
Kochanki za zasłoną
Autorzy
K.D. Peters
Lektury
594K
Rozdziały
138
Ona jest dziewczyną z piętnastego wieku, która przypadkowo trafia do mistycznego świata. On jest potężnym władcą Luna Dog, który ją znajduje i uznaje za swoją kochankę. Dwa światy zaczynają się zderzać w erotycznej namiętności i rosnącym uczuciu. Czy Lana, jako człowiek w świecie Zasłony, może mieć nadzieję na zdobycie serca potężnego i stoickiego Jekii, czy też na zawsze pozostanie więźniem jego pożądania?
Kategoria wiekowa: 18+.
Rozdział 1.
Książka 1:Kochanka Zasłony
Zimne powietrze przenikało przez mój płaszcz, sprawiając, że las wydawał się jeszcze ciemniejszy i bardziej złowrogi.
Naciągnęłam kaptur mocniej na głowę, rozglądając się po cichej okolicy. Niebo było szare, a las bardzo ponury.
Próbowałam zgadnąć, która mogła być godzina. Może późne popołudnie, ale nie byłam pewna. Szłam już od dłuższego czasu, ale wszystko wokół wyglądało tak samo.
Wchodząc do lasu, nie zastanawiałam się zbytnio, dokąd zmierzam. Szczerze mówiąc, myślałam tylko o ucieczce.
Co chwilę oglądałam się za siebie, zastanawiając się, kiedy mnie znajdą. Na samą myśl o odgłosie końskich kopyt serce zaczynało mi walić jak młotem.
Ten dźwięk oznaczałby dla mnie kłopoty. Byłam tego pewna jak w banku.
Kiedy uciekasz z sytuacji takiej jak moja, trudno jest się wyrwać. Wiedziałam o tym, ale i tak uciekłam. W wieku szesnastu lat byłam w odpowiednim wieku do pracy, do której zostałam sprzedana.
Ale wiedziałam też, co oznacza praca dla tego okrutnego hrabiego.
Młode kobiety pracujące w jego wielkim domu nie mogły zachować godności, zwłaszcza te z nas, które były biedne jak mysz kościelna.
Mój ojciec mógł uważać, że sprzedanie mnie hrabiemu to dobry pomysł, ale ja nie chciałam się pogodzić z taką przyszłością.
Dawno temu obiecałam sobie, że nie pozwolę żadnemu mężczyźnie mną rządzić, bez względu na moje pochodzenie czy to, że jestem kobietą.
I dlatego weszłam w te głębokie, mroczne lasy.
Nie byłam na tyle naiwna, by sądzić, że mam duże szanse na ucieczkę, ale byłam wystarczająco zdesperowana, by spróbować.
Od małego słyszałam opowieści o tym lesie.
Mówiono, że to przejście do innego świata i że ludzie, którzy tam wchodzili, albo znikali na zawsze, albo ich życzenia były spełniane przez mieszkające tam istoty z krainy Fae.
Dla mnie szansa na spełnienie życzenia, choćby wydawała się głupia, była wystarczającym powodem, by tam wejść.
Jako młoda kobieta w XV wieku nie miałam wielu opcji.
Czy to spełnienie prawdziwego życzenia przez wróżkę, czy po prostu zniknięcie - wszystko było lepsze niż przymusowa służba u okrutnego mężczyzny.
Odległe wycie sprawiło, że zatrzymałam się i rozejrzałam. Czy to był wilk? Wiedziałam, że prawdopodobnie są w pobliżu, ale nigdy żadnego nie widziałam.
Przestraszona, przyspieszyłam kroku, przedzierając się przez krzewy i drzewa. Las zdawał się robić coraz ciemniejszy i gęstszy.
W powietrzu czuć było dziwne napięcie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Iskrzyło wokół mnie jak ogień.
Nagle pojawiło się światło słoneczne.
Zatrzymałam się zaskoczona. Niegdyś mroczny, gęsty las stał się teraz jasny i piękny, jak z bajki.
Opuściłam kaptur i rozejrzałam się, czując ciepłe powietrze. Wszystko było tak zielone, tak nietknięte. Nie pamiętałam, bym kiedykolwiek widziała miejsce o tak naturalnym pięknie.
