
Coś w tym stylu
Autorzy
C. M. Jines
Lektury
220K
Rozdziały
12
Deszcz
LIA
. Lia poprawiła swój uniform medyczny, patrząc na siebie po raz ostatni przed wyjściem do pracy pierwszego dnia w Medford General Hospital.
Po pokoju walały się kartony, jeszcze nie rozpakowane do końca.
Jej brat, Nathan, pozwolił jej używać swojej starej sypialni z czasów, gdy był nastolatkiem, póki nie znajdzie własnego mieszkania. Na ścianach wciąż wisiały plakaty country rocka i zdjęcia z lat, kiedy mieszkał tu z ich tatą po separacji rodziców.
Wygładziła luźny kosmyk jasnobrązowych włosów przed lustrem. Jej wzrok zatrzymał się na pasku czterech zdjęć z fotobudki. Kolory były stare i wyblakłe.
Przyjrzała się bliżej.
Na każdym zdjęciu jej jasnobrązowowłosy brat robił inną głupią minę. Obejmował ramieniem innego młodego mężczyznę. Przyjaciel Nathana miał ciemne włosy i promiennym uśmiech, ale smutek w jego oczach przyciągnął jej uwagę.
Lia oderwała wzrok od zdjęcia i przeszła przez cichy dom, chwytając kluczyki. Nathan był na kolacji ze swoją narzeczoną, Dani.
„Ugh, deszcz” – powiedziała niezadowolona, naciągając kaptur kurtki.
Gdy Lia wyjeżdżała z podjazdu, grupa świateł przebijała się przez ciemność na końcu wiejskiej drogi. Skręciła w lewo, chcąc trzymać się z daleka od wypadku, i próbowała użyć telefonu, żeby znaleźć inną drogę.
Wiejskie drogi Medford były zagmatwane. Przeklinając deszcz, podjechała do zatrzymanego samochodu.
Zanim zdążyła pomyśleć, młoda kobieta uderzyła w szybę jej samochodu.
„Proszę, potrzebujemy pomocy!”
Lia wrzuciła na parking.
„Moje dziecko nie oddycha, a most jest zalany... Ja... My... Proszę, może pani pomóc?!” – płakała matka.
„Gdzie on jest?”
Lia wyskoczyła z samochodu i szybko otworzyła tylne drzwi.
Mała dziewczynka, około pięciu lat, siedziała trzymając małe, bezwładne niemowlę w ramionach. Niepokój i strach malowały się na jej małej twarzy.
Chwytając dziecko, Lia rozpoczęła uciskanie klatki piersiowej.
„Zadzwoń pod 911!” – powiedziała głośno.
„Ja... Ja... Nie mam telefonu” – płakała kobieta.
„W moim samochodzie, w środkowej części, mój telefon, zadzwoń pod 911 teraz!” – poleciła jej Lia.
Deszcz padał coraz mocniej i przemaczał ją, gdy mijały minuty. Kontynuowała resuscytację na zimnej drodze, a jej reflektory dawały jedyne światło.
Jako pielęgniarka na oddziale ratunkowym, śmierć nie była dla Lii niczym nowym, ale dzisiaj było inaczej.
Nie ma mowy, pomyślała. To nie może się dziś wydarzyć!
Lia powstrzymywała łzy, kontynuując uciskanie i sprawdzając bicie serca.
Minęło dwadzieścia minut, potem trzydzieści.
Mała dziewczynka przykucnęła obok Lii, obserwując.
„Czy on ma kocyk?” – zapytała Lia.
Dziewczynka skinęła głową, a potem podała jej mały kocyk dziecięcy.
„Dziękuję, kochanie. Teraz wracaj do samochodu, zamknij drzwi i ogrzej się, dobrze?” – powiedziała Lia bardzo cicho, nie chcąc, żeby widziała więcej złych rzeczy.
Lia podniosła bezwładne ciało dziecka i owinęła je w kocyk. Potem powoli zaczęła iść w stronę swojego samochodu.
Reflektory niemal ją oślepiły i zatrzymała się, gdy dwie osoby podeszły do przodu. Zdenerwowana matka dziecka odwróciła się z telefonem w ręku.
„Są tu, pomoc jest tu!” – płakała kobieta.
W ciemności mężczyzna mniej więcej w wieku Lii zbliżył się ze starszym mężczyzną za nim. Młodszy mężczyzna wydawał się dziwnie znajomy. Jego szczęka była napięta, gdy patrzył na Lię trzymającą zawiniątko.
