
Seria To tylko… 2: To tylko modelka
Autorzy
Vesper Nadine
Lektury
350K
Rozdziały
19
Rozdział 1
To tylko modelka
BECKY
„Kurwa, chyba sobie żartujesz?”
Gdybym była postacią z kreskówki, z uszu buchałaby mi para, a zęby szczerzyłabym niczym wściekłe, toczone pianą zwierzę. Cóż, prawda była taka, że w tamtej chwili i tak przypominałam wściekłą bestię – może nieco mniej karykaturalną, za to o wiele bardziej niebezpieczną, jeśli sądzić po przerażonych minach gapiów, którzy nas mijali.
Jeśli zastanawiacie się, co tu się, do cholery, dzieje, pozwólcie, że nakreślę wam krótki kontekst.
Byłam światowej sławy modelką, twarzą największych, prestiżowych marek. Od Gucci po Diora, Benetton, Pradę – wymieńcie cokolwiek, a gwarantuję wam, że na pewnym etapie kariery miałam to na sobie. Cena sukcesu? Znikome szanse na życie uczuciowe poza hermetycznym światem mody. Kiedy więc poznałam Jacksona i natychmiast między nami zaiskrzyło, nie walczyłam z tym przyciąganiem. Po prostu pozwoliłam, by nasz romans rozkwitł.
Jackson był jednym z modeli, którzy dołączyli do naszej agencji kilka miesięcy wcześniej. Jak już wspomniałam, chemia była natychmiastowa. Znacie to uczucie, gdy po długim czasie wyrzeczeń wrzucacie do mikrofalówki zupkę chińską i nagle staje się ona najpyszniejszą rzeczą, jaką jedliście od miesięcy? Cóż, dla mnie on był właśnie taką zakazaną przyjemnością, biorąc pod uwagę, że przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu muszę restrykcyjnie liczyć każdą trawioną kalorię.
Wracając do sedna – nasz związek zaczął się szybko i wybuchowo. Jednak niejednokrotnie, gdy byliśmy razem, przyłapywałam go na nerwowym zerkaniu w ekran telefonu. Początkowo nie zaprzątałam sobie tym głowy, zrzucając to na karb roztargnienia. Ale z czasem ziarno niepewności zaczęło kiełkować. Zaczęłam mieć wątpliwości – czy byłam tylko jedną z wielu? A może w domu czekała na niego inna dziewczyna? Najczarniejsze scenariusze przelatywały mi przez myśl.
Za każdym razem jednak, gdy poruszałam ten temat, zbywał mnie, twierdząc, że histeryzuję i jestem chorobliwie zazdrosna bez żadnego powodu. Posunął się nawet do stwierdzenia, że go osaczam i próbuję kontrolować. Więc wycofałam się. Odpuściłam. A przynajmniej do dzisiaj.
Na planie zdjęciowym każdy z nas miał swoją prywatną przyczepę. Czasem, gdy grafik obejmował wieczorny pokaz, dostawaliśmy pokoje hotelowe, ale dzisiaj pracowaliśmy w plenerze. Byliśmy w Lloret de Mar w Hiszpanii, tuż przy samej plaży. W tej pięknej scenerii chciałam wykraść choć chwilę, by spędzić ją z moim chłopakiem.
Gdy jednak zmierzałam w stronę jego przyczepy, żołądek ścisnął mi się z dziwnego niepokoju. Zignorowałam to przeczucie. Wmawiałam sobie, że to tylko nerwy spowodowane kilkoma dniami rozłąki i brakiem kontaktu. Ale kiedy stanęłam pod drzwiami, do moich uszu dobiegły odgłosy, które sprawiły, że krew we mnie zawrzała. Moja wściekłość mieszała się z goryczą – w końcu Jackson wmawiał mi, że moja zazdrość jest urojona.
Jęki bez wątpienia należały do kobiety. Szarpnęłam za klamkę. Drzwi ustąpiły, a moim oczom ukazał się widok, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Obca kobieta ujeżdżała Jacksona, a jej nagie piersi podskakiwały w rytm ich ruchów.
I w tym momencie wracamy do mojego wcześniejszego wybuchu:
„Kurwa, chyba sobie żartujesz?”
„Co jest, do cholery, Becky? Co ty tu robisz? Słyszałaś kiedyś o pukaniu?”
Muszę wam coś wyznać. Z natury jestem radosna i wygadana. Ale w tamtej chwili po prostu mnie zatkało.
„Przepraszam bardzo. Kim jesteś i dlaczego wparowałaś do przyczepy mojego męża, jakbyś była u siebie?”, zapytała kobieta.
Rozumiecie? Bo go ujeżdżała… Ech, to przestaje być zabawne, kiedy trzeba to tłumaczyć. Dobra, zapomnijcie. To w ogóle nie jest śmieszne. Ale hej, zawsze patrzcie na jasną stronę życia, tu-du, tu-du…
„Czy ty właśnie powiedziałaś, że ten zdradzający dupek to twój mąż?”, zapytałam, bo moje usta działały szybciej niż mózg i nie potrafiłam już powstrzymać potoku słów.
W końcu kobieta uznała, że chyba warto z niego zejść. Stanęła przede mną w całej swojej nagiej okazałości. Tymczasem na zewnątrz, tuż pod przyczepą, pewnie z pięćdziesiąt osób nadstawiało uszu, chłonąc ten rozgrywający się dramat.
„Za kogo ty się uważasz, nazywając go zdradzającym dupkiem? Znam mojego męża i on nigdy by mnie nie zdradził!”
