
Księżyc Krwi Seria
Autorzy
Rachel Mason
Lektury
4,3M
Rozdziały
87
Rozdział 1.
Leila oparła się o wiąz, bawiąc się swoim długim brązowym warkoczem, gdy obserwowała poranne słońce na jeziorze. Ciche odgłosy natury działały uspokajająco. To miejsce było jej prywatną przestrzenią, gdzie nikt jej nie przeszkadzał.
Miała na sobie biały sweter, dżinsy i trampki. Mimo że nadchodziła wiosna, wciąż było zimno. Ale chłód był lepszy niż alternatywa, z Krwawym Księżycem oddalonym o zaledwie cztery dni.
Był koniec marca i wiosenne zapachy wypełniały powietrze, gdy las budził się do życia. Zwykle to była jej ulubiona pora roku, ale teraz czuła się jak odliczanie do czegoś złego.
Usłyszała trzask gałęzi w oddali, co ją zirytowało. Leila spojrzała przez jezioro na skraj lasu. Nawet gdy była sama, nigdy nie była naprawdę sama. Nie widziała ich, ale czuła zapach strażników Gregora na skraju swoich zmysłów. Zawsze tam byli, obserwując. To sprawiało, że czuła się chora.
Potem usłyszała, jak ktoś szybko nadchodzi od domu stada. Po ciężkich krokach wiedziała, kto to jest, zanim go poczuła. Nie odwróciła się, gdy strażnik jej matki stanął za nią.
„Młoda alfa, jesteś potrzebna w domu stada,” powiedział ostrożnie Egnel po rumuńsku. Leila nic nie odpowiedziała.
„Myślałem, że idziesz dziś do szkoły?” kontynuował Egnel, brzmiąc dziwnie. Wyraźnie próbował tylko nawiązać rozmowę. Mimo że strażnicy nie powinni okazywać emocji, Leila mogła stwierdzić, że Egnel nienawidził tej sytuacji tak samo jak ona.
„Nie. Jaki to ma sens?” odpowiedziała gorzko Leila po angielsku. Powietrze było napięte. Nie powinna się na nim wyżywać. Leila westchnęła.
„Odebrałam wczoraj moje papiery, więc postanowiłam nie iść,” powiedziała Leila. To miał być jej ostatni dzień. Miała wystarczająco dużo punktów, żeby ukończyć szkołę w zeszłym semestrze, ale chciała skończyć rok, żeby jak najdłużej zachować swoją ludzką odskocznię. Była jedyną przedstawicielką swojego gatunku, która chodziła do ludzkiej szkoły. Sporo kosztowało ją przekonanie matki, żeby na to pozwoliła. Ludzie ją fascynowali. Ale została zmuszona do rezygnacji. Jedyna mała radość, jaka jej pozostała, odkąd Gregor ją zareklamował dwa tygodnie temu.
W ciągu zaledwie dwóch tygodni jej życie bardzo się pogorszyło.
Zapadła długa cisza. Leila miała nadzieję, że zostawi ją w spokoju, chociaż to było nierealistyczne.
„Twoja matka żąda, żebyś przyszła,” powiedział w końcu Egnel z akcentem po angielsku, tonem ostatecznym. Oznaczało to, że jeśli nie pójdzie dobrowolnie, zaciągnie ją.
Leila niechętnie wstała. „Czy moja siostra tam jest?” zapytała, gdy zaczęła iść. Nie miała nadziei. Wątpiła, żeby Gregor ją wypuścił. Nigdy tego nie robił. Ten zaborczy dupek.
„Nie,” powiedział beznamiętnie Egnel.
Wiadomość nie była zaskakująca, ale rozczarowująca. Egnel odwrócił się, żeby iść z nią. Był ogromnym mężczyzną o brązowych włosach i oczach. Mimo że wyglądał niebezpiecznie i śmiercionośnie, zawsze uważała jego brązowe oczy za raczej ciepłe. Może to była tylko jej stronniczość. Był jak rodzina.
Zauważyła kilka siwych włosów błyszczących w słońcu. Był na to za młody. Prawdopodobnie to była jej wina; ta myśl sprawiła, że się uśmiechnęła.
Jej dziadek nigdy nie był dla niej ojcowską postacią. Zawsze zachowywał się wobec niej wyłącznie jak alfa, ale Egnel był inny. Mimo że jego zadaniem była jej ochrona, spędzał z nią też czas, gdy dorastała. Uczył ją różnych rzeczy. Prawdopodobnie był najbliższą osobą, jaką miała za ojca. I chociaż kiedyś to odrzucała, teraz tęskniła za tym, że nie jest z nią cały czas.
Był jej strażnikiem przez całe dzieciństwo, ale gdy ona i jej siostra dorosły i zaczęły żyć osobno, został przydzielony tylko do Joany. Przez lata Leila miała różnych strażników. Jej dziadek zawsze uważał ją za kłopotliwą. Ciągle próbował znaleźć odpowiedniego strażnika, który utrzymałby ją w ryzach. Jej ostatni wytrzymał najdłużej, prawie sześć miesięcy, ale teraz nawet on został przeniesiony. Jej dziadek uważał, że nie potrzebuje ochrony, skoro Gregor miał sześciu strażników Ruguru, którzy zawsze za nią chodzili. To wydawało się przesadą.
