
Uprowadzona: Powrót Wiedźmy
Autorzy
Lektury
165K
Rozdziały
15
Wolność
Rettacus
Uciekaliśmy od zamku w ciemną noc najszybciej, jak potrafiliśmy. Moje serce waliło w piersi, wysyłając fale drżenia przez moje dygoczące kości.
Co ja właśnie zrobiłem?
Moje działania ledwie wydawały się moje, gdy zakradłem się do zamkowych lochów, ukradłem klucze i uwolniłem więźnia.
Okłamałem Lazarusa, obiecując mu, że król kazał mi zwolnić tego biedaka z dzisiejszych obowiązków!
Co więcej, sprzeciwiłem się też samym rozkazom króla.
Król zabronił mi powrotu do zamku po tym, jak dowiedział się o moich kontaktach z Clarice, a mimo to czułem, że muszę tam wrócić.
Czułem, że po prostu musiałem tam wrócić.
To było tak, jakby wszystko, co kiedyś czułem do Clarice, i jeszcze więcej, przeniknęło przez moje ciało i obudziło moje serce na nowo.
Kiedy szedłem przez zamek, nie czułem już żadnych emocji wobec Clarice, które niegdyś tak obficie wypełniały moje serce.
Pragnąłem tylko podążać za dziwnym głosem. Słyszałem go za każdym razem, gdy zamykałem oczy i próbowałem wyjść z zamku na rozkaz króla.
Potknąłem się i upadłem w błoto, lądując na kolanach i łokciach z głośnym pluskiem. Padał deszcz, a ja spojrzałem przez ramię na ten wielki zamek.
Na moją przeszłość.
Przez okna widziałem blask świec w sali balowej. Dostrzegałem też poruszające się sylwetki tańczących ludzi.
Zimny deszcz bębnił o moją głowę. Mokre włosy opadały mi na oczy.
„Rettacusie, kochanie, proszę, wstań!”
To był ten sam głos, który kazał mi wejść do zamkowego więzienia. Ten sam głos, który całkowicie przejął mój umysł.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem najgroźniejszego więźnia, jaki kiedykolwiek istniał.
Clio, siostra króla Cerberusa Thorne’a, która była czarownicą.
„Słyszałeś mnie, prawda, drogi Rettacusie?”
Zgadza się — na dźwięk jej głosu zniknęły wszystkie moje obawy. Ogarnął mnie spokój i nawet zimny deszcz przestał mi przeszkadzać.
Clio uśmiechnęła się do mnie, a ja tylko pokręciłem głową, zupełnie nie rozumiejąc, co się właśnie działo.
„Tak” – odpowiedziałem w końcu i odwróciłem od niej wzrok – „słyszałem cię. Ale wcale nie rozumiem, dlaczego twoje słowa działają na mnie w taki sposób.”
Clio uśmiechnęła się od ucha do ucha, a na ten widok moje serce zabiło jeszcze szybciej, a wszystkie zmartwienia odeszły w niepamięć.
Z jakiegoś dziwnego powodu jej uśmiech bardzo mnie odmienił.
Była niezwykle piękna, dużo piękniejsza niż jakakolwiek kobieta, którą kiedykolwiek widziałem. Jej ciemna skóra błyszczała w strugach deszczu, a gęste, czarne włosy były krótko ścięte.
Miała na sobie obcisłe skórzane spodnie i dużą, białą pelerynę z kapturem, która odsłaniała jej brzuch.
Sam sposób, w jaki stała na tym urwisku — z prostymi plecami i wypiętą piersią — jasno mi ukazał, że jest siostrą króla.
Clio podeszła do mnie i wyciągnęła rękę.
„Wszystko w porządku, Rettacusie” – powiedziała. Jej oczy zmieniły kolor z głębokiego błękitu na jasny kolor letnich fal oceanu.
Im bliżej mnie podchodziła, tym jaśniejsze stawały się jej oczy.
Taka zmiana w jej pięknych oczach mogła oznaczać tylko jedno. Nie byłem jeszcze gotowy zaakceptować, że to prawda.
A jednak głos Clio był słodki i kuszący. Całkowicie mnie zahipnotyzował.
„Przecież już wiesz, kim jestem, kochanie” – powiedziała Clio z wielkim uśmiechem.
Po każdym jej słowie moje serce biło z radości. Moja dłoń sama powędrowała w stronę jej ręki.
„Czy rzuciłaś na mnie jakiś czar?” – zapytałem. W gardle nagle mi zaschło.
Przez chwilę jedynym dźwiękiem był głośny szum ulewy. W oddali słyszeliśmy ciche echa zabawy w zamku.
A może to strażnicy, którzy się zbierają, by nas zabić!
Clio tylko się do mnie uśmiechnęła.
