
Odkrywając siebie Spin-off: Namysł
Autorzy
K. L. Jenkins
Lektury
623K
Rozdziały
69
Prolog
Odkrywając Nas:Deliberacja
TILLY
Nigdy bym nie pomyślała, że znajdę się w poczekalni szpitala z jedną z moich mam, czekając na wynik testu ciążowego.
Zawsze byłam bardzo ostrożna, jeśli chodzi o antykoncepcję i unikanie chorób przenoszonych drogą płciową.
Czuję się jak w potrzasku i przeraża mnie myśl o dziecku rozwijającym się we mnie. Cody, potencjalny ojciec, zniknął, gdy tylko wspomniałam o możliwej ciąży.
– Pozbądź się tego. Nie chcę być ojcem – powiedział.
Teraz jestem sama i to mnie przeraża. Planowałam poczekać co najmniej 10 lat, zanim pomyślę o dziecku.
Najpierw chciałam zostać dentystką.
Marzyłam o tym, by cieszyć się życiem i zwiedzać świat.
Chciałam zakochiwać się wiele razy, aż znajdę tę właściwą osobę.
Potem planowałam z nią podróżować, kupić dom, mieć zwierzaka...
Ale teraz te marzenia legły w gruzach przez to maleństwo we mnie, które wywołuje mdłości i wysypkę.
Boję się, że żaden mężczyzna mnie teraz nie zechce.
Moje ciało się zmieni, a moja przyszłość stanie pod znakiem zapytania.
Martwię się, że już nigdy się nie zakocham.
Nie będę miała swojej pracy, domu, zwierzaka... szczęśliwego zakończenia.
Kto by chciał opiekować się cudzym dzieckiem?
– Panna Tilly Ballard-Mason? – Drobna blondynka przy biurku wywołuje moje nazwisko.
Próbuję udawać, że nie słyszę, ale mama mi na to nie pozwala.
– Chodź, Tilly. Nie możesz udawać, że tej ciąży nie ma – mówi.
Ma rację, oczywiście.
Myślę, że zostało mi około 15 tygodni na podjęcie decyzji.
Nie jestem pewna, w którym tygodniu jestem, bo nie miałam okresu od czasu wszczepienia implantu antykoncepcyjnego dwa lata temu.
Poza tym, zawsze używałam prezerwatywy podczas seksu, a tylko jedna kiedykolwiek pękła.
Dlatego sądzę, że jestem w ciąży około dwóch miesięcy.
Jedyny raz, kiedy prezerwatywa zawiodła, był dwa miesiące temu, podczas szybkiego numerku w samochodzie przed domem mojej mamy Sophie.
Sophie, która mnie urodziła, zachowuje się bardziej jak współlokatorka niż mama.
Mieszkamy razem, ale rzadko bywa w domu, bo ciągle jest na randkach z facetami.
Życie z nią jest proste.
Nie ma zasad.
Nie ma godzin powrotu ani kłótni, bo każda z nas robi swoje.
Czasami jemy razem cichą kolację.
Moja druga mama, Violet, która stała się dla mnie jak prawdziwa mama, wchodzi ze mną do gabinetu lekarskiego, trzymając rękę na moich plecach.
– Ach, Violet, miło cię znowu widzieć. Dzień dobry, panno Mason.
– To Ballard-Mason...
– Tilly... Przepraszam. Hormony ciążowe chyba sprawiły, że zapomniałaś o dobrych manierach.
Nie rozumiem, dlaczego mama zawsze znajduje dla mnie wymówki.
Nieważne jak się zachowuję, ona zawsze ma wytłumaczenie.
Chyba ciąża i hormony to dobre wymówki, w przeciwieństwie do zmęczenia czy stresu, albo zwalania winy na „te dni”, kiedy nawet nie mam okresów.
– Przepraszam, panno Ballard-Mason.
Nie wiem, czemu ją poprawiłam.
Wolałabym być Henderson jak wszyscy inni, ale najwyraźniej nigdy nie nadano mi nazwiska rodzinnego...
– Proszę mówić mi Tilly.
– Dobrze. Więc Tilly, co cię do nas sprowadza?
– Moja antykoncepcja i prezerwatywy zawiodły i teraz mam niechciane dziecko w brzuchu 10 lat za wcześnie...
Lekarka uśmiecha się na moje słowa, jakby to było zabawne, ale ja nie widzę w tym nic śmiesznego.
Uważam, że to naprawdę parszywa sytuacja.
– Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę?
– Miesiąc po wszczepieniu implantu...
– Więc. – Sprawdza coś w komputerze, zanim znów na mnie spojrzy. – Dwadzieścia dwa miesiące temu?
– Zgadza się.
– To normalne przy implancie. Dobrze, zrobimy badanie krwi na hormony ciążowe. Zrobimy też USG dopochwowe, ale nie martw się, jeśli nic nie zobaczymy. W zależności od tego, jak daleko jesteś w ciąży, dziecko może nie być jeszcze widoczne. Jakie masz objawy?
– Mdłości, bóle głowy, niektóre zapachy wywołują u mnie wymioty...
– I jak długo masz te objawy?
– Około tygodnia lub dwóch.
