
Harlowe Island 2: Zakochana w malarzu
Autorzy
Lektury
643K
Rozdziały
37
Rozdział 1
MYRA
Księga 2: Zakochana w malarzu
„Nie ma mowy, żebym to zrobiła”.
„Myra, nie proszę cię, żebyś spędziła z tym facetem noc” – warknął tata.
„Dlaczego Audrey nie może go urobić, żeby podpisał ten głupi kontrakt?”
„Uważasz, że kontrakt wart tyle pieniędzy jest głupi?”
„Uważam, że branie na siebie takiego projektu będzie koszmarem”.
„Naprawdę tak myślisz?”
„Ta”.
„Z tego, co pamiętam, młoda damo, to nie ty rządzisz tą firmą. Tylko ja”.
„Właściwie, tato, to Theo tu rządzi”.
„Nadal mam decydujący głos w ważnych sprawach! A ta jebana, głupia wieża Hardy'ego to ważny projekt!”
„Czyli przyznajesz, że to głupie?”
„Oczywiście, że tak, Myra!”
„Więc dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?”
„Bo jeśli Harlowe Homes tego nie zbuduje, zrobi to inna firma!”
„No i co z tego!”
Zacisnął zęby, przeczesując palcami swoje rzadkie, siwe włosy. „Myra, jeśli chcesz pracować w rodzinnym biznesie, musisz grać zespołowo”.
„Dobra. Sprawię, że ten dziwaczny nerd podpisze twój głupi, jebany kontrakt”.
„Dziękuję”.
„Nieważne, tato” – mruknęłam, odsuwając krzesło. „Muszę iść się ubrać”.
Wparowałam po schodach do apartamentu, który dzieliłam z siostrami.
Sylwester miał być świetną zabawą. Impreza Stowarzyszenia Budowniczych i Izby Handlowej z Bristlecone Bay to ostatnie miejsce, w którym chciałam się znaleźć.
Harlowe Homes to nasza rodzinna firma budowlana. Mój dziadek zbudował ją od podstaw, a w końcu stery przejął po nim mój ojciec.
Obsługiwaliśmy cały region Muskoka, znany jako kraina domków letniskowych. Okolica ta była popularnym miejscem wypadowym nie tylko dla ludzi z Toronto, ale też dla bogatych celebrytów szukających odrobiny prywatności na relaks.
Z tysiącem sześciuset jezior, w otoczeniu gęstych lasów i pięknej natury, był to popularny teren dla letników. A ci bogaci klienci wcale nie budowali zwykłych chatek z drewna.
Mój ojciec wbił nam do głowy, że nasza firma działa dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Nie robiliśmy sobie wolnego, a za każdym razem, gdy opuszczaliśmy naszą prywatną wyspę, reprezentowaliśmy Harlowe Homes.
Kiedy byliśmy w internecie, reprezentowaliśmy Harlowe Homes. Jeśli nie podtarliśmy sobie tyłków jak należy, to też mogło zaszkodzić reputacji Harlowe Homes.
„Aż tak źle?” – zapytała Naomi, krzywiąc się, gdy wyszarpnęłam sukienkę z szafy.
„Tata chce, żebym namówiła Silasa Hardy'ego do podpisania kontraktu”.
„Robi za twojego alfonsa?” – sapnęła z niedowierzaniem.
„Nie” – westchnęła Audrey. „Chce tylko, żeby Myra się do niego przymiliła. Podobno ten przerażający miliarder-nerd na nią leci”.
„Skąd tata o tym wie?”
„Hardy wypytywał o nią w mieście”.
„Dlaczego ty nie możesz tego zrobić, Audrey?” – jęknęłam. „Ile on właściwie ma lat?”
„Tylko trzydzieści, Myra”.
„Ohyda! Jest stary”.
„Trzydzieści to nie jest starość”.
„Może nie dla ciebie” – prychnęłam. „Masz dwadzieścia siedem lat. A ja dwadzieścia jeden”.
„Nikt nie każe ci się z nim pieprzyć. Po prostu z nim zatańcz i może trochę poflirtuj. To wszystko”.