Pomyślałam o historiach, które słyszałam. Czy właśnie opuściłam swój świat i wkroczyłam do świata Fae?
Nagły hałas wyrwał mnie z zamyślenia. Rozejrzałam się ostrożnie, próbując ustalić, skąd dobiegał.
To był szybki, cichy dźwięk, jakby coś powoli przedzierało się przez zarośla. Poczułam niepokój i cofnęłam się o krok.
Wtedy zauważyłam coś dużego, powoli zbliżającego się do mnie przez drzewa. Moje oczy rozszerzyły się na ten widok, a umysł próbował zrozumieć, co widzę.
To było jakieś stworzenie, wysokie na co najmniej osiem stóp, z ogromnym ciałem, które wyglądało, jakby było zrobione z kory drzewa.
Potrząsnęło głową, gdy jego świecące złote oczy spojrzały na mnie, otwierając usta przypominające czarną dziurę, z których wydobył się tylko głośny syk.
Przerażona, odwróciłam się i zaczęłam biec. Nie wiedziałam, czy będzie mnie ścigać, ale nie chciałam się przekonywać.
Jasny las wypełniony był odgłosami ptaków i dziwnymi dźwiękami, gdy biegłam. Nie wiedziałam, dokąd zmierzam, ale zamierzałam biec, dopóki nie poczuję się bezpiecznie.
Gdy dotarłam do dużego wzgórza, usłyszałam dziwny syczący dźwięk. Ledwo zdążyłam się odwrócić, gdy coś mnie uderzyło, sprawiając, że spadłam ze stromego zbocza.
Uderzyłam mocno o ziemię, co wyparło powietrze z moich płuc. Moje ciało było podrapane i obolałe, z trudem próbowałam usiąść.
Gdy to zrobiłam, z przerażeniem patrzyłam, jak coś powoli schodzi ze wzgórza w moim kierunku. To było najdziwniejsze stworzenie, jakie kiedykolwiek widziałam.
Miało długie ciało, jak wąż, ale górna część wyglądała prawie jak ludzka.
Jego twarz była wydłużona i dziwaczna, z dużymi czarnymi oczami i ustami rozciągającymi się od ucha do ucha. Zbliżało się do mnie, powoli, ale nieubłaganie.
Raniłam sobie dłonie o kamienie, zbyt przerażona, by wstać.
To wcale nie była miła kraina wróżek. To było przerażające miejsce, a jedno z tych przerażających stworzeń miało mnie zaraz pożreć!
Ale właśnie gdy wężopodobne stworzenie dotarło do mnie, nagle cofnęło się z bólu, a z ran na jego piersi popłynęła krew. Z niedowierzaniem obserwowałam, jak coś wylądowało między nami.
Wyglądało jak osoba ubrana na biało. Gdy wyciągnęła rękę, zobaczyłam, że jej palce zakończone są pazurami.
Te pazury były teraz zakrwawione od cięcia stworzenia.
– Odejdź. Ta należy do mnie – odezwał się męski głos.
Siedziałam nieruchomo, gdy wąż oddalił się, wspinając się z powrotem na wzgórze i znikając w lesie. Ten, który mnie uratował, odwrócił się i spojrzał na mnie, w milczeniu mnie oceniając.
Nigdy wcześniej nie widziałam nikogo takiego jak on. Pod wieloma względami wyglądał jak mężczyzna, ale z pewnością nie był człowiekiem.
Miał bladą skórę, z białymi włosami i rzęsami, które wyglądały jak chmury.
Spod tych włosów wystawały szerokie, spiczaste uszy przypominające psie. Miał też długi, puszysty biały ogon.
Jego oczy zwróciły moją uwagę jako pierwsze. Były pięknego, jasnego złotego koloru, intrygujące i nieco chłodne. Jakby był twardy, zdystansowany.
Nie był mężczyzną, ale nie był też zwierzęciem. Był jak wymyślona istota, prosto z bajki.
– Kim... kim jesteś... – wyjąkałam.
– Lepszym pytaniem jest, dlaczego tu jesteś – przerwał mi.
Ukląkł przede mną, patrząc mi prosto w oczy. – Jesteś człowiekiem. Jak trafiłaś do tego świata?
– Świata? – powtórzyłam.
