
Zaczarowani Rycerze
Autorzy
S. S. Sahoo
Lektury
1,9M
Rozdziały
60
Rozdział 1
ACE
... Czytałem encyklopedię. Bardzo interesował mnie temat helu. Studiowałem go od dwóch tygodni. Im więcej się dowiadywałem, tym bardziej byłem zafascynowany. Tak właśnie skończyłem w bibliotece. Czytałem encyklopedię i robiłem notatki w zeszycie.
„Ace?”
Podniosłem wzrok i zobaczyłem Jung-Hwa idącego w moją stronę. Miał pełne ręce arkuszy rysunkowych. Usiadł naprzeciwko mnie.
„Co to jest?” – zapytałem. Rozwinąłem jeden z arkuszy. Pokazywał szczegółowe diagramy komórek różnych organizmów żywych.
„Zadanie!” – powiedział z koreańskim akcentem.
„Rozumiem!” – odparłem. Zwinąłem arkusz z powrotem. Wróciłem do notatek.
„Skończyłeś już swoje zadania?” – zapytał. To sprawiło, że znów na niego spojrzałem.
„Jeszcze nie” – powiedziałem. Potem wróciłem do czytania encyklopedii. „Byłem zajęty.”
„Zajęty? Termin jest jutro, Ace. Wiesz, jaki surowy jest pan Acton. Dał nam dwadzieścia zadań do zrobienia w dwa tygodnie. Połowa studentów desperacko szuka materiałów do nauki, a ty tu siedzisz spokojnie! Będziesz miał kłopoty!” – powiedział. Przejechał ręką po włosach. Wyglądał na sfrustrowanego.
„Jest mnóstwo czasu, żeby skończyć przed terminem” – odparłem. Zaznaczyłem linijkę w zeszycie.
„Oczywiście! Zapomniałem, z kim rozmawiam.” – Roześmiał się. Rzuciłem mu spojrzenie. Dawałem mu do zrozumienia, żeby się uciszył. Szybko przestał mówić. Rozejrzał się, czy nikogo nie przeszkodził.
„Wszechmocny geniusz, pan Ace Knights” – wyszeptał. To sprawiło, że się uśmiechnąłem.
„Nie przepadam za tym przezwiskiem” – powiedziałem. Tylko wzruszył ramionami. Zebrał swoje arkusze rysunkowe.
„Naprawdę?” – Roześmiał się. „Twój uśmiech mówi co innego. A poza tym, tak wszyscy cię znają.” – Mrugnął do mnie. Westchnąłem.
„Wiem, że możesz skończyć swoje zadanie w jedną noc, ale mógłbyś mi pomóc z moim? Zostało mi jeszcze pięć. Mógłbyś wpaść do mojego pokoju, jak skończysz swoją” – spojrzał na mój zeszyt i encyklopedię – „pracę?”
„Prawie skończyłem. Idź do swojego pokoju. Będę za godzinę” – powiedziałem. Spakowałem książki i długopisy.
„Dokąd idziesz?” – zapytał. Spojrzał na moją torbę.
„Coś zjeść...” – Uśmiechnąłem się. Skinął głową. Wyszliśmy razem z biblioteki.
Byłem w Londynie od sześciu lat. Zostawiłem rodzinę i dom. Mama nie była zadowolona, że wyjeżdżam do innego kraju. Ale tata mnie wspierał. Tak właśnie trafiłem do London School of Science, kiedy byłem młody.
Życie w Londynie było ciężkie. Najbardziej tęskniłem za mamą i jej gotowaniem. Czasami ona i moja siostra, Amelia, zaskakiwały mnie wizytą. Poza tym rozmawialiśmy przez FaceTime każdego wieczoru. Stało się to nawykiem. Denerwowało to tatę, bo rozmowy trwały godzinami. Mama przez cały ten czas go ignorowała.
Ale byli jak wszyscy inni rodzice. Troszczyli się o mnie i martwili. Wiedziałem, że tata umieścił w szkole ochroniarza, żeby mnie obserwował i informował go, co robię. Zawsze był w tym tajemniczy, ale ja zawsze wiedziałem. Nie przeszkadzało mi to.
„Czy mogę prosić jeszcze tego łagodnego karaibskiego kurczaka?” – zapytałem pracownicę stołówki. Uśmiechnęła się.
„Oczywiście, kochanie!” – Dołożyła mi na tacę. „Proszę bardzo!” – powiedziała radośnie. Podziękowałem jej.
Znalazłem miejsce w rogu stołówki, przy oknie. Zacząłem jeść w spokoju. Stołówka była pełna studentów. Wszyscy byli w grupach, rozmawiali i się śmiali. Ja zazwyczaj byłem sam. Wolałem jeść w spokoju niż rozmawiać z ludźmi.
„Spójrzcie, kto tu jest” – odezwał się znajomy, irytujący głos. Nawet nie zadałem sobie trudu, żeby podnieść wzrok.
„Wszechmocny geniusz, Ace Knights” – powiedział Elliot Abram drwiącym tonem. Zrobił piskliwy głos. Jadłem dalej. Ignorowałem go.
Dlaczego zawsze się pojawia, kiedy jem?