„Dlaczego sama tego nie zrobisz, Audrey?”
„On mnie nie lubi”.
„Skąd wiesz?”
„Nie dogadujemy się”.
„Niby kiedy zdążyłaś spędzić z nim chociaż chwilę?”
„Spędziłam z nim cztery godziny na omawianiu specyfikacji elektrycznej, kiedy robiliśmy dla niego kosztorys. Jest najbardziej irytującym, aroganckim, zadufanym w sobie jebanym dupkiem, jakiego w życiu spotkałam”.
„Co mu powiedziałaś?”
„Nic. Jestem profesjonalistką. Nigdy nie naraziłabym takiego projektu na szwank, będąc jebaną suką dla klienta”.
„To ty spędź z nim dzisiejszy wieczór”.
„Nie zrobię tego, Myra. To skończyłoby się katastrofą. Ty musisz to zrobić. Koniec tematu”.
„Wiesz kogo mi teraz przypominasz?”
„Nawet tego nie mów” – ostrzegła.
„Dajcie spokój, dziewczyny” – powiedziała Naomi. „Wystarczy. Straszycie biedną Milly”.
„Ja tu tylko siedzę i pilnuję własnego nosa” – powiedziała Milly z nerwowym śmiechem.
Milly była nową dziewczyną mojego brata. Przywiózł ją do domu na święta. Mieszkali na Florydzie, ale Levi miał zamiar przenieść się z powrotem do Kanady.
Nie miałam pojęcia, co stanie się z ich związkiem, gdy Milly wróci do Key West, a mój brat zostanie w Bristlecone Bay. Levi wydawał się w niej mocno zadurzony.
„Ubierzmy cię” – powiedziałam, sięgając po kolejny pokrowiec z sukienką.
Milly wzięła go, rozsuwając zamek. „Sama nie wiem” – powiedziała, gdy wyciągnęła sukienkę ze środka. „Może na mnie nie pasować”.
„Będzie pasować” – zapewniłam ją. „Jesteśmy podobnego wzrostu i mamy taki sam rozmiar biustu”.
„A jak mam założyć do niej stanik?”
„Nie zakładasz” – wyszeptałam. „Nie martw się. Ma wbudowane miseczki, które utrzymają twoje dziewczyny na miejscu”.
Drzwi do sypialni się otworzyły i wyszła Milly w mojej seksownej sukience, z perfekcyjnie ułożonymi włosami i makijażem.
„Wszystko z tobą w porządku, Levi?” – zapytała Audrey, pocierając go po ramieniu.
„Trochę się ślinisz” – wyszeptała Naomi, wycierając mu kącik ust chusteczką.
„Wyglądasz absolutnie oszałamiająco, aniele” – wyszeptał.
„Dziękuję” – odpowiedziała cichutko. „Ty też dobrze wyglądasz w smokingu”.
„Niezbyt często go noszę”.
„Cóż, wyglądasz w nim bardzo dobrze”.
„Podoba wam się moja sukienka?” – zapytałam, obracając się w kółko.
„Eee” – wybełkotał Levi, odwracając wzrok. „A gdzie jest jej reszta?”
„Zamknij się, Levi!”
„Ale z ciebie sztywniak, Levi” – prychnęła Naomi.
„Twojej sukience jakoś nie brakuje wielkich kawałków materiału, Naomi” – zauważył.
„Nigdy nie wyglądałabym dobrze w sukience Myry” – westchnęła. „Jestem na to za niska”.
„Wcale nie jesteś niska” – powiedział.
„W porównaniu do Myry owszem, jestem”.
Levi przeszedł przez pokój, wyciągając rękę do Milly. „Pójdziemy przetańczyć całą noc?”
„Nie wiem, czy mam odwagę wyjść z tego pokoju z cyckami na wierzchu” – wyszeptała.
„Gdybyś miała na sobie sukienkę Myry, nie pozwoliłbym ci stąd wyjść. Ale tak jest w porządku. Właściwie to idealnie”.
„Z moją sukienką wszystko jest w najlepszym porządku, Levi!” – krzyknęłam. „Jesteś po prostu pruderyjnym starym zgredem. A w ogóle, to ta sukienka, którą ma na sobie twoja dziewczyna, jest moja! Pożyczyłam jej ją”.
