
Walka o opiekę nad trójką
Autorzy
Renee Winget
Lektury
547K
Rozdziały
21
Rozdział 1
ANDIE
. . „Och, daj spokój, Lily. Co się dzieje, skarbie? Jesteś nakarmiona, przewinięta i dostałaś butelkę. Czas iść spać. Wszystko w porządku”.
Andrea Malone próbowała uspokoić ośmiomiesięczną córeczkę swojej najlepszej przyjaciółki. Trzymała ją i delikatnie kołysała w ramionach. Nie rozumiała, co jest nie tak. Lily nigdy wcześniej tak się nie zachowywała.
Nic nie pomagało blond maluchowi poczuć się lepiej. Andrea kończyły się pomysły, kiedy jej telefon zaczął głośno dzwonić. Kto mógłby dzwonić o drugiej w nocy?
Może Candice i jej mąż Caleb postanowili odebrać Lily. Pobiegła do swojego pokoju z wiercącym się, zdenerwowanym niemowlakiem w ramionach. Zdążyła odebrać telefon tuż przed końcem dzwonienia.
„Halo?”
„Andrea Malone?” zapytał kobiecy głos.
„Tak, to ja. Mogę w czymś pomóc?” odpowiedziała. Trudno było trzymać telefon i Lily jednocześnie.
„Wiem, że jest bardzo późno i słyszę, że dziecko jest zdenerwowane, ale musi pani przyjechać na komisariat” powiedziała kobieta.
„Komisariat? O czym pani mówi?” Andrea była zdezorientowana, próbując jednocześnie uspokoić Lily.
„Tak, komisariat policji w Whitehorse. Jest pani w Whitehorse, prawda?”
„Tak, ale co się dzieje?” Andrea była coraz bardziej zdezorientowana i zaczynała się bać.
„Wyjaśnię, jak pani przyjedzie. Proszę pytać o detektyw Murphy, kiedy pani wejdzie.”
„D-d-dobrze” powiedziała Andrea drżącym głosem i zakończyła rozmowę. Strach ją wypełnił, gdy ubierała Lily, a potem własną córkę, Lucy, która miała dziesięć miesięcy.
Upewniła się, że torby z pieluchami są gotowe i wyruszyły do samochodu.
Umieściła Lily i Lucy w fotelikach i rozpoczęła krótką podróż do komisariatu policji w Whitehorse. Wydawało się, że to trwa całą wieczność. Co się stało?
Andrea w końcu wjechała na parking i znalazła miejsce blisko drzwi. Po wyjściu z samochodu wyjęła Lucy, a potem Lily, wciąż w nosidełku.
Ruszyła w stronę drzwi. Miała jedno nosidełko w ręce, dwie torby z pieluchami na ramionach i kolejne dziecko na biodrze.
Musiała wyglądać okropnie. Nawet nie znalazła czasu, żeby przebrać się z workowatej koszulki, obcisłych czarnych szortów i klapek.
Była pewna, że ma potargane włosy i czuła, że zaraz przewróci się ze zmęczenia. Zauważyła bardzo szczupłą, blond kobietę siedzącą za biurkiem.
Andrea szybko podeszła do niej i powiedziała:
„Przepraszam, mam pytać o detektyw Murphy.”
Kobieta przyjrzała jej się uważnie przez chwilę, po czym powiedziała:
„Proszę dać mi chwilę. Powiadomię detektyw Murphy, że pani przyjechała.”
Wstała zza biurka i wyszła. Andrea została sama z dwójką zdenerwowanych dzieci i wyglądając fatalnie.
Rozejrzała się po prawie pustym komisariacie i zobaczyła kilka wolnych krzeseł. Nie wyglądały zbyt wygodnie, ale to lepsze niż nic. Usiadła, gdy Lily znowu zaczęła płakać.
Andrea odstawiła nosidełko i torby z pieluchami.
Posadziła Lucy na drugim krześle na chwilę. Wyjęła Lily z fotelika, przytuliła ją do ramienia i kołysała w tę i z powrotem, podczas gdy Lucy wspięła się jej na kolana.
