
Walc lwicy
Autorzy
B. D. Vyne
Lektury
425K
Rozdziały
28
Cora została wychowana jako omega, osierocona i ukrywana przed światem, całkowicie odcięta od swojej lwicy. Ale gdy odnajduje swojego partnera, jej lwica wyłania się z pełną mocą. Czy Cora zdoła odnaleźć siłę i pewność siebie swojej lwicy, czy może tajemnice z przeszłości na zawsze ją skrępują?
Rozdział 1: Kradnąc Show
Cora
Cora przybyła na zamek na przyjęcie zaręczynowe w ludzkiej postaci. Ale zanim zdążyła wejść do sali balowej, jej lwica przejęła kontrolę i nie dała się powstrzymać.
Była silna i potężna. A teraz polowała.
Cokolwiek zwęszyła, bardzo jej się to spodobało. Desperacko tego pragnęła. Jej lwica parła naprzód z taką siłą, że przebiła się przez duszę Cory, by przybrać kształt.
Teraz, ze swoim jasnym, złotym, lśniącym futrem, weszła do sali balowej.
Tłum ucichł, a Cora poczuła, jak się wycofuje. Nie lubiła być w centrum uwagi, ale jej lwicy to nie obchodziło.
Ignorowała wszystkich, jakby była ich władczynią, nie zważając na zaskoczone spojrzenia. Zamiast tego była skupiona i gotowa.
Czegoś szukała. Podążała za tym niesamowitym zapachem.
Byli tam zarówno ludzie, jak i zmiennokształtni. Wszyscy znali polowanie zmiennokształtnego, więc ostrożnie ustępowali jej z drogi.
Każdy zmiennokształtny w pomieszczeniu wyczuwał jej ruję, jej potrzebę. To sprawiło, że niektórzy odważni samce przemieniły się i zbliżyli się do niej, przyciągnięci intensywnym zapachem, który roztaczała.
Jeśli próbowali podejść zbyt blisko, jej lwica warczała na nich. Był tylko jeden samiec, którego chciała, i tylko jemu pozwoli się zbliżyć.
To był jej partner, a jej lwica go znalazła. Chciała dać Corze partnera, niezależnie od tego, czy Cora była na to gotowa, czy nie. Ta myśl sprawiła, że się wzdrygnęła.
Lwica szła prosto w stronę gospodarzy przyjęcia, pary, którą wszyscy witali po przybyciu i która teraz czekała, by ogłosić swoje zaręczyny.
W środku Cora czuła się zawstydzona, próbując kontrolować swoją bestię. Król i jego narzeczona będą tam. Wieczór miał celebrować ich nadchodzące małżeństwo z obydwoma stadami.
Co sobie myślała jej lwica? Nigdy więcej nie będzie mogła tu pokazać twarzy. Może nawet zostanie wygnana z ziem dumy za taką zuchwałość.
Mówi się o zrujnowaniu przyjęcia!
Cora próbowała, jak mogła, znowu zamknąć swoją lwicę. Wsadzić ją z powrotem do więzienia, w którym była przetrzymywana przez większość życia.
Błagała, prosiła, a nawet próbowała jej rozkazać, by wróciła, żeby mogła powrócić do ludzkiej postaci.
Wstyd z tego wszystkiego skłoniłby ją do odejścia, do przejścia na ziemie innej dumy, ale zaryzykowałaby to, by uniknąć dalszego zawstydzania króla i jego narzeczonej.
Ale było już za późno. Pomimo wszystkich starań jej lwica nie ustępowała. A teraz go znalazła.
Cudowny zapach wydobywał się z niego jak coś niebiańskiego i nawet ludzka postać Cory miała trudności z oparciem się mu.
Zmiennokształtny był już w lwiej postaci i zanim Cora zorientowała się, co się dzieje, zaczęli krążyć wokół siebie. Nie wiedziała, kim był w ludzkiej postaci, ale jako bestia był piękny.
Jej lwica pozwoliła mu się zbliżyć, ale oczekiwała, że się wykaże. Wydał ryk, który wypełnił pomieszczenie, sprawiając, że szkło w oknach i na stołach zadrgało.
Goście byli zdumieni czystą mocą tego dźwięku. Wszyscy obecni ukłonili się, by okazać szacunek dla potężnej siły, która wypełniła pomieszczenie.