„Po prostu zachowuje się jak typowy starszy brat” – powiedziała Audrey. „Jesteś jego młodszą siostrzyczką. Nie pamiętasz zakończenia mojej ósmej klasy? Levi i Theo napędzili mojemu biednemu chłopakowi niezłego stracha”.
„O tak” – zaśmiała się Naomi. „Myślałam, że Dave Noonan posika się w gacie. Dlaczego właściwie z nim poszłaś? Był z niego straszny kujon. I zresztą nadal jest”.
„Sama nie wiem” – odpowiedziała Audrey. „Miałam czternaście lat”.
„Chodźmy już” – warknęłam. „Wygląda na to, że dziś wieczorem mam do uwiedzenia pewnego nerda”.
***
Skierowałam się prosto do baru. Flirtowanie z Silasem Hardym nie było zadaniem dla trzeźwej kobiety.
„Czego się napijesz, Myra?” – zapytała barmanka.
„Dwa szoty tequili na rozgrzewkę, a potem brudne martini z podwójnym dżinem”.
„Robi się”.
„Tylko bez wermutu i soku z oliwek”.
„Czyli chcesz po prostu dostać szklankę dżinu?”
„Tak”.
„Ty i ja powinnyśmy kiedyś pójść razem poimprezować”.
„Czy ty nie masz teraz dziecka, Moxy?” – zapytałam.
„Mam dwoje. Ale co to ma do pójścia na drinka? Mają tatusiów, którzy mogą się nimi zająć”.
„No, niby tak”.
Moxy Peters to tutejsza babka, urodzona i wychowana w tej okolicy. Miała trzydzieści jeden lat, tyle samo co Levi. Była doskonale znana w całym Bristlecone Bay jako lokalna puszczalska i blachara.
Wypiłam duszkiem oba szoty i wzięłam moją szklankę dżinu.
„Możesz nie dożyć nadejścia Nowego Roku, jeśli dalej będziesz tak pić”.
Silas Hardy usiadł na stołku obok mnie. Od jego oślizgłego uśmiechu mój przesiąknięty tequilą żołądek zwinął się z mdłości.
„Jak się pan miewa, panie Hardy?” – zapytałam uprzejmie.
„To zależy, złotko” – wyszeptał. „Przyszłaś na tę imprezę z osobą towarzyszącą?”
„Nie, jestem tu sama”.
„Już nie” – powiedział. „Zatańczysz ze mną?”
„Pewnie” – zgodziłam się, wlewając w siebie resztę drinka przed zsunięciem się ze stołka.
Ten dziwaczny palant potrafił całkiem nieźle tańczyć. Musiałam mu to przyznać. Do tego ładnie pachniał. Był też świetnie zbudowany. Nigdy wcześniej nie zwracałam na niego większej uwagi, ale kiedy tańczyliśmy tak blisko siebie, mogłam wyczuć pod palcami jego mięśnie.
Nie idź z nim do łóżka.
Albo przynajmniej nie, dopóki nie podpisał kontraktu.
To sprawi, że wyjdziesz na trochę mniejszą dziwkę.
„Muszę skorzystać z damskiej toalety” – wyszeptałam, po tym jak tańczyliśmy już przez całą wieczność.
„Oczywiście” – odpowiedział. „Ja przyniosę nam coś do picia. Na co masz ochotę?”
„A może tak na starego, dobrego Canadiana?”
„Mówisz i masz, ślicznotko”.
Skierowałam się do łazienki. Kiedy wyszłam z kabiny, zastałam tam Milly i Audrey.
„Oto przyszła pani Hardy” – roześmiała się Audrey.
„Zamknij się” – mruknęłam. „Robię po prostu to, o co prosił mnie tata”.
„Sama nie wiem” – droczyła się z chytrym uśmieszkiem. „Na parkiecie zrobiło się między wami naprawdę przytulnie”.
„Jesteś zazdrosna?”
„Ani trochę” – parsknęła.
