Ns. Nauti
SLOAN
Sloan siedział w ciemnym kącie saloniku dla VIP-ów, co dawało mu doskonały punkt obserwacyjny, z którego mógł obserwować różne wydarzenia w klubie.
Tristan był już po sześciu drinkach i rozmawiał z barmanem, podczas gdy Declan był na parkiecie, a wokół niego tańczyło kilka ludzkich kobiet.
Basowe dźwięki z systemu dźwiękowego przyniosły Sloanowi niewielką ulgę, bo odwróciły jego uwagę od seksualnego dyskomfortu, ale tylko na chwilę.
Nagle powrócił z pełną mocą, przegrzewając całe jego ciało i pozbawiając go powietrza. Pociągnął za kołnierz, próbując ochłodzić rozgrzane ciało.
Nawet jego wilk skomlał z bólu. Ale skomlenie zmieniło się w warknięcie, a włosy na jego ciele podniosły się w geście alarmu.
– Wybrałeś się do klubu beze mnie? – zagruchała Elizabeth.
Jej głos brzmiał jednak tak, jakby ktoś wrzucił worek pełen gwoździ do śmietnika. Już sama jej obecność sprawiła, że poczuł się, jakby oblano go wiadrem lodowatej wody.
– Nie umiesz słuchać aluzji, prawda? – warknął Sloan i jego wilk.
– Półtora roku razem, a ty zamiast być mężczyzną i po prostu to powiedzieć, uciekasz się do tego, żeby mnie spławić?
– Dobra, to koniec... szczęśliwa?
Zadygotała i zacisnęła drinka w dłoni. – Nie. Co zrobiłam źle?
Sloan zerknęła na swój kubek, po czym spojrzała Elizabeth prosto w oczy.
– Nawet nie myśl o zrobieniu czegoś, czego będziesz żałować. A odpowiadając na twoje pytanie: nie zrobiłaś absolutnie nic złego; po prostu zmęczyłem się tobą – Sloan miał nadzieję, że kłamstwo jest lepszą alternatywą niż prawda.
– Zmęczyłeś się mną?! To bzdura! Jeszcze wczoraj wieczorem miałam cię...
– Elizabeth, nie myl mojego seksualnego zainteresowania tobą z czymś więcej, niż tylko z tym – zaczął Sloan.
Szybko chwycił ją za rękę, zanim zdążyła wylać na niego swój napój. Równie szybko przytrzymał jej drugą rękę, gdy próbowała go spoliczkować.
– Odejdź – powiedział cicho, ale stanowczo.
– Pożałujesz tego – warknęła, wyrywając się z jego objęć.
– Słyszałaś go... odejdź – ostrzegł Declan, materializując się obok nich i umieszczając swoje ciało między nimi.
Elizabeth wypięła pierś i odwróciła się.
– Mówiłem ci, że jest toksyczna.
– Muszę...
– Napić się? – Tristan dokończył zdanie, podając Sloanowi szklankę szkockiej. – Nie martw się. Zajmę się nią dla Ciebie.
Zanim Sloan zdążył mu odpowiedzieć, muzyka się zmieniła i DJ zawołał. – Brawa dla Łobuziary i jej przyjaciółki Myszki.
Cała trójka odwróciła się, by spojrzeć na główny parkiet. Dwie kobiety stały na jednym z podwyższonych stołów dla tancerzy i dawały publiczności bardzo erotyczny pokaz tańca.
Sloan wpatrywał się w małego aniołka ubranego na różowo, a jego wilk warknął z uznaniem i obsesją.
Jakby go wyczuła, podniosła wzrok, a jej oczy zderzyły się z jego. Patrząc na nią, poczuł, jak jego członek twardnieje, szukając seksualnego wyzwolenia w jej towarzystwie.
– Podoba ci się to, co widzisz?
Usłyszał jej słodki głos w swoich myślach i uśmiechnął się. – Tak, podoba mi się – odpowiedział.
Z daleka zobaczył, że jej oczy się rozszerzają, a ona szybko odwróciła się do swojej przyjaciółki i szepnęła jej do ucha.
