
Bractwo
Autorzy
Ronja T. Lejonhjärta
Lektury
141K
Rozdziały
6
Friend Zoned?
. . Kai chowa telefon i patrzy na trzy zaniepokojone twarze wpatrzone w niego.
„Okej, jedzie. Wszystko gotowe?”
„Jesteśmy pewni? To znaczy, co jeśli się wścieknie?” Trey nerwowo poprawia poduszkę na kanapie i układa stos książek o Star Wars na stoliku kawowym. Ramki ze zdjęciami naprzeciwko wyglądają na krzywe.
Chce je poprawić. Może nawet posprzątać całe piętro, co wywołuje uśmiechy na twarzach współlokatorów. Nagle zaczyna dbać o porządek, choć zazwyczaj jest największym bałaganiarzem.
To jednak dobra rzecz. W końcu mają dom. Trey wciąż nie może w to uwierzyć. No i co z tego, że to dom bractwa?
Mieli szczęście, że znaleźli go przed rozpoczęciem zajęć. Szansa na ominięcie akademików i ucieczkę od innych studentów pierwszego roku, którzy przychodzą na studia tylko po to, żeby imprezować albo uciec od rodzin, była naprawdę dobra.
Kingston, czyli King, przerywa grę i spogląda na nich ze swojego gigantycznego pufa. Jest naprawdę zadowolony z domu. Gdyby nie to, wciąż mieszkałby z mamą, braćmi i siostrami.
„Nie możemy zostać dziewicami na zawsze” mówi. „Lubi nas wszystkich, więc co może pójść nie tak?”
„Może nas zgłosić dziekanowi” cicho mówi Henry z progu. Dziekan wydziału inżynierii budzi w nim strach. Mogą ich wyrzucić z uczelni. Mogą trafić na czarną listę albo stać się pośmiewiskiem.
„Nie zrobiłaby tego. Naprawdę, jest zbyt miła.” Kai próbuje ich uspokoić, ale nie udaje mu się uspokoić nawet samego siebie.
Są w dużej niekorzystnej sytuacji, będąc jedynymi czterema członkami swojego bractwa i inżynierami. Dziewczyny patrzą na nich i widzą tylko kujonów. Kai odwraca się plecami do reszty i patrzy przez okno.
„Miła?” mówi Trey. „Skopałaby nam wszystkim tyłki, nawet tobie.”
Zwykłe żarty o ich rozmiarach nie działają. On i Henry są niżsi i mniejsi niż Kai z jego genami z wysp Pacyfiku i King z jego mieszanym afroamerykańskim pochodzeniem. Obaj ćwiczą i ich ciała to pokazują. Nie żeby Trey i Henry nie byli w formie... jak na chudych graczy.
Każdy z nich ma coś do zaoferowania: Trey jest wyższy od przeciętnego mężczyzny, a Henry ma przewagę świetnego metabolizmu i umięśnionego ciała bez wysiłku. Więc kto jest tu prawdziwym zwycięzcą?
„Przestańcie się martwić. Wszystko będzie dobrze” mówi King, choć tak naprawdę w to nie wierzy. Za jego słowami trzęsie się ze strachu.
Henry kręci głową i wstaje. Bawi się kieszeniami.
„To będzie takie niezręczne. Musimy z nią studiować przez kolejne trzy lata.”
„Jeśli nas nie zgłosi i nie wyrzucą nas wszystkich, oczywiście” żartuje Trey.
„Dlaczego miałaby wybrać któregokolwiek z nas? Jest piękna i cholernie mądra. Może mieć każdego na kampusie, a my nie możemy.” Głos Henry'ego staje się coraz bardziej zaniepokojony. Jest o krok od poddania się i pójścia do swojego pokoju, żeby sobie ulżyć.
„A jednak spędza z nami cały swój czas.” Kai kładzie rękę na ramieniu Henry'ego, a mniejszy chłopak siada z powrotem.
„Ale dlaczego?” zaczyna Henry, ale przerywa mu dzwonek do drzwi. Zrywa się na równe nogi i zaczyna chodzić tam i z powrotem. „O kurwa.” Przełyka ślinę. „O, kurwa.”
„Uspokój się” mówi głośno King. On też wstaje. „Nie chcemy, żeby uciekła, zanim w ogóle ją zapytamy, prawda?” Wpatrując się w Henry'ego, dopóki ten znów nie usiądzie, King idzie z takim spokojem, jaki tylko potrafi, do wejścia.