„Widziałam doktora Beavertona” – powiedziała Milly. „Jest tu ze swoją ciężarną córką”.
„Widziałam ich” – mruknęłam.
„Myra i Chelsea Beaverton raczej nie przyjaźniły się jakoś specjalnie w liceum” – wyjaśniła Audrey.
„Kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami” – powiedziałam. „Aż do nocy zakończenia ósmej klasy”.
„Co się stało?” – zapytała Milly.
„Nakryłam ją, jak całowała się z moim facetem za śmietnikiem”.
„Ale dlaczego miałaby ci to zrobić?”
„Bo jest zwykłą puszczalską suką”.
„I nigdy się po tym nie pogodziłyście?”
Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam z niej szminkę. „Dopiero w dwunastej klasie zaczęłyśmy znów normalnie ze sobą rozmawiać” – rzuciłam, zaciskając wargi po nałożeniu nowej warstwy aksamitnie różowej pomadki. „A potem zrobiła to znowu”.
„Znowu całowała się z twoim chłopakiem za śmietnikiem?” – sapnęła Milly.
Nałożyłam zatyczkę i wcisnęłam szminkę z powrotem do torebki. „Gorzej. Przespała się z nim w noc balu maturalnego”.
„To straszne!”
„Zorganizowali taką prywatną imprezę w eleganckim domku nad jeziorem Joseph. Nie poszłam tam, bo nie byłam jeszcze gotowa na seks. Mój chłopak nie był z tego powodu zachwycony. Zostawił mnie w przystani i odjechał. Theo musiał po mnie przyjechać. A Chelsea wysłała mi rano zdjęcie mojego faceta śpiącego obok niej w łóżku”.
„Brzmi jak okropna osoba”.
„Bo jest”.
„Ale karma potrafi być suką” – zaśmiałam się. „Nigdy więcej do niej nie zadzwonił po tamtej nocy, a na dodatek rozpowiadał wszystkim dookoła, że po prostu wykorzystał ją do seksu, bo ja nie chciałam mu dać”.
„Doktor Beaverton powiedział, że wyszła za mąż za jakiegoś wojskowego”.
Wzruszyłam ramionami. „Ta, podobno tak. Nie mam pojęcia, jak z nim skończyła, ani gdzie się poznali, i naprawdę nic mnie to nie obchodzi”.
Kiedy wróciłam na imprezę, Silasa nigdzie nie było. Domyśliłam się, że muszę sama załatwić sobie drinka.
„Poszedł gdzieś z twoim ojcem” – poinformowała mnie Moxy.
„Kto?”
„Silas Hardy”.
„Och”.
„Spotykasz się z nim, Myra?”
„Nie” – zaśmiałam się.
„Ciekawe”.
Wzięłam swoje piwo i przeszłam na drugą stronę pokoju.
„Witaj, Myra”.
„Och, dzień dobry, doktorze Beaverton” – odpowiedziałam, posyłając uśmiech seksownemu ginekologowi, który powitał mnie na tym świecie. „Jak się pan miewa?”
„Dobrze, a ty?”
„Ja również w porządku”.
„Cześć, Myra”.
„Cześć, Chelsea” – powiedziałam uprzejmie. „Jak się masz?”
„Świetnie” – wyznała entuzjastycznie, głaszcząc swój okropny, odstający ciążowy brzuch.
„Moje gratulacje” – rzuciłam, wykrzesawszy z siebie całe pokłady fałszywego entuzjazmu dla tej kradnącej facetów suki.
„Osoba, z którą tu przyszłaś, jest całkiem urocza” – powiedziała. „Nie wygląda znajomo. Jest stąd?”
„Nie” – odparłam z wymuszonym uśmiechem od ucha do ucha. „Poza tym to nie jest mój chłopak, więc pewnie nie byłabyś nim zainteresowana”.
„Jestem mężatką, Myra” – prychnęła.
„I co z tego?”
„Nie wierzę, że wciąż wałkujesz rzeczy, które miały miejsce w liceum”.
„O czym wy rozmawiacie, dziewczyny?” – zapytał Bart, strzelając wzrokiem między mną a swoją córką.
