
Akta Chamberlaina: Książka 2
Autorzy
Lektury
18,1K
Rozdziały
48
Prolog
File Two: Marketable
Detektyw Jack Chamberlain powraca w wartkiej kontynuacji Three Card Monte! Kiedy bliska znajoma z liceum – będąca jednocześnie żoną wiceprezesa międzynarodowego banku – znika bez śladu, Jack i jego partner trafiają w mroczny i niebezpieczny światek przestępczy Bostonu, gdzie odkryją, że wszystko i wszystkich można sprzedać...
Jej dłonie spoczywały swobodnie na kierownicy czarnego GMC Yukon Denali. SUV prowadził się gładko na autostradzie I-95 w kierunku północnym, przekraczając granicę stanu z Massachusetts do New Hampshire.
Ograniczenie prędkości spadło do 55, więc lekko zdjęła nogę z gazu, zmniejszając prędkość do równych 60. Nie było sensu jechać zbyt szybko i rzucać się w oczy.
Policjanci stanowi zawsze wydawali się najtrudniejsi do uwiedzenia, po co więc ryzykować spotkanie z upierdliwym gliną w razie kontroli drogowej?
W SUV-ie wciąż unosił się zapach nowości, który dodatkowo podkreślała przyjemna woń miękkiej skóry.
Zegary na desce rozdzielczej jarzyły się łagodną zielenią, ledwo oświetlając jej brązową, bawełnianą letnią sukienkę, ozdobioną wzorem w ciemnoniebieskie orchidee.
Chłodna klimatyzacja dawała ulgę w gorącą, lipcową noc, delikatnie rozwiewając jej ciemnokasztanowe włosy do ramion.
Spojrzała w lusterko wsteczne na jutowy worek leżący z tyłu. Był całkowicie nieruchomy, co było prawdziwym błogosławieństwem, biorąc pod uwagę jego zawartość.
Kobieta w worku była jej najbardziej ryzykownym porwaniem do tej pory. Została specjalnie zamówiona i zlecenie to różniło się od wszystkiego, co robiła dotychczas, ale zapłata miała być ogromna.
W gruncie rzeczy tylko to się liczyło, prawda?
Przed nią wyrósł most na rzece Piscataqua, sygnalizując zbliżanie się do granicy stanu Maine, a jego zielona, stalowa konstrukcja górowała nad pobliskimi miastami Portsmouth i Kittery.
Ten punkt orientacyjny oznaczał, że do kryjówki została jej jeszcze godzina drogi.
***
Wjechała do garażu i wyłączyła silnik, podczas gdy brama zaczęła zamykać się automatycznie. Abby weszła do środka przez boczne drzwi, pchając przed sobą szpitalne nosze na kółkach.
Zatrzymała się z tyłu SUV-a, z głową pochyloną w pokornym oddaniu. Rea nacisnęła przycisk na desce rozdzielczej i klapa bagażnika powoli uniosła się, gdy wychodziła z pojazdu.
Wygładziła brzeg sukienki, która od potu zaczęła kleić się jej do ud, nawet pomimo chłodu z klimatyzacji.
„Zakładam, że poszło dobrze?” – zapytała Abby z silnym, nowojorskim akcentem.
„Tak, bardzo dobrze. Poszło prawie za łatwo. Niektórzy ludzie są po prostu zbyt ufni” – powiedziała, pomagając przenieść worek na nosze.
„Ale uważaj na nią, jest warta dużo pieniędzy, to wyjątkowe zamówienie od bardzo bogatego klienta. Nie możemy sprzedać uszkodzonego towaru”.
„Wiem, Rea. Otoczymy ją wspaniałą opieką. Kiedy mamy ją przetransportować?”
„Muszą zostać dostarczeni w ciągu trzydziestu dni”.
„Oni? Czy w tym worku jest więcej niż jedna osoba?”
„Jeszcze nie, ale wkrótce będzie ich dwoje. Ma urodzić w ciągu kilku dni. Upewnij się, że nie będzie żadnych komplikacji ani incydentów, jako że oboje są częścią transakcji.
„Kiedy dziecko już się urodzi, zrób wszystko, co konieczne, by matka współpracowała”.
„Czy Leon o tym wie?”
„Tak, został poinformowany o sytuacji i robi niezbędne przygotowania. Uważaj ze środkami uspokajającymi; dziecku nie może stać się krzywda przed porodem.