Drzwi otwierają się szeroko, a Harley wita się z uśmiechniętym Kingiem. Poprawia pasek na ramieniu ciężkiego plecaka i uśmiecha się w odpowiedzi.
„Hej, King.”
„Harley... hej.” Nagle czuje się równie głupio jak Henry. Jest zachwycony tym, jak jej długie brązowe włosy podskakują w idealnych lokach, jak jej pełne, różowe usta zawsze wydają się uśmiechać i jak jej duże zielone oczy błyszczą.
Jej twarz w kształcie serca idealnie pasuje do jej figury klepsydry, a sukienka, którą ma na sobie, wcale nie pomaga jego erekcji. Przynajmniej nie ma na sobie szortów sportowych.
„Kai do mnie napisał” mówi, wchodząc. „Nie jestem za wcześnie, prawda?” Odwraca się, przytula Kinga mocno, potem przechodzi obok niego.
„Gdzie wszyscy?”
„W...” King odchrząkuje. „W salonie.”
„Och, uczymy się tam?” Harley podskakuje do przodu i kładzie plecak z głuchym łupnięciem. „Hej, chłopaki.”
„Hej.” Kai przyciąga ją do niedźwiedziego uścisku.
Trey niezręcznie ją przytula jako następny, a kiedy przychodzi kolej Henry'ego, zostaje na siedząco i patrzy w podłogę, rumieniąc się.
„Cześć” mówi cicho z małym pomachaniem.
„Hej, Henry. Jak tam Radion?”
Henry drapie się po karku.
„Eee, dobrze” mówi cicho, czerwieniąc się. Nie może uwierzyć, że pamięta o jego projekcie, robocie, którego zaczął w liceum.
„Cieszę się.” Harley grzebie w plecaku, wyciąga komputer i podręcznik i siada obok niego.
King wraca, krzyżując ramiona i opierając się o framugę. Nikt nie wie, co powiedzieć dalej. Oczy Harley przesuwają się od faceta do faceta, ale żaden z nich na nią nie patrzy. Od czego zacząć?
„Zacznijmy od statystyk inżynierii mechanicznej” w końcu mówi Kai, a wszyscy jęczą.
***
„Widzieliście kiedyś te posty pytające, jaka książka sprawiła, że płakaliście, a ludzie mówią Bridge to Terabithia albo The Fault in our Stars? Cóż, wszyscy się mylą. To jest książka, która może sprawić, że każdy zapłacze.”
Harley zatrzaskuje podręcznik inżynierii, opiera się do tyłu i masuje skronie. Jej stopy wznoszą się na stolik kawowy.
Czterej chłopcy patrzą na siebie nawzajem z minami od zaskoczenia przez niepokój po nadzieję.
„Chcesz zrobić przerwę?” pyta King.
„Proszę” jęczy Harley. Jej ręce opadają na boki. „Przerwę na przekąski.”
Henry zgłasza się na ochotnika, żeby znaleźć przekąski. King łapie wzrok Kaia i kiwa głową w stronę pustego miejsca. Nie ma potrzeby słów. Kai wsuwa się obok dziewczyny, gdy King dotyka jej ramienia, utrzymując głos niski.
„Odwróć się do mnie plecami.”
„Dlaczego?” pyta Harley, ale i tak to robi.
King kładzie obie ręce na jej ramionach i naciska, robiąc kciukami kółka. Przez pół sekundy sztywnieje. Potem jej mięśnie topnieją, gdy rozluźnia się pod jego dotykiem. Jej oczy się zamykają i wyrywa jej się chichot.
„Och, tak, proszę.”
Kai sięga z drugiej strony. Jego palce lądują delikatnie na jej skroniach.
Dopasowując swój wysiłek do Kinga, zaczyna masować.
„Oooch” jęczy Harley, a obaj chłopcy robią pauzę, niezauważoną przez nią, żeby się poprawić. „To jest boskie.”
Kai rzuca szybkie spojrzenie na Kinga, który kiwa głową. Pochylając się do przodu, King składa pocałunki wzdłuż jej szyi, obserwując, jak ręka Kaia wędruje niżej po jej klatce piersiowej.
Trey podchodzi bliżej, opada na kolana i masuje jej stopy. Po kilku chwilach jej szczęśliwego jęczenia zaczyna robić kółka w górę jej nogi. Jedna ręka powoli unosi materiał i sięga w wilgotny mrok.
Harley jęczy głośniej. Potem, gdy jej sukienka przesuwa się wyżej, jej oczy otwierają się szeroko. Zrywa się i cofa.
„Co wy robicie?”
