
Niezapomniana podróż
Autorzy
Lyla Moore
Lektury
700K
Rozdziały
19
Rozdział 1
Silna dłoń chwyciła moje udo, rozchylając moje nogi stanowczo, ale delikatnie. Lekki dotyk przesunął się między moimi udami, w górę od kolana, wzdłuż wewnętrznej strony uda, ledwie muskając moją nagą cipkę.
Przeszył mnie dreszcz pożądania, sutki mi stwardniały, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Jęknęłam, przysuwając się do jego dłoni, żeby poczuć więcej.
Głęboki śmiech i gorący oddech przy moim uchu wywołały ciarki na moich plecach. „Cierpliwości, Lyla, cierpliwości. Czy to znaczy… tak?”, szepnął.
„Tak, tak”, powiedziałam. „Jestem gotowa, proszę…”
Jego palce dotknęły mojej szparki, przenosząc wilgoć na łechtaczkę i pocierając ją okrężnymi ruchami, podczas gdy ja się wierciłam. Raz za razem pieścił moją łechtaczkę moimi własnymi sokami, wsuwając palce tuż za moje wejście, ale nie pchając ich głęboko we mnie, chociaż rozpaczliwie tego chciałam.
„Proszę”, jęknęłam. Pchnęłam swoje ciało w stronę jego dłoni, by zmusić go do wejścia we mnie.
Kolejny śmiech sprawił, że zadrżałam, gdy jego oddech owiał moje ucho i szyję. „Już czas”, szepnął ponownie.
„Czas na co?”
„Czas się obudzić”.
Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam w sufit, zdezorientowana, ale gdy ciemne otoczenie nabrało ostrości, wszystko sobie przypomniałam.
Elegancki hotel. San Diego. Trzydniowa konferencja w pracy.
Ale ten sen…
Zakryłam twarz, ale wzdrygnęłam się, gdy mokre palce dotknęły mojego czoła. Bałam się, że krwawię, więc spojrzałam na dłonie, ale przejrzysta wilgoć lśniąca na trzech palcach sprawiła, że je powąchałam.
O kurwa, to moje soki. Nie pamiętałam nawet, kiedy ostatnio się masturbowałam. A już na pewno nie pamiętałam, żebym robiła to przez sen.
To wszystko wina mojej współlokatorki Sary. Gdyby tak bardzo się nie starała przekonać mnie, że w tym tygodniu w końcu zaliczę, nie miałabym takich snów. I na pewno nie obudziłabym się napalona, sfrustrowana i, cóż, lepka.
Obiecałam sobie w myślach, że później na nią nakrzyczę, i spojrzałam na zegarek: 6:15 rano.
Równie dobrze mogę wstać, pomyślałam. Do rozpoczęcia konferencji miałam jeszcze trzy godziny.
Zsunęłam się z miękkiego łóżka i poszłam do łazienki, kierując się światłem słonecznym przebijającym się zza ciemnych zasłon. W łazience sięgnęłam do włącznika, ale wyglądało na to, że każda żarówka ma swój własny.
Nie było szans, żebym zapamiętała, który włącznik zapala które światło, więc nacisnęłam je wszystkie naraz, a luksusowe wnętrze aż zapierało dech, gdy zobaczyłam je w pełni rozbudzonymi oczami.
To jest tak duże jak moja sypialnia, pomyślałam, przenosząc wzrok z długiego marmurowego blatu z dwiema umywalkami na jednej ścianie na dużą miedzianą wannę i kafelkowy prysznic zajmujące drugą ścianę.
Najpierw skorzystałam z jednej luksusowej rzeczy, którą zapamiętałam z wczorajszego wieczoru — japońskiej toalety. Potem włączyłam słuchawkę prysznicową, z której wyleciał silny strumień wody, błyskawicznie wypełniając łazienkę parą.
Ucieszyłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam dziewięć kolejnych słuchawek na trzech ścianach prysznica. Przy tak świetnym ciśnieniu i zapewne nieograniczonych zasobach gorącej wody zamierzałam zadbać, by moja firma nie wydała pieniędzy na ten pokój na darmo.
Gdy moje palce mocno się pomarszczyły, a ciało rozluźniło od gorącego masażu, wyszłam z łazienki na miękkich nogach, owinięta puszystym szlafrokiem i z ręcznikiem na głowie.
Podeszłam do okna i szybko rozsunęłam zasłony, zalewając pokój porannym światłem słonecznym. Ten pokój był naprawdę piękny — musiałam go komuś pokazać.
„Najwyższy czas, że zadzwoniłaś, Lyla! Czekałam! Sprawdziłam twój hotel w internecie i wygląda obłędnie”. Sara uśmiechnęła się szeroko na ekranie mojego telefonu. „Jak tam jest? Bardzo luksusowo? Pokaż mi wszystko!”
Jej kręcone blond włosy sterczały we wszystkich kierunkach spod opaski. Na policzku miała niebieską smugę farby. Musiała wstać bardzo wcześnie, skoro już zaczęła malować.
„Tobie też dzień dobry!”, zaśmiałam się i odwróciłam kamerę, żeby pokazać pokój. „Oto on”.
Kiedy przesuwałam telefonem, Sara wydawała z siebie radosne dźwięki — wzdychała, piszczała z zachwytu, a potem zaczęła domagać się bliższych ujęć i opisów wrażeń.
Kazała mi opisać miękkość pościeli na wielkim łóżku, żeby mogła zgadnąć liczbę nitek w tkaniu, wcisnąć palce u stóp w dywan, żeby pokazać, jak jest pluszowy, a nawet podnieść i upuścić zasłony, żeby mogła ocenić, jak są ciężkie.
Sara zachwycała się jedwabnymi tapetami we wzory, pięknymi dekoracjami i pasującymi meblami. Była oczarowana łazienką z nowoczesną zagraniczną toaletą i błagała mnie, żebym wzięła w niej później kąpiel.
Ale to, co najlepsze, zostawiłam na koniec.
Zasłoniłam kamerę dłonią, wyszłam na balkon i dramatycznym gestem odsłoniłam obiektyw, pokazując widok na ocean. To wywołało u niej najgłośniejszy okrzyk zachwytu.
„Tu jest wspaniale, Sara”, powiedziałam. „To ciepłe kalifornijskie słońce jest o wiele lepsze niż ponury deszcz w Portland, a część miasta, którą widziałam, jest piękna”. Skierowałam kamerę z powrotem na siebie, wróciłam do pokoju i postawiłam telefon na blacie w łazience, żeby się przyszykować.
„Wiesz, ten pokój jest bardzo duży. Wystarczająco duży dla dwojga”, zażartowała Sara. „Nie zapominaj, o czym rozmawiałyśmy”.
„Wiem, wiem”, powiedziałam, wyjmując moje falowane brązowe włosy z ręcznika. „Myślisz, że ta konferencja będzie wielkim festiwalem pieprzenia. Ale nie ma opcji, że znajdę miłość na zjeździe kujonów od programowania, jasne?” Zaczęłam nakładać makijaż.
Sara zaśmiała się. „Mówi to jeden z tych programistycznych kujonów!” Poruszyła się na krześle i usiadła po turecku, ubrana w swoje zwykłe ubrania do malowania — mały stanik i ogrodniczki.
Od zawsze to ona była tą fajną w naszej przyjaźni — profesjonalna artystka, która w weekendy pracowała w barze — podczas gdy ja byłam kujonem siedzącym codziennie za biurkiem od ósmej do siedemnastej i gapiącym się w ekran komputera.
„A kto tu mówi o miłości?”, zapytała. „Po prostu uważam, że musisz zaliczyć. Ile to już minęło czasu?”
„Tak, tak, wiem, dwa lata. Mam po prostu gorszy okres w życiu, nie musisz mi przypominać”, mruknęłam.