Wszyscy oprócz jej lwicy.
Jej lwica oczekiwała, że będzie władczy, a wibracje wysłały cudowne fale przez jej ciało. Ale żeby się zbliżyć, musiałby przejąć kontrolę.
Warczenie w jej piersi odpowiedziało na jego rozkazy, wysyłając jasny komunikat.
Gdy zmniejszył przestrzeń między nimi, podniosła się na tylne łapy i machnęła swoimi wielkimi łapami z wypuszczonymi pazurami w jego stronę.
Moc, która wydobyła się, gdy jej łapy uderzyły przed nią, była zdumiewająca, biorąc pod uwagę, jak długo była przetrzymywana w środku Cory.
To było jej ostrzeżenie dla niego. Nie okaże litości i sprawi, że będzie krwawił, jeśli nie będzie dla niej wystarczająco dobry.
Krążył wokół niej, czekając na swój moment do skoku, pozostając tuż poza jej zasięgiem. Ten lew był łowcą, mądrym i sprytnym.
Gotowy wykorzystać każdą słabość, którą dostrzeże, machnął łapą, by sprawdzić, jak czujna jest. Drażnił ją, a jej lwica to uwielbiała. Sprawiło to, że niemal mruczała z przyjemności, a Cora była zawstydzona.
Gdy przeniosła ciężar na tylne łapy, przygotowując się do skoku na niego, wykorzystał swoją szansę.
Bardzo szybko przesunął się na jej ślepą stronę. Jego potężne szczęki otworzyły się i skoczył do przodu, by zacisnąć zęby na luźnej skórze jej karku.
Delikatność jego chwytu rozgrzała serce Cory, ale był też wystarczająco mocny, by sprawić, że jej bestia się poddała.
Jej lwica mocno się szarpnęła, próbując go zrzucić. Jej siła rosła, gdy machała łapami w powietrzu, zirytowana tym, że została zaskoczona.
Ale wielki samiec nie dał się powstrzymać. Bardzo szybko odpowiadał na każdy jej ruch, zanim zacisnął mocniej zęby na tylnej części jej karku.
Szczypnięcie wystarczyło, by rozpalić jej wnętrze. Odrobina bólu, która przez nią przeszła, była przyjemna. Pozwolił, by jego ciężar przycisnął jej przednią połowę do ziemi, a potem przesunął się wokół niej.
Wtedy Cora zamarła, jej serce niemal zatrzymało się w piersi.
Lew przesunął się, aż znalazł się za nią, jego ciężar wciąż mocno naciskał na lwicę Cory, a jego szczęki zaciśnięte były na jej karku, by powstrzymać ją przed ucieczką lub walką.
Gdy znalazł się dokładnie za jej rozgrzanym centrum, wspiął się na nią przed całą grupą.
W środku mogła poczuć, jak powietrze wokół niej drży, gdy jej bestia mruczała z przyjemności.
Jej lwica nie wiedziała, kim był, nigdy nie widziała jego ludzkiej twarzy. Po prostu wiedziała, że był jej i chciała go mieć w całej jego chwale.
Cora była zawstydzona tym pokazem, wstydem jej chętnej i dzikiej lwicy na widoku. Zwierzęca przyjemność bolała ją, gdy pozwoliła mu na dostęp tam, gdzie nikt wcześniej nie był. Nikt nigdy nie kontrolował jej bestii.
Cora próbowała zniknąć w tym wszystkim. Wielkie łapy samca, który ją dosiadał, wbijały się w jej skórę, gdy trzymał ją nieruchomo, ale nie dbała o to.
Fale przyjemności, które przepływały przez nią od połączenia z jej partnerem, były cudowne, a jej gardło drżało od dźwięków i mruczenia.
Poruszał się za nią, próbując zaspokoić swoją podstawową potrzebę. Im bliżej był swojego wytrysku, tym głębiej jego pazury wbijały się w jej miękkie, jasne futro.
Małe strumyki krwi płynęły z ran, które zrobiły jego pazury, tylko wzmacniając przyjemność ich połączenia.
Podczas gdy jej lwica zdawała się tego nie zauważać, Cora była lekko świadoma służących wnoszących parawany i ustawiających je wokół dwóch połączonych lwów, gdy osiągali szczyt.