Patrzył na mnie, jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. – Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że przeszłaś przez bramę przypadkiem. Może nawet sama tego zapragnęłaś. Ale to nie jest ta miła bajka, którą sobie wyobrażałaś. My, którzy żyjemy w Zasłonie, możemy wyglądać jak ludzie, ale nimi nie jesteśmy – wyjaśnił.
Pokręciłam głową. – Ja... widzę to. Jest tu dość przerażająco.
– Przerażająco. Tak, to jedno określenie.
Pozostał w tej samej pozycji, przyglądając mi się. Poruszyłam się, czując ból w dłoniach. Były zakrwawione od ostrych kamieni. Moje nogi były podrapane, spódnica podarta, a ciemne włosy w nieładzie opadały na twarz i ramiona. Musiałam wyglądać okropnie.
– Jednakże – kontynuował – jesteś też bardzo ładna. To mi się podoba.
– Twoje jasnobrązowe oczy i długie ciemne włosy czynią cię piękną, nawet w tym stanie.
– I byłaś wystarczająco silna, by tu dotrzeć. Może będę mógł cię wykorzystać. Ostatnio pragnąłem czegoś więcej.
– Co masz na myśli?
Jego słowa napełniły mnie strachem.
Ignorując mój strach, wstał. – Najpierw doprowadźmy cię do porządku. Chcę zobaczyć, jak naprawdę wyglądasz.
Podniósł mnie z kamieni z łatwością. Objęłam jego ramiona, uważając, by nie pobrudzić krwią jego białej koszuli.
Tak głupie, jak się to wydawało, czułam, że jestem mu coś winna za pomoc.
Poruszał się szybko, przemierzając las. W ciągu kilku minut dotarliśmy do jaskiniowego otworu w lesie.
Wyszliśmy na dużą otwartą przestrzeń. Czułam się tu bezpieczniej niż tam, gdzie byłam wcześniej. Po drugiej stronie polany, w zboczu klifu, wznosił się ogromny pałac.
Patrzyłam z zachwytem. Kim było to stworzenie? Czy to był jego dom?
– Czy to twój pałac? – zapytałam.
– Tak. Od teraz będziesz tu mieszkać ze mną. Te ziemie należą do mnie i nikt nie śmie mi się przeciwstawić – powiedział.
Zaniósł mnie do pałacu, gdzie postawił mnie na ziemi.
– Czym jesteś? – zapytałam, patrząc na niego.
Nie był człowiekiem, podobnie jak stworzenia w lesie.
To musiał być świat Fae, o którym słyszałam w opowieściach. Czy on był królem Fae? Czy dlatego wyglądał tak, jak wyglądał?
– Jestem władcą tych ziem. Skoro jesteś człowiekiem, który przybył do tego świata, przedstawię się. Jestem Lord Jekia.
– Lord Jekia – powtórzyłam.
Co za dziwne imię. Ale w końcu, to był dziwny świat.
– Chodź – powiedział Jekia, kierując się w stronę pałacu. – Doprowadźmy cię do porządku. Zajmiemy się tymi ranami. Nie wyglądają dobrze.
Podążyłam za nim do pałacu. Zaprowadził mnie do dużej łazienki i kazał usiąść, podczas gdy on poszedł po wodę i szmatkę, by oczyścić moje rany.
Rozejrzałam się. To miejsce było bardziej wytworne niż cokolwiek, co widziałam w ludzkim świecie. To stworzenie było tu królem. Ale coś w tym wszystkim nie dawało mi spokoju.
– Dziękuję za pomoc, Lordzie Jekia – powiedziałam, gdy oczyszczał moje skaleczenia. – Wiem, że mogę być ci coś winna, ale nie chcę sprawiać kłopotów. Jeśli mógłbyś mi pomóc wrócić do domu, obiecuję, że nikomu o tym nie powiem.
– Nigdzie nie idziesz. Spodobałaś mi się, więc cię zatrzymam – powiedział Jekia spokojnie.
– Zatrzymasz... mnie?
Poczułam strach. To było tak, jakbym uciekła z deszczu pod rynnę.
Jekia wstał, patrząc na mnie z namysłem. – Myślę, że tak.
– Zdobyłem te ziemie i uczyniłem się potężnym. Kolejnym krokiem jest znalezienie odpowiedniej samicy.
