
Gdy zapadnie noc. Ciężar korony
Autorzy
Lektury
710K
Rozdziały
40
Rozdział 1
Katastrofa (rzeczownik): wydarzenie powodujące wielkie i często nagłe zniszczenia lub cierpienie; klęska.
JASMINE
Moje oczy powoli się otworzyły, kiedy usłyszałam, jak Theodore w końcu wchodzi przez drzwi sypialni. Słońce zaczynało świecić przez okno, a jego promienie leniwie wpadały do środka.
Jak długo go nie było? Musiałam zasnąć, kiedy on był w pałacu.
Theodore stał przy drzwiach i rozpinał koszulę. Uniosłam głowę z poduszki, mrużąc oczy w jego kierunku. Ciepłe światło z korytarza świeciło za jego idealnie wyrzeźbionym ciałem.
„Wracaj do łóżka”, ponagliłam go.
Powoli podszedł do mnie. Odrzucił koszulę na bok. Odsłonił swój umięśniony brzuch, który pokierował mój wzrok na odpięty guzik jego spodni.
Byłam teraz całkowicie rozbudzona. Skupiałam się na każdym jego najmniejszym ruchu.
„Obudziłem cię?”, to pytanie spłynęło z jego idealnych warg.
„Tak”. Patrzyłam, jak rozpina spodnie. „Ale nie mam nic przeciwko”.
„O tak?”
Pocałował mnie w usta, ale szybko się odsunął, zostawiając mnie z uczuciem niedosytu.
Co za kusiciel.
Patrzył na moje ciało, zdejmując ze mnie pościel, i przygryzł wargę. Lubiłam spać nago, a Theodore to uwielbiał. W nocy jego dłonie zawsze wędrowały po moim ciele w poszukiwaniu ciepła. W jego ramionach zawsze czułam się bezpiecznie, jakby nic nie mogło mnie skrzywdzić.
Podczołgałam się do niego, nie spuszczając z niego wzroku. Zaczęłam całować jego klatkę piersiową i zeszłam w dół tułowia. Moje usta muskały każdy mięsień jego brzucha po drodze. Jego skóra była gorąca pod moimi wargami. Moje dłonie powoli ściągnęły z niego bokserki, odsłaniając jego pulsującego, twardego kutasa.
„Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić do snu?”, droczył się, chociaż dobrze znał odpowiedź.
Jak mogłabym spać, kiedy stał tuż przede mną i tak wyglądał?
Pokręciłam głową, co wywołało u niego uśmiech. Ściągnął mi koszulkę przez głowę i pocałował mnie w miejsce prosto między moimi odsłoniętymi piersiami.
„Jesteś taka seksowna”, wyszeptał mi do ucha, delikatnie chwytając mój płatek ucha zębami.
Gdy zjechał ustami na mój kark, moje sutki stwardniały. Wygięłam plecy i wcisnęłam się w jego dotyk. Przyciągał mnie jak magnes. Czasami myślałam, że moje ciało odnalazłoby jego ciało nawet w całkowicie ciemnym pokoju. Czułam, że łączy nas jakaś psychiczna więź.
Theodore chwycił mnie za talię i przyciągnął do siebie.
Jego język krążył wokół moich sutków, zwilżając je. Jego usta objęły je i ssały, co wywołało dreszcz na moich plecach. Kiedy masował moje piersi swoimi silnymi dłońmi, już czułam, jak między moimi nogami zbiera się wilgoć.
Jakby czytał mi w myślach, dłoń Theodore'a powędrowała w dół mojego brzucha i odsunęła moją bieliznę na bok. Jego palce delikatnie wodziły po fałdach mojego wejścia, powoli mnie otwierając. Rozłożyłam nogi. Potrzebowałam jego palców w sobie.
Głośno westchnęłam, kiedy wsunął palec w moją wilgoć. Uśmiechnął się od razu, gdy poczuł, jak bardzo byłam przez niego mokra.
Jego dłoń masowała moją pulsującą łechtaczkę, a palcem pieścił moje wnętrze. Gorąco zaczynało narastać w moim ciele i groziło wybuchem w każdej chwili.