„Nie musisz iść ze mną, będę tam,” powiedziała Leila. Nie miała zamiaru przemieniać się i wiedziała, że jest zimno. Egnel był nagi. W przeciwieństwie do ludzi, ich gatunek nie przejmował się nagością. Byli stworzeniami natury. Tak się urodzili. Nagość była dla nich naturalna, nie seksualna. To było coś, czego nigdy nie zrozumie u ludzi.
Ale było wiele rzeczy, których nie rozumiała. Jak makijaż, operacje plastyczne, zasadniczo wszystkie sztuczne upiększenia. Dlaczego ludzie byli tak obsesyjnie skupieni na zmienianiu siebie? Ich gatunek nic takiego nie robił. Cenili naturę. Nie żeby nie nosili ubrań. W ludzkiej postaci byli tak samo wrażliwi na zimno jak ludzie. Ale trzymali się bardziej naturalnych tkanin. Byli wrażliwi na chemikalia.
Egnel zignorował jej komentarz i dalej szedł obok niej. Przeszli przez las, aż dotarli do jednej z wielu ścieżek. Gdy zbliżali się do domu stada, ścieżka rozdzielała się w wielu kierunkach. W okolicy były rozrzucone domki i chaty. To było całe mieszkanie dla członków ich stada o niższej randze. Czasami Leila zazdrościła im prywatności.
Właśnie gdy skręcała za ostatni róg do domu stada, zauważyła różne małe części ubrań rozrzucone wzdłuż ścieżki przy skraju lasu. Spojrzała w stronę lasu i usłyszała je daleko między drzewami. Figlarny warkot i odgłos łap uderzających o ziemię były nie do pomylenia. Nie zajęło im dużo czasu, żeby ją zauważyć. Leila przygotowała się.
Stado małych wilków wyskoczyło z krawędzi lasu, kierując się prosto na nią. Leila zdołała ustać po pierwszej fali, ale druga ją przewróciła. Szczenięta skomlały i drapały ją, gdy nie przemieniła się. Z westchnieniem podrapała za uchem najbliższego szczeniaka.
„Nie dzisiaj,” powiedziała Leila, brzmiąc rozczarowana. Szybko usiadła, gdy usłyszała otwierające się drzwi domu, a po nich znajome kroki na werandzie.
„Leila, gdzie byłaś?” zawołała z werandy jej matka, Adelina, brzmiąc zirytowana, ale pod spodem zmartwiona. Leila poczuła się winna. Adelina spojrzała na brudne ubrania i włosy Leili, marszcząc brwi jeszcze bardziej.
„Nie masz czasu się przebrać, są w tylnym pokoju,” powiedziała surowo Adelina.
Leila rzuciła szczeniętom figlarnie gniewne spojrzenie za wpędzenie jej w jeszcze większe kłopoty, zanim wstała i ruszyła do domu. Nie mogła powstrzymać się od rzucenia nienawistnego spojrzenia na znajome SUV-y, które tak okropnie pachniały, gdy przechodziła obok nich podjazdem. Nie mogła znieść tych kobiet.
Za nią Egnel karcił szczenięta w Pierwszym Języku – języku ich przodków. Każdy wilk go znał, ale tylko czystokrwiści wciąż mówili nim płynnie. Rodzili się z tą umiejętnością. Jej stado, Copiii lunii, było ostatnim czystokrwistym stadem, jakie pozostało.
Wkrótce śmiech dzieci zastąpił skomlenie wilków, gdy Egnel kontynuował wykład o tym, jak nierespektowane jest przewracanie alfy. Leila spojrzała do tyłu. Nagie maluchy kręciły się, zbierając swoje ubrania, żeby je założyć. Było jasne, że w ogóle nie przejmowały się tym, co mówił. Szczenięta były takie dzikie.
„Mówiłam ci, żebyś wróciła przed śniadaniem,” powiedziała Adelina, gdy Leila była wystarczająco blisko, żeby rozmawiać normalnie, ale nie brzmiała na złą. Leila nie spojrzała na nią, po prostu przeszła obok niej ze spuszczonymi ramionami.
„Leila,” powiedziała łagodnie jej mama, łapiąc ją za ramię. Leila zatrzymała się, ale wciąż miała spuszczone oczy. Ich relacja nie była taka sama od tego strasznego dnia dwa tygodnie temu. Nie żeby obwiniała matkę. Nie miały wyboru. Zawarły umowę z niewłaściwym stadem wiele, wiele lat temu. Wszyscy zostali oszukani. A teraz jej matka i dziadek musieli myśleć o stadzie, nie o niej. Byli najpierw alfami, a potem rodziną. Chociaż była przygotowana, żeby zrobić to, co musiała dla swojego stada, nie sprawiało to, że mniej bolało. Nie ułatwiało to zaakceptowania tego.
Adelina westchnęła i puściła ją. „Zachowuj się. Będę tam za kilka minut,” ostrzegła Adelina po rumuńsku. Leila tylko lekko skinęła głową i weszła do domu. Nienawidziła zapachu tych kobiet. Nawet z drugiej strony domu obrażały jej nos.