„Wiem, Lil. Ciii, wiem, że jesteś taka zmęczona. Szkoda tylko, że tak się temu opierasz.” Andrea próbowała ją uspokoić, gdy Lily pocierała oczy i próbowała się odepchnąć.
„Pani Malone?” zawołał kobiecy głos.
Andrea wstała z dwójką dziewczynek mocno przyciśniętych do siebie w ramionach.
„Tak?”
„O rany. Nie wiedziałam, że ma pani ze sobą dwoje dzieci.”
„Um, tak, opiekuję się jednym dla mojej najlepszej przyjaciółki” wyjaśniła Andrea, przestawiając obie dziewczynki w ramionach. Lily wytarła zasmarkany nos o jej koszulkę.
„Teraz żałuję, że ktoś inny nie odebrał mojego telefonu” powiedziała kobieta, podchodząc i wyciągając ręce, by wziąć Lucy.
Andrea jej pozwoliła. W końcu kobieta była policjantką.
Andrea podniosła torby z pieluchami i nosidełko. Przestawiła Lily w ramionach, gdy ta znowu się wierciła. Poszła za funkcjonariuszką do innego pokoju, który był cichy i z dala od innych ludzi.
Wyglądał o wiele wygodniej niż poczekalnia, w której była wcześniej.
„Jest pani detektyw Murphy?” zdołała zapytać Andrea, stawiając torby na długim ciemnym stole, a nosidełko na podłodze.
„Tak. Czy ta mała, którą trzymam, jest pani?”
„Tak. To Lucy. Czy może mi pani w końcu wyjaśnić, dlaczego jestem tu prawie o trzeciej w nocy?” zapytała Andrea i znowu przestawiła Lily. Wyciągnęła ręce po Lucy, ale detektyw Murphy pokręciła głową.
„Nie przeszkadza mi trzymanie jej. Wydaje się bardziej zrelaksowana niż Lily. Mogę ją potrzymać jeszcze chwilę? Jest pani tu nowa, prawda?”
„Jasne, może ją pani trzymać. Dzięki. I tak, przeprowadziłam się tu niedługo przed urodzeniem Lucy. Chciałam być bliżej mojej najlepszej przyjaciółki, Candice.”
„Pani Malone, bardzo mi przykro to pani mówić i nie znam łatwego sposobu, żeby to powiedzieć, ale Candice i Caleb zostali zabici wczoraj wieczorem. Myślimy, że to był rabunek. Zabrano im portfele, biżuterię i inne cenne rzeczy. Jedyny powód, dla którego wiemy, kim byli... cóż, to małe miasteczko” wyjaśniła detektyw Murphy.
Andrea tylko gapiła się na detektyw. Wszystko wydawało się poruszać bardzo wolno. Caleb i Candice nie żyją? Rabunek? W tym małym miasteczku? Dlaczego?
„Pani Malone, jest pani jeszcze ze mną?” zapytała detektyw Murphy.
Szare oczy Andrei spotkały się z zielono-brązowymi oczami detektyw.
„Co? Przepraszam. Jest pani pewna?”
Detektyw Murphy przestawiła Lucy w ramionach.
„Próbowaliśmy zadzwonić do całej ich rodziny, ale nikt nie odebrał, tylko pani. Musi pani ich zidentyfikować. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby znaleźć sprawców. Byli wspaniałymi ludźmi.”
„A co z Lucy i Lily? Nie mogę ich zostawić” powiedziała cicho Andrea, gdy łzy zaczęły napływać jej do oczu. Jej najlepsza przyjaciółka nie żyje. Co ona teraz zrobi?
„Poproszę kilku funkcjonariuszy, żeby przyszli i się nimi zajęli, podczas gdy zabiorę panią do kostnicy.”
Andrea cofnęła się lekko na słowo kostnica.
„Czy nie może pani... nie może pani poczekać, aż skontaktuje się pani z kimś z ich rodziny? Nie sądzę, żebym dała radę.”
„Już próbowaliśmy ponownie i czekaliśmy co najmniej cztery godziny, zanim do pani zadzwoniliśmy. Przykro mi, nie mogę tego ułatwić.”