Kiedy się dla niego rozluźniłam, Theodore wsunął we mnie drugi palec. Zwiększył tempo ruchów. Kiedy dodał trzeci, zwijałam się z rozkoszy na łóżku. Chwycił mnie za tyłek i wszedł jeszcze głębiej w moje wnętrze.
Nagle jego usta przyssały się do mojej łechtaczki, a jego język powoli poruszał się po niej tam i z powrotem.
Rytm jego palców wchodzących i wychodzących ze mnie przyspieszył, podczas gdy ja pokrywałam go moją wilgocią.
„Potrzebuję twojego...”, jęknęłam głośno, nie mogąc dokończyć zdania.
„Czego potrzebujesz?”, zapytał Theodore, chociaż wiedział, co miałam na myśli.
„Potrzebuję twojego fiuta”, udało mi się w końcu powiedzieć.
„Gdzie go potrzebujesz?”
„Wewnątrz mnie”, moje oczy wywróciły się do tyłu, kiedy wsunął palce jeszcze głębiej we mnie.
„Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem”.
Wzięłam go do ręki. Poruszałam dłońmi w górę i w dół, przygotowując moje ciało na niego.
Theodore nakierował się na moje wejście. Pomasował mnie na zewnątrz czubkiem swojego fiuta, po czym we mnie wszedł.
Zawsze lubił drażnić mnie samym czubkiem. Nigdy nie poddawał się moim jękom zbyt szybko.
„Proszę”, westchnęłam, błagając go, żeby wszedł we mnie do końca. „Potrzebuję całego ciebie”.
Theodore uśmiechnął się, wsuwając we mnie resztę swojego członka. Mięśnie mojego wnętrza zacisnęły się wokół niego. Czułam w sobie każdy jego centymetr. Kiedy był we mnie, czułam się kompletna. Zupełnie jakby brakowało mi jakiegoś ważnego narządu, kiedy na co dzień poruszałam się po świecie.
Nasze ciała idealnie do siebie pasowały. Boki jego kutasa dopasowały się do krzywizn mojego wnętrza. Nawet nasze części ciała były stworzone dla siebie nawzajem, jak dwa pasujące elementy układanki.
Moje dłonie zacisnęły się na jedwabnej pościeli, gdy wszedł we mnie głębiej. Moje wnętrze pulsowało z przyjemności. Powoli zaczął się poruszać i otwierał mnie z każdym pchnięciem.
Jęknęłam głośno, gdy wchodził we mnie coraz mocniej. Prawie krzyknęłam z rozkoszy, kiedy uderzył w to miejsce, które pragnęło go od samego początku.
„Cudownie cię czuć”, wyszeptał mi do ucha.
„Cudownie cię czuć”, powtórzyłam jego słowa dokładnie. Znalezienie innych słów byłoby teraz dla mnie zbyt trudnym zadaniem.
Kiedy Theodore dotykał mnie w ten sposób, ledwo mogłam myśleć, a co dopiero mówić. Wymyślanie własnych zdań było dla mnie niemożliwe, gdy byłam tak blisko orgazmu.
Czułam to w koniuszkach palców. To uczucie całkowitego oddania się. Nie było na świecie nikogo innego, komu z taką radością bym się oddała, poza Theodorem.
Gorąco zaczynało narastać. Wychodziło z mojej łechtaczki i rozprzestrzeniało się po moim ciele jak pożar. Podczas gdy Theodore wchodził we mnie i wychodził, masował moją łechtaczkę palcem. Dokładnie wiedział, co robić, żebym doszła.
„Dojdziesz dla mnie?”, zapytał.
Pokiwałam głową, całując go rozpaczliwie.
Oczy Theodore'a pociemniały, kiedy zaczął poruszać się szybciej. Pragnął mnie tak samo mocno, jak ja jego. Ocierałam się o niego i przyciskałam do jego ciała. Napięcie we mnie rosło, aż stało się prawie nie do zniesienia. Łapałam powietrze, nie mogąc oderwać się od tej niesamowitej przyjemności nawet na głębszy oddech.