Zanim zdążą odpowiedzieć, potyka się o nogi Treya. King ją łapie. Krzycząc, jakby się sparzyła, Harley odsuwa się od jego dotyku i odwraca. Jej klatka piersiowa unosi się i opada, a wszyscy trzej chłopcy nie mogą przestać się gapić.
Oczy Harley przesuwają się od Treya do Kaia do Kinga, rozszerzając się na widok nerwowych uśmiechów, które jej dają. Są zadowoleni? Niewiarygodne.
Robi kolejny krok do tyłu. Jej stopy nie mogą się poruszać wystarczająco szybko.
Potem uderza w coś twardego.
Za nią unosi się jęk. Harley odwraca się na piętach, przyjmując Henry'ego, potem tacę z przekąskami, które nie do końca ukrywają jego rosnącą erekcję. Jej usta się rozchylają. Wszyscy w to wmieszani?
„Co – co wy robicie?” powtarza.
„Sprawiamy, że czujesz się dobrze” mówi po prostu Kai.
Odwraca się ponownie. Wstaje i robi krok do przodu, ale Harley cofa się, zerkając przez ramię, jakby chciała się upewnić, że drzwi wejściowe się nie przesunęły.
„Wszyscy... wszyscy czterej?” Jej warga drży. Czy to niedowierzanie, czy podniecenie? Czy złość?
Złość, zdecydowanie. Harley przygryza wargę, żeby powstrzymać łzy.
Kiedyś myślała, że brak dziewczyn u nich był zaskakujący. W końcu przystojni i mili byli, z jej doświadczenia, wygrywającą kombinacją. Ale może nie są tak słodcy, jak udają.
Jej zęby zaciskają się. Jaka jest głupia, myśląc, że w końcu może znaleźć miłego i wrażliwego chłopaka zamiast idioty, na którego normalnie się nabierała. Cóż, życie jej pokazało. Ci czterej są tak samo idiotyczni jak reszta.
Łza spływa po jej policzku. Chwyta komputer i podręcznik i wpycha je do plecaka. Zapominając zapiąć zamek, odwraca się i kieruje z powrotem do wyjścia, gdy chłopcy pędzą za nią.
„Harley, proszę, nie odchodź. Przepraszamy” krzyczy Trey.
„Zostawcie mnie w spokoju.” Zarzuca plecak na ramię.
Chwyta klamkę, ale King zatrzymuje się przed nią, zanim zdąży ją przekręcić.
„Pozwól nam wyjaśnić.”
„Nie ma czego wyjaśniać. Jesteście tacy jak wszyscy inni.” Ociera kolejną łzę, nie patrząc na niego.
„Wszyscy inni, kto?” Sfrustrowany głos Kaia sprawia, że podskakuje. Jakie on ma prawo być na nią zły?
„Każdy facet, z którym się spotykałam” odpowiada, wciąż pociągając nosem. „Na początku są słodcy, a potem okazuje się, że wszystko, czego kiedykolwiek chcieli, to seks.” Ociera oczy.
Chłopcy przesuwają się nieswojo wokół niej, przestępując z nogi na nogę i wpatrując się w podłogę. Głos Harley się podnosi.
„Wiecie, faceci zawsze mówią o tym, że są friend zoned, ale nikt nigdy nie mówi o tym, jak czuje się kobieta, która myśli, że ma przyjaciela, tylko... tylko po to, żeby się dowiedzieć, że on chciał ją tylko przelecieć.”
„To nie... kurwa. Masz rację, ale to coś więcej.” Trey robi krok bliżej, ale zatrzymuje się, gdy podnosi rękę.
„Proszę, pozwólcie mi odejść.”
„Pozwolę, za chwilę” mówi King. „Ale nie mogę pozwolić ci odejść, myśląc, że chcieliśmy tylko seksu.”
Harley przechyla głowę, zastanawiając się, jakie słodkie kłamstwa zaraz jej powie, gdy przychodzi przerwanie w najbardziej nieprawdopodobnej formie: Henry'ego.
„Jesteś marzeniem” mówi nieśmiało.
„Co?” Harley znów pociąga nosem.
„Każdy facet chciałby być blisko ciebie, a my mamy szczęście, że możemy. To mnie przeraziło. Tylko pomyśl o tym.” Henry stuka się w głowę i uśmiecha się lekko.
„Jesteśmy tutaj, czterej kujoni, którzy wciąż nie znaleźli odpowiedniej dziewczyny, żeby stracić z nią dziewictwo, a potem w końcu ją znajdujemy. Wyobraź sobie nasze zaskoczenie, kiedy odkryliśmy, że to ty.”
