
Pomóż mi, Alpha
Autorzy
Sqible Holloway
Lektury
5,5M
Rozdziały
44
Rozdział 1.
HAYLEY
Kolejny dzień wstaje. To samo światło wpada do mojej ciasnej klatki. I znowu ogarnia mnie smutek. Wszystko przez to, co zrobiłam. Siedzę tu zamknięta z powodu moich czynów.
Moja mama, Ava, odeszła przy moich narodzinach. Nigdy jej nie poznałam, ale tęsknię za nią każdego dnia. Czuję się bez niej jak zagubione dziecko.
Po śmierci mamy, mój tata, Jerry, zwalił winę na mnie. Bił mnie codziennie. Jako alfa naszego stada, Bloodnight Pack, nikt nie mógł go powstrzymać.
Wszyscy przymykali oko na jego znęcanie się.
Kiedyś goiłam się z ran, ale ojciec złamał mnie i moją wilczycę. Moja wilczyca, Aurora, odeszła. Nie wiem, czy kiedykolwiek wróci.
Miałam siedem lat, gdy ją straciłam. Wilkołaki mają swoje wilki od urodzenia, więc spędziłam z nią siedem lat, zanim mi ją zabrano.
Teraz pobicia bolą dwa razy bardziej, bo nie mam jej, by mi pomogła. Kiedyś pomagała mi znosić ból, ale teraz jestem sama jak palec.
To bardzo samotne życie. Bez niej straciłam też moje wyostrzone zmysły. Ale wierzę, że kiedyś wróci.
Podnoszę mój teraz już tępy kamień i rysuję kreskę na ścianie po raz 4380 od czasu, gdy tu trafiłam.
Dziś kończę 19 lat.
Jestem uwięziona w tym okropnym miejscu dokładnie od 12 lat. Dwunastu długich, bolesnych lat.
Zerkam przez małe okienko i obserwuję, jak moi dawni przyjaciele ze stada witają się radośnie. Czuję ukłucie zazdrości.
Stado uważa, że nie pasuję do nich, bo nie mam już swojej wilczycy. Dla nich jestem tylko człowiekiem, którego należy trzymać pod kluczem za wiedzę o ich gatunku.
Dźwięk otwieranych drzwi celi oznacza, że nadszedł czas.
Każdego ranka, po wschodzie słońca, mój ojciec schodzi do więzienia ze swoim betą, Billym, i gammą, Luke'em, by bić mnie do nieprzytomności.
Obaj nienawidzą mnie prawie tak samo jak mój ojciec. Znali moją matkę i obiecali ją chronić. Zwłaszcza Luke, który był jej strażnikiem.
Gdy moja mama zmarła, całe stado pogrążyło się w żałobie po stracie luny i obwiniało mnie.
Jestem bita codziennie, ale czasami Luke zostaje ze mną sam. Jego wilk przejmuje kontrolę i zmusza mnie do seksu. Zdarzyło się to tyle razy, że nie mogę zliczyć. Czuję się brudna.
Nie sądzę, bym kiedykolwiek miała partnera. Nigdy nie opuszczę tego miejsca.
Umrę tutaj, więc nie ma sensu mieć nadziei. Nawet gdybym uciekła, nikt by mnie nie chciał. Jestem zniszczona.
Odwracam się w ich stronę, trzymając głowę nisko w geście posłuszeństwa. Ze strachu wydaję cichy dźwięk.
– Zamknij się, zła kobieto! – krzyczy Luke. Jego okrutny głos sprawia, że zamykam oczy. Nawet po tylu latach wciąż się bardzo boję.
– Chodź tu – mówi mój ojciec, jego głos dziwnie spokojny. Słucham. Uderza mnie grzbietem dłoni, posyłając na ścianę celi, zamazując mi wzrok. – Wstawaj! – słyszę głos ojca. Używam ściany, by się podnieść.
Szorstka dłoń chwyta mnie za gardło, odcinając dopływ powietrza. Otwieram oczy i widzę ojca patrzącego na mnie w dziwny sposób.
Często daje mi to spojrzenie. Jakby widział we mnie moją matkę. Ale szybko znika, a on uderza moją głową o ścianę, znów ją raniąc.
– To będzie zabawne – to wszystko, co słyszę, zanim rozlega się trzask bata, a nóż wbija się w mój lewy bok.
To trwa, jak mi się wydaje, wieczność, ale prawdopodobnie tylko 15 minut.