„Chłopczyk” – powiedziała Lia – „nie oddycha, nie reaguje na uciskanie klatki piersiowej. Ja... Ja właśnie ich znalazłam. Robiłam resuscytację przez ostatnie trzydzieści minut, ale...”
Całe jej przeszkolenie opuściło ją, gdy podawała bezwładne niemowlę młodemu mężczyźnie.
„Cholera” – powiedział cicho. Jego ciemne brwi zbiegły się, gdy się skupił, odsuwając kocyk dwoma palcami przy tętnicy dziecka na wewnętrznej stronie ramienia.
Lia podeszła do matki, która oddała jej telefon.
„Tak mi przykro” – powiedziała Lia bardzo cicho.
Kobieta stała w ulewnym deszczu, z rękami zwisającymi luźno po bokach w szoku, obserwując młodego mężczyznę rozpoczynającego kolejną rundę resuscytacji.
***
„Proszę, to panią rozgrzeje” – powiedział starszy mężczyzna, podając jej filiżankę kawy, gdy siedzieli w pustym pokoju w Medford General Hospital.
„Dziękuję” – powiedziała z trudem.
„Jestem Steven.” – Wyciągnął rękę, a Lia ją wzięła, ściskając ją uprzejmie przez swoje otępienie.
„Lia.” – Próbowała się uśmiechnąć. – „Wow. Powinnam teraz tu pracować. Muszę znaleźć Cameron...”
Wstała. Koc, który jej dano, spadł.
„Och, jest pani siostrą Nate'a?” – zapytał Steven, uśmiechając się.
„Tak.”
„Cameron, możesz przyjść do sali badań cztery na oddziale ratunkowym?” – powiedział Steven do swojego walkie-talkie.
Lia usiadła z powrotem, próbując zebrać myśli. Przez wszystkie lata jako pielęgniarka podróżująca nigdy nie była tak zdenerwowana. Próbując się uspokoić, związała mokre włosy w kucyk i wzięła głęboki oddech, gdy Cameron wszedł do pokoju.
„Lia! O mój Boże!” – powiedziała głośno pielęgniarka oddziałowa z południowym akcentem. Przyciągnęła Lię do uścisku.
„Co za pierwsza noc, co?”
„Przepraszam, nie tak chciałam zacząć tę pracę” – powiedziała Lia. – „Była pani dla mnie taka miła przez telefon podczas rozmowy kwalifikacyjnej i...”
„Cody właśnie mi powiedział. Poradziłaś sobie świetnie. Po prostu nie było nic więcej do zrobienia – oboje zrobiliście, co w waszej mocy.”
Lia wypuściła powietrze.
„Matka i mała dziewczynka?” – zapytała cicho.
„Są w porządku. Oczywiście, nie w porządku, ale radzą sobie tak dobrze, jak można się spodziewać.” – Cameron odwróciła się do Stevena, który siedział cicho, obserwując. – „Kiedy hrabstwo w końcu naprawi ten most?! Ile istnień ludzkich, zanim coś zostanie z tym zrobione?”
„Wiem, wiem.” – Steven skinął głową.
„Nie oczekuję, że będziesz dziś pracować. Połowa zmiany i tak już minęła. Zmienię grafik i możesz zacząć w niedzielę.”
„Nie, w porządku. Mogę” – powiedziała Lia.
„Dziewczyno, to nie jest Nowy Jork. Nie musisz się tu udowadniać. W porządku. Jedź do domu i dręcz Nathana.”
Lia cofnęła się lekko na wzmiankę o Nowym Jorku. Zostawiła tam tylko złe wspomnienia, a sprawy nie zaczynały się tu też zbyt dobrze.
„Okej.” – Lia zgodziła się. Była już zmęczona i wciąż trzęsła się z zimna. – „Gdybym nie była przemoczona, pokłóciłabym się z panią o to.”
„Zanotowane.” – Cameron się uśmiechnęła.
„Przepraszam, że przerywam, ale gdzie jest Cody?” – zapytał Steven, wstając i poprawiając spodnie. Miał na sobie czapkę biura rolniczego, pełną ciemną brodę i wąsy oraz ubranie robocze. Lia nawet nie zauważyła do tej pory, że nie był w mundurze i nie byli w karetce.
„Lia, widzę, że poznałaś Stevena. Jest ochotniczym strażakiem, podobnie jak Cody. Obawiam się, że Medford nie jest jak miasto. Działamy tu na pracy ochotniczej. Mnóstwo dobrych ludzi” – powiedziała Cameron. – „Cody kończy swoje papiery, potem wszyscy możecie iść.”
Lia zebrała swoje rzeczy, gotowa zapomnieć o tej nocy. Gdy szła w stronę drzwi, otworzyły się i wszedł młody ochotniczy strażak z wcześniej.