Harley spogląda w górę, oczy zaczerwienione. Henry przełyka ślinę i robi krok bliżej.
„To prawda, że chcielibyśmy mieć szansę być z tobą czymś więcej, ale jeśli powiesz nie wszystkim nam, albo jednemu, dwóm czy trzem, to zaakceptujemy to i będziemy szczęśliwi z twojej przyjaźni. Zakładając, że wciąż ją mamy” dodaje.
Łzy znów wybuchają, a wraz z nimi ramiona Harley. Owijając je wokół szyi Henry'ego, chowa twarz w jego ramieniu, szlochając cicho.
Henry obejmuje ją w talii, trzymając bez kurczowego chwytu, oczy na podłodze. Nie ma pojęcia, jak długo tak stoją, tylko że tęskni za tym, gdy ona puszcza.
Nie pada ani słowo, gdy się zbiera, milcząc przyjmując chusteczkę, którą podaje jej Trey, żeby wydmuchać nos.
Czterej faceci patrzą na siebie, niepokój na ich twarzach. Czy właśnie zepsuli jedyną prawdziwą rzecz, jaką mieli poza swoim programem?
„Ja...” Wszystkie oczy zwracają się na nią. Harley odchrząkuje i długo patrzy na każdego z nich. „Potrzebuję trochę czasu, żeby się zastanowić, co dalej.”
„To uczciwe” mówi Trey.
King otwiera drzwi i cztery pary oczu obserwują, jak odchodzi. Nie ogląda się za siebie.
***
Tydzień później i nic. Żadnych wiadomości, telefonów ani pojawień się. Nawet gry wideo tracą swój urok. Przegrali dwadzieścia gier z rzędu, a na dwudziestej pierwszej Kai klnie i rzuca kontrolerem na podłogę.
„Zadzwonię do niej” oznajmia.
„Nie rób tego” ostrzega King.
„Potrzebuje czasu” cicho dodaje Henry.
„Ile czasu? Rok, to wystarczy?” prycha Kai.
Usta Treya opadają.
„Tyle, ile potrzebuje.”
„Spójrzmy prawdzie w oczy. W tym momencie powinniśmy być po prostu zadowoleni, że nas nie zgłosiła. Czterech kolegów z klasy proszących ją o seks? To dobrze wyjdzie” prycha Kai.
„To nie to, co zrobiliśmy... prawda?” pyta Henry. „To znaczy, jasno dałem do zrozumienia, że ją lubimy, prawda?”
King wzrusza ramionami, a Kai odrzuca głowę do tyłu ze frustracją. Trey wpatruje się w zatrzymany ekran telewizora.
Telefon dzwoni. Palce wbijają się w kieszenie, żeby sprawdzić, czy to Harley. Trey jęczy, gdy wszystko, co znajduje, to powiadomienia ze spamowych maili, mama narzekająca, żeby ją odwiedził, i przypomnienia o zaległych pracach, które musi ukończyć.
King wpycha telefon z powrotem do kieszeni, a Kai trzaska swoim o stolik kawowy. Nic poza alertami i powiadomieniami z mediów społecznościowych. Ale po ich prawej stronie Henry sapie.
Wszystkie głowy się odwracają.
„Co?”
„Napisała do mnie. Harley do mnie napisała!”
„Co powiedziała?” Trey przesuwa się na krawędź siedzenia. Nie pamięta, kiedy był tak zdenerwowany. Czy to wtedy, gdy tracą ją na dobre, czy to już się stało?
Uśmiech Henry'ego się powiększa.
„Mówi, że muszę być gotowy jutro wieczorem.”
„To wszystko?” King podchodzi, rozmyśla się i odwraca, żeby obejść kanapę, jego brwi zmarszczone. Kai i Trey mają podobne miny, ale żaden z nich nie chce powiedzieć o swoim rozczarowaniu wyborem Harley.
Henry praktycznie podskakuje z podniecenia.
„Muszę iść się przygotować!”
Gwiżdże wesoło, idąc na górę z długą listą zadań do wykonania, wiedząc, że inni oddaliby wszystko, żeby być na jego miejscu. Siłownię, porno Kaia, nawet Star Wars.
Trey opada z powrotem, pokonany.
„Co teraz?”
„Teraz cieszymy się za niego” mówi po prostu Kai.
Trey wzdycha, a King chowa głowę w dłoniach. To ostatnia rzecz, którą którykolwiek z nich chce robić.













