– Jesteś piękna jak na człowieka i masz silnego ducha. Myślę, że uczynisz mnie szczęśliwym i w końcu dasz mi kilkoro dzieci.
Szybko wstałam. – Nie ma mowy! Nie przyszłam tu, żeby być czyjąś zabawką! – powiedziałam gniewnie.
– A co miałaś w swoim świecie? – wyzywająco zapytał Jekia. Ruszył w moją stronę, a ja cofnęłam się pod ścianę, gdy położył rękę obok mojej głowy.
– Jesteś młoda. To bardzo widoczne – powiedział.
– I jeśli byłaś w tych lasach szukając nimf, jak się wydaje, to założę się, że próbowałaś uciec z dość kiepskiej sytuacji.
– Sądząc po twoim ubraniu i potarganych włosach, powiedziałbym, że jesteś biedna. Zgaduję, że zostałaś sprzedana jakiemuś władcy w twoim świecie, bo jesteś w odpowiednim wieku, by mogli z tobą zrobić, co zechcą.
Moja twarz zaczerwieniła się na jego słowa, ale nadal patrzyłam na niego gniewnie. Mówił tak spokojnie, tak swobodnie, jakby to był dla niego kolejny zwyczajny dzień.
Choć nienawidziłam jego bezczelnego tonu, nie mogłam zaprzeczyć, że miał rację. Moja przyszłość w moim świecie nie była lepsza niż to. Ale jeszcze nie byłam gotowa się poddać.
– Odmawiam wiary w to, że jestem niczym więcej niż zabawką dla mężczyzny, bez względu na to, kim jest, albo tylko kobietą do rodzenia twoich dzieci.
– Zostanę, jeśli uważasz, że to sprawiedliwa zapłata, ale nie poddam ci się jak jakaś zwykła prostytutka – ostrzegłam go.
Jekia wyglądał na rozbawionego, śmiejąc się cicho, gdy cofnął się o krok.
– Jak powiedziałem, wydajesz się być dokładnie tym, czego potrzebuję, więc równie dobrze możesz się z tym pogodzić. Od teraz to jest twój dom, a ja jestem twoim panem – powtórzył.
Stałam w miejscu, gdy przyglądał się mojej podartej spódnicy i brudnej bluzce biedaczki.
– To się w ogóle nie nadaje. Zostań tu, podczas gdy sprowadzę Edifel, żeby cię oczyściła. Oczekuję, że będziesz wyglądać o wiele lepiej, gdy następnym razem cię zobaczę.
Pozostałam na miejscu, gdy wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Nie wiedziałam, co teraz zrobić.
Choć to miejsce było jak ze snu, bałam się, że przebywanie tu z nim już zaczynało zamieniać się w koszmar.
Cokolwiek Jekia był, z pewnością był silny i potężny.
Usiadłam na krześle, rozmyślając nad wszystkim, co właśnie się wydarzyło. Powiedział, że jest władcą tych ziem i teraz chce mnie tu zatrzymać.
Uważał, że będę dobrą kochanką i matką dla jego przyszłych dzieci.
Dzieci.
O Boże, pomyślałam, Czy on ma być psem? Ile różnych rodzajów wymyślonych stworzeń jest w tym świecie?
Cóż, musiałam przyznać, że jeśli nim był, to był całkiem przystojnym psem. Wyglądał bardziej ludzko niż cokolwiek innego.
Położyłam dłoń na piersi, rozważając to wszystko. Może to mogło się dla mnie dobrze skończyć. To nie tak, że coś dobrego czekało na mnie w domu.
Mój ojciec z pewnością by mi nie pomógł, a hrabia mógłby nawet wtrącić mnie do więzienia za ucieczkę od naszej umowy.
Podskoczyłam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Klamka się przekręciła i drzwi otworzyły się, ukazując piękną kobietę. Była wysoka i ubrana w długie białe szaty, które falowały wokół niej.
Jej czarne włosy były lśniące i proste, sięgające aż do podłogi, miała pełną twarz z bardzo czerwonymi ustami i oczami tak ciemnymi, że wydawały się czarne.
Uśmiechnęła się na mój widok, jakby była mile zaskoczona.
– Moja droga, jesteś naprawdę śliczna. Lord Jekia ma dobre oko – powiedziała.
– Kim jesteś? – zapytałam ostrożnie. Nie wyglądała groźnie, ale byłam pewna, że nie jest człowiekiem.
