
Uniwersum Dyskrecji: Muza
Autorzy
Lektury
66,6K
Rozdziały
13
Rozdział 1
Ślub był tradycyjną uroczystością w kościele, a ja zauważyłem go w pierwszym rzędzie. Próbował okiełznać niesforny kosmyk ciemnobrązowych włosów, który za nic nie chciał leżeć na swoim miejscu. Jego zmagania wywołały uśmiech na mojej twarzy. W dzisiejszych czasach to u mnie rzadkość.
Nie przypominałem sobie, abym widział go na wczorajszej kolacji próbnej, co sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, skąd właściwie zna pannę młodą.
Natalia, kobieta, z którą mój brat miał się ożenić, była córką Enzo Abano, twórcy znanej marki lodów. Ich lody miętowe z kawałkami czekolady zawsze były moim pocieszeniem, gdy mroczne myśli ciągnęły mnie w dół.
Z kolei nasza rodzina pochodziła z dużo skromniejszego środowiska. Mój tata był emerytowanym komendantem policji, a mama uczyła w liceum.
Romans mojego brata i Natalii rozpoczął się tuż po tym, jak został zatrudniony jako główny radca prawny w fundacji charytatywnej rodziny Abano.
Wszyscy mówili o ich burzliwej miłości. Z internetowej sensacji przeszli do zaręczyn, a przed ołtarzem stanęli w zaledwie osiem miesięcy. Tylko nieliczni wiedzieli, że piękna panna młoda spodziewa się dziecka.
Jako drużba powinienem był skupić się na ceremonii. Powinienem przypominać bratu o oddychaniu, gdyby zaczął się zacinać przy przysiędze. Ale jedyne, o czym potrafiłem myśleć, to te stalowoszare oczy, które wpatrywały się we mnie, jakby zaglądały w najciemniejsze zakamarki mojej duszy.
Kiedy mój brat zaczął potykać się o słowa przysięgi, musiałem odwrócić uwagę. Reszta wesela zajęła mnie na tyle, że w końcu mogłem odetchnąć dopiero przy stole.
Niedawno pokonałem uzależnienie od leków, ale to nie powstrzymało mnie przed delektowaniem się drogim czerwonym winem, które Enzo wybrał osobiście. Smakowało bosko, a po czwartym kieliszku czułem się już całkiem wstawiony.
Po kolacji moi rodzice ruszyli na parkiet, babcia wycofała się na spoczynek, wujek Peter zakotwiczył przy otwartym barze, a ciocia Susan i jej nudny nowy mąż wpadli w wir rozmowy z Berkeleyami.
Zostałem zupełnie sam przy stoliku numer dwa, kiedy mężczyzna o stalowoszarych oczach wsunął się na krzesło obok mnie, trzymając w dłoni szklankę szkockiej z lodem.
Wydawał się lekko wstawiony, ale raczej nie pijany.
Obszedłem wielką salę balową hotelu Elysium z trzy razy w nadziei, że niby przypadkiem na niego wpadnę, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć.
„Pomożesz mi coś zrozumieć?” zapytał, a jego głos był głębokim, seksownym barytonem. „Tam w kościele, czy my… no wiesz?”
„Musisz być bardziej konkretny”, odpowiedziałem, pociągając łyk z kieliszka. Dlaczego aż tak mnie do niego ciągnęło?
„Okej.” Potarł brodę. „Na moment świat przestał wirować, gdy wciągnęło mnie spojrzenie, w którym pobrzmiewały echa tysięcy poprzednich żyć. Stara dusza, która pragnie głębokiej więzi z pokrewnym duchem, nawet jeśli to tylko na jedną, ulotną chwilę.”
Jasna cholera! Poczułem, jak moje policzki płoną, i wcale nie była to zasługa wina. Czy to był jakiś wyrafinowany tekst na podryw, czy…
„Syn Czarnoksiężnika, sezon drugi, odcinek czwarty”, powiedział z szerokim uśmiechem. Był nieziemsko przystojny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
„Nigdy nie oglądałem tego serialu. Nie przepadam za fantastyką”, przyznałem z ulgą.
„Mówisz poważnie?!” wykrzyknął, wyglądając na autentycznie urażonego.
Szybko potarłem kciukiem o palce, po czym wyciągnąłem do niego rękę. „Dillon, brat pana młodego.”
Ku mojemu zaskoczeniu, delikatnie ucałował moją dłoń i powiedział: „Cała przyjemność po mojej stronie, Dillonie Bracie Pana Młodego.”
Sprawił, że znów się zarumieniłem, i ewidentnie sprawiało mu to frajdę.
„Mogę postawić ci drinka?” zapytał, potrząsając pustą szklanką.
Słucham?!
„Błagam, nie mów mi, że kazali ci płacić za alkohol! Mój tata stawia otwarty bar i jeśli się dowie…”
Znów naruszył moją przestrzeń osobistą, kładąc dłoń na moim kolanie. „W otwartym barze nie serwują tego, co piję, Dillonie Bracie Pana Młodego.”
„Możesz przestać mnie tak nazywać!” warknąłem. Był równie irytujący, co czarujący.
„Barek w moim pokoju ma to, czego tylko zapragniesz”, powiedział, a karta do pokoju pojawiła się w jego dłoni niczym za sprawą magii.