„O niczym, tato” – westchnęła Chelsea. „Jestem już bardzo zmęczona. Masz coś przeciwko, żebym poszła do swojego pokoju? Nie ma szans, żebym dotrwała do północy”.
„Oczywiście, kochanie” – powiedział. „Idź sobie odpocząć”.
„Miło było cię znowu zobaczyć, Myra” – rzuciła i przewróciła oczami, zanim odwróciła się, by odejść.
„Co się z wami dwiema stało?” – zapytał Bart. „Kiedyś byłyście wręcz nierozłączne”.
„Raczej nie chciałby pan usłyszeć szczegółów w tej sprawie”.
„Pewnie nie”.
„Przyszedł pan tu dzisiaj z osobą towarzyszącą, doktorze Beaverton?”
„Moja córka dotrzymywała mi towarzystwa”.
„Cóż, wygląda na to, że osoby, z którymi tu przyszliśmy, wystawiły nas do wiatru” – westchnęłam, rozglądając się po sali.
„Zatańczysz ze mną, Myra?”
„Dlaczego nie?” – odparłam, odstawiając pustą szklankę na stół.
Wyciągnął do mnie rękę i wprowadził mnie na parkiet akurat w momencie, gdy wolna, spokojna piosenka zastąpiła szybsze rytmy.
„Idealne wyczucie czasu” – wyszeptał, owijając ramię wokół mojej talii.
„Nie lubi pan szybciej poszaleć na parkiecie, doktorze Beaverton?” – przekomarzałam się.
„Czy możesz mówić mi Bart?”
„Pewnie dam radę to zrobić”.
„Nie mam nic przeciwko szybkim tańcom” – powiedział. „Ale ten rytm też jest bardzo miły”.
Bart był naprawdę wysoki. Ja miałam metr siedemdziesiąt osiem, a i tak musiałam odchylić głowę, by móc spojrzeć mu w twarz. Był po prostu uosobieniem dojrzałego, niesamowicie przystojnego mężczyzny.
Wysoki i dobrze zbudowany.
Miał na głowie gąszcz siwych włosów ułożonych w eleganckim, tradycyjnym stylu, z seksownymi baczkami.
Do tego pociągający lekki zarost.
Przeszywające, niebieskie oczy.
Pełne usta, wprost stworzone do całowania.
„Świetnie pan tańczy” – zauważyłam.
Jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. „Ty również, moja droga”.
„Dziękuję”.
„Od jak dawna spotykasz się z Silasem Hardym?”
„Och, my się nie spotykamy. Oficjalnie to on nie jest nawet moim facetem na ten wieczór. Mój ojciec chciał po prostu, żebym się do niego trochę przymilała, żeby mógł nakłonić go do podpisania umowy na budowę jego domku letniskowego”.
„Ach, rozumiem” – rzekł, marszcząc brwi. „Twój ojciec zawsze należał do ludzi, którzy robią interesy dniem i nocą”.
„Ta. Cały mój tata. Nie ma żadnych oporów przed robieniem ze swojej córki dziwki, byle tylko dobić targu”.
„Jestem pewien, że to nie było jego intencją”.
„Może i tak, ale Silas właśnie przepadł gdzieś z moim ojcem, więc wygląda na to, że spełniłam już swoje zadanie”.
„Nie wyglądałaś na jakąś zbytnio udręczoną, kiedy z nim tańczyłaś”.
„Nie jest taki zły, jak to przedstawiła mi Audrey”.
„Słyszałem, że zaplanował wielki projekt w okolicach Miller Point”.
„Zgadza się, tę nieszczęsną wieżę” – westchnęłam.
Byliśmy w trakcie drugiego utworu, gdy mój ojciec pojawił się ponownie z Theo i Silasem. Przeskanował salę wzrokiem i jego spojrzenie zatrzymało się na mnie.
„O-oł” – szepnęłam. „Mogę mieć kłopoty”.
Mój ojciec dał mi znak ręką, żebym do niego podeszła.
„Dziękuję za cudowny taniec, Myra” – powiedział Bart.
Wspięłam się na palce, opierając swoje usta przy jego uchu. „Nigdzie nie odchodź” – szepnęłam. „Zaraz wracam”.