– Witaj, słodki aniele – uśmiechnął się Sloan.
MYRA
Po trzech kolejkach tęczowych galaretek, czterech tequilach i dwóch mrożonych herbatach Long Island, Megan prowadziła je na środek parkietu. Podeszła do jednej z tancerek i stuknęła ją w łydkę.
– Litości, Łobuzie... potrzebuję piętnastu minut przerwy.
– Doskonale... bo tyle czasu potrzebuję – Megan uśmiechnęła się złośliwie, gdy dziewczyna zeszła na dół. – No dalej, Myra, do góry.
– Czekaj, co? Meg...
– No dalej – Megan zaśmiała się, wciągając Myrę na platformę. Dała sygnał didżejowi i muzyka się zmieniła.
– Brawa dla Łobuziary i jej przyjaciółki Myszki – DJ ogłosił przez system dźwiękowy.
Megan chwyciła Myrę za włosy i szepnęła jej do ucha.
– Zróbmy im show, gorące rzeczy.
Myra uśmiechnęła się, bo alkohol w końcu zaczął wpływać na jej osąd.
Zaczęły się pierwsze takty piosenki, a Myra nagle poczuła się odważna i przejęła kontrolę. Odepchnęła rękę Megan z włosów i odwróciła ją.
Następnie pochyliła się nad nią i przytrzymała jej biodra, podczas gdy Megan wbijała się tyłkiem w przód Myry.
Tłum wokół nich oszalał, zwłaszcza gdy zaczęły opuszczać się ku ziemi i powoli tańczyć w górę.
Dzięki Bogu, że Ivy nie pozwala na używanie telefonów i aparatów fotograficznych. Myra odwróciła się, by wypiąć tyłek w stronę Megan.
Nagle poczuła, że fala czystej seksualnej energii przepływa przez jej ciało. Tańczyła dalej, ale rozglądała się dookoła, próbując znaleźć źródło.
Jej spojrzenie na krótko zderzyło się z kimś w saloniku dla VIP-ów, a temperatura jej ciała wzrosła.
– Podoba ci się to, co widzisz? – zarumieniła się, wiedząc, że jej myśli nikt nie słyszy.
– Tak, podoba mi się – jego gładka odpowiedź odbiła się echem w jej zamglonych alkoholem myślach.
– Cholera – mruknęła, a jej oczy rozszerzyły się w szoku. Szybko odwróciła się do niego plecami i objęła ramieniem Megan, by wyszeptać jej do ucha.
– Tu jest trochę ciepło; idę odetchnąć na zewnątrz.
– Czy ty… – zaczęła Megan, ale Myra położyła palec na jej ustach, aby ją powstrzymać.
– Nie, ty zostań tutaj... baw się dobrze... zaraz wrócę.
– Jesteś pewna? – naciskała Megan.
– Jestem. Zostań i tańcz, kotku.
Megan przytaknęła, a Myra zeszła z podestu. Przedzierała się przez tańczący tłum, odrzucając propozycje tańca.
Od czasu do czasu czuła na sobie wzrok nieznajomego, który śledził ją, aż zniknęła w wejściu.
– Hej, Billy, wychodzę zaczerpnąć świeżego powietrza – powiedziała Myra do bramkarza, wychodząc przez główne drzwi. Billy skinął głową i położył znaczek na jej dłoni.
– Na wszelki wypadek jakby nie było mnie tu, żeby wpuścić cię z powrotem.
Myra skinęła głową i odeszła na bok budynku. Chłodne nocne powietrze było przyjemne dla jej rozgrzanej skóry. Wyjęła telefon komórkowy, który miała przyczepiony do uda.
2 rano...tylko Megan może to zrobić – pomyślała Myra. Ale jej myśli przerwał odgłos jakiegoś zwierzęcia. Spojrzała w dół ciemnej uliczki, przełączając się na noktowizor.
– Takie ładne oczy – warknął ktoś, gdy zwierzę rzuciło się na nią. Instynkt zwierzęcia wziął górę i Myra zmieniła pozycję, zanim zwierzę zdążyło się z nią zderzyć.