Położył ją na stole i powoli przesunął w moją stronę. Następnie pochylił się i szepnął: „Czterdzieste czwarte piętro.”
Wpatrywałem się w tę kartę jak w jadowitego węża. Czy to działo się naprawdę? Ten pomysł był zupełnie szalony, ale jednocześnie ekscytujący. Czy moje własne myśli znowu zaczną mnie sabotować, jeśli zdecyduję się pójść?
Zabrałem kartę i ruszyłem w stronę holu. Czterdzieste czwarte piętro to był penthouse, a żeby się tam dostać, musiałem użyć karty w windzie.
Kim był ten facet?
Robiłem to po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni. Musiałem sprawdzić, do czego to doprowadzi.
Z przymrużonymi oczami ostrożnie otworzyłem drzwi do pokoju. Stał przy oknie, podziwiając oszałamiającą panoramę miasta, po czym odwrócił się w moją stronę.
„Bardzo cię przepraszam”, powiedział. „Myślałem, że dam radę to zrobić, ale jednak nie potrafię.”
Wypuściłem z płuc powietrze, o którym nawet nie wiedziałem, że je wstrzymuję. „Trzęsę się, odkąd tylko wszedłem do windy.”
„Ten jeden raz w życiu chciałem zrobić coś, co zupełnie do mnie nie pasuje.”
„A może po prostu wypijemy tego drinka, którego mi obiecałeś?” zasugerowałem, nerwowo postukując palcami. Co w nim było takiego, że aż tak mnie intrygował?
„Z wielką chęcią”, szepnął. „Chociaż nie rozumiem, dlaczego wciąż tu jesteś po mojej nieudanej próbie bycia beztrosko impulsywnym.”
„Och, to nie była nieudana próba”, powiedziałem drżącym głosem. „Byłem absolutnie przekonany, że zamierzamy… no wiesz.”
„Musisz być bardziej konkretny”, odpowiedział, a na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech.
„Dillon Francis”, powiedziałem, wyciągając rękę. „Miło mi cię poznać.”
„Cała przyjemność po mojej stronie, Dillon”, odparł, ściskając moją dłoń. „Jestem Noah Black.”
Dlaczego to imię brzmiało znajomo?
Mój telefon zawibrował. To był Carter. Mój brat mnie potrzebował. Nie nadawałem się na drużbę, ale po mojej próbie samobójczej wszyscy starali się włączać mnie do różnych spraw. Chcieli, żebym czuł, że przynależę… że wciąż mam znaczenie.
Ale głęboko w duszy doskonale znałem prawdę.
To był jeden z wielu powodów, dla których cztery miesiące temu mój zamroczony od leków umysł podpowiedział mi, by ze wszystkim skończyć.
Nagle moje myśli zmieniły tor.
Wmówiłem sobie, że ego Noaha jest równie wielkie, co jego luksusowy hotelowy apartament. Że prawdopodobnie szukał tylko szybkiej odskoczni od wesela, bo to przecież nie on był w centrum uwagi.
„Muszę zmykać”, oznajmiłem, odstawiając na bok swój wymyślny koktajl. Moje kciuki wybijały nerwowy rytm o palce.
Dawałem Noahowi drogę ucieczki po jego nieudanym eksperymencie, ale on uparcie postanowił zjechać ze mną windą na dół. Czy wycofa się, jeśli sprawię, że poczuje się odpowiednio nieswojo? Postanowiłem zbadać grunt kilkoma trafnymi pytaniami.
„Więc, czym się zajmujesz? Jesteś bankierem? Handlujesz bronią? Jaka praca pozwala na opłacenie tak wielkiego pokoju hotelowego?”
Przygotowałem się na jego oburzenie, ale on tylko cicho się roześmiał. Wyglądało na to, że ten jego cały urok wcale nie był pozą.
„Stworzyłem coś, co bardzo wielu ludziom przypadło do gustu”, odpowiedział, spowijając swoje słowa aurą tajemnicy.
„Niewiele mi to mówi.”
„Co poszło nie tak?” zapytał, a jego ton natychmiast spoważniał. „Świetnie się bawiliśmy, a potem ty po prostu… zamknąłeś się w sobie.”
„Nawet tam nie idźmy. Oczywiście potrzebowałeś kogoś do szybkiego podbudowania ego, ale…”
Urwałem w połowie zdania, gdy jego usta czule odnalazły moje. Smakował czystym luksusem, a ja już pragnąłem więcej.
Po raz pierwszy od bardzo dawna mój umysł całkowicie zamilkł, najwyraźniej zadowolony z tego, że pozwala mi rozkoszować się tą chwilą.
Świadomość, że drzwi windy mogły otworzyć się w każdym momencie, tylko potęgowała te doznania. Czy źle go odczytałem? A może własne myśli znowu mnie zwiodły?
Odsunął się nieznacznie i powiedział: „Spojrzałem na ciebie, ponieważ jesteś oszałamiający. Zaprosiłem cię na górę, ponieważ ty też spojrzałeś.”
Zamurowało mnie. Winda wydała dźwięk, dając nam zaledwie ułamek sekundy na wzięcie się w garść, po czym drzwi rozsunęły się z sykiem.















