W tamtej chwili biłam się z myślami, czy szpital psychiatryczny to lepsze miejsce dla mnie, czy może dla tej nagiej, zdezorientowanej kobiety. A może powinnyśmy zarezerwować tam pokój dwuosobowy na parę tygodni? Kto wie, może nawet zostałybyśmy przyjaciółkami. Jednak ta kumulacja wrażeń – zdrada, odkrycie, że mój facet ma żonę, i ten absurdalny tok moich myśli – przelała czarę goryczy. Pękłam. Zaczęłam się śmiać jak opętana.
Między kolejnymi napadami histerycznego śmiechu udało mi się wykrztusić: „Skarbie, nie mam pojęcia, ilu masz mężów. Ale ten konkretny na pewno nie jest ci wierny. Jego kutas był w mojej cipce zaledwie kilka dni temu, dokładnie wtedy, gdy wyznawał mi miłość”.
Jasne, mogłam ująć to nieco delikatniej. Ale z doświadczenia wiem, że najlepiej po prostu zerwać plaster – powiedzieć prawdę prosto z mostu i nie czekać. Moje słowa momentalnie zmazały ten dumny wyraz z jej twarzy. W ułamku sekundy zbladła jak ściana.
Gdy odwróciła się w stronę Jacksona, wiedziałam, że wystarczyło jej jedno spojrzenie na jego twarz, by zrozumieć wszystko.
„Ty dupku! Idioto! Ty gnoju!”, wrzeszczała.
Cóż, czy naprawdę muszę przytaczać całą litanię wyzwisk, która wyleciała z jej ust? Nagle Jackson zerwał się z łóżka. Miał przynajmniej tyle przyzwoitości, by chwycić prześcieradło i osłonić swoje „klejnoty”.
„Poczekaj, Lucy! Mogę wszystko wyjaśnić. To była tylko zabawa, nic nieznacząca rozrywka… to się stało tylko raz…”
Tego było już za wiele.
„Wiesz co, Jackson? Pieprz się! Lucy, tak?”, Odwróciłam się do jego – prawdopodobnie wkrótce byłej – żony. „Uwierz mi, nie mam powodu, by cię okłamywać. To zdarzyło się więcej niż raz. I zawsze, ale to zawsze twierdził, że jest singlem. Zresztą spójrz na jego dłoń – nawet nie nosi obrączki. Ciągle też gapił się w telefon. Więc gdybym miała zgadywać, obstawiałabym, że ten gnojek obraca na boku znacznie więcej panienek. Nie wyglądasz na wariatkę, która musi wypisywać do męża co dziesięć minut. A z taką częstotliwością brzęczała jego komórka. A teraz, jeśli wybaczycie, za pół godziny mam sesję, a potem znikam stąd. Mam nadzieję, że kopniesz go w dupę i oskubiesz do ostatniego grosza. Ach, i ma też jacht w Brazylii. Właśnie zaprosił całą naszą ekipę na imprezę w przyszłym tygodniu”.
Rzuciwszy te słowa, wyszłam z przyczepy, zostawiając ich samych, by dokończyli ten dramat we własnym gronie. W tamtej chwili podjęłam ostateczną decyzję: kończę z modelingiem. Może wreszcie zrobię użytek z mojego dyplomu z biznesu? Zrobiłam więc jedyną rzecz, która przyszła mi do głowy.
Wybrałam numer mojej najlepszej przyjaciółki. Gdy tylko odebrała, wiedziałam, że przerwałam jej baraszkowanie z moim bratem. Wizja, której wolałabym uniknąć… Co to był za pieprzony dzień? To już druga para, którą dzisiaj przyłapałam w trakcie numerka.
Przynajmniej tym razem odbyło się to tylko przez telefon i oszczędzono mi wizualnych wrażeń w postaci nagości. Mimo to wiedziałam, że muszę się streszczać, inaczej ona się rozłączy – mój brat potrafił skutecznie odwracać uwagę.
„Rach, kupuję bilet i wracam do domu zaraz po dzisiejszej sesji. Byłabym więc cholernie wdzięczna, gdybyś mogła wyjąć język z gardła mojego brata na wystarczająco długo, by odebrać mnie jutro z lotniska mniej więcej o tej porze?”
Nagle w słuchawce rozległ się głuchy łomot, po nim ciche „ała”, a następnie linię wypełniły radosne piski i wiwaty.
„O mój Boże! Czytasz mi w myślach! Miałam właśnie do ciebie dzwonić i pytać, czy masz jeszcze jakiś urlop. Nie ma mowy, żebym planowała ślub bez mojej najlepszej przyjaciółki u boku”.
Ślub?
W tamtej chwili dotarło do mnie, jak wiele traciłam z życia moich bliskich przez tę pracę. I dopiero wtedy łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Zanim wybuchnęłam płaczem na dobre, zdążyłam jeszcze zapewnić przyjaciółkę:
„Będę jutro. Uściskaj ode mnie Masona. Kocham was”.
Gdy tylko się rozłączyłam, tama pękła. Zalałam się łzami. Jasna cholera, jak ja tęskniłam za domem. Dzięki Bogu w końcu poszłam po rozum do głowy. To lato miało być tym jedynym, które zapamiętam na zawsze. Postawię siebie na pierwszym miejscu, zrealizuję wszystko, co odkładałam latami, i wreszcie nacieszę się wolnym czasem z moją najlepszą przyjaciółką i bratem.
Sprawmy, by to lato było niezapomniane.














































