
Samce alfa z South Forest
Autorzy
Laila Callaway
Lektury
2,7M
Rozdziały
31
Leilani Kokoa zostaje uwięziona w eksplozji, która na tydzień pozbawia ją wzroku – a akurat w tym czasie w okolicy przebywają dwaj przystojni bracia Alpha, bliźniacy. Jak masz odnaleźć swoją bratnią duszę, skoro nie możesz ich zobaczyć? Oczywiście to oni znajdują ciebie.
Rozdział pierwszy
LEILANI
. . Ten sam dźwięk pisku szpitalnych urządzeń dociera do moich uszu. To dźwięk, który każdy rozpozna, nawet jeśli nigdy nie był w szpitalu.
Wszystko jest ciemne, ale czuję, jakby moje oczy były otwarte. Próbuję poruszyć palcami i czuję taką radość, kiedy poruszają się odrobinę.
Próbuję poruszyć palcami u nóg i cieszę się, gdy poruszają się pod kocem.
Gdy zaczynam znowu jasno myśleć, zaczynam też pamiętać, co się stało.
Wszystko zaczęło się od eksplozji.
„Wiesz, co masz robić, Lani. Wejdź, sprawdź rannych i wynoś się” – powiedział mój ojciec, gdy tupałam nogą, bo traciłam cierpliwość.
„Tak, tato, wiem. Wrócę za dziesięć minut.” – Przewróciłam oczami, przerzuciłam torbę medyczną przez ramię i odwróciłam się. Pobiegłam w stronę rannych członków stada.
Przy pierwszym ciele, które zobaczyłam, uklękłam i sprawdziłam puls. Zakląłam, gdy nie wyczułam bicia serca.
To sprawka łowców.
I wiedziałam, że moi rodzice każą im za to zapłacić. Za zabicie członków naszego stada.
Zaczęłam czuć się bardzo czujna i zdenerwowana. Jestem tylko częściowo wyszkolona jako ratownik medyczny. Nie mogłam pomóc tym ludziom wyzdrowieć. Mogłam tylko sprawdzić ich obrażenia i zabrać ich z powrotem do kliniki.
Bardzo trudno było przekonać rodziców, żeby pozwolili mi wykonywać tę pracę z moim niewielkim przeszkoleniem medycznym. Ale kiedy dwóch naszych medyków zostało rannych, zostałam tylko ja.
Podbiegłam do pierwszej osoby, Yosepha, wujka mojej przyjaciółki. Odstawiłam torbę i wyjęłam bandaże.
„Będzie dobrze, Yoseph. Opatrzę tę ranę, a potem cię stąd zabierzemy, okej?” – powiedziałam mu.
Powoli skinął głową. Zacisnął zęby z bólu, gdy zaczęłam opatrywać głębokie cięcie na jego brzuchu.
Skończyłam szybko i zawiązałam bandaże. Byłam zadowolona ze swojej pracy.
„Musimy zabrać Yosepha stąd natychmiast!” – krzyknęłam. Dwóch strażników podeszło z noszami, żeby zabrać go z powrotem do ośrodka.
Pobiegłam w stronę kolejnej rannej osoby. Ludzie mówią, że kiedy przytrafiają ci się straszne rzeczy, czas zwalnia. Cóż, u mnie tak nie było.
Bomba, która wcześniej nie wybuchła, postanowiła wybuchnąć właśnie wtedy.
Eksplodowała po mojej lewej stronie. Dźwięk był przez chwilę tak głośny. Potem już nic nie słyszałam.
Poleciałam w powietrze, uderzyłam w drzewo i spadłam na ziemię. Leżałam na boku z dzwoniącymi uszami. Bardzo się starałam złapać oddech po tym, jak wybito mi powietrze z płuc. Wszystko bolało.
Ktoś złapał mnie za ramię i potrząsnął mną. Słyszałam ciche dźwięki ich głosu, ale nie mogłam zrozumieć słów.
Zdałam sobie sprawę, że nie słyszę, co mówią. Nie mogłam ich też zobaczyć. Otworzyłam oczy, ale wszystko było nadal czarne.