„Trzymam cię za słowo” – zaśmiał się głęboko.
„Myra” – odezwał się tata. „Zamknęliśmy nasze sprawy biznesowe na dzisiejszy wieczór”.
„To świetnie”.
„Idę poszukać Tracey” – oznajmił Theo. „Nie mogę się doczekać nadzorowania budowy pańskiego domu, Silas”.
Silas wyciągnął do niego rękę. „Mam do firmy Harlowe Homes pełne zaufanie”.
Uścisnęli dłonie, po czym mój brat zniknął w tłumie.
„Idę poszukać mojej żony” – powiedział tata. „Czysta przyjemność z robienia z tobą interesów, Silas. Miłego wieczoru”.
„Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, panie Harlowe”.
„Zaczniemy w tym samym miejscu, w którym przerwaliśmy?” – zapytał Silas, sięgając po moją dłoń.
Kurwa, kurwa mać.
Chcę tańczyć z Bartem.
Co teraz?
„Jasne” – odparłam. „Pójdę się tylko odświeżyć do łazienki, a potem sama cię znajdę”.
„Przyniosę nam jakieś piwo”.
Wcale nie musiałam iść sikać. To była tylko wymówka, żeby się od niego uwolnić i wymyślić jakiś plan ewakuacji.
Jak mam się go zgrabnie pozbyć?
Obowiązki w pracy są ważniejsze niż twoje przyjemności, Myra.
Z każdym wyjściem z domu stanowisz wizytówkę dla Harlowe Homes.
„Nienawidzę mojego jebanego życia” – mruknęłam pod nosem.
Silas stał przed barem.
„Hej”, zagadałam.
„Wszystko w porządku?”
„Tak” – zapewniłam go z promiennym uśmiechem.
„Silas, stary druhu!”
Gunter Flindall.
Właściciel Flindall Homes, czyli naszego największego konkurenta na rynku.
Proszę, odwróć jego uwagę.
Proszę, proszę, proszę.
„Witaj, Gunter” – powiedział Silas, ściskając mu dłoń. „Szczęśliwego Nowego Roku”.
„Słuchaj, słyszałem, że wybrałeś Harlowe do budowy domku”.
„Zgadza się” – potwierdził. „Mają siłę roboczą potrzebną do projektu tej wielkości”.
„Tak, tak” – powiedział. „Bez urazy. To tylko biznes”.
Moxy zerknęła na mnie, uśmiechając się szeroko, gdy przewróciłam oczami, podczas gdy ci dwaj zanudzali o polityce i innych gównach, które w ogóle mnie nie obchodziły.
„Potrzebujesz pomocy?” – szepnęła.
„Z czym?”
„Sama wiesz z czym, siostro” – wypowiedziała bezgłośnie, kiwając głową w stronę drugiego końca sali, gdzie Bart siedział samotnie.
„Przepraszam, Myra” – powiedział Silas, obejmując mnie w talii, gdy Gunter odszedł. „Koniec z rozmowami o biznesie na dziś”.
„Czego się napijesz?” – zapytała Moxy Silasa.
„Może wódki z sokiem żurawinowym?”
„Robi się” – powiedziała, odwracając się, by przygotować drinka.
„A ty, Myra?” – zapytała, wracając z drinkiem Silasa.
„Poproszę tylko Canadiana” – powiedziałam.
„Och, racja” – zachichotał Silas, po czym pociągnął łyk. „Cały czas chcę ci go przynieść i zawsze coś mnie rozprasza”.
„Chyba zasmakowała ci ta wódka z żurawiną” – zauważyła Moxy, gdy Silas opróżnił szklankę.
„Owszem” – przytaknął. „Zrobisz mi jeszcze jednego, słoneczko?”
„Jasna sprawa” – rzuciła Moxy, mrugając do mnie, po czym odeszła, by zrobić mu drinka.
Co ona knuje?
Kiedy Silas skończył drugiego drinka, ruszyliśmy na parkiet. Próbował przyciągnąć mnie do siebie. Przechwyciłam jego dłoń, trzymając ją, by zachować między nami trochę dystansu.