Wszyscy, których mijała w drodze do tylnego pokoju, wydawali się tak samo zirytowani intruzami jak ona, ale było jasne, że starali się jak najlepiej tego nie okazywać. Kobiety spotykały jej spojrzenie z pełnym szacunku skinieniem głowy, ale mężczyźni unikali jej oczu. Wyraźnie czuli się przy niej niekomfortowo i nie musiała udawać, że nie wie dlaczego. Była niesparowaną samicą zbliżającą się do rui.
„Leila, spóźniłaś się,” powiedziała z dezaprobatą Olivia, gdy tylko Leila weszła do salonu. Oczy Leili skierowały się na jej przyszłą „teściową”, jak nazwaliby to ludzie. Miała krótkie czarne włosy i niebieskie oczy. Była po sześćdziesiątce, ale wilki starzały się wolniej niż ludzie, ponieważ żyli dłużej, więc prawdopodobnie mogłaby uchodzić za kobietę po trzydziestce. Nie miała jeszcze zmarszczek.
Jej matka Elodie siedziała obok niej. Leila zgadywała, że prawdopodobnie miała około osiemdziesiątki, ale wyglądała na mniej więcej pięćdziesiąt lat. Wyraźnie żyła łatwym życiem. Miała brązowe włosy i nieżyczliwe brązowe oczy. Leila często zastanawiała się, czy jej twarz w ogóle potrafi się nie marszczyć.
Na koniec Cecilia, jej przyszła „szwagierka” wyglądała jak jej babcia. Cecilia była bliżej wieku matki Leili. To sprawiało, że myśl o sparowaniu z jej bratem była jeszcze bardziej obrzydliwa. Chociaż czasami duże różnice wieku były nieuniknione dla ich gatunku, czuła, że to było śmieszne. Gregor był ponad dwa razy starszy od niej.
„Usiądź, mamy wiele do omówienia,” powiedziała ostro Olivia. Zachowywała się, jakby była u siebie. Leila spojrzała gniewnie i pozostała stojąc. Wyraz twarzy wszystkich trzech kobiet pociemniał.
„Mamy wiele szczegółów do omówienia przed piątkiem. Nie byłaś obecna, to się dzisiaj kończy,” powiedziała surowo Olivia.
Leila się zdenerwowała. Była córką alfy i to czystokrwistą. Ta kobieta była poniżej niej. Złościło jej wewnętrznego wilka, że próbowała jej mówić, co ma robić.
„Leila, kochanie. Usiądź na chwilę. Musimy tylko omówić kilka rzeczy przed jutrem,” powiedziała łagodnie Adelina zza niej. Leila rozluźniła się dopiero, gdy poczuła dłoń matki na plecach. Wciąż była młoda i impulsywna. Krew alfy w niej wciąż była gorąca od hormonów nowej dojrzałości. „Będzie ci łatwiej to kontrolować, gdy będziesz starsza,” często mówiła jej matka. Fakt, że było blisko księżyca równonocy, też nie pomagał – sprawiał, że była bardziej drażliwa.
Adelina spojrzała na nią ostrzegawczo, gdy nie usiadła od razu. To było ostrzeżenie. Nie zachowywała się teraz jak jej matka – była jej alfą. To było przypomnienie, że nie miały innego wyboru. To było dla ich stada. Nie były słabsze, ale były mniej liczne. Nie miały wystarczającej liczby, żeby się obronić przed tak dużym stadem.
Leila sztywno usiadła na najdalszym miejscu, jakie mogła. Gdy zaczęły mówić o wszystkim, co jej nie obchodziło, spojrzała przez ścianę okien, żeby obserwować drzewa kołyszące się na lekkim wietrze. To nie było cholerne ludzkie wesele. Podążały za bardziej pogańskim stylem świętowania. Wszystko było proste, organiczne i naturalne. Więc jakie inne cholerne szczegóły trzeba było omawiać? Jak mogły nie widzieć, że to było dla niej bolesne? Ile razy były tu w ciągu ostatnich dwóch tygodni? Była zirytowana i zmęczona ich obecnością. Zostały jej tylko dwa dni wolności. Czy nie mogły po prostu zostawić jej w spokoju?
„Leila, czy ty w ogóle słuchasz?” warknęła Olivia. Leila rzuciła jej puste spojrzenie. Trzymała białą sukienkę. Skąd się to wzięło?
„Tak, co?” odparła ostro Leila. Musiała oprzeć się pokusie spojrzenia na dezaprobującą twarz matki.
„Czy w ogóle ci zależy? Większość dziewczyn byłaby taka szczęśliwa, że zostanie sparowana z tak potężnym i ważnym alfą jak Gregor,” odezwała się Cecilia. Leila powstrzymała język, obawiając się, że może powiedzieć coś, czego będzie żałować. To dla stada. Joana zrobiła to bezinteresownie. Ja też mogę, zaczęła skandować w myślach. To był jedyny sposób, w jaki miała przetrwać to. Znowu będę mieszkać z siostrą, Leila dodała do swojej mentalnej mantry, próbując powstrzymać narastającą panikę.