Andrea dostrzegła troskliwe spojrzenie w zielono-brązowych oczach detektyw. W końcu przyjrzała się reszcie: drobna, z brązowymi falującymi włosami i ciepłym odcieniem skóry.
Andrea powstrzymała szloch.
„Dobrze” powiedziała i wypuściła powietrze.
„W porządku, wrócę z kilkoma funkcjonariuszami, żeby popilnowali dzieci.”
Andrea skinęła głową. Nie miała pojęcia, co będzie dalej. Dwadzieścia pięć lat i ani razu nie musiała identyfikować ciała. Poczuła zimno na tę myśl, ale próbowała powstrzymać łzy. Musiała to zrobić.
ELI
Elijah Cameron obudził się na dźwięk budzika o czwartej rano. Praca na ranczu zaczynała się wcześnie. Wyłączył budzik i wstał z łóżka. Sprawdził telefon, jak co dzień. Cztery nieodebrane połączenia i dwie wiadomości głosowe.
Wyglądał na zdziwionego. To się nie zdarzało często. Spojrzał na numer, ale go nie rozpoznał. Odsłuchał wiadomości głosowe. Obie były z policji w Whitehorse.
Co do diabła? Oddzwonił i poprosił o detektyw Murphy, jak kazała mu wiadomość.
‒ Bardzo mi przykro, panie Cameron, ale jest teraz zajęta. Jestem jednak pewna, że chciałaby, żeby pan tu przyjechał. Miał miejsce wypadek, ale to wszystko, co mogę panu powiedzieć przez telefon. Powinien pan przyjechać jak najszybciej.
‒ Dobrze, będę tam wkrótce ‒ powiedział i się rozłączył. Zapomniał o prysznicu. Włożył ciemne dżinsy i biały T-shirt, zszedł na dół i naciągnął stare ciemnobrązowe buty. Po wzięciu kluczy i brązowego stetsona wyszedł za drzwi.
Wysłał SMS-a do kilku chłopaków, którzy przychodzili do pracy wcześnie, żeby dać im znać, dokąd jedzie i że wkrótce wróci.
Podbiegł do swojego szarego F-250 Super Duty i pojechał do miasta. Wiele myśli kłębiło mu się w głowie, gdy spieszył na posterunek.
Jaki wypadek? Kto został ranny? Serce zaczęło mu bić szybciej, gdy jechał. Wyjął telefon, żeby zadzwonić do starszego brata, ale połączenie przeszło od razu na pocztę głosową. Dziwne.
ANDIE
Andrea podskoczyła, gdy drzwi znów się otworzyły. Podniosła wzrok i zobaczyła detektyw Murphy wprowadzającą dwóch funkcjonariuszy.
Andrea poczuła niepewność. To musiało być widać po jej twarzy.
„Wszystko w porządku, pani Malone. To oficer Dean i oficer Carl. Sami są ojcami i doskonale wiedzą, jak zajmować się dziećmi” – powiedziała detektyw Murphy.
Andrea odetchnęła z ulgą i zaczęła wstawać. Pocałowała obie dziewczynki i powiedziała: „Zaraz wrócę, kochanie.” – Lucy i Lily wyciągnęły do niej rączki, a jej serce ścisnęło się boleśnie na myśl, że nie może ich ze sobą zabrać.
Poszła za detektyw Murphy wąskim korytarzem do drzwi. Murphy odwróciła się w jej stronę i ścisnęła ją za ramię. Andrea spojrzała kobiecie w oczy.
„Wiem, że to będzie trudne, ale nie zostawię cię samej” – powiedziała detektyw.
Andrea wzięła głęboki oddech i skinęła głową. Chciała tylko to wszystko mieć za sobą i wrócić do domu. Była bardzo zmęczona, dziewczynki były bardzo zmęczone, a ona chciała w końcu dać upust wszystkim swoim emocjom.
Weszły do pomieszczenia i poczuła, jak nagły chłód przenika jej nagą skórę. Mocno oplotła się ramionami, pozwalając ciału drżeć. Wszystko budziło w niej niepokój.
Jedna ściana była całkowicie pusta, a druga metalowa z małymi metalowymi drzwiczkami. Wzięła głęboki, drżący oddech, gdy detektyw Murphy podeszła do jednych z drzwi.