„Nie widzę, nic nie widzę!” – krzyknęłam. Zaczęłam się bardzo bać, zanim zemdlałam.
***
Czuję się, jakby przejechała mnie ciężarówka.
„Leilani?” – słyszę głos mojego brata i odwracam głowę w jego stronę. Moje oczy są otwarte i nadal nic nie widzę.
„Akamai, nic nie widzę” – mówię mu. Mój głos brzmi dla mnie dziwnie. Zbyt szorstko i ochryple.
Czuję, jak ściska moją dłoń.
„Wiem. Lekarz powiedział, że bardzo mocno uderzyłaś się w głowę, ale wzrok ci wróci” – mówi. Wypuszczam powietrze z ulgą.
Dzięki Bogini Księżyca.
„Kiedy?” – pytam. Wiem, że nie chce mi powiedzieć, bo po moim pytaniu zapada cisza.
„Powiedziała, że to może potrwać do tygodnia, ale na pewno wróci” – wyjaśnia. Wydaję niezadowolony dźwięk i opieram się o poduszkę.
Sięgam do oczu i czuję, że mam bandaż owinięty wokół głowy, zakrywający je.
„Świetnie, teraz wyglądam jak w Bird Box” – mówię ze złością. Akamai się śmieje.
„W porządku, Lani. Wszyscy tu dla ciebie jesteśmy. Pomożemy.”
Resztę dnia spędzam, rozmawiając z lekarzami i pielęgniarkami oraz przechodząc kolejne badania. Wieczorem pozwalają mi wrócić do domu. Mam tylko dwa złamane żebra, które wygoją się do jutra.
„Dlaczego moje głupie oczy nie mogą się goić tak szybko jak kości?” – narzekam, gdy mama pomaga mi wejść po schodach. Krzywię się przy każdym kroku, bo żebra bolą.
„Bo sprawy związane z mózgiem są o wiele poważniejsze. Gojenie trwa dłużej. Po prostu ciesz się, że nie straciłaś pamięci czy czegoś” – odpowiada.
„Przepraszam, a ty kim jesteś?” – pytam. Wydaje dźwięk pokazujący, że mi nie wierzy.
„Nieśmieszne, Lani” – mówi poważnie. Próbuję się zaśmiać, ale przestaję, gdy żebra bolą.
Pomaga mi położyć się do łóżka. Myślę, że zasypiam, zanim wychodzi z pokoju.
***
To dziwne uczucie – budzić się, ale nie otwierać oczu. Czuję zapach, że jestem w swoim pokoju, w swoim łóżku, ale nic nie widzę. Sięgam do bandaża i próbuję go zdjąć.
„Przestań. Pielęgniarka mówi, że musimy trzymać twoje oczy zakryte przez pierwsze kilka dni” – słyszę głos mamy.
„Ale wyglądam jak egipska mumia. Nie mogę nosić okularów przeciwsłonecznych?” – pytam. Przez chwilę jest cicho.
„Porozmawiam z pielęgniarką” – odpowiada. Czuję, że coś kładzie mi na nogach, gdy siadam. „Zrobiłam ci śniadanie. Tosty są przed tobą i szklanka soku pomarańczowego.”
Podaje mi szklankę i szybko ją wypijam. „Chciałam zrobić naleśniki, ale pomyślałam, że tosty będą łatwiejsze do jedzenia…„
Przerywa, więc wypuszczam powietrze i kończę za nią zdanie. „Do jedzenia na ślepo, mamo. Jestem ślepa, okej?” – Wpycham tosta do ust ze złością.
„Na razie ślepa” – poprawia mnie. „Słuchaj, po tym ataku twój ojciec i ja wezwaliśmy pomoc” – mówi. Przestaję żuć.
„Mam starą przyjaciółkę, której synowie są alfami stada Południowego Lasu. Przyjadą i dołączą do nas na jakiś czas, żeby zobaczyć, co możemy zrobić z tymi wkurzającymi łowcami.”
„Ilu ich przyjedzie? Gdzie będą mieszkać?” – pytam i zaczynam znowu jeść.
„Będą mieszkać tutaj, w naszym domu, oczywiście. Jest ich teraz tylko pięciu. Ich ziemie są blisko, ale teraz musimy się zjednoczyć, żeby szybko rozwiązać ten problem” – wyjaśnia.