Czy znowu rzuci moim jedzeniem? Lepiej jeść szybko.
„Hej! Kujon! Mówię do ciebie!” – powiedział wrednym tonem. Walnął ręką w mój stolik. Curry ochlapało mi okulary.
Wspaniale.
Śmiali się głośno i irytująco. Cieszyli się z mojego problemu, kiedy czyściłem okulary. Kolejny zwykły dzień.
To było dla mnie normalne. Odkąd dołączyłem do London School of Science, Elliot Abram uczynił swoim celem, żeby mnie nękać. Elliot Abram był synem członka zarządu szkoły. Nienawidził mnie od samego początku. Wydawał się zdeterminowany, żeby rujnować mi spokój każdego dnia. Przyzwyczaiłem się do jego zachowania. Już mnie to nie obchodziło.
Spędziłem sześć lat, znosząc jego psikusy. Zamykał mnie w łazience. Wkładał moją szczoteczkę do zębów do kibla. Drzał moje notatki i wyrzucał je. Łamał mi okulary. Rzucał mi jedzeniem w twarz. Można by długo wymieniać.
Po jakimś czasie tak się do tego wszystkiego przyzwyczaiłem, że przestało mnie to obchodzić. To była po prostu kolejna część mojej codziennej rutyny.
Mogłem na niego naskarżyć. Wiedziałem, że tata mógłby łatwo załatwić sprawę. Mógłby sprawić, że ojca Elliota wyrzucono by z kraju.
Ale będąc z dala od domu, nie chciałem martwić rodziny. Szczególnie nie chciałem martwić mamy. Byłaby bardzo zdenerwowana, gdyby się dowiedziała, co się dzieje.
Został tylko jeszcze jeden rok do matury. Potem wszyscy ruszymy w pogoń za swoimi marzeniami.
Postanowiłem to jeszcze trochę wytrzymać. Wiedziałem, że po tym już nigdy nie będę musiał się z nim zadawać.
Elliot był ode mnie rok starszy i wyższy. Miał kręcone rude włosy. Był już dobrze zbudowany. Wyglądał jak mały, bardzo duży zapaśnik.
Zazwyczaj chwytał mnie za koszulę i rzucał mną. Albo podnosił mnie za kołnierz i gdzieś rzucał. Zazwyczaj do kosza na śmieci...
Ale nie poświęcałem mu wiele uwagi. Mama zawsze mówiła, że ludzie, którzy chcą uwagi, zachowują się tak, żeby wydawać się potężni. Robią to, żeby inni ich szanowali i bali się ich.
Głównym celem było zwrócenie na siebie uwagi. Dlatego nigdy nie przywiązywałem do niego wagi. Ignorowałem go i jego zachowanie całkowicie. To go denerwowało.
„Co, Knights? Planujesz zabrać ten tłusty mop do grobu?” – powiedział. Mówił o moich starannie uczesanych włosach.
Chociaż chciałem przewrócić na niego oczami, powstrzymałem się.
Gdzie do licha jesteś, Jung?
Jung się go nie bał. W rzeczywistości był jedynym facetem, który się mu stawiał. Ale zawsze kończył z obrażeniami przeze mnie.
„A gdzie jest twój chiński kumpel?” – Rozejrzał się. Zacisnąłem szczękę.
„Jest Koreańczykiem” – poprawiłem go. Jego głowa natychmiast odwróciła się w moją stronę. Miał uśmieszek na twarzy. „Więc żaba w końcu znalazła swój głos.”
Świetnie...
„Masz!” – Rzucił we mnie jakimiś papierami. „Skończ moje zadania i przynieś je do mojego pokoju przed ósmą.”
Podniosłem jego papiery i oddałem mu je. „Nie skończyłem swoich. Nie mogę tego zrobić.”
Jak tylko to powiedziałem, moja taca poleciała w powietrze. Rozlała się na okno. Wszyscy na nas spojrzeli.
„Co się dzieje, Abram?” – Dwóch kolejnych jego kumpli do niego dołączyło. Zadrwił ze mnie.
„Kujon próbuje być mądry” – powiedział. Spojrzeli na mnie gniewnie.
„Słuchaj, Knights! Dałem ci robotę i ją zrobisz.”
Nie mogłem oddychać, kiedy chwycił mnie za kołnierz. Odcinał mi dopływ powietrza.
„Zrób to na czas. Jeśli nie...” – Przerwało mu chrząknięcie.
„Mogę tu usiąść?” – zapytała dziewczyna. W środku całego tego zamieszania odwróciliśmy się, żeby zobaczyć dziewczynę z czarnymi włosami. Trzymała tacę z jedzeniem. Patrzyła na puste miejsce obok mnie.
Nigdy jej wcześniej nie widziałem. Ale zignorowała to, co się działo. Spojrzała na mnie, wciąż w uścisku Elliota.
„Hej! Nowa! Nie widzisz, co się tu dzieje?” – warknął na nią Elliot. Tylko uniosła brew.
„Veronica. Mam na imię Veronica” – powiedziała. Postawiła tacę na moim stoliku.
Elliot natychmiast puścił mój kołnierz. Skupił całą uwagę na niej. Nagle patrzył na jej ciało i uśmiechał się szyderczo.