„Dobra, wiem, że to będzie trudne.”
„Po prostu to zrób” – powiedziała Andrea przez zaciśnięte zęby. Nieważne, ile by rozmawiali, to niczego nie zmieni i nie sprawi, że będzie gotowa.
Próbowała się przygotować, gdy detektyw otworzyła pierwszą szufladę. Prześcieradło zakrywało ciało.
Detektyw powoli odsunęła prześcieradło i tam leżał Caleb Cameron. Był taki blady, taki nieruchomy i martwy. Łzy zasłoniły jej wzrok, gdy szybko odwróciła od niego głowę. „Tak, to Caleb” – powiedziała załamanym głosem.
Murphy wsunęła stół z powrotem i zamknęła drzwiczki. Cofnęła się, żeby przejść do następnych drzwi obok tych, w których było ciało Caleba. Powoli wysunęła stół i opuściła drugie prześcieradło.
Łzy popłynęły strumieniem. „To Candice” – Andrea nie mogła uwierzyć w to, na co patrzy. Jej najlepsza przyjaciółka od dwudziestu lat leżała tam blada, nieruchoma i martwa, tak jak Caleb.
Andrea odwróciła się i wybiegła z chłodnego pomieszczenia. Nie mogła znaleźć łazienki, więc wybiegła przez frontowe drzwi i zwymiotowała wszystko, co wcześniej zjadła.
Upadła na kolana, mocno przyciskając ręce do brzucha, klęcząc tam i płacząc.
ELI
. . Elijah stał przed recepcjonistką w komisariacie i rozmawiał z nią, czekając na detektyw Murphy.
Nagle usłyszał głośne kroki. Podniósł gwałtownie głowę i zobaczył niską kobietę, którą dobrze znał. Andie Malone, najlepszą przyjaciółkę Candice.
Patrzył, jak wybiegła przez drzwi i upadła na ziemię. Pobiegł za nią i usłyszał okropny dźwięk – wymiotowała. Zobaczył łzy.
Pochylił się nad nią.
„Andie, co się stało?” – zapytał spokojnie.
Odwróciła się lekko w jego stronę. Jej piękne szare oczy były szeroko otwarte ze szoku, a łzy spływały po policzkach.
„Och, Eli” – wykrztusiła, ale nie mogła powiedzieć nic więcej.
Elijah nie wiedział, co robić. Przyciągnął jej drobne ciało do siebie.
„Uspokój się i powiedz mi, Andie.”
Szybko potrząsnęła głową, a potem zaczęła się od niego odsuwać.
„Muszę zabrać dziewczynki” – wyszeptała.
„Lucy i Lily?” – zapytał łagodnie Eli.
Skinęła głową i wstała, prawie się potykając.
Wyciągnął rękę i złapał ją. Jej ciało było takie zimne.
„Andie?” – zapytał, gdy drzwi za nim się otworzyły.
„Pani Malone” – zawołała detektyw Murphy. „Och, dzięki Bogu, że jest pani jeszcze tutaj. Dzieci płaczą. Próbowałam, próbował też oficer Dean i oficer Carl. Po prostu nie możemy ich uspokoić.”
Andie oderwała się od Eliego i weszła z powrotem do środka. Wyglądała na zagubioną i zdezorientowaną.
Eli poszedł za nią, a detektyw Murphy szła za nim.
„Eli, możemy porozmawiać przez chwilę?”
Eli westchnął, patrząc, jak Andie oddala się pospiesznie. Nie mógł uwierzyć, że miała na sobie tylko krótkie szorty, japonki i starą koszulkę. Powinna wiedzieć, że tak się nie ubiera.
Usłyszał chrząknięcie i odwrócił się z powrotem do detektyw.
„Co się stało, Murphy?” – zażądał, niemal wpatrując się w nią gniewnie.
„Doszło do incydentu z Calebem i Candice. Nikt oprócz pani Malone nie odebrał telefonu. Znaleźliśmy ją w ostatnich wiadomościach i wiedzieliśmy, że ma u siebie Lily.”