„Pamiętaj, by powiedzieć Jessice, że nie wolno ich traktować w zwykły sposób. To kluczowe, by przy odbiorze zarówno matka, jak i dziecko byli w doskonałym stanie”.
„Zrozumiałam, Rea. Dopilnuję tego”.
„A jaki jest status numeru 143?”
„Jest już dostępna, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wolelibyśmy jednak zatrzymać ją do końca tygodnia” – powiedziała Abby.
Zaczęła pchać nosze w stronę rampy, która prowadziła w dół do drzwi na tyłach garażu.
Rea ruszyła za czterdziestoletnią kobietą, która była ubrana w czarne dżinsy i biały fartuch medyczny.
Szybko zeszła na dół, by otworzyć ciężkie, stalowe drzwi antywłamaniowe i przytrzymała je, by nosze mogły przejechać. Za drzwiami znajdował się długi korytarz, który łagodnie opadał w dół.
Pomalowane na biało betonowe ściany i podłoga zapewniały w korytarzu chłód, a jedyne ciepło biło od świetlówek na suficie. Mierzący czterdzieści pięć metrów korytarz kończył się drzwiami windy ze stali nierdzewnej.
Rea nacisnęła guzik i drzwi otworzyły się natychmiast. Wcisnęła strzałkę w dół, gdy tylko nosze bezpiecznie wjechały do środka.
„Chciałabym zobaczyć numer 143” – powiedziała Rea, gdy winda bezszelestnie zjeżdżała w dół do miejsca nazywanego po prostu Hotelem. – „Sama ocenię jej stan i zdecyduję o jej dostępności”.
„Bardzo dobrze” – powiedziała Abby, wpychając nosze do dobrze oświetlonego pokoju wspólnego z pluszowymi, czarnymi skórzanymi kanapami i wygodnymi fotelami.
Na ścianie wisiał duży telewizor, a pod nim znajdowała się półka z płytami DVD z najnowszymi hitami z Hollywood. „Rozgość się, podczas gdy ja zabiorę numer 146 do punktu medycznego na badanie”.
Rea podeszła do baru z opalanego, mocno lakierowanego drewna. Za barem stały butelki drogich alkoholi. Można tam było znaleźć szkocką, leżakowaną whiskey, bourbona, ciemny rum, tequilę i kilka rodzajów wódki.
Wzięła z półki butelkę wódki Stoli Elite. Nalała pełną szklankę i wypiła połowę na raz. Przezroczysty płyn gładko spłynął jej do gardła.
Poczuła, jak jej ciało ogarnia przyjemne ciepło od nut cytrusów i karmelu, które sprawiały, że był to jej ulubiony trunek. Ponownie napełniła szklankę, włączyła kominek gazowy, a następnie usiadła na chłodnej, skórzanej kanapie.
Opróżniła szklankę, zdjęła czarne, skórzane kozaki do kolan, po czym wyciągnęła się na kanapie, czując, jak ogarnia ją ciepło płynące z kominka i wódki.
***
Jakiś czas później Abby obudziła ją, by poinformować, że numer 146 spokojnie odpoczywa i czeka na badanie, które miał przeprowadzić Leon, gdy pojawi się później tego popołudnia.
Dodała również, że numer 143 już nie śpi i Rea może się z nią zobaczyć, gdy tylko będzie gotowa.
Rea przeciągnęła zmęczone mięśnie i powoli założyła kozaki. Abby poszła do kuchni, by przygotować potrzebne posiłki.
Rea otworzyła ozdobne, mahoniowe drzwi obok baru i ruszyła korytarzem wyłożonym ciemnoniebieskim dywanem, kontrastującym z surowymi, białymi ścianami.
Co kilka metrów naprzeciwko siebie znajdowały się metalowe drzwi antywłamaniowe. Zatrzymała się przed jednymi z nich, do których przypięto magnetycznym klipsem kartkę z napisanym numerem 146.
Odwróciła się, gdy Abby weszła na korytarz z tacą parującej zupy i sałatką, po czym zatrzymała się przy drzwiach i włożyła klucz, aby je otworzyć.
„Abby” – zaczęła Rea. – „Abyśmy odnieśli sukces, numer 146 musi mieć imię. Od teraz mów do niej Mamusiu”.

















