Lew zacisnął mocniej zęby na skórze z tyłu jej karku, sprawiając, że jej lwica ryknęła z satysfakcją, gdy jej ruja została zaspokojona.
Chwilę później wydał własny ryk za nią, gdy zaspokajał swoje własne podstawowe pragnienia.
Były szepty, westchnienia, chichoty i ciche rozmowy, które dotarły do Cory, gdy bestia za nią w końcu się od niej odsunęła.
Ich połączenie nie stworzy dzieci. To był symbol ich związanych dusz. To wszystko, co wiedziała o tym, co właśnie się stało.
Cora była tylko sierotą, przyjętą przez innych, którzy tak naprawdę jej nie chcieli.
Jej życie było chronione i trzymała się tak daleko od innych członków dumy, jak tylko jej przybranych rodziców było na to stać. Zawsze czuła się jak zawstydzenie dla swoich przybranych rodziców. Niechciana.
Był czas, kiedy próbowała pomóc im wypełnić pustą przestrzeń po niemożności posiadania własnych dzieci, ale wydawali się niewdzięczni za jej wysiłki. Szczególnie Anton, jej przybrany ojciec.
Prawda była taka, że między jej rodzicami zdawała się być duża lojalność i miłość, ale nie było romansu. Było tak, jakby byli bardziej jak przyjaciele pracujący razem nad wspólnym celem.
Nic więcej.
Nie żeby Cora wiedziała, jak wyglądają miłość i romans, ale wyobrażała sobie, jak to może być, gdy spotka swojego partnera. I było to wszystkim, tylko nie tym, czego teraz doświadczała.
Wychowana jako omega, nigdy nie marzyłaby o wyjściu poza swoje miejsce, by zadawać rodzicom jakiekolwiek pytania o ich związek, nie mówiąc już o kojarzeniu się.
Omegi były przeznaczone do niczego więcej niż służenia innym, a jej rodzice ciężko pracowali, by nauczyć jej tego od młodego wieku.
W jednej z takich lekcji Cora była młoda, ale lekcja została dobrze zapamiętana.
Jej lwica była niespokojona tego ranka. Po upewnieniu się, że nikogo nie ma w domu i jest poza zasięgiem wzroku wścibskich sąsiadów, pozwoliła swojej lwicy przejąć kontrolę.
Bestia biegała dziko przez las obok ich posiadłości, a Cora uwielbiała uczucie wolności.
Czas mijał od minut do godzin, zanim Cora w końcu nakłoniła swoją lwicę, by wróciła do domu. Zanim opuściła polanę, przemieniła się z powrotem w swoją ludzką postać i się ubrała.
Gdy wróciła do domu, jej przybranych rodziców już było, a jej ojciec niemal wydeptał ścieżkę w ich drewnianych podłogach.
„Gdzie do cholery byłaś?” Jej ojciec podbiegł do niej i złapał ją za kołnierz koszuli.
„Anton, postaw ją!” Jej matka podbiegła do niego i pociągnęła za rękaw ramienia, które trzymało ją w powietrzu.
„Nie, Darcy! Jest zagrożeniem. Nie powinniśmy byli narażać się dla niej.” Potrząśnięcie, które jej zadał, niemal sprawiło, że jej zęby zderzyły się ze sobą, gdy potrząsał nią tam i z powrotem.
„To dziecko. Wciąż ma wiele do nauczenia się.” Błagalne spojrzenie, które mu rzuciła, było żałosne, prosząc o jakąkolwiek życzliwość, jaką mógł mieć.
„Proszę, Anton. Nauczę ją lepiej. Obiecuję.”
„Masz cholerną rację, że nauczysz, albo nie będzie następnego razu.” Jego głos był mroczny, a jego słowa napełniły serce Cory strachem.
Rzucił ramieniem, posyłając ją w poprzek pokoju. Uderzyła w stół jadalny, przewracając krzesła po drugiej stronie, zanim rozbiła się o ścianę.
Obrażenia na reszcie jej ciała nie były tak złe, ale jej ciało przemieniło się w powietrzu i uderzyła w ścianę głową.
Wstrząśnienie mózgu goiło się tygodniami, ale wspomnienia skłoniły ją do zamknięcia swojej bestii i odmowy wypuszczenia jej ponownie.