Kobieta wykonała uprzejmy ukłon, a jej szaty zawirowały wokół niej.
Książka 1:Kochanka Zasłony
„Jestem Edifel i będę pracować z tobą zgodnie z życzeniem Lorda Jekii. Oczyszczę cię i odpowiednio ubiorę, tak jak sobie życzy” - powiedziała.
Tak jak sobie życzy.
Nie spodobało mi się, jak to zabrzmiało, ale milczałam. W tej sytuacji i tak nic nie mogłam zrobić.
Edifel podeszła do mnie i ujęła mój podbródek swoimi długimi palcami, by lepiej przyjrzeć się mojej twarzy. Jej opuszki były spiczaste, ale dotykała mnie delikatnie.
„Tak, tak. Rzeczywiście bardzo ładna. Takie piękne oczy i włosy, i taka gładka skóra. Istna perełka” - powiedziała.
„Um, co teraz będzie?” - zapytałam.
„Najpierw cię umyję. Jesteś brudna i widać, że dawno się nie kąpałaś. Twoje włosy będą wyglądać o niebo lepiej po umyciu i podcięciu” - odparła Edifel.
Podeszła do wanny i machnęła nad nią ręką. Woda wypełniła ją szybko od dołu. Edifel dodała mydło, tworząc mnóstwo piany.
Wkrótce dwie osoby zdjęły ze mnie ubranie i włożyły mnie do ciepłej wody.
Musiałam przyznać, że minęło sporo czasu od mojej ostatniej porządnej kąpieli, a ta była przyjemniejsza niż jakakolwiek, którą kiedykolwiek miałam.
Mydło pachniało kwiatami, a palce Edifel, choć spiczaste, były delikatne, gdy myła moje włosy. Zamknęłam oczy, próbując się zrelaksować. Równie dobrze mogłam to wykorzystać.
Edifel spłukała moje włosy i kazała mi dokończyć mycie, a potem wyjść.
Owinęła mnie dużym ręcznikiem, po czym posadziła na krześle przed lustrem, odgarniając moje włosy do tyłu, jakby zastanawiała się, co z nimi zrobić.
Patrzyłam na siebie w lustrze, gdy pracowała, rozmyślając o wszystkim. Uciekłam z jednej złej sytuacji tylko po to, by wpaść w inną, jeszcze gorszą. Dlaczego los tak się na mnie uwziął?
Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam szczęścia od dnia narodzin.
Edifel w końcu skończyła obcinać moje włosy, pozwalając im opaść. Wyglądała na zadowoloną z siebie, gdy oglądała mój nowy wygląd.
„Cudownie. To jest o niebo lepsze” - powiedziała.
„Wygląda ładnie, ale co z moimi ubraniami?” - zapytałam ją.
„Te nie są wystarczająco dobre dla wybranej Lorda Jekii. Zabiorę cię do przymierzalni, żeby dobrać ci lepsze suknie” - odpowiedziała Edifel.
Pomogła mi wstać z krzesła i razem opuściłyśmy łazienkę. Trzymałam ręcznik mocno przy sobie, rozglądając się, gdy szłyśmy długim korytarzem.
To miejsce było ogromne. Zastanawiałam się, czy wkrótce będę mogła je zwiedzić. Przypuszczałam, że będzie to zależeć od tego, czego chce Jekia.
Mogłam być wolna lub uwięziona przez jego pragnienia.
Przymierzalnia, do której zaprowadziła mnie Edifel, była wielkości domu, w którym kiedyś mieszkałam. Była pełna wieszaków z sukniami we wszystkich kształtach, rozmiarach i kolorach.
Stałam nieruchomo na środku pokoju, podczas gdy Edifel podeszła do jednego z wieszaków, przeglądając suknie.
W końcu wybrała niebieską z czarną koronką na dole spódnicy i górze sukni.
„To powinno na tobie dobrze wyglądać. Przymierzmy” - powiedziała.
Zrobiłam, o co prosiła, zrzucając ręcznik i pozwalając jej mnie ubrać. Nie było to do końca to, czego się spodziewałam.
Suknia była wygodna, miękka w dotyku. Spódnica sięgała tuż poniżej kolan, a góra była głęboko wycięta, odsłaniając mój dekolt, z koronką okalającą ramiona.
