Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Boskie smoki 2: Narzeczona dla boga gór

Boskie smoki 2: Narzeczona dla boga gór

Autorzy
Raven Flanagan
Lektury
430K
Rozdziały
15
Autorzy
Raven Flanagan
Lektury
430K
Rozdziały
15
💕Romantyczne🌛Bogowie i boginie🙅Niechętny partner🎭Dramatyczne🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪🏻Samce alfa👑Rodzina królewska i arystokraci🧑🏽‍🦳Różnica wieku🐉Smoki🔒Wymuszona bliskość

Chciwy król składa swoją najmłodszą córkę w ofierze Bogu Gór, aby udobruchać leśne duchy siejące spustoszenie w jego królestwie. Księżniczka Nia obawia się swojego losu w zakazanym lesie, by wkrótce dać się oczarować rozbrzmiewającej w nim pieśni natury. Zwabiona w głąb puszczy, staje twarzą w twarz z potężnym, majestatycznym smokiem – Bogiem Gór.

Między zadziorną księżniczką a smoczym bogiem lecą iskry, gdy rozkwita przeznaczona im miłość. Kiedy jednak intruz z jej przeszłości grozi, że ich rozdzieli, księżniczka musi stanąć do walki o przyszłość, którą sama wybrała — a pragnie serca góry.