Straciłam przytomność dwa razy. Kiedy myślę, że to już koniec na dziś, widzę Luke'a wciąż tu stojącego, wpatrującego się we mnie.
Wiem, co nadchodzi. Łzy zaczynają płynąć. On uśmiecha się złowrogo. Dźwięk jego rozpinanego paska jest głośny w celi.
Zamykam oczy i kręcę głową, jakby to miało pomóc. Ale nie pomaga.
– Chodź, kochanie – mówi Luke fałszywie słodkim głosem. – Nie gryzę. Cóż, może trochę – śmieje się.
Krzyczę i poruszam się resztkami sił, ale na próżno.
Rzuca mnie na materac, który jest teraz podarty, z wystającymi sprężynami - próbującymi uciec, tak jak ja.
Nie walczę z pobiciami. Czuję, że zasługuję na nie za to, co stało się z mamą. Ale gdy chodzi o gwałt, walczę - na tyle, na ile mogę.
Wspina się na mnie i liże moją szyję. Zamykam oczy i próbuję myśleć o czymś lepszym - o mojej mamie.
Pamiętam ją ze zdjęcia, które stało na moim stoliku nocnym. Patrzyłam na nie każdej nocy.
Próbuję wyobrazić sobie, jak gotuje, podczas gdy ja patrzę, lub jak uczy mnie nakładać makijaż czy układać włosy.
Próbuję myśleć o prostych, szczęśliwych chwilach, których myślałam, że nigdy nie będę mieć...
Moje oczy gwałtownie się otwierają, gdy Luke zaczyna zdejmować ubranie, i widzę kartę dostępu do mojej celi zwisającą z jego kieszeni. Wypada, a ja chwytam ją, zanim uderzy o podłogę, chowając pod materacem, nim zauważy. Moje serce bije jak szalone, ale Luke niczego nie podejrzewa. Pomyśli, że to z powodu tego, co zamierza mi zrobić.
Drzwi celi zamykają się automatycznie, gdy są zamknięte, a teraz są szeroko otwarte. Nie będzie potrzebował karty dostępu aż do jutrzejszego poranka.
Czuję iskierkę nadziei. Zamierzam uciec.
Będę wolna. Muszę tylko przetrwać to...
Nagle Luke uderza mnie w głowę i wszystko ciemnieje.
***
Biegnę przez las, poza terenem stada.
Aurora, moja wilczyca, przejęła kontrolę, co nie jest dla mnie normalne. Ale nie czuję się szczęśliwa.
Jestem przerażona i przez chwilę nie wiem dlaczego.
Potem słyszę krzyki. – Tutaj. Czuję jej zapach.
To głos Luke'a. Zaraz po nim słychać warknięcie jego wilka.
Próbując uciec, przeskakuję przez kłodę, ale moje nogi uginają się przy lądowaniu.
Aurora znika. Znów jestem w ludzkiej postaci.
Moja noga boli tak bardzo, że nie mogę wstać.
Teraz ich widzę, ich czerwone oczy świecą we mgle.
Zbliżają się. Wiem, że zaraz zginę.
Słyszę trzask. Odwracam się, spodziewając się zobaczyć zęby Luke'a gotowe do ataku.
Zamiast tego widzę parę ciemnobrązowych oczu.
Przede mną stoi mężczyzna, najprzystojniejszy, jakiego kiedykolwiek widziałam. Emanuje mocą alfy.
Wyciągam do niego rękę, ale jest za daleko. – Proszę – błagam.
Odgłosy Luke'a i jego towarzyszy stają się głośniejsze, bliższe.
Jednocześnie alfa wydaje się oddalać.
Wyciąga do mnie rękę.
– Przyjdź do mnie. Znasz drogę – mówi.
Otwieram usta, by powiedzieć mu, że nie wiem, jak go znaleźć.
Ale wtedy dłoń zakrywa mi usta.
***
Budzę się gwałtownie, z sercem bijącym jak oszalałe w mojej samotnej celi.
Czy to był tylko sen? Czy może znak? Jeśli ten alfa był prawdziwy, co miał na myśli? Jak sądzi, że mogę go znaleźć?
Nagle, jak grom z jasnego nieba, odpowiedź przychodzi do mnie.
Sięgam pod łóżko, a dotyk karty dostępu wywołuje dreszcz.
Nadszedł czas. Zaraz ucieknę.















































