
Przypomnij mi
Autorzy
Lektury
594K
Rozdziały
19
Rozdział 1
ROSE
Rose stała na tylnym patio kamiennej rezydencji. Przyciskała do piersi pudło z dokumentami, patrząc, jak dyrektor generalny Wills Corporation wychodzi z basenu. Dopiero co zaczęła pracę w firmie. Dostarczenie tych akt panu Willsowi było jej pierwszym zadaniem.
Woda lśniła na jego szerokiej klatce piersiowej, gdy pan Wills szedł w jej stronę. Rose starała się nie gapić na jego smukłe, umięśnione ciało. Strzepnął wodę z ciemnych włosów i sięgnął po ręcznik.
„Mogłaś to oddać pokojówce”, powiedział, owijając się ręcznikiem.
Rose podniosła wzrok, napotykając jego chłodne, niebieskie oczy.
„Och”, powiedziała cicho, wręczając mu duże pudło. „Powiedziano mi, że muszę to przekazać osobiście do pańskich rąk”.
„Następnym razem zostaw to pod drzwiami”, powiedział. Wziął pudło i odwrócił się na dźwięk dzwoniącego telefonu.
„Oczywiście, proszę pana. Czy będzie coś jeszcze, panie Wills?”
Odprawił ją machnięciem dłoni, zanim odebrał połączenie. Patrzył, jak jego dzieci się bawią, ostro przemawiając do osoby po drugiej stronie słuchawki.
Rose odwróciła się i ruszyła z powrotem przez dom. To był duży i imponujący budynek. Wyraźnie pokazywał sukces pana Willsa, ale brakowało w nim ciepła. Nie przypominał rodzinnego domu, w którym się wychowała. Szczerze mówiąc, była bardzo zdziwiona, widząc dzieci bawiące się w basenie.
„Czekaj!”
Rose drgnęła i powoli się odwróciła. Pan Wills szedł w jej stronę szybkim krokiem. Mięśnie jego ramion i klatki piersiowej napinały się, gdy przemierzał pokój.
„Tak, proszę pana?”
„Jak się nazywasz?” zapytał.
„Rose...”
„Rose, jak dalej?”
„Rose Gamble”, odpowiedziała. „Przepraszam, proszę pana. Czy zrobiłam coś źle?”
„Czy jesteś zatrudniona w Wills Corporation?”
„Jestem pracownikiem tymczasowym”, powiedziała. Była zdezorientowana jego pytaniami. Czy przez pomyłkę przyniosła niewłaściwe pudło?
„Cóż, tymczasowo zmieniam ci stanowisko. Musisz tu zostać i popilnować moich dzieci”.
Rose pokręciła głową, pewna, że się przesłyszała.
„Słucham, co mam zrobić?”
Pan Wills spuścił wzrok i zaczął przeglądać teczkę, którą trzymał w dłoniach.
„Słuchaj, moja niania dzisiaj się zwolniła. W pracy jest nagły wypadek i muszę się tym zająć. Nie mam z kim ich zostawić. Więc, jako twój szef, każę ci tu zostać do mojego powrotu”. Ominął ją i ruszył w stronę schodów.
„Nie może pan tak po prostu zostawić ze mną swoich dzieci! Nawet mnie pan nie zna”. Z niedowierzaniem rozłożyła ręce. „Równie dobrze mogłabym być morderczynią z siekierą! Mogłabym...”
„Jesteś morderczynią z siekierą?” zapytał wprost.
„Nie, ale...”
„To zostań tu, aż wrócę”, powiedział, wbiegając po schodach. Zostawił Rose samą w przedpokoju.
„Mogę przecież kłamać!” krzyknęła ze złością. „Ten facet jest szalony”, mruknęła, po czym wybiegła przez frontowe drzwi.
Gdy tylko dotarła do służbowego samochodu, ktoś złapał ją od tyłu za ramię.
„Powiedziałem, żebyś tu została”, warknął pan Wills.
Odwróciła się ze wściekłym spojrzeniem i wyrwała ramię z jego uścisku. Ciepło jego dłoni wciąż na nim pozostawało. Musiała powstrzymać chęć, by je strzepnąć.
„Panie Wills, rozumiem, że jest pan moim szefem. Nie wezmę jednak odpowiedzialności za pańskie dzieci. To szaleństwo! Jestem pomocą administracyjną, a nie nianią!”
Pan Wills wyrwał jej kluczyki z dłoni i wsiadł na miejsce kierowcy.
„Będziesz, jeśli chcesz zatrzymać swoją pracę”, powiedział, zamykając drzwi.
Rose patrzyła w całkowitym szoku, jak odjeżdża, zostawiając ją na podjeździe.
„Chyba pan żartuje?!” krzyknęła, wznosząc ręce do góry. Odwróciła się z powrotem do domu. Nie mogła tak po prostu zostawić dzieci samych. Co, jeśli coś im się stanie? Westchnęła i weszła z powrotem do środka.