„O, cóż, witaj, Veronica.” – Wyciągnął rękę na powitanie. Poprawiłem koszulę i okulary. Szukałem ucieczki.
Najlepiej byłoby, gdybym wziął torbę i wyszedł. Chciałem uniknąć robienia wszystkich jego zadań. Więc podniosłem torbę z krzesła.
„Dziękuję” – powiedziała. Natychmiast usiadła na krześle. To zablokowało mi wyjście.
Ponieważ siedziałem przy oknie w rogu, jedynym sposobem, żeby wyjść zza stolika, było przesunięcie krzesła obok mnie. Dziewczyna teraz siedziała na tym krześle.
Kolejny normalny dzień!
„Ignorujesz mnie, Veronica?” – Elliot pochylił się i spojrzał na nią. Wzięła tacę i zaczęła jeść. Całkowicie zignorowała rudowłosego drania przed sobą.
Chciałem ją ostrzec, żeby tego nie robiła. Nie chciałem, żeby trafiła na listę celów Elliota. Ale z Elliotem tuż przede mną nie mogłem nic powiedzieć. Więc trzymałem torbę i obserwowałem, co się stanie.
Veronica tymczasem spokojnie jadła sałatkę. Nie przejmowała się obecnością Elliota.
Widziałem, że to jeszcze bardziej go wkurzało. Jego twarz zrobiła się czerwona ze złości. Znowu walnął ręką w stolik.
„Tak?” – Veronica podniosła wzrok. Wciąż jadła.
„Słuchaj, nowicjuszko... musisz znać swoje miejsce. Odpowiadaj mi, kiedy do ciebie mówię, albo będziesz miała kłopoty. Zrozumiano? Jeśli chcesz wiedzieć, jakie kłopoty mogę sprawić, zapytaj kujona obok ciebie. Może ci opowiedzieć o różnych rodzajach kłopotów, które mogę zrobić.”
Uśmiechnął się szyderczo, patrząc na mnie. Poczułem, jak nogi mi się trzęsą. Spodziewałem się, że stanie się coś złego.
„Okej” – to była jej odpowiedź. Jadła dalej. Nie interesowało jej to, co Elliot właśnie powiedział.
„I...”
Obserwowałem, jak Elliot podniósł rękę. Był gotowy rzucić jej tacą. Chciał pokazać swoją moc i zrealizować groźbę.
Byłem pewien, że taca wyląduje na mnie. Więc mocno trzymałem torbę. Byłem gotowy użyć jej jako tarczy. Ale byłem zszokowany, kiedy zobaczyłem, jak Veronica zatrzymała jego rękę lewą dłonią.
Bez wysiłku chwyciła go za nadgarstek. Jadła dalej prawą ręką. To sprawiło, że wszyscy w stołówce sapnęli.
„A skoro już tu jestem, pozwól, że coś ci wyjaśnię. Po pierwsze...”
Z ust Elliota wyrwał się pisk. Podskoczyłem na krześle. Patrzyłem na niego z przerażeniem.
„Nigdy mi nie przerywaj, kiedy jem. Nie lubię, kiedy mi się przeszkadza podczas jedzenia” – powiedziała Veronica. Wykręciła jego nadgarstek w nienaturalną pozycję. To sprawiło, że krzyknął.
Jej uścisk nawet nie wyglądał na mocny. Ale byłem zdumiony, że mogła zranić Elliota tylko jedną ręką.
Co się do licha dzieje?
Elliot próbował wyrwać rękę z uścisku Veroniki. Ale ona tylko mocniej ją wykręciła. Wydał okrzyk bólu. Jego ciało się wiło, kiedy opuścił głowę na stolik.
Veronica w końcu puściła jego rękę. Podniosła nóż, żeby pokroić kurczaka. Obserwowała go. Jej spojrzenie było chłodne i obojętne. Mruknął przekleństwo pod nosem.
„Przez cały ten rok postaram się dać ci znać o innych rzeczach, których nie znoszę. Ale na razie” – nadziała kawałek kurczaka na widelec i włożyła do ust – „jem.”
Elliot podniósł się na nogi. Jego kumple patrzyli z zakłopotaniem. Rzucił Veronice gniewne spojrzenie.
„Właśnie zrobiłaś sobie niebezpiecznego wroga. Jeszcze się spotkamy” – ostrzegł. Poprawił koszulę. Rzucił jej ostatnie gniewne spojrzenie. Potem wyszedł wściekły. Rysunki trzymał mocno w ręku.
Byłem oszołomiony. Nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie zobaczyłem. Spojrzałem z powrotem na Veronicę. Spokojnie kontynuowała posiłek, jakby nic się nie stało. Dlaczego to zrobiła? Chciałem zapytać, ale uznałem, że to nie moja sprawa.
Chciałem wyjść. Ale wiedziałem, że lepiej nie przerywać Veronice podczas jedzenia.
Więc zostałem. Czekałem, aż skończy posiłek, żebym mógł wyjść.
Tyle z normalnego dnia.













































