
Alfa i jego niechętna partnerka 2: Sekret łotra
Autorzy
Elle Chipp
Lektury
1,4M
Rozdziały
56
Rozdział 1.
Ada
Już trzy miesiące w drodze, a człowiek by pomyślał, że przywykłam do tego podniecenia. Ale gdzie tam - płuca mojego wilka palą żywym ogniem, oddycham jak miech kowalski i nie mogę zwolnić. Całe przedpołudnie biegania znów daje nam w kość, muszę pilnować, żeby mój wilk nie doprowadził nas obu do kresu sił.
Nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy, wiem tylko, że kierujemy się na północ ku granicy. Mam nadzieję, że zdążymy na czas. Viktor pewnie wciąż depcze nam po piętach i byłoby naiwnością sądzić, że udało mi się go zgubić, mimo naszych usilnych starań.
Nasza podróż ciągnęła się w nieskończoność, omijaliśmy miasta, gospodarstwa i lasy - wszystkie miejsca, które mogłyby ułatwić mu wpadnięcie na nasz trop. Próbowałam nawet znów wyglądać jak zwykły człowiek, ale boję się zostać gdzieś na dłużej, zwłaszcza gdy wciąż jesteśmy w Ameryce.
Viktor, ten łotr, który nas ściga, to kawał drania - zbyt silny jak na mój gust. Strzeliłam sobie w stopę, pokazując mu coś, czego bardzo pożąda, więc teraz prędzej padnie trupem, niż przestanie mnie gonić. Byłam głupia jak but, wierząc, że jest miły, ale byłam w desperacji.
Moja matka właśnie odeszła z tego świata, a ja zostałam sama jak palec. Cuchnęłam wilczym łotrem i dźwigałam niebezpieczną tajemnicę, która z każdym dniem stawała się cięższa do udźwignięcia. Na początku po prostu włóczyłam się od stanu do stanu, żebrząc jako człowiek i polując jako wilk. To nie było życie, jakiego chciałaby dla mnie matka, ale nie miałam wyboru.
Po 18 latach życia wśród ludzi nie byłam przyzwyczajona do życia na walizkach. Z matką miałam imię, numer ubezpieczenia społecznego i trochę oszczędności. Ale potem oni nas wytropili i moja dawna tożsamość stała się niebezpieczna. Łatwiej mi więc udawać, że nigdy nie istniała.
Dzień, w którym oni pozbawili życia moją matkę, sprawił, że Viktor wydawał się aniołem w porównaniu z nimi. Może dlatego tak łatwo mu zaufałam, gdy spotkałam jednego z jego wilczych łotrów na wolności. Zabrali mnie do niego, obiecując wikt i opierunek oraz przyjaciół - co brzmiało jak manna z nieba, bo byłam taka samotna.
To nie było stado, jak te, o których opowiadała mi matka po moim pierwszym przeobrażeniu w wilka, ale to było lepsze niż nic. Chętnie więc poszłam z nimi jak w dym. Nie wiem, dlaczego tak bardzo nienawidziła stad. Właściwie to wiem. Ale żałuję, że nie nauczyła mnie, że nie wszystkie wilcze łotry są jak my - że niektórym nie można ufać i że nie zawsze chodzi o wolność.
Zamiast tego dorastałam, słuchając opowieści o dobrych czarownicach, wróżkach chrzestnych i o tym, jak dobro zawsze zwycięża. Prawdopodobnie uważała, że te bajki są lepsze niż prawda, martwiąc się, że moja tajemnica mogłaby mnie przerazić. Ale jej opowieści mogły narobić więcej szkody niż pożytku, sprawiając, że zaufałam ludziom, którym nie powinnam.
Zostałam z Viktorem prawie dwa lata, stając się częścią jego wielkiej, chaotycznej rodziny i ucząc się o naszym świecie, jak go nazywał. Uważał się za króla, nienawidząc słowa alfa, którego stada używają do dziś. Nikt nie pisnął słówkiem, gdy stworzyliśmy podobną grupę. Ale tak naprawdę byliśmy po prostu kolejnym stadem bez obietnicy.
Był dla mnie wtedy miły, prawdopodobnie dlatego, że mój wilk był duży i silny, czego nie wiedziałam. Czułam się więc przy nim bezpiecznie jak u Pana Boga za piecem. Zbyt bezpiecznie. Chyba widziałam w nim ojca, którego nigdy nie miałam, co teraz przyprawia mnie o mdłości. Ale to pomogło mi zrozumieć, jak działa, a ta wiedza bardzo się przydała w ucieczce tak daleko.
Było wielu innych, mniej interesujących zdobyczy schwytanych przez niego, i niewielu uciekło tak dobrze jak ja. To musi go doprowadzać do białej gorączki. Nie jest tajemnicą, że w końcu zdradziłam mu moją tajemnicę: imię mojego ojca i to, co mogę odziedziczyć. To natychmiast wszystko zmieniło, a reszta, jak to mówią, to już historia.
Teraz jestem tu, prawie zabijając się, by dotrzeć do Kanady, gdzie jego szpiedzy nie będą działać tak skutecznie. Nie potrafię naprawdę wyjaśnić, jak to zrobiłam; to wszystko było mieszanką ucieczki i ukrywania się ze strachu. Jestem pewna, że moi krewni byliby bardzo niezadowoleni, ale mam to w nosie. Ich niechęć nic dla mnie nie znaczy. Bycie Neville'em to już samo w sobie przekleństwo.
















