Nie podoba mi się pomysł obcych mieszkających w naszym domu.
Obcych, których nawet nie widzę.
„Kiedy przyjeżdżają?” – pytam. Robi pauzę.
„Dziś po południu” – mówi. Prawie się dławię ostatnim kawałkiem tosta.
„Żartujesz! Nie ma mowy – mogę zostać tutaj, prawda? Nie chcę, żeby mnie tak widzieli” – mówię jej.
A jeśli przyjadą jacyś przystojni faceci? Albo mój partner…
„Leilani, masz dziewiętnaście lat. Nie możesz się chować w swoim pokoju.”
„Tak, mogę. Jako dorosła podejmuję decyzję, żeby tu zostać” – mówię stanowczo. Krzyżuję ręce na piersi, żeby pokazać, że mówię poważnie.
„Dobrze.” – Wypuszcza długie westchnienie i słyszę, jak wstaje i zabiera tacę z moich kolan. „Ale będą tu przez jakiś czas. W końcu będziesz musiała ich poznać.”
Nie odpowiadam i czekam, aż usłyszę zamykanie drzwi, zanim wstaję z łóżka. Pamiętam radę lekarza dotyczącą moich oczu. Zostawiam światła w łazience wyłączone, gdy zdejmuję opaskę, żeby wziąć prysznic.
Mam nie dopuszczać do nich światła przez pierwszy dzień, żeby mogły się lepiej goić.
Moje butelki szamponu i odżywki mają różne kształty. To ułatwia mi mycie włosów na ślepo.
Czuję się o wiele czystsza teraz, gdy nie mam już krwi ani brudu na ciele. Wychodzę i sięgam po ręcznik. Ostrożnie się wyciera i delikatnie dotykam żeber. Są prawie wygojone.
Zgaduję, ile pasty nałożyłam na szczoteczkę i myję zęby. Życie bez wzroku nie jest takie trudne.
Dopóki nie muszę zdecydować, co włożyć.
Otwieram drzwi szafy i zaczynam macać ubrania. Próbuję rozpoznać rzeczy dotykiem. W końcu wybieram dżinsy, które moim zdaniem są czarne, i sweter.
„Lani?” – woła mama. „Och, jesteś tutaj. Chciałam zaoferować pomoc, ale wygląda na to, że sama sobie poradziłaś” – mówi. Wychodzę z szafy.
„Jakiego koloru są moje dżinsy?”
„Czarne” – odpowiada. Robię mały zwycięski ruch pięścią.
„Tak, wiedziałam!” – uśmiecham się. „A co ze swetrem?”
„To twój niebieski w kwiaty” – mówi mi. Krzywię się.
„Fuj, nie lubię tego. Myślałam, że to biały. Możesz mi go podać?” – proszę ją i ściągam sweter przez głowę.
„Proszę.” – Podaje mi go i wkładam.
„Spóźniłam się z powrotem tutaj, bo wstąpiłam do ośrodka. Lekarz powiedział, że możesz nosić te małe opaski na oczach z okularami przeciwsłonecznymi. Usiądź dla mnie.”
Cofam się i sięgam w stronę toaletki. Wpadam na nią i słyszę, jak wszystkie butelki się trzęsą i robią hałas.
„Cholera” – mówię cicho, gdy w końcu znajduję taboret i siadam. Mama milczy przez chwilę. Jest zbyt cicho. „Mamo?” – pytam. Słyszę, jak pociąga nosem.
„Tak, w porządku” – mówi cicho. Chcę przewrócić oczami, ale nie mogę.
„Przestań płakać, nic mi nie jest.”
„Wiem, ale to takie okropne, patrzeć, jak jesteś taka bezradna.”
„Dzięki wielkie” – narzekam. Czuję, jak klęka przede mną i zdejmuje mi opaskę. Zaciskam mocno oczy.
„Dzięki Bogini Księżyca to nie jest na zawsze” – mówi. Siedzę nieruchomo, gdy przykleja dwie małe opaski na moje oczy i zakłada okulary.