Theodore przygwoździł moje ręce nad moją głową, gdy wszedł we mnie głębiej. Nasze ciała napięły się w tym samym czasie. Osiągnęliśmy orgazm w idealnej harmonii. Moje ciało zalała czysta ekstaza. Czułam się tak, jakbym mogła poczuć, jak wszechświat się rozszerza.
Pocałował mnie delikatnie i pozwolił mi w końcu złapać oddech. Moje tętno powoli spadało, aż pokój przestał wirować. Przycisnęłam ucho do umięśnionej klatki piersiowej Theodore'a i słuchałam bicia jego serca.
Próbowałam zgrać mój oddech z jego oddechem. To była gra, w którą czasami lubiłam grać późno w nocy, kiedy on mocno spał, a ja leżałam obudzona.
Kiedy tak leżałam i słuchałam jego spokojnego oddechu, przypomniałam sobie, co stało się wczorajszego wieczoru. Przypomniałam sobie powód, dla którego Theodore musiał opuścić nasz domek późno w nocy, po przyjęciu urodzinowym Emricha.
Król miał wypadek.
To było bardzo głupie z mojej strony, że o tym zapomniałam.
Tak bardzo dałam się ponieść chwili, że zupełnie wyleciało mi to z głowy.
„Co stało się Królowi?”, zapytałam Theodore'a.
Theodore jednak nie odpowiedział. Zamiast tego jego oczy wpatrywały się w sufit bez ruchu.
„Nie chcesz o tym rozmawiać?”, mówiłam dalej, opierając się na łokciach, żeby lepiej mu się przyjrzeć.
Jego wzrok wciąż nie odrywał się od tego jednego punktu w górze.
„Theodore?”, zapytałam trochę głośniej.
To było do niego bardzo niepodobne, żeby mnie tak ignorował. Nawet kiedy nie chciał rozmawiać, zazwyczaj wszystko mi tłumaczył. To było bardzo dziwne.
„Theodore?”, powtórzyłam. Tym razem bardziej stanowczo, i dotknęłam jego klatki piersiowej.
Wypełniło mnie dziwne uczucie. Zupełnie jakby w ogóle mnie nie widział. Moje gardło zaczynało się zaciskać, a w klatce piersiowej poczułam rosnący niepokój.
Co się działo?
***
Złapałam powietrze, a moje oczy szeroko się otworzyły.
Byłam w naszej wspólnej sypialni w domku. Słońce było już wysoko na niebie i świeciło przez nasze bajkowe okno.
Tylko że teraz byłam całkowicie sama.
Nigdzie nie było śladu Theodore'a. Jego strona łóżka wciąż była pościelona.
Nie wrócił zeszłej nocy do domu, po tym jak pojechał zobaczyć się z Królem w Wersalu. To mogło oznaczać tylko jedno. To były złe wieści. Może nawet najgorsze z możliwych.
Strach napełnił mnie, gdy wstałam z łóżka. Właśnie kiedy wszystko zaczynało się układać dla nas i naszej rodziny, życie rzuciło nam kolejną kłodę pod nogi. Zaczynałam myśleć, że te problemy nigdy się nie skończą. Że równie dobrze mogłabym się do nich przyzwyczaić i nauczyć się z nimi żyć.
Jednak wzdrygnęłam się na myśl o tym, co śmierć Króla może oznaczać dla naszej małej rodziny. Po pierwsze, musielibyśmy pożegnać się z naszym idealnym, małym domkiem i przenieść się do tego przytłaczająco wielkiego pałacu.
Żegnaj, normalności.
Zostalibyśmy rzuceni prosto w centrum uwagi publicznej. Każdy nasz krok byłby uważnie obserwowany przez dziennikarzy.
Dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy przypomniałam sobie całą aferę z Jacques'em przed naszym ślubem. Mogłam tylko zakładać, że sytuacja pogorszy się, gdy faktycznie wstąpimy na tron.
Dzieci… co z dziećmi? Czy one sobie z tym poradzą?