„Powiedz mi!” – krzyknąłem i uderzyłem pięścią w błoto. „Czy rzuciłaś na mnie jakiś czar? Czy to dlatego wydaje mi się, że możesz być moją...”
Clio pokręciła głową. „Weź moją dłoń, a wszystko stanie się jasne.”
Clio
Czekałam na ten moment przez wiele lat.
Aby w końcu stanąć twarzą w twarz z tym, kogo szukałam przez całe życie, za kim tęskniłam i kogo mi odmawiano.
Wszystko dlatego, że mój brat pragnął mojego cierpienia.
A jednak oto stał przede mną cel całego mojego życia.
Mężczyzna o mocnej budowie ciała i ciemnych włosach. Był łagodny w mowie, a jego postawa zdradzała kogoś, kto nie mógłby skrzywdzić muchy.
Gdy się do niego zbliżałam, jego ciemne oczy stawały się coraz jaśniejsze i pełne blasku.
Ten mężczyzna to mój przeznaczony.
Nasze palce dzielił ledwie centymetr. Nawet wtedy czułam iskry — ostre wyładowania, które przebiegały od nadgarstka aż po samo ramię.
Włosy na karku stanęły mi dęba.
„Nie wiem dlaczego” – powiedział Rettacus – „ale chcę ci zaufać.”
Uśmiechnęłam się promiennie. „Doskonale wiesz dlaczego, moje kochanie.”
Rettacus wyciągnął drżącą rękę i chwycił moją dłoń.
Odrzuciłam głowę w ekstazie, a kolana nagle zrobiły mi się miękkie.
„Czy to naprawdę możliwe” – powiedział cicho Rettacus, a na jego twarzy pojawił się uśmiech – „że jesteś moją przeznaczoną?”
Szarpnęłam Rettacusa za rękę, aby wstał. Wtedy on mocno wziął mnie w swoje silne ramiona.
„Nie pozwól, by przekonały cię moje słowa” – powiedziałam, kładąc palec na jego sercu – „pozwól raczej swojemu sercu o tym zdecydować.”
Rettacus położył dłoń na moim policzku, przyglądając mi się tak, jakbym nie była prawdziwa. Moje serce waliło jak oszalałe i chciałam przyciągnąć go do siebie jeszcze bliżej.
W tej właśnie chwili pragnęłam go całego.
Ale wciąż byliśmy zbyt blisko tego zamku.
„Tak” – odpowiedział Rettacus z pełnym przekonaniem, a spojrzenie w jego jasne oczy było prawdziwym cudem – „jesteś moją przeznaczoną. Wiem to. Wiem, bo nigdy wcześniej się tak nie czułem. Nasze błyszczące oczy nie mogą kłamać.”
Rettacus ujął obie moje dłonie w swoje ręce.
„Tak się cieszę, że mnie znalazłaś” – wyznał, opierając brodę na mojej głowie i mocno mnie przytulając.
Rozpływałam się pod jego dotykiem, ale jednocześnie czułam w sobie nową siłę.
Teraz, kiedy mój przeznaczony jest obok, mogę w pełni używać mojej magii!
Wreszcie mogłam pokonać mojego okropnego brata. Mogłam też zdobyć ten zamek raz na zawsze.
„Przeznaczenie nas połączyło” – powiedziałam do Rettacusa – „bo czułam, jak opuszczasz zamek. Ciepło w moim sercu słabło, więc użyłam magii, by cię do siebie przywołać.”
Rettacus delikatnie uniósł moją brodę swoją dłonią.
„Jestem ci za to ogromnie wdzięczny” – powiedział ze łzami w oczach. „Zacząłem już myśleć, że nie jesteś prawdziwa i że nie mam swojej przeznaczonej.”
Jego serce jest takie dobre i czyste, od razu to widzę. Dzięki temu łatwiej będzie go kontrolować!
„Jestem prawdziwa i jestem tutaj!” – krzyknęłam, wtulając głowę w jego potężną klatkę piersiową.
Nagle oczy Rettacusa rozszerzyły się. „Król zabije nas obydwoje, jeśli nas znajdzie! Musimy uciekać. Dopiero co zostałem obdarzony twoją obecnością i nie pozwolę teraz tego stracić.”
Wszystko idzie idealnie. Może nawet nie będę musiała używać na nim magii, by podstępem nakłonić go do pomocy.
Ścisnęłam jego dłoń i pobiegłam razem z nim.
„Zatem spieszmy się, kochanie! Musimy szybko ułożyć plan, aby móc zaatakować ten zamek.”
Rettacus zatrzymał się i uniósł brew. „Zaatakować?”
Uśmiechnęłam się z dużą satysfakcją. „Och, tak. Będziemy w pełni bezpieczni dopiero wtedy, gdy Cerberus zginie.”














