„Gorszy okres? Lyla, kochana, masz nie gorszy okres, tylko Wielki Kanion posuchy”. Sara westchnęła ciężko, a jej wzrok złagodniał. „Wiem, że nigdy wcześniej nie byłaś na konferencji, ale one służą do podrywania. Uwierz mi, wiem o tym”.
Otworzyłam usta, by przypomnieć, że ona też nigdy na żadnej nie była. Ale podniosła palec, by mnie powstrzymać.
„Jesteś w nowym miejscu”, ciągnęła. „Są wokół ciebie nowi ludzie. Nikt cię nie zna i nie musisz być sobą!”
Szybko na nią spojrzałam i zmroziłam ją wzrokiem przez mały ekranik. „A co jest nie tak z byciem sobą, tak dokładnie?”
„Wiesz, o co mi chodzi. Bądź sobą, ale tą wesołą i beztroską wersją. Tą wersją, która uprawia seks. Tęsknię za tą dziewczyną”. Uśmiechnęła się, by mnie udobruchać, ale miała rację.
Po bardzo trudnym rozstaniu wycofałam się z życia towarzyskiego i spędzałam prawie cały swój czas w pracy lub w domu. Gdyby nie upór Sary, która ciągle namawiała mnie na wyjścia, nie robiłabym niczego.
Jeśli chodziło o facetów, to ja byłam uparta — chciałam miłości albo niczego, ale żaden facet, którego mi przedstawiała, nie był wystarczająco dobry. A potem to wszystko zaczęło się wydawać zbyt trudne i niewarte wysiłku.
Ale może mogłam zrobić sobie przerwę od szukania miłości. Może Sara miała dobry pomysł. Nowe miejsce, nowa ja, prawda?
Nie wiedziałam, jak mam być kimś innym, więc westchnęłam i powiedziałam: „Powiedz mi, co mam robić”.
„Po prostu nie mów nie”.
Kiedy kończyłam się szykować, omówiłyśmy z Sarą zasady mojego „bycia kimś innym”. Obiecałam, że będę mieć otwarty umysł, zgodziłam się przyjmować każdą okazję do spotkań z ludźmi i obiecałam, że nie prześpię się z nikim z mojej konferencji.
Z tego ostatniego nie zamierzałam zrezygnować, ku niezadowoleniu Sary.
Nie mogłyśmy zbytnio zmienić moich ubrań, bym wyglądała inaczej, więc stanęło na tym, że rozpięłam jeden dodatkowy guzik w mojej jasnoniebieskiej koszuli, którą włożyłam w czarną ołówkową spódnicę trzymaną na eleganckie wyjścia. Zamiast wygodnych butów założyłam czarne szpilki.
„Dobrze, panno Lyla Peterson, myślę, że jesteś gotowa. Trzymam cię za słowo”. Sara zrobiła sztucznie poważną minę i wyciągnęła rękę w stronę kamery, udając uścisk dłoni.
Ja też wyciągnęłam rękę. „Panno Sara Davis, zgadzam się na twoje warunki”. Szybko skinęłam głową. „Ale teraz potrzebuję kawy. Napiszę do ciebie po moich porannych spotkaniach”.
Rozłączyłyśmy się, ale zanim wyszłam z pokoju, jeszcze raz spojrzałam w lustro. Moje wyprostowane włosy ładnie opadały do podbródka, a makijaż i strój nadawały mi profesjonalny wygląd z odrobiną zalotności — nie przesadzając w żadną stronę.
Wyprostowałam się nieco bardziej, zaskoczona, że nigdy wcześniej nie wiedziałam o istnieniu takiego złotego środka. Chodziłam do pracy wyglądając jak niechluj, a mogłam wyglądać właśnie tak?
Może utknęłam w martwym punkcie nie tylko w kwestii seksu.