– Dobrze. Chodźmy do drugiego pokoju. Czy miałaś kiedyś badanie wewnętrzne?
– Nie... chyba że ma na myśli palcówkę, fisting albo ruchanie dildem...
– Użyję małej sondy, która wykorzystuje fale dźwiękowe do tworzenia obrazów twojego wnętrza, ciąży i naczyń krwionośnych. Jest całkowicie bezpieczna dla ciebie i dziecka i bardzo dobra do sprawdzania różnych rzeczy – wyjaśnia lekarka.
Mama idzie z nami do gabinetu, gdzie lekarka każe mi zdjąć ubranie od pasa w dół i położyć się na stole.
Robię, co mówi, a moja twarz robi się czerwona jak burak ze wstydu.
– Proszę. – Mama podaje mi koc, żebym przykryła dolną połowę ciała.
Lekarka włącza dziwnie wyglądający komputer i zaczyna wpisywać jakieś informacje. Potem zakłada prezerwatywę na małą rzecz przypominającą dildo, podłączoną do komputera.
– Dobrze, złącz stopy i rozsuń nogi na boki.
– To wcale nie jest krępujące...
Robię, co mówi, mocno trzymając koc, żeby nie zsunął się i nie odsłonił moich naznaczonych nóg i miejsc intymnych.
Mama cicho trzyma mnie za rękę, gdy lekarka wsuwa urządzenie do mojej pochwy.
Boże, chciałabym, żeby ziemia się pode mną rozstąpiła...
Minęły tygodnie, odkąd uprawiałam z kimś seks, a ten pasożyt musi wpływać na moje libido, bo muszę powstrzymywać się od jęczenia, gdy naciska na mój pęcherz i bardzo wrażliwe miejsce w mojej pochwie.
Muszę ugryźć się w język, żeby nie wydać żadnego dźwięku, gdy porusza urządzeniem, jakby szukała ukrytego skarbu.
– Dobrze, zdecydowanie jest ciąża. Pęcherzyk ciążowy ma wymiary sześć tygodni i pięć dni. Jest zarodek, a to, proszę spojrzeć, to bicie serca dziecka...
Mimo że obiecałam sobie nie patrzeć, zerkam na ekran.
Widzę małe czarne kółko z białą fasolką, którą ona mierzy.
To wszystko, na co pozwalam sobie spojrzeć, zanim szybko przenoszę wzrok na zegar na ścianie przede mną.
– Dziecko ma wymiary sześć tygodni i trzy dni. Tętno wynosi sto sześćdziesiąt dwa uderzenia na minutę, co jest piękne. Pęcherzyk żółtkowy jest idealnie okrągły i nie ma żadnych oznak krwawienia wewnętrznego. Wszystko wygląda zdrowo i normalnie.
– Świetnie... – mówię, nie brzmiąc ani trochę entuzjastycznie.
– Proszę, mam dla ciebie kilka zdjęć. – Podaje mi kilka małych kwadratów papieru fotograficznego, które szybko przekazuję mamie.
Nie chcę ich zatrzymywać ani na nie patrzeć. Już popełniłam błąd, szukając zdjęć USG w internecie, co sprawiło, że wyobraziłam sobie inny świat, w którym byłabym szczęśliwa, będąc tu z mężczyzną u boku, a nie kobietą, która została moją mamą.
Ale to nie jest mój świat.
Niestety, to nieprzyjemne doświadczenie jeszcze się nie skończyło. Wracamy do drugiego pokoju, gdzie lekarka zaczyna wprowadzać swoje ustalenia do komputera.
Dźwięk jej pisania na klawiaturze jest bardzo irytujący, dopóki nie odwraca się, by znów ze mną porozmawiać.
– Będziemy musieli zacząć podawać ci witaminy prenatalne, zaplanować kolejne badania USG dla oceny anatomii...
– Właściwie, Tilly przyszła tu porozmawiać o swoich opcjach – mama przerywa jej, właśnie gdy mam zamiar bardzo się zdenerwować na lekarkę za to, że nie słucha, czego chcę.
– Och. Przepraszam. Nie powinnam zakładać. Cóż, masz trzy opcje. Możesz kontynuować ciążę i zatrzymać dziecko, kontynuować ciążę i oddać dziecko do adopcji, lub przerwać ciążę, co na tym etapie oznaczałoby zażycie tabletki, przeżycie skurczów i krwawienia, a następnie wydalenie tkanki ciążowej.
Szybko przedstawia mi te same opcje, które mama już mi wyjaśniła.
Jest bezpośrednia, i myślałam, że wiem, czego chcę, gdy tu przyszłam, ale zobaczenie tego drugiego bijącego serca we mnie sprawiło, że nie mogę wydobyć z siebie słowa.
Wiem, co chcę powiedzieć, ale słowa po prostu nie chcą wyjść.
– W porządku, Tilly. Masz czas, żeby to przemyśleć. – Lekarka patrzy na mnie ze zrozumieniem.
To właśnie mama ciągle mi powtarza.
Ale każdy dzień, kiedy ta... rzecz jest we mnie, to kolejny dzień, w którym zaczynam ją akceptować.













































