, jakby widziała mnie po raz pierwszy. „Jak zdobyłeś bilety, jeśli nie z Wishlist? Jesteś wolontariuszem?”
„W pewnym sensie” powiedziałem.
„Ja też, w programie outreach. Ale teraz jest po prostu szaleństwo, nie mogę uzbierać wystarczająco godzin na darmowe bilety.”
Ziewnęła. Przyjrzałem się jej uważniej i zauważyłem ciemne kręgi pod oczami. Część z tego to makijaż, może nałożony w pośpiechu albo rozmazany. Ale część to wyraźnie ogromne zmęczenie.
Poczułem, że chcę ją chronić. A jednocześnie chciałem nie pozwalać jej spać po nocach.
Położyła dłoń na moim udzie i zareagowałem natychmiast. Cieszyłem się, że program leżał mi na kolanach. I zdałem sobie sprawę, że ona nawet nie wie, że mnie dotyka.
„Mogę na chwilę zobaczyć twój program?” zapytała.
„Może później” powiedziałem, trochę za ostro. Wolałem, żeby myślała, że jestem niegrzeczny, niż zboczeńcem, który się podnieca od zwykłego dotyku. Udałem, że jestem bardzo zainteresowany programem. Kątem oka zobaczyłem, jak jej usta lekko się otworzyły. Zraniłem ją i poczułem się podle.
Miałem wyraźne wrażenie, że ledwo wiąże koniec z końcem. Nie tylko dlatego, że była na liście po darmowe bilety, ale też po tym, jak była ubrana. Miała na sobie obcisły top, luźny sweter i coś, co wyglądało jak obrus przerobiony na spódnicę.
To był najdziwniejszy strój, jaki kiedykolwiek widziałem, ale nic nie mogło wyglądać źle na takiej kobiecie jak ona.
Ale wyglądałaby jeszcze lepiej bez niego. I to było wszystko, o czym mogłem myśleć podczas drugiej połowy przedstawienia.
AMELIA
. . . . Nie cieszyłam się drugą połową koncertu tak bardzo jak pierwszą. Facet był naprawdę przystojny. Miał mocną szczękę, ciemne oczy i czarne włosy opadające na czoło.
Ten kosmyk włosów był jedyną rzeczą, która wyglądała w nim trochę niedbale. Wszystko inne było bez zarzutu. Garnitur wyglądał, jakby dopiero co wyszedł spod żelazka. Krawat miał idealnie wyprostowany. Koszula była czyściutka i biała.
Był bardzo atrakcyjny. Był też niemiły. Najwyraźniej nie znosił, gdy ktoś na niego wpada. A potem ja sprawiłam, że było jeszcze gorzej.
Uwielbiam Brahmsa, ale ludzie często włączają jego muzykę, żeby uśpić dzieci. Byłam strasznie zmęczona. Muzyka była piękna. Nie zmrużyłam oka poprzedniej nocy i...
Obudziłam się z westchnieniem. Moja głowa spoczywała na twardym, ciepłym ramieniu, które naprawdę ładnie pachniało. W sali robiło się jaśniej. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Potem nagle sobie przypomniałam.
Podniosłam głowę z ramienia faceta. Na jego marynarce była ciemna plama. Śliniłam się na niego!
„Dobrze ci się spało?” zapytał. W jego głosie brzmiała złość.
„Tak mi przykro!” powiedziałam szybko. Usiadłam prosto i wytarłam usta wierzchem dłoni. Próbowałam wyczyścić mokrą plamę na jego marynarce jedyną rzeczą, którą miałam pod ręką – brzegiem mojej spódnicy.
Spojrzałam na niego. Szczęka miał napięta. Zęby zaciśnięte. Ale oczy miał szeroko otwarte. Podążyłam za jego wzrokiem do moich ud. Były teraz całkowicie odsłonięte, gdy próbowałam czyścić jego ramię.
Szybko ściągnęłam spódnicę z powrotem na dół. Wziął głęboki, powolny oddech. Wyglądało na to, że próbuje zachować spokój.
„Naprawdę, naprawdę przepraszam” powiedziałam ponownie.
„Nie przejmuj się tym” powiedział. Zęby wciąż miał zaciśnięte. Wyciągnął rękę, żeby sprawdzić zegarek. Wyglądał, jakby był ze złota. Nie miałam wtedy pojęcia, że naprawdę był ze złota.
„O mój Boże, która godzina! Spóźnię się na autobus.” Wstałam tak szybko, że znowu na niego wpadłam. Tym razem złapał mnie w pasie. Uchronił mnie przed upadkiem.
Biegłam co sił w nogach, żeby zdążyć na autobus. Udało mi się z zapasem czasu. Ale po prostu chciałam się od niego oddalić.
Gdy autobus odjechał, zdałam sobie sprawę, że nawet nie znam jego imienia. Ale to pewnie i tak dobrze. Po tej okropnej sytuacji nie sądziłam, żeby kiedykolwiek chciał poznać moje.
BRADLEY
. . . . Uciekła jak niezgrabny Kopciuszek, nie zostawiając ani pantofelka, ani niczego innego. Ale skoro była taka niezgrabna, nie zdziwiłbym się, gdyby to zrobiła. Była piękna, ale roztrzepana.
Jestem mężczyzną, który lubi porządek i czystość, ale było coś intrygującego w jej zachowaniu. Nie znałem jej imienia, ale chciałem je poznać.
Zanim wyszedłem z sali koncertowej, poszukałem kierowniczki.
„Czy mogłabyś mi powiedzieć, komu dałaś moje bilety na lożę?” – zapytałem.
Robin wyglądała na zawstydzoną.
„Przepraszam, panie Knight, zwykle tego nie robię, ale powiedział pan, że pana tu nie będzie.”
„Pytam, kto siedział obok mnie” – powiedziałem do niej.
„Amelia Donovan” – odpowiedziała szybko. „Prawie tu pracuje. Nie dałabym tych miejsc byle komu. Robi tu tak wiele, a przynajmniej robiła, zanim...” – Najwyraźniej ugryźła się w język i umilkła. „Zrobiłam wyjątek, proszę pana. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.”
„A jeśli chciałbym, żeby się powtórzyło?” – zapytałem.
Jej oczy zrobiły się wielkie.
„Zadbaj, żeby miała to miejsce przez resztę sezonu. Byłbym wdzięczny, gdybyś mogła ją o tym powiadomić.”
„Może pan jej powiedzieć jutro. Będzie przedstawiać projekt przed radą doradczą.”













