„Wstań. Musimy zobaczyć, jak pasuje,” rozkazała Olivia. Leila spojrzała na sukienkę z obrzydzeniem. Nie dlatego, że była brzydka, ale z powodu tego, co oznaczała. Olivia westchnęła zirytowana, gdy Leila nie posłuchała od razu i odwróciła się do Adeliny.
„Jak pozwoliłaś jej dorosnąć tak nieposłuszną wobec starszych? Właściwa alfa kobieta zapewniłaby posłuszeństwo swoich kobiet, zwłaszcza własnej córki,” powiedziała Olivia z pogardą.
Leila zaryzykowała spojrzenie na matkę. Mimo że wiedziała, że jej matka musi być bardzo zła, nie okazywała tego. Adelina zawsze zachowywała spokój; była prawdziwą alfą kobietą na wskroś. Leila, z drugiej strony, miała trudności z ukrywaniem swoich uczuć. Zacisnęła szczękę. Ta kobieta była nie do zniesienia.
„Wiesz, jacy są młodzi alfy, potrzebują czasu, żeby dojrzeć do powściągliwości. Nie powinno się ich nadmiernie tłumić. Ci, którzy uczą się naturalnie poprzez własne błędy, stają się lepszymi alfami,” odpowiedziała spokojnie Adelina.
Olivia zaśmiała się. „Daj spokój. Surowa dyscyplina wcześnie i często, to właśnie tworzy powściągliwe szczenię. Alfa czy nie.” Olivia dalej się śmiała, jakby to, co powiedziała Adelina, było najśmieszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek słyszała. Twarz Adeliny pozostała spokojna. Leila po prostu patrzyła na kobietę, jakby straciła rozum. Olivii zajęło chwilę, żeby przestać się śmiać.
„Teraz Leila, dość tej postawy,” powiedziała Olivia, jej ton nagle poważny. Jej twarz stwardniała. „Nie mamy dużo czasu. To niesamowite, że udało nam się to wszystko zrobić w zaledwie dwa tygodnie,” stwierdziła Olivia. „I nie chciałabym musieć donosić, że byłaś niechętna do współpracy,” zakończyła Olivia. Ledwo zawoalowana groźba.
Atmosfera w pokoju stała się jeszcze bardziej napięta. Trzy nieświadome kobiety zdawały się tego nie zauważać, albo może po prostu ich to nie obchodziło, ale ich strażnicy Ruguru tak. Przyprowadziły ze sobą czterech; stali na skraju pokoju, z oczami spuszczonymi z szacunku. Wszyscy byli raczej duzi i zastraszający. Ale byli niczym w porównaniu z mężczyzną stojącym w drugim rogu pokoju. Od czasu do czasu rzucali nerwowe spojrzenie na Beryxa.
Beryx mógłby z łatwością pokonać całą czwórkę bez wysiłku i oni o tym wiedzieli. Był strażnikiem jej matki. Metr dziewięćdziesiąt osiem, niebieskie oczy, rudawo-brązowe włosy z pełną gęstą brodą. Był przerażającym mężczyzną. Dla każdego innego był ogromnym, przerażającym koszmarem, ale dla Leili... zawsze myślała, że wygląda jak duży, przytulny miś.
Tradycyjnie strażnicy alfy kobiety byli najsilniejsi w stadzie, a Beryx nie był wyjątkiem. Był strażnikiem jej matki przez całe jej życie, więc Leila dobrze go znała. Dla niej też był jak rodzina.
Leila rzuciła szybkie spojrzenie na Beryxa. Mogła stwierdzić, że był spięty; jego oczy były skupione na niechcianych strażnikach. Wszystko, czego potrzebował, to rozkaz Adeliny, a wszyscy byliby martwi. Ale to tylko rozpoczęłoby wojnę, której nie mogliby wygrać. Straciliby wszystko. Swój dom, swoją wolność i prawdopodobnie swoje życie.
Gregor miał ponad pięć tysięcy wilków, może więcej, w swoim stadzie, rozproszonych po sześciu terytoriach, zarządzanych przez gammy. Oni mieli tylko sto sześć, z czego większość była młoda lub w podeszłym wieku. Mogliby wygrać bitwę, ale nie wojnę. A jeśli obraziliby Ruguru, wszyscy sojusznicy Ruguru byliby zmuszeni zwrócić się przeciwko nim. Nie mieliby gdzie się ukryć. Ruguru mieli powiązania ze stadami na całym świecie. Z tą myślą Leila wzięła powolny oddech. To dla stada. To dla stada.
Wstała i Olivia podała sukienkę jej matce. Leila zdjęła sweter i dżinsy i pozwoliła matce pomóc jej wsunąć ją przez głowę. Nie żeby potrzebowała pomocy. To była prosta biała sukienka, luźna i zwiewna. Ich gatunek nie nosił niczego zbliżonego do ludzkich sukien. Trzymali się naturalnego pogańskiego stylu.
Leila zmarszczyła brwi na swoje odbicie w pełnowymiarowym lustrze, gdy trzy irytujące kobiety zaczęły paplać. Ledwo słyszała słowo. „Myślę, że powinnyśmy zostawić jej włosy rozpuszczone. Ma takie piękne włosy,” zasugerowała Olivia. Adelina delikatnie zaczęła rozplątywać jej gruby warkocz. Leila po prostu patrzyła na siebie w lustrze. To stawało się zbyt realne z każdą sekundą. Czuła się chora.