Kiedy Rose wróciła na patio, pokojówka stała nad basenem i patrzyła, jak dzieci się bawią.
„Kim jesteś?” zapytał ciemnowłosy chłopiec. Miał bystre, niebieskie oczy swojego ojca. Przestał chlapać wodą i spojrzał na nieznajomą w swoim domu.
Rose spojrzała na niego z góry.
„Jestem Rose. A ty kim jesteś?”
„Jestem Matthew. A to Sammy”, powiedział, wskazując na małą dziewczynkę, która pluskała się za nim.
„Miło mi was poznać”, odpowiedziała Rose.
„Jesteś naszą nową nianią?” zapytała Sammy. Podpłynęła do krawędzi basenu. Jej brązowe loki były mokre, a piegowata twarz zaczerwieniona.
„Nie. Tylko was pilnuję, dopóki wasz tata nie wróci”, odpowiedziała słodko Rose. „Ile macie lat?”
„Ja mam siedem, a Sammy ma cztery”, powiedział Matthew.
„Och. Nie powinniście być teraz w szkole czy coś?” zapytała Rose.
„Są wakacje, głuptasie!” zaśmiała się Sammy.
„Och!” Rose uśmiechnęła się. „Masz rację! Ale ze mnie głuptas”. Rozejrzała się po dużym podwórku. „Dobrze się bawicie w te wakacje?”
„Nie za bardzo”, odpowiedzieli cicho, kręcąc głowami.
„Dlaczego nie?” zapytała ze współczuciem.
„Tatuś cały czas musi pracować”, powiedziała smutno Sammy.
„Ojej. To żadna zabawa”, odpowiedziała Rose. „A co z waszą mamą?”
Matthew zmarszczył brwi i pokręcił głową.
„Nasza mama umarła”.
„Och...”
Jego szczera odpowiedź ją zaskoczyła. Rose obdarzyła ich pełnym żalu spojrzeniem. Nie była pewna, co powiedzieć.
„Przykro mi”.
„To było dawno temu”, powiedział ponuro. Potem popłynął na drugą stronę basenu.
Rose stała tam przez chwilę, patrząc na nich niezręcznie. Co ona miała z nimi robić do powrotu pana Willsa?
„Matthew! Samantha! Czas na lunch!” zawołała pokojówka od stołu na patio.
„Hurra!” krzyknęły, wychodząc z wody. Owinęły się ręcznikami i usiadły do jedzenia.
„Proszę pani, jestem Maria. Dla pani też jest lunch”, powiedziała pokojówka.
„Dziękuję, Mario. Mów mi Rose. Nie musiałaś tego robić”, powiedziała. Zastygła na moment i odwróciła się do Marii. „Pan Wills nie zostawił zbyt wielu instrukcji. Co dzieci zazwyczaj robią po lunchu?”
„Samantha ucina sobie drzemkę, a Matthew robi zadania w ćwiczeniach albo robi coś innego, ale w ciszy”. Maria uśmiechnęła się i skinęła głową w stronę stołu.
Rose obdarzyła ją delikatnym uśmiechem i usiadła obok małej dziewczynki.
„Więc, jesteś Samantha czy Sammy?” zapytała.
„Sammy”, powiedziała z ustami pełnymi winogron.
„Samantha to jej prawdziwe imię”, wyjaśnił Matthew.
„Jaki z ciebie pomocny starszy brat”, powiedziała Rose, wywołując mały uśmiech u chłopca. „A co wy zwykle robicie po lunchu?”
„Nasza poprzednia niania pozwalała nam robić to, na co mieliśmy ochotę”, odpowiedział Matthew, nie patrząc na Rose.
„Nie o tym mi powiedziano”, powiedziała Rose i wzięła gryz jedzenia. „Czy Sammy nie powinna spać, podczas gdy ty robisz zadania?”
Matthew mruknął coś pod nosem i spojrzał na swój talerz.
„Możemy najpierw jeszcze trochę pobawić się w basenie?” zapytała Sammy, robiąc najbardziej błagalną minę na świecie.
„Musimy przestrzegać zasad, a zasady mówią, że po obiedzie jest czas na drzemkę”, powiedziała Rose.
„Dobrze”, powiedziała cicho Sammy.
„Poza tym, kiedy obudzisz się z drzemki, twój tata może już być w domu. Wtedy będziesz mogła się z nim pobawić”, dodała Rose.
„Wątpię”, mruknął Matthew.
Rose spojrzała z niezadowoleniem na chłopca.
„Och! Chodźmy na drzemkę w tej chwili!” wtrąciła się Sammy, zeskakując z krzesła.
„Skończyłaś jeść?” zapytała Rose.
„Tak!” krzyknęła, chwytając Rose za rękę.
„No dobrze”, powiedziała Rose. Pozwoliła małej dziewczynce ciągnąć się przez dom i po schodach na górę. Matthew szedł tuż za nimi. Zatrzymali się przy dwóch drzwiach naprzeciwko siebie w korytarzu.