Nawet gdy jej lwica stawała się niespokojona, Cora medytowała i znajdowała sposoby, by zmusić ją do poddania się. Jakikolwiek sposób, by trzymać swoją bestię zamkniętą.
A teraz to!
Dziś wieczorem jej przybranych rodziców przedstawiało ją mężczyźnie, którego dla niej wybrali. Nadszedł czas, by połączyła się w parę, powiedzieli.
Wypełnili swój obowiązek, wychowując ją, i nadszedł czas, by mężczyzna przejął kontrolę tam, gdzie oni chętnie przestali. By zdjął z nich ciężar i wprowadził ją do swojego domu.
Ten incydent z pewnością sprawi, że się jej wyprą. Niemal słyszała przerażenie w ich głosach i widziała szok w ich oczach na widok jej zuchwałości. Ale to nie było pod jej kontrolą.
Oddychając ciężko, spojrzała w dół, by zobaczyć swoje własne blade dłonie przed sobą. Jej blade blond włosy wisiały w lokach przed nią, delikatnie poruszając się na podłodze z każdym drżącym oddechem, który brała.
Z powrotem w ludzkiej postaci podniosła głowę na tyle, by zobaczyć grube, miękkie szlafroki, które zostały dla nich zostawione w zamkniętym obszarze.
Chwytając jeden z małego haczyka, modliła się, by jej towarzysz, partner jej lwicy, był wciąż zbyt wyczerpany i zmęczony, by ją zauważyć.
Musiała odejść i miała nadzieję, że może to zrobić bez przyciągania uwagi. Wszystko, czego chciała, to uciec tak daleko stąd, jak to możliwe.
Szybkimi ruchami wepchnęła ręce w za duży szlafrok i owinęła go wokół siebie, chowając się w nim.
Podciągając kołnierz do twarzy, podniosła go, by zakryć wszystko aż do oczu. Musiała tylko widzieć wystarczająco, by znaleźć wyjście.
Prześlizgując się przez małą szczelinę między panelami, usłyszała westchnienia i ciche rozmowy. Wszystko, o czym mogła myśleć, to uciekać, dostać się tak daleko stąd, jak to możliwe.
Chociaż jej nogi były krótkie, rozciągała je, aż bolały, biegnąc w stronę podwójnych drzwi, przez które weszła.
Cały pokój ją obserwował, zbyt zaskoczony, by cokolwiek zrobić z jej odejściem. Nalegała na swoje nogi, by poruszały się szybciej, niemal potykając się o dół szlafroka.
Głos zagrzmiał za nią, wypełniony rozkazującym warczeniem, które wymagało posłuszeństwa.
„Zatrzymajcie ją!”
Wykonując rozkaz, dwóch strażników zablokowało jej drogę, gdy zbliżała się do drzwi, które prowadziłyby do jej wolności. Nie odważyła się odwrócić, bojąc się zobaczyć, kto po nią idzie.
Jej oczy błagały strażników, by ją przepuścili.
„Proszę” błagała cichym szeptem. „Musicie mnie wypuścić. Nie chciałam...”
Miękki dźwięk kroków rozbrzmiewał w jej uszach, każdy uderzał jak bęben w jej głowie.
„Proszę, to był wypadek. Tak mi przykro. Jeśli mnie wypuścicie, odejdę i nigdy nie wrócę. Przysięgam.”
Strażnicy spojrzeli na siebie ze zdezorientowanymi minami.
Zanim zdążyli odpowiedzieć, ręka chwyciła jej ramię tuż powyżej łokcia. Nagły dotyk ją zaskoczył i wydała ostry pisk.
Była zbyt zawstydzona, by spojrzeć swojemu partnerowi w oczy, ale mogła go poczuć. Mogła ich poczuć.
Strach przed zobaczeniem osądu w jego oczach sprawiał, że jej oczy patrzyły na drogę przed sobą, desperacko mając nadzieję na szansę ucieczki.
Jego mocna ręka prowadziła ją przez zestaw drzwi i obok strażników do wielkiego holu wejściowego.
Tam dostrzegła parę podwójnych drzwi z oknami po obu stronach, pokazującymi widok na zewnętrzny świat.
Gdy poruszała się w stronę frontowych drzwi, nagle została pociągnięta z powrotem. Miał dla niej inne plany.
Jego mocny uchwyt prowadził ją w stronę schodów, gdy zaczęła protestować.