Za trzy dni będzie musiała spać z tą bestią. Okropnym partnerem jej siostry. Tym pokręconym przeproszeniem za alfę. Kto zrobiłby coś takiego swojemu partnerowi? Wziął drugą? Nawet jeśli Joana nie dbała o niego, to i tak by ją zraniło.
„Nasze stado nie może się doczekać dobrych wieści o dziecku w drodze. Mamy nadzieję na najlepsze w ten Krwawy Księżyc, skoro twoja siostra była takim rozczarowaniem,” powiedziała radośnie Olivia.
Leila została wyrwana ze swoich myśli. Gniew zawrzał gorąco. Bardzo bardzo gorąco. Kim ta kobieta myślała, że jest? Jedyną rzeczą, która ją powstrzymywała, była dłoń matki. Ścisnęła jej ramię ostrzegawczo. Leila wzięła powolny oddech. Dla stada. Mieszkać z siostrą.
Olivia stanęła przed nią, żeby ją obejrzeć. Leila odwróciła wzrok. Było bolesne nawet patrzenie na tę kobietę. „Założę się, że cieszysz się, że nie będziesz musiała przechodzić przez kolejny Krwawy Księżyc sama,” powiedziała radośnie Cecilia, bezmyślnie bawiąc się kosmykami rozpuszczonych włosów Leili z drugiej strony. Leila musiała się powstrzymać, żeby na nią nie warknąć. Jej wilk nie chciał, żeby jej dotykała. Leila zaczęła czuć się w pułapce.
Na szczęście odsunęły się od niej, żeby zobaczyć, jak wygląda, gdy jej matka rozpuściła jej włosy i przeczesywała je palcami. Sięgały prawie do talii. Leila zawahała się przed lustrem, w końcu pozwalając sobie naprawdę zobaczyć sukienkę. Była piękna, ale to nie była ona. To nie było coś, co by wybrała. Wzięła głęboki oddech, próbując znaleźć radość w tej chwili, ale wszystko wydawało się takie niewłaściwe.
Kroki rozległy się w korytarzu prowadzącym do kuchni. Leila spojrzała w górę, łapiąc odbicie swoich rówieśników idących korytarzem. Jej serce zabiło mocniej, gdy jej wzrok spoczął na wysokim, umięśnionym brunecie o przenikliwych niebieskich oczach. Górował nad resztą. Czas był dla niego łaskawy. Emil. Wir emocji przeszedł przez nią. Jak szybko wszystko się zmieniło w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Myślała, że będzie planować swoją ceremonię z nim, nie z mężczyzną, którego nienawidziła. Dwa tygodnie temu była podekscytowana swoją przyszłością. Teraz czuła, jakby w ogóle nie miała przyszłości.
Emil zatrzymał się, jego spojrzenie spotkało się z jej w lustrze. Leila wstrzymała oddech. Jego wyraz twarzy stwardniał i szybko odwrócił się, kontynuując drogę korytarzem. Leila poczuła się chora. Pokój zdawał się zamykać wokół niej. Czy nagle zrobiło się tu goręcej?
„Czy to nie ek
Leila zacisnęła zęby, zastanawiając się, czy w ogóle warto odpowiadać. Czuła jednak, że zaprzeczanie nie ma sensu.
– Nie, nie w ten sposób. Kochałam go jak przyjaciela – powiedziała Leila ze smutkiem.
– No cóż, przynajmniej dla ciebie sprawa jest mniej skomplikowana. A on? Kochał cię? – dopytywał Elliot. Leila zmarszczyła brwi.
Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że nie była tego pewna.
– Znaliśmy się od dziecka; był jedyną bliską mi osobą. Nigdy nie traktował mnie inaczej.
– Kiedy matka kazała mi wybrać spośród kandydatów, których ona i dziadek uważali za odpowiednich alfów, a on był jednym z nich... wydawał się oczywistym wyborem.
– Wyobrażałam sobie, że mogłabym być z nim szczęśliwa. Myślałam, że miłość przyjdzie z czasem. Nie wiem, jakie były... albo są jego uczucia – wyznała Leila.
– On nie... – zaczął Elliot.
– Przestał się do mnie odzywać – przerwała mu Leila, rzucając mu gniewne spojrzenie. Gregor nie tylko odebrał jej przyszłość, ale także jedynego przyjaciela.
– Słyszałem, że o mało co nie rzucił się na twojego alfę. To o czymś świadczy. Może czuł do ciebie więcej, niż myślisz – stwierdził Elliot.
Leila odwróciła wzrok, nie lubiąc, że przypomniał jej to bolesne wspomnienie. Kiedy jej dziadek oznajmił, że Leila zostanie drugą partnerką Gregora, Emil stracił nad sobą panowanie.
Przemienił się w wilka i prawie zaatakował ich dziadka.
Na szczęście ojcu Emila udało się go powstrzymać. Leila była wdzięczna. Taki atak oznaczałby dla niego śmierć.