„Eli, zostali obrabowani i uważamy, że doszło do walki. Caleb i Candice... oboje nie żyją. Eli, tak mi przykro.”
„Co?” – wydyszał, opadając na krzesło.
„Eli, znając Caleba, walczył z przestępcą, ale zostali postrzeleni” – wyjaśniła Murphy, próbując spojrzeć mu w oczy.
Odwrócił wzrok w stronę korytarza.
„Po co więc była wam potrzebna Andie?”
„Była ostatnią osobą, do której zadzwoniliśmy. Nie wiedzieliśmy, że ma też córkę. Wiedzieliśmy tylko, że opiekuje się Lily. Potrzebowaliśmy kogoś, kto potwierdzi, kogo tu mamy” – wyjaśniła Murphy.
„Ze wszystkich ludzi musieliście ściągnąć ją tutaj, żeby zidentyfikowała ciała w kostnicy? No cóż, teraz jestem tutaj, więc zróbmy to.” – Wypełniła go złość. Jak Murphy mogła wciągać w to Andie?
Nawet nie była rodziną. Była tylko najlepszą przyjaciółką jego bratowej.
„Już to zrobiła” – wyszeptała Murphy.
Eli zerwał się z krzesła. Nic dziwnego, że była w takim stanie.
„Gdzie ona jest?” – zażądał, jego gniew narastał.
Zawsze to on miał krótki lont, a Caleb zawsze był tym spokojnym.
„Drugie drzwi po prawej” – odpowiedziała Murphy.
Pobiegł do wskazanych drzwi. Pchnął je i nie mógł uwierzyć, gdy zobaczył Andie próbującą uspokoić zarówno swoją córkę, jak i jego siostrzenicę.
„Andie, daj, ja to zrobię.” – Wziął Lucy, która była bliżej niego, i zaczął ją podrzucać w górę i w dół, podczas gdy Andie zajmowała się Lily. „Chodźcie, zabiorę was, dziewczynki, do domu.”
ANDIE
Andie podniosła wzrok na Eliego. Zmarszczyła lekko brwi, gdy napotkała jego bursztynowe oczy. Teraz miały bardziej miedziany odcień.
„Po prostu pomóż mi zanieść to do samochodu. Resztę sama ogarnę.”
„Andie, mogę pomóc” – spróbował ponownie Eli.
Pokręciła głową.
„Nie, sama to zrobię” – powiedziała chłodnym tonem. Dawno temu nauczyła się nie ufać mężczyznom, nie polegać na nich. A ten kowboj będzie taki sam jak wszyscy inni.
„Mogę zadzwonić do mojej mamy. Ona zaopiekuje się Lily” – zaproponował.
„Nie, ona najpierw musi się o tym dowiedzieć i mieć czas, żeby to przyswoić, Eli. Nie można jej powiedzieć, a potem od razu dodać: „Hej, zajmij się swoją wnuczką”. Wszystko w porządku, Eli. Dam sobie radę.”
Umieściła teraz spokojną Lily w nosidełku, chwyciła torby i wybiegła z pokoju. Ruszyła w stronę swojej cukierkowej błękitnej Camry, a Eli szedł tuż za nią.
Umieściła Lily w samochodzie i zapięła nosidełko, potem wzięła Lucy i obeszła samochód dookoła, by umieścić maleńką dziewczynkę w drugim nosidełku.
Wsiadła za kierownicę i chciała odpalić silnik. Musiała się oddalić od Eliego, od komisariatu. Chciała po prostu być w domu.
Pukanie w szybę sprawiło, że podskoczyła. Spojrzała w bok – stał tam Eli. Zamknęła mocno oczy, ale opuściła szybę.
„Co, Eli?”
„Masz mój numer?” – zapytał, pochylając się w oknie. Nie mogło to być łatwe dla kogoś ponad metr osiemdziesiąt wzrostu.
„Nie, nie mam, Eli. Wiesz, że nie.”
Wypuściła powietrze, czując się zmęczona i zirytowana tym, że przez cały rok, odkąd tu była, nigdy się nie poznali. Kiedy więc mieliby sobie wymienić numery?