„Proszę, nie rozumiesz. To był błąd. Tak mi przykro. Nie wiem, co na mnie znalazło.”
Szarpała się w jego ramionach, próbując pokazać swój żal za zakłócenie. Mając nadzieję, że może go przekonać, by ją wypuścił.
Ale gdy na niego spojrzała, strach i panika ją zalały.
Był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała. Jego ciemne oczy zdawały się patrzeć przez nią, sprawiając, że zastanawiała się, czy oczy naprawdę mogą być czarne.
Jego gęste, ciemne włosy były w nieładzie, kilka kosmyków spadało niedbale na jego czoło. Jego mocna szczęka, nos i policzki – wszystko ją przyciągało.
Nawet kawałek opalającej skóry widoczny spod jego szlafroka był kuszący, pokryty ciemnymi, miękkimi lokami, które pokrywały jego odsłoniętą klatkę piersiową.
A jego zapach był odurzający, niemal sprawiając, że traciła kontrolę.
Ale nie powinien tu być, stać na schodach z nią. Powinien być na przyjęciu zaręczynowym ze swoją narzeczoną.
Drwiący uśmiech pojawił się na jego ustach, zanim odpowiedział.
„Wierzę, że to ja, jak to ujęłaś, wszedłem w ciebie?”
Gorąco uderzyło do jej policzków, gdy się zarumieniła, jej usta opadły. Nigdy nie miała mężczyzny, który mówił do niej tak śmiało i nie wiedziała, co powiedzieć.
To było do momentu, gdy przypomniała sobie, kim był. Jej maniery i szkolenie zadziałały tam, gdzie wszystko inne zawiodło.
„Och! Tak mi przykro, wasza wysokość!” Wciąż trzymana przez jego uchwyt, niezdarnie dygnęła. Nie podnosząc wzroku, kontynuowała swoje błaganie. „Obiecuję, odejdę stąd i nigdy więcej nie pokażę swojej twarzy!”
Łzy zaczęły spływać po jej twarzy, gdy słabo próbowała wyrwać ramię z jego uścisku. Co jej rodzice pomyślą o tym bałaganie? Co zrobi Anton?
Jego oczy się zwęziły, jego usta wykrzywiły się w niemal warknięcie.
„Wtedy skazałabyś nas oboje.”
„Nie rozumiem, co masz na myśli.” Jej głos był ledwie szeptem w porównaniu z jego. Jej szeroko otwarte oczy niechętnie spotkały jego oczy na jego słowa.
Zmartwiony wyraz przeszedł przez jego twarz, jego nozdrza lekko się rozszerzyły. Potrząsając głową, zaczął prowadzić ją z powrotem po schodach.
„Nieważne, porozmawiamy o tym później. Teraz musimy dostać się do moich komnat.”
Jej skóra zbladła, jej żołądek się zacisnął. Jej głos drżał, gdy mówiła.
„Twoich komnat?” Jej oddechy przychodziły krótkimi, szorstkimi westchnieniami, gorąco zalewało ją, gdy próbowała odzyskać kontrolę. „Dlaczego?”
Jego wspinaczka zatrzymała się, gdy odwrócił się do niej, jego brwi uniesione w zaskoczeniu. Potem, równie szybko, zaskoczenie zniknęło.
Jego oczy się zwęziły, a jeden kącik jego ust uniósł się w irytacji.
„Czy wiesz, co się dzieje po tym, jak nasze bestie połączą się w parę?”
Potrząsnęła lekko głową, jej warga drżała. Przygryzła dolną wargę, by powstrzymać drżenie. Westchnął, a potem pociągnął ją po pozostałych schodach.
„Cóż, zaraz się dowiesz. Musimy się tylko upewnić, że jesteśmy za zamkniętymi drzwiami, gdy uderzy pierwsza fala pożądania.”
Cora spróbowała jeszcze raz wyrwać ramię z jego uścisku, mając nadzieję na odwołanie się do jego rozsądku.
„Ale twoje zaręczyny...”
Jego głos, gładki, ale stanowczy, uciszył jej protesty.
„Są teraz nasze. Lepiej się pospiesz, moja słodka. Twoja ruja nadchodzi.”













