– Nie jestem tego taka pewna – odparła Leila.
Elliot wyglądał, jakby chciał się kłócić, ale jego telefon zawibrował. Spojrzał na ekran i szybko odebrał.
Leila nigdy nie miała komórki. Właściwie nigdy nawet jej nie używała. Jej dziadek nie ufał technologii. Nie mieli w domu ani telewizorów, ani komputerów.
Jedyną rzeczą, na którą pozwalał, był jeden telefon stacjonarny do rozmów służbowych. Stał w jego gabinecie. Kontrolował wszystko.
Leila obserwowała, jak Elliot wstał i zrobił kilka kroków w stronę lasu. Nie żeby to dało mu wiele prywatności. Leila i tak wszystko słyszała.
– Cześć, kochanie – przywitał rozmówcę Elliot tonem, jakiego Leila nigdy wcześniej u niego nie słyszała.
Leila usłyszała głos małej dziewczynki po drugiej stronie. Dziecko. Leila milczała podczas jego krótkiej rozmowy.
– Jesteś żonaty? – zapytała Leila, gdy tylko usiadł z powrotem.
Nie mogła ukryć zdziwienia.
– Siedem lat i dwójka dzieci. Czemu cię to dziwi? – zapytał Elliot, brzmiąc nieco rozbawiony.
– Nasi strażnicy się nie żenią – odparła Leila krótko.
Spojrzał z powrotem na Egnela, który niespokojnie krążył tam i z powrotem w lesie.
– Najwyraźniej – zaśmiał się Elliot. Przez chwilę milczeli, gdy Leila wrzuciła kolejny kamyczek do wody.
– Egnel jest dla mnie jak rodzina, więc proszę, nie żartuj z niego – powiedziała Leila poważnie. Elliot spojrzał na nią.
– Nie jesteś jedyną osobą, która jest niezadowolona z tej sytuacji – odparł poważnie.
Leila miała ochotę przewrócić oczami. Nie miała siły, żeby mu współczuć.
– Nasze zasady są inne; myślę, że twoja wataha jest trochę zbyt staroświecka jak na dzisiejsze czasy. To nie są mroczne wieki.
– Nie walczymy już ciągle o ziemię; strażnikom nie wolno było się żenić, bo często zostawiali po sobie wdowy i osierocone dzieci.
– Wydaje się bez sensu trzymać się tradycji, które uniemożliwiają członkom twojej watahy bycie szczęśliwymi – stwierdził Elliot.
Leila spojrzała na niego.
– Nigdy nie czuć od ciebie zapachu twojej partnerki – zauważyła Leila.
Ani razu nie wyczuła na nim woni innej kobiety. Małżeństwa zwykle pachniały sobą nawzajem. To był jeden ze sposobów, w jaki zaznaczali swoje terytorium.
– To dlatego, że rzadko ją widuję, zwłaszcza ostatnio. Musiałem przenieść rodzinę dwa tygodnie temu, kiedy alfa zdecydował się wziąć cię za partnerkę, a ja zostałem wybrany na twojego strażnika. Mieszkaliśmy na naszym terytorium w Kolorado.
– Nie miałem wyboru. Moje dzieci straciły przyjaciół, partnerka nie chciała wyprowadzać się od swojej rodziny. Mimo że to ważna praca, nie jest dla mnie dobra. Moja partnerka jest bardzo nieszczęśliwa – wyjaśnił Elliot.
Leila zmarszczyła brwi, ale nie spojrzała na niego.
– Kiedy już połączysz się w parę z alfą i będziesz na naszej ziemi, będę mógł wracać do niej i naszych dzieci każdej nocy i mam nadzieję, że zaczną się lepiej przystosowywać. Nie mogę się tego doczekać – dodał Elliot.
Leila poczuła odrobinę współczucia dla niego, ale szybko zastąpiła je frustracja.
Nawet on może mieć normalny związek, więc dlaczego nie widzi, jak bardzo pokręcona jest jej sytuacja?
– Twoje dzieci to chłopcy czy dziewczynki? – zapytała Leila.
– Obie dziewczynki – odpowiedział.
– Więc byłbyś w porządku, gdyby obie twoje córki były połączone w parę z tym samym mężczyzną? Z mężczyzną takim jak on? – Obserwowała, jak jego szczęka się zaciska. Wyraźnie ta sugestia go niepokoiła.
– Jest jak jest. Zasady zmieniają się, gdy jest to konieczne. On jest alfą – powiedział Elliot.
Niedobrym, chciała dodać Leila, ale zachowała to dla siebie.
– To nie jest odpowiedź – odparła Leila.
– To jedyna, jaką ode mnie dostaniesz. – Jego ton był ostateczny.
Znowu zapadła cisza, aż w końcu Elliot westchnął.
– To normalne, że tęskni się za domem, gdy się go opuszcza. To uczucie minie z czasem – powiedział Elliot.
Leila wpatrywała się w wodę przez chwilę. Jej myśli były chaotyczne.
– To nie jest dom. To znaczy, czułam się jak w domu, gdy byłam młodsza. Mogliśmy w końcu się zrelaksować, nie martwić się tak bardzo o to, dokąd będziemy musieli się udać, jak długo będziemy mogli zostać, czy jesteśmy bezpieczni.