Czułam się bardziej odsłonięta niż zwykle, szczególnie w okolicy piersi. Porządne damy nie pokazywały aż tyle.
Przynajmniej tak mnie zawsze uczono.
„Um, to jest trochę... um...”
Nie mogłam znaleźć słów, patrząc na siebie w lustrze.
„Możesz czuć się teraz trochę nieswojo, ale przyzwyczaisz się. Lord Jekia chce, żeby twoje ubrania podkreślały twoje ciało, a nie je ukrywały” - powiedziała Edifel.
Potrząsnęłam głową, próbując przyzwyczaić się do tej nowej sytuacji. Może tutaj po prostu było inaczej. To nie tak, że miałam wybór, musiałam się dostosować.
Edifel wyprowadziła mnie z pokoju, prowadząc przez wiele korytarzy. Następne drzwi, które otworzyła, ukazały sypialnię. Weszłam do środka, patrząc na jej ogrom.
Podobnie jak przymierzalnia, była większa niż dom, w którym kiedyś mieszkałam. Po prawej stronie pokoju znajdowało się okrągłe łóżko, otoczone różnymi komodami i szafami.
Duże okna ciągnęły się wzdłuż prawej ściany, a ja odsunęłam zasłony, by spojrzeć na jasny dziedziniec na zewnątrz.
„To będzie sypialnia, którą będziesz dzielić z Lordem Jekią. Zostawię cię tu na razie, zgodnie z jego prośbą” - powiedziała Edifel.
Moje serce zabiło szybciej na jej słowa i odwróciłam się, by na nią spojrzeć.
„Czekaj—„
Ale było już za późno. Wyszła, zamykając za sobą drzwi. Wzięłam głęboki oddech, stojąc nieruchomo i próbując uspokoić szybko bijące serce. To miejsce było jak złota klatka.
Byłam jednocześnie podekscytowana i przerażona tym, co miało się wydarzyć.
Po około dziesięciu minutach siedzenia na łóżku, drzwi znowu się otworzyły i wszedł Jekia.
Wstałam i stałam nieruchomo, pozwalając mu obejść mnie dookoła i przyjrzeć mi się. Wydawał się zadowolony.
„Dużo, dużo lepiej. Wyglądasz tak dobrze, jak miałem nadzieję” - powiedział.
„Co teraz zamierzasz ze mną zrobić? Przyprowadziłeś mnie tutaj, więc musisz mieć coś na myśli” - zapytałam, starając się, by mój głos brzmiał pewnie.
„Mam, ale to nastąpi później. Chciałem ci tylko dać czas, żebyś zobaczyła pokój, który będziemy dzielić” - powiedział Jekia.
Był spokojny i zrelaksowany. „Chodź. Jesteś chuda i myślę, że od dawna nie jadłaś porządnego posiłku. Nie przydasz mi się, jeśli nie będziesz zdrowa.”
„Nadal nie rozumiem, czego chcesz od tego wszystkiego” - powiedziałam, gdy szliśmy razem korytarzem.
Nie mogłam na niego patrzeć, gdy szliśmy, ale chciałam porozmawiać więcej o rzeczach, które mnie niepokoiły. Miałam nadzieję, że mi na to pozwoli.
„Jestem człowiekiem, a ty najwyraźniej nie. Dlaczego wybrałbyś kogoś takiego jak ja na swoją partnerkę?”
„Nie chcę, żebyś była partnerką” - powiedział Jekia.
„To kim mam tu być?”
„Masz być moją luną.”
Stanęłam jak wryta, nie wierząc w to, co usłyszałam. „Twoją luną? Ale to nie jest mój świat. Nie należę tutaj.”
Jekia też się zatrzymał, odwracając się do mnie z nonszalanckim spojrzeniem. Nic z tego zdawało się go nie niepokoić.
„Jesteś tu teraz, więc tu zostaniesz. Gdy człowiek wejdzie za Zasłonę, może wybrać pozostanie i nie będzie się starzał. Bycie tutaj da ci długie życie ze mną, ale jedynym kosztem jest to, że nigdy nie będziesz mogła wrócić na ludzką stronę. Jeśli to zrobisz po następnych czterech dniach, zachorujesz i umrzesz w ciągu kilku dni” - powiedział.