Gdy na nią spojrzał, rozpoznanie pojawiło się w jego niebieskich oczach.
„Musi pani być pielęgniarką, która zatrzymała się na drodze.” – Wyciągnął do niej rękę. – „Jestem Cody.”
Spojrzała na jego twarz. Był przystojny, bardzo atrakcyjny. Miał czerwonawo-brązową opaleniznę, ciemne włosy i cień zarostu, może z długiej nocy. Jego dłoń była duża, skóra szorstka, ale delikatna, gdy chwytała jej.
„Lia. Jestem Lia” – powiedziała z trudem, zaskoczona sobą.
„Ach tak, siostra Nate'a!” – Uśmiechnął się.
„Wow. Nie zdawałam sobie sprawy, że już mam reputację.”
„Nate i ja jesteśmy przyjaciółmi od lat” – powiedział, a wspomnienie jego twarzy pojawiło się w umyśle Lii: zdjęcie z fotobudki.
„Witaj w Medford” – kontynuował Cody. – „Przykro mi, że tak się poznaliśmy.”
„Tak, mnie też. Idę już. Jestem pewna, że będziemy mieli okazję poznać się innym razem” – powiedziała Lia cicho, odwracając się do drzwi.
„Lia, poczekaj...” – Jego głos ją zatrzymał. – „Potrzebujesz podwiezienia do samochodu?”
„Cholera. Tak!” – Odwróciła się, sfrustrowana. – „Przepraszam za kłopot.”
Poszła za nim do jego pickupa, przygryzając dolną wargę.
„To żaden kłopot” – odpowiedział. – „To najmniej, co mogę zrobić, to podwieźć cię. To ty zatrzymałaś się, żeby spróbować komuś pomóc.” – Cody otworzył drzwi pickupa, wskazując jej, żeby wsiadła.
„Po pierwsze, nie miałam wielkiego wyboru. Po drugie, jestem pielęgniarką, a po trzecie, nie byłam wielką pomocą” – powiedziała smutno. Lia nie wiedziała, dlaczego tak to przeżywa. Strata pacjenta nie była dla niej niczym nowym. Obwiniała swoje uczucia o bycie nową, burzę i teraz bycie bardzo zmęczoną.
„Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy” – powiedział, jakby mówił do siebie. Jego głos stał się nieco chropowaty. – „Rzeczy nie zawsze są pod naszą kontrolą, a dopóki zrobiliśmy absolutnie wszystko, co mogliśmy, to to się liczy.”
Cody wykonał kilka skrętów wiejską drogą, zatrzymując się przy blokadzie ustawionej przed zalanym mostem. Opuścił szybę, wyjaśniając funkcjonariuszowi sprawę samochodu Lii i sytuację, zanim ich przepuścili.
„No, jesteśmy na miejscu.” – Uśmiechnął się do Lii. – „Proszę uważać w drodze do domu.”
„Będę. Dziękuję, Cody. Bezpiecznej nocy.” – Lia uśmiechnęła się z powrotem i wysiadła z pojazdu.
Gdy wsiadła do swojego samochodu, silnik nie chciał zapalić.
„Żartujesz sobie teraz ze mnie?!” – powiedziała Lia głośno do siebie.
Pickup Cody'ego wciąż pracował po drugiej stronie ulicy. Miała zamiar się rozpłakać w tym momencie, a gdy jedna mała łza wypłynęła, usłyszała pukanie w szybę.
„Wszystko w porządku?”
Stał tam z brwiami ściągniętymi z troską.
Lia próbowała ukryć łzy, ale widok jego pięknej twarzy złamał coś głęboko w jej piersi. Gdy zaczęła płakać, Cody otworzył jej drzwi, klękając obok niej. Chociaż deszcz zelżał, wciąż była zimna mżawka.
„Nic mi nie jest...” – powiedziała z trudem. – „To była najgorsza noc.”
„Przykro mi. Chodź ze mną, a zawiezę cię do domu. Zadbamy o twój samochód później” – powiedział Cody łagodnie, pomagając Lii wyjść przez drzwi pasażera. Skinęła głową, czując się tak pokonana.
„Gdzie mieszkasz?” – zapytał swoim miękkim południowym głosem.
„Wiesz, gdzie mieszka Nathan? Mieszkam z nim na razie” – powiedziała Lia z trudem.
„Tak, oczywiście, że wiem. Nie zdawałem sobie sprawy, że już jesteś w mieście. Kilka dni temu wspomniał, że niedługo przyjedziesz.”