– Potem moja siostra odeszła, a moi przyjaciele przestali się do mnie odzywać i przestało to czuć się jak dom. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby gdziekolwiek kiedykolwiek czuło się jak dom... a może to ja czuję, że nie pasuję... – powiedziała Leila.
– Może to nie miejsce było dla ciebie ważne, ale ludzie w nim. Powinnaś dać naszej watasze szansę, może spodoba ci się u nas – powiedział Elliot.
Leila znowu zamilkła.
– Czy dlatego zdecydowałaś się spędzać tyle czasu z ludźmi? – zapytał Elliot.
Leila czuła, że powinna być bardziej zirytowana wszystkimi jego pytaniami, ale w jej obecnym nastroju rozmowa z nim faktycznie sprawiała, że czuła się lepiej.
– Dla nich jestem po prostu kolejną osobą; miło było być postrzeganą za to, kim jestem, a nie za mój tytuł. I... nie wiem, uważam ich za interesujących, czasami żałuję, że nie jestem człowiekiem.
– Ludzie w moim wieku nie muszą martwić się o żadne z tych rzeczy. Nie łączą się w pary aż do znacznie późniejszego wieku, mają swobodę wyboru prawie wszystkiego, co robią – powiedziała Leila.
– Nie powiedziałbym tego – odparł Elliot.
– Dlaczego? – zapytała Leila.
– Każdy ma problemy. Bez względu na to, kim są, mają skomplikowane życie, tak jak my. Każdy ma swoje własne wyzwania, bez względu na to, do jakiego gatunku należy.
– Gdybyś była człowiekiem, miałabyś całkiem nowy zestaw problemów do rozwiązania – powiedział Elliot.
– Nadal myślę, że byłoby to lepsze niż to, z czym się zmagam – powiedziała Leila.
Elliot zachichotał.
– Myślenie o tym, co mogłoby być, nigdy nikomu nie pomogło – stwierdził Elliot.
Leila wpatrywała się w jezioro, gdy kolejna długa cisza rozciągnęła się między nimi. Tym razem jednak była bardziej komfortowa. W końcu Leila westchnęła.
– Kocham moją rodzinę i moją watahę. Wiem, że urodziłam się z odpowiedzialnością wobec nich, ale czasami czuję, jakby zaszła jakaś pomyłka.
– Czasami żałuję, że nie urodziłam się alfą. Po prostu... czuję, że chcę uciec – powiedziała Leila szczerze.
Wyraz twarzy Elliota stał się poważny, prawie przerażający.
– Gdybyś kiedykolwiek spróbowała, nie ma takiego miejsca na ziemi, którego byśmy nie przeszukali, żeby cię znaleźć – ostrzegł, jego głos sprawił, że zadrżała.
Leila spojrzała na niego, marszcząc brwi. Dziwnym trafem jego słowa nie zdenerwowały jej tak bardzo, jak się spodziewała. Zamiast tego sprawiły, że poczuła się zdeterminowana.
– A co, gdyby mi się udało uciec? – zapytała, brzmiąc ciekawie. Elliot nie wydawał się rozbawiony.
– Nie udałoby ci się – powiedział stanowczo.
– Ale... co gdyby mi się udało? – nie przestawała pytać. Elliot westchnął sfrustrowany.
– Zostalibyśmy surowo ukarani, a potem i tak byśmy cię tropili – odpowiedział.
Leila patrzyła na niego przez chwilę, zanim jej oczy powędrowały ku niebu. Musiało być prawie wpół do drugiej po południu.
Ogarnęło ją dziwne uczucie spokoju.
Może... może mogłaby z nim porozmawiać. Ta myśl nigdy wcześniej nie przyszła jej do głowy. Może mogłaby przekonać go, żeby dał Joanie jeszcze jedną szansę.
Może mogłaby przekonać go, żeby dał jej więcej czasu.
Leila wstała i przemieniła się. Pobiegła w kierunku głównego domu, przemieniając się z powrotem dopiero gdy dotarła do oddzielnego garażu watahy.
Wzięła swoje klucze z pudełka na klucze i otworzyła bagażnik, żeby przebrać się w dodatkowe ubrania.
– Co robisz? – zapytał Elliot, gdy tylko ją dogonił.
– Jadę do miasta – skłamała Leila.
Egnel był u jej boku w momencie, gdy powiedziała, że wyjeżdża, tak jak się spodziewała. Jego duża dłoń spoczęła na dachu jej samochodu.
– Leila, nie możesz opuszczać terytorium. Nie tak blisko Krwawego Księżyca – warknął po rumuńsku.
Ignorując go, szybko wsiadła na miejsce kierowcy. Rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie, gdy wydawało się, że zamierza powstrzymać ją przed zamknięciem drzwi.
Musiała wyjechać, zanim zdąży powiedzieć jej dziadkowi lub matce.
Nie mógł jej powstrzymać. Nie miał takiej władzy. Chyba że miał wyraźne rozkazy od jej dziadka lub matki, nadal miała nad nim wyższą rangę.