„Idźcie się przebrać. Będę tu na was czekać”, powiedziała Rose.
„Dobrze”, odpowiedzieli. Każde z nich poszło do swojego pokoju i zamknęło drzwi.
Rose przez chwilę rozglądała się po domu. Bogate drewno i świeża, kremowo-biała farba sprawiały, że dom wyglądał luksusowo i nowocześnie. Był większy i ładniejszy niż wszystko, co kiedykolwiek widziała.
„Jest niesamowity...”, wyszeptała.
„Gotowa!” krzyknęła Sammy ze swojego pokoju.
Rose podeszła do pokoju i zajrzała do środka. Mała dziewczynka leżała w łóżku i cierpliwie czekała.
„Dobrej drzemki, Sammy”.
„Musisz mnie przykryć!” jęknęła Sammy.
„A, racja”, odpowiedziała ostrożnie Rose. Weszła do pokoju i naciągnęła koc aż pod brodę Sammy. „Śpij dobrze. Bardzo się cieszę, że mogłam cię poznać”.
Sammy uśmiechnęła się, po czym odwróciła się na bok i zamknęła oczy.
Rose wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
„Gotowa?” rozległ się cichy głos za jej plecami.
Rose podskoczyła ze strachu, po czym się odwróciła.
„Matthew! Przestraszyłeś mnie!”
Posłał jej zuchwały uśmiech i podniósł swoje zeszyty z ćwiczeniami.
„Przepraszam. Masz je robić razem ze mną”, powiedział.
„W porządku”, westchnęła Rose.
***
Prawie dwie godziny później Rose i Matthew przygotowywali się do oglądania filmu. Nagle Sammy powoli weszła do salonu. Pocierała oczy i mrużyła je w jasnym świetle.
„Tatusia jeszcze nie ma?” zapytała cicho. W jej głosie wciąż było słychać zaspane nuty.
Rose odwróciła się do Sammy.
„Przykro mi. Myślałam, że już wróci”.
„Nigdy nie wraca wcześnie do domu”, mruknął Matthew. Sammy usiadła na kanapie obok niego.
„Zrobić trochę popcornu do filmu?” zapytała Rose. Chciała jakoś poprawić im nastrój.
„Tak!” zawołały radośnie dzieci.
XAVIER
W swoim biurze w wieżowcu, Xavier spojrzał na zegarek. Była już prawie czwarta po południu.
„W tym tempie spędzę tu całą noc”, mruknął do siebie. Wiedział, że nie uda mu się wyjść przed kolacją. Jego dzieci będą rozczarowane. Znowu.
„Więc, czy problem jest rozwiązany?” zapytał, patrząc na dużą salę konferencyjną.
„Cóż, panie Wills...”, wydukał jeden z mężczyzn. „Nie wiemy”.
„To kto wie?” zapytał. „Pracujemy nad tym od wielu godzin, a nikt nie ma odpowiedzi. Jak to się stało?”
„Wydaje się, że jest problem z kontraktem”, powiedziała inna osoba.
„Kto odpowiadał za ten zakup?”
„Chyba nikomu tego nie przydzielono”, mruknął ktoś z tłumu.
Powinienem był zająć się tym sam, pomyślał. Zacisnął szczękę, próbując opanować złość.
„W takim razie przyprowadźcie mi kierownika działu. To musi zostać naprawione. Natychmiast”. Wstał ze swojego miejsca na szczycie sali konferencyjnej. „Takie przeoczenie jest niedopuszczalne”.
Wyszedł z sali konferencyjnej. Jego recepcjonistka, pani Nelson, posłusznie podążyła za nim do windy.
„Więc?” fuknął, gdy drzwi się zamknęły i wjechali do jego biura.
Spojrzał na nią. Ta wysoka i szczupła kobieta dobiegała już siedemdziesiątki. Jej blond włosy były w większości białe i zawsze spięte w idealny kok.
„To jej teczka. Wydaje się mieć zdecydowanie za wysokie kwalifikacje”, powiedziała pani Nelson, podając mu folder.
Xavier otworzył teczkę. Przejrzał dokładne informacje o przeszłości Rose Gamble. Nie spodziewał się po pani Nelson niczego innego.
„Dziękuję, pani Nelson. To będzie wszystko”, powiedział, gdy wysiedli z windy. Wszedł do swojego biura, pozwalając drzwiom zamknąć się za nim. Opadł na fotel obok biurka i zaczął czytać teczkę.
„Panie Wills”, odezwała się pani Nelson przez domofon na jego biurku kilka minut później.
Wstał, podszedł do biurka i wcisnął przycisk.
„Tak?”
„Kierownik działu do spraw umów przyszedł do pana”.
Westchnął i potarł nasadę nosa.
„Proszę go wpuścić”.

















