„Jestem tu dopiero trzy dni. Nie widziałam go zbyt wiele przez jego grafik pracy. Pracujesz z nim?” – zapytała Lia, próbując się pozbierać.
Weź się w garść, kobieto!, pomyślała.
„Pracuję, niestety.” – Zaśmiał się.
„Więc jesteś gliną i ochotniczym strażakiem?” – zapytała Lia zaskoczona.
„Tak jest.”
„Wow. Po prostu zwykły superbohater, co?”
„Coś w tym stylu.” – Cody puścił do niej oko.
Małe motylki poruszyły się w jej żołądku. Zanim zdążyła odpowiedzieć, zdała sobie sprawę, że są na podjeździe. Wszystkie światła były zapalone, a pickup Nathana zaparkowany.
„O wilku mowa. Chyba odprowadzę cię do środka i przywitam się.”
Cody wrzucił na parking, wysiadając. Zanim Lia zdążyła otworzyć drzwi, Cody już to robił, wyciągając rękę, żeby pomóc jej zejść.
Dreszcz przeszedł przez nią, gdy jej dłoń dotknęła jego. Spojrzała w górę, próbując odczytać jego twarz. Cody po prostu uśmiechnął się do niej. Jeśli coś poczuł, jego twarz tego nie pokazała.
„Dziękuję” – zdołała powiedzieć, ledwo.
W środku Nathan stał w kuchni, kończąc drinka po pracy.
„Więc w jeden wieczór próbowałaś uratować dziecko, poznałaś mojego najlepszego przyjaciela, dostałaś dodatkowe dni wolne od pracy i zepsuł ci się samochód?” – zapytał zszokowany i zaskoczony. Mosiężne guziki na jego mundurze oficera błyszczały w jasnym świetle.
Lia stała przy blacie, masując skronie.
„Coś w tym stylu, tak” – powiedziała niezadowolona.
„Zawsze perfekcjonistka” – zaśmiał się, wkładając butelkę po piwie do recyklingu.
„Muszę się przebrać. Wciąż jestem przemoczona.” – Lia poszła do swojego pokoju, zdjęła mokre uniformy i sprawdziła zegar. Była prawie trzecia w nocy.
Jęknęła.
Ledwo słyszała, jak Cody podaje szczegóły o małym dziecku Nathanowi. Zamknęła oczy, wzdychając, gdy rozwiązała włosy i ubrała się w oversizowy T-shirt i szorty, zanim wróciła do salonu.
„Przepraszam, siostrzyczko. Nie chciałem bagatelizować wszystkiego” – przeprosił Nathan, siedząc na kanapie.
Lia zawsze myślała, że Nathan wygląda jak ona. Miał te same jasnobrązowe włosy i brązowe oczy, ich nos i usta takie same. Ich matka zawsze nazywała ich swoimi irlandzkimi bliźniakami, gdy byli młodsi.
„Wiem. W porządku.” – Opadła na kanapę obok niego, próbując nie gapić się na Cody'ego, który był rozluźniony w fotelu.
„Miałem nadzieję zobaczyć, jak dostaniesz lanie, stary” – zaśmiał się Cody.
„Minęły dopiero trzy dni. Daj jej czas. Jestem pewien, że mnie dopadnie. Ona i Dani będą się na mnie sprzysięgać w mgnieniu oka. Będę musiał cię trzymać w pobliżu, żebyś mi pomógł” – zażartował Nathan. Lia była dziwnie podekscytowana myślą o tym, że Cody będzie w pobliżu.
„Kto powiedział, że ci pomogę?” – Cody puścił oko do Lii, a te motylki wróciły.
„Gdzie jest Dani?” – zapytała Lia.
„Wróciła do siebie po kolacji, bo miałem pracę, a myślała, że ty też będziesz pracować” – odpowiedział Nathan, wstając. – „Idę się przebrać. Cody, zostajesz?”
„Cóż, skoro nikt na mnie nie czeka w domu, równie dobrze mogę” – powiedział szybko, spoglądając szybko na Lię.
Z jakiegoś powodu jej serce podskoczyło.
„Będzie też łatwiej pomóc Lii z samochodem później” – dodał.
Zdjął buty i oparł się bardziej w fotelu.
„Przykro mi, że twoja pierwsza noc była taka ciężka, Lia. Wiem, że się dobrze urządzisz.”
„Dzięki. Może być tylko lepiej, prawda?” – Zaśmiała się nerwowo, chowając włosy za ucho.
„Mhmm” – mruknął Cody, jego oczy łagodniały.















