Dotykam ich i zdaję sobie sprawę, że to moje ogromne, bardzo duże okulary przeciwsłoneczne. Idealne. Zakryją około połowy mojej twarzy.
„No, o wiele lepiej” – mówi z dumą.
„Słuchaj, wiem, że to niegrzeczne nie poznać twoich przyjaciół, ale proszę, zrozum, że jestem trochę zawstydzona tym, jaka jestem teraz bezradna.”
Nie chcę poznawać żadnych przystojnych facetów i przewracać się przed nimi.
„Rozumiem, kochanie. Oczywiście możesz tu zostać. Poznaj ich tylko, kiedy będziesz gotowa” – zgadza się.
Pukanie do drzwi sprawia, że podskakuję i wołam, żeby osoba weszła.
„Hej, Luno, zastanawiałem się, czy mógłbym zabrać Lani na chwilę?” – słyszę pytanie Damona.
Damon jest moim najlepszym przyjacielem. Był najlepszym przyjacielem mojego brata, ale spędzaliśmy razem tyle czasu, że zaczął przychodzić, żeby odwiedzać mnie, a nie mojego brata. Akamai jest nadal o to zirytowany.
„Oczywiście, Damon” – odpowiada mama.
Wstaję i sięgam po jego rękę. Owija swoją ciepłą dłoń wokół mojej i wyprowadza mnie z pokoju.
„Myślałem, że moglibyśmy obejrzeć telewizję? A właściwie posłuchać telewizji?” – proponuje. Wydaję dźwięk.
„Naprawdę?” – pytam. Potajemnie cieszę się, że nie muszę wychodzić z domu. Nie chcę, żeby ktokolwiek widział córkę alfy tak słabą.
„Tak, obejrzymy coś, co już widziałaś, więc znasz sceny” – wyjaśnia.
„To właściwie brzmi jak dobry pomysł” – mówię mu, gdy prowadzi mnie do sofy.
„Oczywiście, że brzmi. To ja na to wpadłem” – odpowiada. Kręcę głową. „Teraz wybierzmy coś” – mówi. Czuję, jak sofa się ugina, gdy siada obok mnie.
Dwie godziny później leżę z nogami zwieszonymi przez poręcz sofy i głową na kolanach Damona. Damon wyłącza telewizor i odwracam głowę w jego stronę pytająco.
„Stado Południowego Lasu jest tutaj” – mówi. Cicho przeklinam.
„Możesz mnie zabrać do pokoju? Naprawdę nie chcę, żeby ktokolwiek mnie tak widział.”
Zsuwam się z sofy i idę w stronę drzwi. Przynajmniej myślę, że idę w stronę drzwi.
„Co? Jak jedna z trzech ślepych myszy?” – drażni się. Próbuję go uderzyć, ale chybiam.
„Nie bądź dupkiem, pomóż mi” – mówię mu.
Bierze mnie za rękę i prowadzi z powrotem na górę. „Pójdę ich poznać i wrócę potem ze szczegółami i plotkami” – proponuje, gdy siadam na łóżku.
„Idealnie, dzięki!” – wołam. Czuję ulgę, gdy słyszę zamykanie drzwi.
Myślę o włączeniu telewizora, ale zamiast tego idę w stronę okna i odwracam się do niego plecami. Gdyby ktoś spojrzał w górę, zobaczyłby mnie tylko od tyłu.
Szukam klamki i otwieram okno, żeby lepiej słyszeć. Słucham dźwięku wyłączanych silników i zamykanych drzwi samochodów.
„Witajcie, dziękujemy bardzo, że przyjechaliście” – wita ich mama.
„Miło panią poznać, Luno Kokoa. Jestem alfa Jarren.” – Alfa mówi ciepłym, mocnym głosem, który sprawia, że się wzdrygnę. Brzmi bardzo atrakcyjnie.
„A ja jestem alfa Dane.”
Kolejny gładki głos do mnie dociera i znowu się wzdrygnę.
Cholera. Obaj są alfami? To może oznaczać tylko jedno – są bliźniakami.















