Rozdział 1

Księga 2: Narzeczona dla Boga Gór

Król Nelus, człowiek o niezaspokojonej chciwości, z siedmioma żonami, dziewięcioma synami i większą liczbą córek, niż potrafił zapamiętać, stał na skraju zakazanego lasu. Wygłaszał przemówienie o tym, jak ważne jest udobruchanie duchów lasu, które siały chaos w naszym królestwie, ale ja nie zwracałam uwagi na jego obłudne słowa.
Sto lat temu moi przodkowie zbudowali świątynię w cieniu górującego za mną łańcucha górskiego. Była ona symbolem potęgi Boga Gór, który uważał te strome, gęsto zalesione szczyty za swoje własne. Z biegiem czasu świątynia zmieniła się w pałac, a wokół niej wyrosło królestwo.
Na przestrzeni dziejów królowie przekraczali granice, wdzierając się do zakazanego lasu, biorąc więcej drewna, niż było to konieczne, kradnąc, psując duchy i prowokując Boga Gór, ale król Nelus był z nich wszystkich najgorszy.
Jego chciwość, żądza, obżarstwo i grzeszne zachowanie jako króla ściągnęły na naszą ziemię nieszczęście. Duchy lasu wyczuły zamęt wywołany jego lekkomyślnymi rządami, a karmiąc się jego złością i okrucieństwem, przemieniły się w potwory, które krążyły i polowały na ulicach naszego miasta.
Nakładał na swoich ludzi wysokie podatki, porywał młode szlachcianki i dokonywał egzekucji każdego, kto odważył się mu sprzeciwić.
Czym była dla niego jeszcze jedna żona, kolejny syn czy jedna odcięta głowa?
Wciąż wkraczał na terytorium Boga Gór. Góry, lasy i bujne zarośla szumiące za moimi plecami nie bez powodu były zakazane; duchy nie patrzyły przychylnie na śmiertelników i pragnęły pomścić swojego boga.
Król Nelus był świadomy rosnącego niepokoju wśród swoich poddanych. Jego żelazny uścisk na ich lojalności słabł z każdym rokiem, szargając jego wizerunek, a narastający sprzeciw zmusił go w końcu do działania.
Musiał udobruchać Boga Gór, by odpokutować za swoją chciwość, bo inaczej ryzykował utratę wszystkiego, co było mu drogie.
„Księżniczka Nia ofiarowuje się jako dowód dobrej woli dla naszego boskiego pana” – skłamał. Wcale tego nie zrobiłam.
„Wszyscy musimy modlić się o litość Boga Gór”. Jego głos odbił się echem nad tłumem, dając sygnał oznaczający koniec tego groteskowego spektaklu.
„Żegnaj, moja ukochana córko”.
Czym była bezwartościowa córka dla króla, który pragnął mieć wszystko?
„Ojcze, nie rób tego” – szepnęłam, szarpiąc się z więzami krępującymi moje nadgarstki za plecami. „Proszę, nie zostawiaj mnie tutaj”.
Nawet na mnie nie spojrzał, gdy opuszczał pospiesznie skleconą platformę.
Król Nelus, jego żony, synowie i pozostałe córki odwrócili się ode mnie; mój ojciec, matka, bracia, siostry i tysiące głupców pozostawili mnie związaną i bezbronną w cieniu zakazanego lasu.
Z przerażeniem patrzyłam, jak złote słońce chowa się za horyzontem za odległym królestwem, gdy wszyscy wyruszyli do domów.
Pozostawiona sama na pastwę duchów góry i ich potwornego boga – ofiarna księżniczka, mająca odpokutować za grzechy ojca.
Tylko jedna postać wciąż tam tkwiła. Żołnierz w pełnej zbroi, wahający się na skraju tłumu, jakby miał zamiar zawrócić, podbiec do mnie, przeciąć moje więzy i mnie stąd zabrać.
Proszę. Proszę. Proszę. Błagałam w duchu, czując, jak pierwsze łzy wydostają się na zewnątrz i żłobią gorące ścieżki na moich policzkach. Proszę, wróć po mnie. Nie zostawiaj mnie samej na ten los.
„Neven, wracaj po mnie. Proszę”. Narastający wiatr zabrał słowa z moich ust.
Jego kapitan wywarknął rozkaz, a on odwrócił się do mnie plecami, podczas gdy gasnące, pomarańczowe światło odbijało się od jego srebrnej zbroi. Rycerz pomaszerował przed siebie, wracając do królestwa, którego przysiągł bronić.
Może znajdzie inną księżniczkę, z którą będzie dzielił łoże. Albo kobietę, którą będzie mógł swobodnie kochać.
Ale nie mnie. Zbyt wygadaną, zbyt głośną, zbyt zakazaną; przelotny romans, a teraz nic więcej niż kawałek mięsa dla górskich stworzeń.
Smugi maślanej żółci, palonej pomarańczy i rdzawej czerwieni rozdzierały niebo, a gdy słońce ostatecznie zniknęło, na świat opadły ciemniejsze odcienie fioletu i błękitu.
Migoczące srebrne gwiazdy mrugały do mnie, dopóki nad moją głową nie przetoczyły się z impetem ciężkie chmury, brzemienne w nadchodzącą burzę. Mgła wpełzła pomiędzy wysokie górskie drzewa, przybliżając się niczym całun i spowijając nasycone zielenią szczyty.
Ptaki przestały śpiewać, zwierzęta przestały hałasować, a cykające owady zamilkły.
Tylko narastające grzmoty i wiatr wyjący w pobliskich konarach przerywały ciszę, a bez naturalnej symfonii lasu mój żołądek ścisnął się z powodu narastającego strachu.
Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, a na skroniach wystąpił zimny pot; mój ostatni posiłek zwarzył się w skręconym żołądku, podchodząc mi do gardła.
Ledwie słyszałam własne ciche, stłumione jęki, które towarzyszyły moim niekończącym się łzom.
W nadgarstkach narastał palący ból od skórzanych mankietów krępujących mi dłonie za plecami. Przymocowana bez szansy na ulgę do drewnianego słupa na platformie wiedziałam, że moje nadgarstki pokryją się siniakami i otarciami.
Choć pewnie i tak nie miałoby to znaczenia, gdy upomną się o mnie duchy.
A może sam Bóg Gór nadejdzie i… nie. To mało prawdopodobne.
Nikt z żyjących go nie widział; Bóg Gór ukrywał się pośród masywnych, rozległych szczytów, które graniczyły z naszym kontynentem, a jego las na szczycie tych obojętnych gór niemal sięgał gwiazd i nieba.
Żaden śmiertelnik nigdy by go nie odnalazł, gdyby sam tego nie chciał, a tym bardziej nie przeżyłby spotkania z gnomami, chochlikami i driadami.
Moje poświęcenie pójdzie na marne. Bóg Gór nie zechciałby mnie – marnej nagrody pocieszenia od chciwego króla.