„Umrę?” - powiedziałam cicho.
„Tak” - powiedział Jekia. Skrzyżował ramiona. „Ale chyba źle rozumiesz swoją sytuację ze mną. Nie planuję trzymać cię jako niewolnicy. Jak już powiedziałem, chcę, żebyś była moją luną. Będziesz przy moim boku i pozwolisz mi połączyć się w parę z tobą, kiedy zechcę, a w końcu urodzisz mi kilkoro dzieci. W zamian dam ci wszystko, czego zapragniesz. To uczciwa wymiana, nie sądzisz?”
„Ale jestem człowiekiem. Czy to w ogóle możliwe dla mnie?” - musiałam wiedzieć.
„Jest” - powiedział Jekia. „Jak widzisz, nasze ciała są bardzo podobne, mimo że jestem lykaninem, jak większość w tym świecie. Ludzie i to, co nazywają nimfami, nie różnią się tak bardzo, gdy się przyjrzysz. Ludzie po prostu w większości zapomnieli o nas, odkąd światy zostały dawno temu rozdzielone.”
Miał dobre argumenty, i chociaż miał te zwierzęce cechy, wyglądał głównie jak przystojny młody mężczyzna. Nie pozostawiało mi to wiele miejsca na dyskusję, ale miałam mnóstwo innych obaw.
„Czy będą inne luny?” - musiałam zapytać. Nie miałam pojęcia, jak tu działają sprawy.
„Nie. Potrzebuję tylko jednej luny.” Jekia podszedł bliżej, przyglądając mi się, zanim ujął mój podbródek kciukiem i palcem wskazującym.
„Jak już wcześniej powiedziałem, uważam, że jesteś bardzo atrakcyjna, więc myślę, że będziesz mnie fizycznie zadowalać. Wydajesz się też mieć silne poczucie własnej wartości, co mi się podoba. Nie lubię kobiet, które nie potrafią myśleć samodzielnie. Nie znoszę ich. Przynajmniej w tobie zdaje się być iskra w oczach i głębsza inteligencja w umyśle. Myślę, że mógłbym cieszyć się rozmową z tobą tak samo, jak naszym fizycznym połączeniem.”
Jego słowa mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że będzie chciał ze mną rozmawiać.
„Naprawdę chciałbyś ze mną rozmawiać? Słuchać tego, co mam do powiedzenia?”
„Nie ma powodu, żeby nie. Możesz swobodnie wyrażać swoje myśli i uczucia” - powiedział Jekia.
„Ja... nigdy wcześniej nie miałam takiej szansy” - powiedziałam.
„Więc uznaj to za swoją pierwszą wyjątkową rzecz tutaj. A teraz chodźmy. Jestem pewien, że podają już obiad, a nie chcę, żeby wystygł” - powiedział Jekia.
Poszłam za nim do jadalni, a mój żołądek zaburczał, gdy dotarł do mnie zapach jedzenia. Pachniało niesamowicie.
Wchodząc, moje oczy rozszerzyły się na widok jedzenia na okrągłym stole. Było to przytulne otoczenie, ale jedzenie wyglądało niewiarygodnie.
Nigdy wcześniej nie jadłam tak wykwintnego posiłku.
Jekia zajął krzesło obok mojego, pozostając tak spokojnym, jak był od naszego spotkania. Obserwowałam go podczas jedzenia, starając się dowiedzieć jak najwięcej o moim nowym partnerze.
Wcale nie wyglądał źle. Wydawał się kilka lat starszy ode mnie. Jego białe włosy, wraz z tymi uszami i ogonem, były całkiem atrakcyjne.
Ale to, co naprawdę przykuło moją uwagę, to jego oczy. Były piękne.
„Panie, czy mogę o coś zapytać?” - spytałam, gdy kończyliśmy jeść.
„Możesz” - powiedział Jekia.
„Wiem, że może proszę o zbyt wiele, ale nie wiem nic o twoim świecie. Powiedziałeś mi, że jesteś tu władcą i kimś zwanym lykaninem. Czy to nazwa dla pewnego rodzaju nimfy?” - zapytałam.