Pukanie do drzwi przerwało moje nerwowe myśli. Thea wpadła do środka, a mój niepokój zniknął w chwili, gdy zobaczyłam jej radosny uśmiech.
„Jasmine!”, pisnęła, wskakując na łóżko.
Uniosła brew zdezorientowana. „Gdzie jest tata?”
„Twój tata miał pewne sprawy do załatwienia”, wyjaśniłam. Nawet nie wiedziałam, jak odpowiedzieć na jej pytanie.
Prawda była taka, że nie miałam pojęcia, co działo się w Wersalu. I chociaż mój umysł wybiegał w przyszłość, próbując wypełnić luki, musieliśmy czekać na wieści od Theodore'a. Tylko on mógł powiedzieć nam, co naprawdę się stało. Do tego czasu mogłyśmy tylko czekać.
Chociaż to było bardzo stresujące, nie miałam wyboru. Do tego czasu najlepiej było się czymś zająć.
Wszystko będzie dobrze, uspokajałam samą siebie. Bez względu na wszystko, masz swoją rodzinę.
„Co powiesz na śniadanie?”, zapytałam Theę.
„Bardzo chętnie zjem śniadanie!”, krzyknęła.
„Pójdźmy po twojego brata”.
***
Mały Emrich wiercił się, kiedy próbowałam włożyć go do krzesełka do karmienia. Machał gwałtownie nóżkami i śmiał się przy tym. Myślał, że krzesełko to zabawa. Instrukcja obsługi brzmiałaby zapewne: utrudniaj mamie życie tak bardzo, jak to tylko możliwe, kiedy próbuje zapiąć cię na śniadanie.
Właściwie Emrich uważał, że wszystko jest zabawą. Był bardzo szczęśliwym dzieckiem.
„Wczoraj postawiłeś swoje pierwsze kroki”, uśmiechnęłam się do niego.
Odwzajemnił uśmiech, tylko w połowie rozumiejąc, co do niego mówię.
Musielibyśmy zaprosić kogoś do domku, żeby zabezpieczył go przed dziećmi, skoro on już umiał chodzić. Oczywiście pod warunkiem, że w ogóle mielibyśmy tu zostać. Bardzo starałam się odepchnąć tę myśl od siebie. Przypominałam sobie, że martwienie się czymś, co jeszcze się nie wydarzyło, sprawia tylko, że człowiek martwi się podwójnie.
Nie. Na razie po prostu będę cieszyć się tym śniadaniem z dziećmi i poczekam na powrót Theodore'a.
Może ten wypadek nie był tak poważny, jak początkowo myślano.
„Fałszywy alarm”, powiedziałby Theodore, podnosząc ręce z ulgą. „Nigdzie nie jedziemy”.
Tak bardzo chciałam, żeby tak właśnie wyglądała nasza przyszłość. Błagałam, żeby to była prawda. Prawie nigdy się nie modliłam, ale teraz zauważyłam, że właśnie to robię.
Pamiętasz mnie, Boże? Tu Jasmine.
Podczas gdy dzieci zajadały się tostami francuskimi, ja popijałam herbatę. Nie mogłam teraz przełknąć normalnego jedzenia. To byłoby dla mojego żołądka zbyt wiele.
Wyjrzałam na ogród, na kwiaty, które wspólnie posadziliśmy, i na huśtawkę delikatnie kołyszącą się na porannym wietrze. W oddali słyszałam dzwonki wiatrowe Thei. To był obraz idealnego spokoju.
Nagle głośne brzmienie dzwonka do drzwi wejściowych wypełniło powietrze.
Natychmiast poczułam gulę w gardle.
Czułam w kościach, że to nie może być nic dobrego.
Kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam królewskiego wysłannika, który na mnie czekał. Miał na twarzy bardzo poważny wyraz, który mógł oznaczać tylko jedno.
Nie usłyszymy dobrych wieści, na które tak bardzo liczyłam.
Wręcz przeciwnie, to miały być złe wieści.















