Niechętnie zabrał rękę z jej drzwi i cofnął się. Leila zatrzasnęła drzwi i włączyła wsteczny bieg.
Zanim zdążyła wycofać, Elliot wskoczył na siedzenie pasażera, zakładając kurtkę.
– Leila, to nie jest mądra decyzja... – ostrzegł Elliot.
Było jasne, że wiedział, że kłamie. Po raz pierwszy usłyszała w jego głosie prawdziwe zmartwienie.
Nie obchodziło jej to.
Jechała długą, polną drogą prowadzącą do autostrady. Ich bezpieczne miejsce znajdowało się dwie mile w głębi lasu. Droga była wyboista i nierówna.
– Opuść szyby – powiedział jej Elliot.
Leila spojrzała na niego zdezorientowana.
– Albo to, albo załóż moją kurtkę – dodał Elliot.
– Nie zapraszałam cię, żebyś jechał ze mną – odparła Leila, opuszczając szyby z westchnieniem.
Nienawidziła tej pory roku... zaczynała czuć się niepewnie.
Gdy zbliżali się do autostrady, Elliot chwycił kierownicę.
– Zatrzymaj się – rozkazał.
– Robię to... – zaczęła Leila.
– Nie, po prostu pozwól innym dotrzeć do swoich samochodów – przerwał jej Elliot.
Leila zmarszczyła brwi. Prawie zapomniała o innych strażnikach.
Chociaż ich gatunek był szybki, nie dorównywali samochodom. A główne terytorium watahy Ruguru znajdowało się ponad godzinę drogi stąd.
Nie żeby nie mogli przebiec tak daleko, to po prostu marnowanie energii i zajęłoby więcej czasu.
Leila poczekała, aż SUV podjechał za nią, zanim wyjechała na otwartą drogę.
Elliot milczał przez większość jazdy, z wyjątkiem jeszcze jednego „To nie jest dobry pomysł.”
Ale Leila go nie słuchała.
Wypełniła ją dziwna fala nerwowej energii. Po raz pierwszy od dwóch tygodni poczuła odrobinę nadziei. Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej?
Leila nigdy tak naprawdę z nim nie rozmawiała. Wszystkie negocjacje były prowadzone przez jej dziadka i matkę.
Może mogłaby z nim porozmawiać...
Ale wspomnienie jego przybycia do ich domu watahy dwa tygodnie temu z grupą jego strażników - złowrogie spojrzenie w jego oczach, gdy zażądał Leili, jego szalony wygląd - sprawiło, że jej myśli się zatrzymały.
Nie było jej tam, gdy jej dziadek i matka próbowali z nim ponownie negocjować. Nie miała pojęcia, co zostało powiedziane.
Dopiero następnego dnia ogłosili, że Leila zostanie jego drugą partnerką.
I wtedy zaczął się jej koszmar.
Leila bawiła się kierownicą. Może to nie był taki dobry pomysł...
Nie, podjęłam decyzję. Jeśli stracę odwagę, zawsze mogę po prostu poprosić o zobaczenie się z siostrą. W końcu to moje urodziny...
– Zatrzymaj się tutaj – powiedział jej Elliot.
Leila zmarszczyła brwi, ale zrobiła to, co powiedział. Nigdy wcześniej nie jechała tą drogą na terytorium watahy Ruguru.
– To skrót, zaprowadzi nas bliżej domu alfy – wyjaśnił Elliot.
Leila wiedziała, że ich ziemia jest duża. Przejechali przez dwa punkty kontrolne. Elliot zajmował się całą rozmową. Leila nie przeoczyła niepewnych i zdezorientowanych spojrzeń na twarzach strażników granicznych.
Leila wiedziała, że łamie wszelkie zasady.
W końcu powiedział jej, gdzie zaparkować.
– Alfa wie, że przyjeżdżamy – powiedział Elliot, odkładając telefon. – Nie ma już odwrotu.
Leila zrozumiała, co to oznacza: Gregor wiedział, że tu jest, a jeśli teraz się z nim nie spotka, byłoby to bardzo niegrzeczne. Zaczęli iść długą kamienną ścieżką. Pozostali strażnicy zostali przy samochodach.
W oddali widziała resztę ich domów. To było prawie jak małe miasteczko.
Było coś dziwnego w ich watasze, co zauważyła podczas swojej pierwszej wizyty. Wydawali się bardziej mieszaną grupą wilków niż zjednoczoną watahą.
Nie mieli charakterystycznego zapachu, który identyfikowałby ich jako watahę, jak większość ich gatunku, przynajmniej nie wszyscy.
Niektórzy Ruguru tak - zakładała, że to byli oryginalni członkowie watahy - ale wyraźnie od czasu powstania stali się zbyt wymieszani, zbyt zróżnicowani, by być rozpoznawani jako pojedyncza wataha.
Mieli dużo mieszanej krwi z wielu watah z całego świata.
Było tak wiele aktywności i krzątaniny, że zakładała, iż musi to być z powodu ceremonii pojutrze. Ceremonia połączenia w parę alfy zawsze była wielkim wydarzeniem.
Leila nerwowo się wiercił
















