Jekia wydał z siebie dźwięk, wyglądając na lekko urażonego. „Wcale nie. Wiem, że ludzie mają tendencję do wrzucania wszystkiego do grupy wróżek, ale tutaj to nie tak działa. Co do mnie, jestem po prostu lykaninem. Po prostu zdarza się, że jestem bardzo potężny, dlatego jestem jednym z władców tego królestwa” - powiedział.
„Rozumiem. Ilu władców jest w tym królestwie?”
„Jest czterech, włącznie ze mną. Ale na razie nie musisz się martwić o innych. Wszystko, czego potrzebujesz, to ja.”
„Rozumiem.”
Jekia wyglądał na zamyślonego, gdy mnie studiował. „Powiedz mi, jak masz na imię?”
Mrugnęłam, zdając sobie sprawę, że mu nie powiedziałam. Jak niegrzecznie z mojej strony. „Och, Lana Barnes.”
„Lana. To niezwykłe imię. Chyba nigdy wcześniej go nie słyszałem” - powiedział Jekia.
„Mój ojciec był trochę dziwny. Był biednym człowiekiem, ale zawsze mówił, że może zostawić spuściznę poprzez swoje dzieci. Chociaż nie sądzę, żeby był zadowolony z posiadania córki” - powiedziałam.
„Niektórzy ludzie nie rozumieją wartości kobiety, ale nie mówmy o tym. Chciałabyś, żebym wyjaśnił ci ten świat?” - zaproponował Jekia, wstając i wyciągając do mnie rękę.
Skinęłam głową z wdzięcznością. „Tak, bardzo bym chciała.”
Wyszliśmy na dziedziniec. Słońce zachodziło, a wieczorne niebo było piękne.
Było tam spokojnie, zupełnie inaczej niż w lesie, w którym byłam wcześniej.
Jekia spojrzał w niebo, cicho chłonąc to wszystko.
„Pozwól, że zacznę od powiedzenia, że ten pałac i jego okolice są chronione moją mocą. Możesz tu swobodnie chodzić, ale nie wychodź beze mnie. Lasy poza terenami pałacu mogą być niebezpieczne dla człowieka, jak już widziałaś. W tych krainach są inne miasta i wioski, a także wiele innych stworzeń, które mogłabyś nazwać nimfami. Z czasem zobaczysz to wszystko” - powiedział.
„Więc to miejsce jest jak kopia mojego świata?” - zgadywałam.
„Tak jest” - powiedział Jekia. „Świat, w którym teraz stoisz, mój dom, często nazywany jest Zasłoną. To niewidzialny świat, oddzielony od ludzkiego świata bardzo dawno temu. Każde stworzenie, o którym słyszałaś w opowieściach, istnieje tutaj, a także wiele takich, o których nigdy nie słyszałaś. Pomyśl o tym w ten sposób: wszystko w twoim świecie ma tu swój odpowiednik, choć mogą być bardziej ludzkie lub bardziej potworne.”
„A jeśli zostanę tu z tobą, nigdy nie będę mogła wrócić do mojego świata?”
„Zgadza się. Ale biorąc pod uwagę twoją sytuację, myślę, że możesz znaleźć tu szczęśliwsze życie ze mną. Zadbam o to, żebyś była dobrze traktowana” - powiedział Jekia.
Westchnęłam, kopiąc trawę. „Czy mam wybór? Nie mam do czego wracać, i nie mogę powiedzieć, że cię nie lubię. Jesteś trochę wymagający, ale byłeś dla mnie miły, ratując mnie i akceptując mnie w ten sposób.”
„Mam łagodną stronę, szczególnie dla tych, na których mi zależy, a tych jest teraz bardzo niewiele” - powiedział Jekia.
Wyciągnął do mnie rękę. „Chodź. Pozwól, że oprowadzę cię po twoim nowym domu. Myślę, że ci się spodoba.”
Nie wiedziałam, w co się pakuję z tym układem. Jedyne, co wiedziałam na pewno, to że musiało być lepsze niż to, skąd przyszłam.
Jeśli Jekia oferował bezpieczne miejsce w zamian za to, że będę jego luną, to mogłam to zrobić. Byłam osobą, która potrafi przetrwać, i znajdę sposób, by przetrwać również w tym świecie.
Przynajmniej tak wtedy wierzyłam.














