Z nową pewnością siebie wyszłam z pokoju i poszłam na śniadanie, a miękki dywan na korytarzu wyciszał moje kroki. Gdy nikogo nie było w pobliżu, robiłam zdjęcia dla Sary, fotografując luksusowe wnętrza hotelu.
W korytarzach stały wielkie paprocie w donicach, a gustowne obrazy dodawały ścianom elegancji. Po przejściu przez główne lobby, gdzie przepiękny kryształowy żyrandol oświetlał marmurową podłogę migoczącym blaskiem, dotarłam do jadalni.
Gospodarz przywitał mnie przy wejściu, po czym nałożyłam sobie jedzenie z ogromnego bufetu i usiadłam przy stoliku w rogu. Jadalnia była zapełniona tylko w jednej czwartej i zaczęłam się martwić, że cały hotel również jest prawie pusty.
Niespodziewanie poczułam smutek na myśl, że może nie ma tu żadnych mężczyzn, którzy nie przyjechali na moją konferencję. Odepchnęłam jednak od siebie wątpliwości, dokończyłam śniadanie i podziękowałam kelnerce, gdy zabrała mój talerz i dolała mi kawy.
Miałam właśnie wziąć łyk, gdy zauważyłam ciemną sylwetkę.
Jakiś mężczyzna podszedł do stanowiska z kawą, zwrócony do mnie bokiem, a jego szerokie ramiona opinał czarny garnitur. Jego ciemne włosy były nieco dłuższe, niż pasowałoby do garnituru — lekko rozczochrane, z kosmykami opadającymi mu na oczy.
Ale jego twarz wcale nie była zaniedbana, zrozumiałam to, gdy odwrócił się, by spojrzeć na stoliki. Jego skóra miała blask, który sprawiał, że chciałam dotknąć jego gładko ogolonych policzków, a jego wilgotne usta wręcz prosiły, żebym…
Przestań się gapić! odezwał się mój wewnętrzny głos. Zamrugałam oczami.
Zanim zdążyłam odwrócić wzrok, spojrzał w moim kierunku i zamarł. Gdyby nie jego przenikliwe niebieskie oczy trzymające mnie w miejscu, obejrzałabym się za siebie, by sprawdzić, czy nie patrzy na kogoś innego.
Nie było mowy, żeby ktoś tak przystojny jak on zainteresował się kimś takim jak ja.
Wydawało mi się, że minęły godziny, choć to były pewnie tylko dwie sekundy, po czym uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, a on odwzajemnił uśmiech. To jakby przywróciło go do rzeczywistości — podszedł do pustego stolika, wziął serwetkę i coś na niej napisał.
Szedł w moim kierunku z lekkim uśmiechem na ustach, a ja zmuszałam się, by się nie zaczerwienić i nie wpaść w panikę. Ale im bliżej podchodził, tym bardziej gorąco robiło mi się na szyi.
Kiedy był niecałe dwa metry ode mnie, moje serce biło tak szalenie, że musiałam przerwać kontakt wzrokowy i spojrzałam w filiżankę z kawą, aby zebrać myśli.
Weź się w garść, skarciłam się w duchu. Masz dwadzieścia osiem lat, a rumienisz się jak nastolatka. Kątem oka zauważyłam ruch i podniosłam głowę.
Przywitał mnie jego ciepły uśmiech i łagodne oczy, ale nic nie powiedział. Zamiast tego położył serwetkę na moim stoliku i przesunął ją w moją stronę. „Jeśli jesteś zainteresowana” — to było wszystko, co powiedział, po czym odszedł pewnym krokiem.
Mój puls przyspieszył. Moje policzki płonęły. Moja wewnętrzna Sara krzyczała, żebym działała. Ale nie musiała mi mówić tego, co już wiedziałam.
Temu mężczyźnie powiedziałabym „tak” na absolutnie wszystko.














