Bart tańczył z kobietą w swoim wieku, co wywołało u mnie ukłucie zazdrości. Chciałam z nim zatańczyć, a nie z podpitym miliarderem, który zaczynał pozwalać sobie na zbyt wiele.
Zbliżała się północ. Jeśli nie znajdę sposobu, żeby uciec od Silasa, skończy się na tym, że go pocałuję. A to nie były usta, których pragnęłam o północy.
„Niezbyt dobrze się czuję” – powiedział Silas. „Chyba odpuszczę sobie następny utwór, Myra”.
„Och, okej” – powiedziałam, z trudem powstrzymując radość.
Poszłam za nim do stolika, próbując wymyślić strategię wyjścia. „Przynieść ci szklankę wody albo może piwo imbirowe?”
Skrzywił się i zgiął wpół. „Muszę skorzystać z toalety”.
„Okej”.
Patrzyłam, jak pędem rusza do łazienki. Bart wciąż tańczył z tą starą babką, więc usiadłam przy barze obok Naomi.
„Dlaczego siedzisz tu zupełnie sama?” – zapytałam, licząc kieliszki ustawione przed nią w rzędzie.
„Zawsze jestem sama” – wybełkotała.
„Koniec z alkoholem dla niej” – doradziłam Moxy.
„Ma szlaban” – potwierdziła Moxy.
„Gdzie poszedł twój nowy chłopak?” – zapytała głośnym szeptem Naomi.
„Nie jest moim chłopakiem, a poszedł do łazienki”.
„Zostało tylko dziesięć minut do północy, ludziska” – ogłosił DJ. „Znajdźcie osobę, którą chcecie pocałować. Teraz albo nigdy”.
„Wszystko w porządku, Naomi?” – zapytałam.
„Tak!” – krzyknęła. „Idź! Pocałuj bogatą żabę!”
Zsunęłam się ze stołka, skanując salę. Po Silasie nie było ani śladu.
Ile razy zamierzał mnie zostawić?
Jebać go.
Nie jest twoim facetem na ten wieczór.
Nic nie jesteś mu winna.
A dokumenty są już podpisane.
Znajoma para rozmarzonych, niebieskich oczu napotkała moje spojrzenie.
Bart szepnął coś swojej partnerce na ucho. Pokiwała głową i poklepała go po klatce piersiowej, po czym zniknęła po drugiej stronie sali.
Mój żołądek zrobił fikołka do tyłu, a puls przyspieszył, gdy ruszył w moją stronę. Wyszłam mu naprzeciw na miękkich nogach.
„Widzę, że twój partner znów cię zostawił” – powiedział.
„Przepraszam, że wcześniej cię zostawiłam”.
„Rozumiem”.
„Teraz jestem wolna”.
„Ja też”.
„Zatańczysz ze mną, Bart?”
„Z przyjemnością, Myra”.
Przyciągnął mnie w swoje ramiona, opierając dłonie na dole moich pleców, podczas gdy sunęliśmy po parkiecie.
Spojrzałam na niego w górę, gładząc go po karku. „Kim była ta kobieta, z którą tańczyłeś?” – zapytałam.
„To sąsiadka”.
„Och”.
„Zaraz północ” – szepnął.
„Wiem” – odszepnęłam.
Moje serce waliło, gdy DJ odliczał sekundy.
Doktor Beaverton zamierzał mnie pocałować!
Jakim cudem miałam tyle szczęścia?
Każda dziewczyna w Bristlecone Bay pewnie przynajmniej raz fantazjowała o pocałowaniu naszego miejscowego ginekologa.
„Szczęśliwego Nowego Roku!”
Pochylił głowę, delikatnie muskając moje usta swoimi.
W moim brzuchu wybuchły fajerwerki.
Gorąco rozlało się między moimi udami.
Chciałam czegoś więcej niż tylko niewinnego pocałunku.
I tak czy inaczej, zamierzałam to dostać przed końcem tej nocy.















