Gdy duchy lasu mnie znajdą, prawdopodobnie rozerwą mnie na strzępy, zanim wyruszą do królestwa, by siać jeszcze większe spustoszenie.
I dobrze. Dobrze im tak za to, co zrobili. Zginę niczego nieświadoma i nikt nie będzie za mną tęsknił.
Żadnych sentymentów ze strony rodziny czy niedoszłego kochanka; po prostu pokarm dla lasu.
Czy właśnie dlatego królowie mieli tak wiele dzieci? Przypuszczam, że potrzebowali zapasowych spadkobierców.
Choć nie mogłam sobie wyobrazić, by mój ojciec zrezygnował z któregokolwiek ze swoich synów; prędzej poświęciłby każdą ze swoich córek, dopóki duchy nie zostawiłyby ich w spokoju.
„Tak? Więc pierdolcie się! Ty stary gnoju!” – krzyknęłam w pustkę. Gdy zapadła noc, nie widziałam już lśniących wież królestwa.
Wiedziałam, że mnie nie słyszą, ale, do cholery, krzyk przyniósł mi wielką ulgę. „Pierdolcie się wszyscy! Mam nadzieję, że duchy zabiorą wam wszystko! Całe wasze złoto, wszystkich waszych synów – wszystko, co jest dla ciebie cenne, ty zgniły gnoju!”
Wydałam z siebie krzyk, który nie ustał, dopóki nie zaczęły spadać pierwsze krople deszczu; moje gardło było zdarte, a mięśnie drżały z wysiłku po ciągłym szarpaniu się z więzami.
Zimna mżawka wżerała się w moją skórę, sprawiając, że krew w żyłach zdawała się zamieniać w lód. Moje łzy wyschły, zastąpione rzeką gniewu i bólu, głębszą niż cokolwiek, czego do tej pory doświadczyłam.
Wtedy coś chłodnego i twardego otarło się o zdartą skórę mojego nadgarstka; z moich ust wyrwał się okrzyk zaskoczenia, gdy instynktownie odskoczyłam, czując, jak coś owija się wokół moich więzów.
Moje serce tłukło się o żebra w tempie zbyt szybkim, by można je było uznać za zdrowe. Wykręciłam głowę w stronę belki, próbując dostrzec, jakie to stworzenie lub owad przedostało się do moich związanych dłoni, a wtedy z mojej twarzy odpłynęły kolory, a żołądek zwinął się w supeł.
Z poszycia wypełzła masa poplątanych pnączy, zupełnie jak gniazdo węży, a z mojego gardła wyrwał się krzyk czystego przerażenia, porwany przez burzowe wiatry niczym uciekający przed niebezpieczeństwem ptak. Nigdy wcześniej nie widziałam, by rośliny poruszały się tak celowo.
Moją pierwszą myślą było, że to duchy lasu mnie znalazły i przyszły po to, by mnie zabrać. Wtedy jednak krępujące mnie mankiety zostały rozerwane, opadając na platformę z satysfakcjonującym łoskotem, a ja, rozcierając obolałe, zaczerwienione nadgarstki, nie odrywałam wzroku od masy wijących się pnączy i gałęzi wycofujących się z powrotem do lasu.
Kosmyki mgły zawirowały w powietrzu, rozstępując się i odsłaniając coś, co wyglądało jak ścieżka. Otoczył mnie szept, który zdawał się dobiegać z samej ziemi, wwiercając się w mój umysł i chwytając się czegoś głęboko we mnie.
Dziwna muzyka lasu pulsowała w moich żyłach, uspokajając wściekłe bicie serca, i spłynęło na mnie poczucie spokoju – niczym miękki, ciężki koc, chroniący przed surowym, zimowym chłodem. Złocista, cekinowa suknia zaszeleściła wokół moich nóg, gdy zaczęłam się poruszać, zupełnie o tym nie myśląc.
Zupełnie jakby jakaś siła z zewnątrz przejęła kontrolę nad moimi zmysłami, moje obute w jedwab stopy zeszły po skrzypiących schodach platformy; przyciskałam obolałe nadgarstki do klatki piersiowej, bezmyślnie podążając ścieżką wytyczoną przez pnącza.
Przełknęłam ślinę, a z powodu wyschniętego gardła niemal zadławiłam się własnym językiem. Mimo to nie zatrzymałam się – nie potrafiłam – gdy minęłam zasłonę z drzew i wkroczyłam do zakazanego lasu. Zaparło mi dech w piersiach, gdy pieśń góry przyciągnęła mnie głębiej, wołając, wciągając mnie w swoje mroczne, zielone czeluści.
Gdzie podziały się zwierzęta? Dlaczego duchy lasu jeszcze mnie nie zaatakowały? Drżąca, w zimnej, mokrej i przylegającej do moich krągłości sukni, przemieszczałam się przez gęsty las na trzęsących się nogach.
Z każdym moim krokiem mgła rozstępowała się, zapraszając mnie do serca miejsca, do którego nie miałam prawa wstępu. Gdy uśpiony czarującą pieśnią góry strach ustąpił miejsca dziwnemu uczuciu ciekawości, w oddali moim oczom ukazał się potężny głaz.
Zatrzymałam się gwałtownie z krzykiem więznącym w gardle, gdy kolejne głazy pokryte porostami zaczęły się poruszać. Nawet drzewa zdawały się kołysać i przesuwać, zupełnie jakby były żywe.
Światło księżyca przedarło się przez burzowe chmury, oświetlając ruch na mojej ścieżce. Góra przede mną podnosiła się, rosła, wyłaniała się z niej długa szyja – wtem podmuch wiatru rozwiał mgłę.
Księżycowy blask odsłonił łuski w odcieniach zieleni, szarości i brązu, tworząc żywy portret lasu. Szmaragdowozielone skrzydła zakończone pazurami rozpostarły się szeroko, długa szyja uniosła się jeszcze wyżej, a jarzące się zielenią oczy, przypominające mech, skupiły się na mnie.
Przypominające poroże rogi o teksturze kory wieńczyły jego majestatyczną głowę, a przez zakazany las echem przetoczył się niski warkot. To nie był głaz, wzgórze ani drzewa.
Bóg Gór przebudził się i patrzył prosto na mnie.

Odkryj Galateę

Wtedy spojrzysz na mnie.Jeźdźcy piekiełCarrero 2. Wpływ CarreroGdy zapadnie noc. Edycja Pana GibsonaZaaranżowane małżeństwo

Najnowsze publikacje

Nasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocWrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: Beau

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Raven Flanagan

by goshka

liczba książek: 9

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 365

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 6

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 61

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 73