„Telefon” – powiedział, wyciągając w jej stronę swoją ogromną dłoń.
Zmrużyła oczy, nie patrząc mu w twarz. Chwyciła telefon z przedniego siedzenia i podała mu go.
„Nie wiem, po co to robimy, Eli.”
„Bo nie powinnaś być sama w takiej sytuacji, więc jeśli będziesz mnie potrzebować albo kogokolwiek, po prostu zadzwoń.”
Skończył wpisywać swój numer do jej telefonu i oddał go jej.
I tak go później skasuje, pomyślała, biorąc telefon i rzucając go z powrotem na siedzenie obok siebie.
„Mówię poważnie, Andie. Odezwę się do ciebie później. Porozmawiam z mamą i tatą i zobaczę, jak chcą to wszystko załatwić. Nie chcę cię o to prosić, ale czy możesz zadzwonić do rodziny Candice i im powiedzieć?”
Uścisnął jej ramię.
Łzy napłynęły jej do oczu.
„Tak, zrobię to.”
„Dzięki, Andie.”
„Mogę już jechać?”
„Tak.”
Poczekała, aż odsunie się od samochodu, zanim wycofała i ruszyła do domu. Właśnie wjechała na podjazd, gdy obie dziewczynki znów zaczęły płakać.
Zamknęła mocno oczy. Wygląda na to, że dziś nie otworzy swojej piekarni. Nieważne, że była tuż obok jej domu. Po prostu nie było mowy.
Wysiadła z samochodu, wyjęła niemowlęta i torby, po czym poszła do małego, dwupokojowego szarego domu.
Położyła małe dziewczynki na podłodze w salonie, blisko ich zabawek, i zaczęła przygotowywać butelki.
Lucy zdawała się uspokoić, gdy tylko wyjęto ją z fotelika, ale biedna Lily wcale się nie uspokajała.
Andie podbiegła do niej i zaczęła karmić ją pierwszą. Biedna mała wyczuwała, że coś jest nie tak.
Andie wypuściła z ulgą powietrze, gdy Lily zaczęła jeść. Kiedy skończyła, Andie przewinęła ją, a potem położyła w kojcu, gdy w końcu zaczęła zasypiać, bardzo zmęczona.
Zrobiła to samo z Lucy i również położyła ją w kojcu. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła do pani Howell, matki Candice.
Pani Howell odebrała po trzecim sygnale.
„Andrea, słyszałaś coś od Candice? Nie mogę się z nią skontaktować.”
Andie powstrzymała łzy.
„Dlatego dzwonię, pani Howell. Nie chcę tego robić przez telefon, ale jeśli pani nie siedzi, pani Howell, myślę, że powinna pani usiąść” – powiedziała Andie.
„Andrea, kochanie, straszysz mnie, ale siedzę.”
„Pani Howell, Caleb i Candice byli w napadzie. Zostali postrzeleni wczoraj późno w nocy. Oni… um… nie przeżyli. Oboje nie żyją.”
Andie ledwo zdołała wypowiedzieć te słowa, zanim znów zaczęły płynąć łzy.
„O mój Boże! A dziecko?”
„Jest ze mną. Mam ją od wczorajszej nocy. Caleb i Candice mieli swój cotygodniowy wieczór randkowy” – powiedziała Andie.
„O mój Boże. Bruce i ja przyjedziemy natychmiast. Wszystko w porządku, Andie?”
„Tak, dam radę. Mam teraz dwie małe dziewczynki, którymi muszę się zająć. One są najważniejsze” – powiedziała cicho do telefonu.
„Wkrótce tam będziemy, kochanie.”
Pani Howell rozłączyła się.
Andie rzuciła telefon na drugą stronę kanapy i sprawdziła dziewczynki, żeby upewnić się, że wszystko z nimi w porządku.
Położyła się na kanapie i zwinęła w kłębek, wpatrując się w ścianę bez żadnych uczuć. Czuła się tak otępiała. Nigdy w życiu nie czuła się tak otępiała. Co teraz zrobi?















































