
Bracia Brimstone Książka 5: Blaze
Autorzy
Lektury
102K
Rozdziały
18
Skwierczące kotły
Księga 5: Blaze
Sprawiedliwość to rzadkość na tym świecie, choć powinno być jej pod dostatkiem. Wydawała się ograniczonym pojęciem, które można było odkryć tylko poprzez ujawnienie prawdy.
Właśnie dlatego tak bardzo chciałam dołączyć do Black Cats. To sabat, który poświęcił się odkrywaniu prawdy.
Oczekiwano, że członkowie sabatu będą prowadzić śledztwa i pisać dla The Open Grimoire. Była to gazeta dla magicznej społeczności, która dzieliła się sekretami na temat popularnych zaklęć. Oferowała też porady, jak rzucać czary w etyczny sposób. Co najważniejsze, gazeta prześwietlała przywódców społeczności oraz ujawniała nadużycia i korupcję.
Moje poczucie sprawiedliwości rozwinęło się w bardzo młodym wieku.
Miałam zaledwie pięć lat, kiedy moja matka zginęła w tajemniczych okolicznościach. Była wtedy na misji dla swojego sabatu, Grand Supremes. Był to potężny sabat, który rządził resztą społeczności czarownic.
Działania Grand Supremes często były owiane tajemnicą. Choć twierdzili, że zbadali śmierć mojej matki, nigdy nie ujawniono żadnych szczegółów.
Z tego co mi wiadomo, nikt nigdy nie poniósł za to odpowiedzialności.
Większość magów w naszej społeczności robiła to, co wychodziło im najlepiej w obliczu kłopotów. Po prostu znikali.
Na szczęście nie dotyczyło to mojego ojca, Bruno Locksleya. Po śmierci mojej matki wychowywał mnie zupełnie sam.
Mój ojciec był Wielkim Mistrzem swojego sabatu, The Keepers. Była to grupa odpowiedzialna za odkrywanie i ochronę historycznych artefaktów, które miały znaczenie dla magicznej społeczności.
Dorastałam w domu, który przypominał bardziej muzeum niż zwykłe mieszkanie. Mój ojciec nieustannie znosił do niego artefakty, które wpadły mu w oko.
W tamtej chwili ostrożnie wymiatał brud z wykopanego z ziemi wazonu.
Pracując nad swoim najnowszym znaleziskiem, próbował przekonać mnie, bym nie dołączała do Black Cats.
„Szacunkiem darzę to, co Black Cats próbują osiągnąć”, powiedział. „Ale nie są najbardziej lubianym sabatem, a ja nie chcę, żebyś była traktowana jak wyrzutek, Laylo”.
„Tylko ci, którzy mają coś do ukrycia, nienawidzą Black Cats”, odparłam.
„Czyli większość magicznej społeczności!”, wykrzyknął mój ojciec i podniósł wzrok, by spojrzeć mi w oczy.
Gdyby nie był tak bardzo poważny, cała ta sytuacja byłaby wręcz komiczna. Miał na nosie okulary powiększające, które zniekształcały jego oczy. Wyglądały w nich jak dwa przebarwione, rozlane jajka.
Ostrożnie zdjęłam mu okulary, by spojrzeć w jego jasnoszare oczy. Tę cechę wyglądu odziedziczyłam właśnie po nim.
„Od dziecka chciałam należeć do Black Cats, tato. Wiesz o tym, a poza tym obiecałeś, że zawsze będziesz mnie wspierał”.
Mój ojciec był przystojnym mężczyzną. Miał burzę kręconych, ciemnych włosów, które przypominały moje.
Z biegiem lat pojawiły się w nich siwe pasma. Mimo to zawsze zachowywał swój młodzieńczy i radosny wygląd.
Zaczęłam się jednak martwić. Podczas naszej kłótni o moją inicjację do Black Cats wydawał się zestarzeć o całą dekadę w zaledwie kilka chwil.
„Wszystko będzie dobrze”, zapewniłam go, pochylając się, by pocałować go w policzek. „Black Cats od ponad dwustu lat demaskują ludzi w The Open Grimoire i nikt z nich jeszcze przez to nie zginął”.
Mój ojciec odłożył pędzelek. Uwolnił dłoń, by móc ująć moją twarz.
„Chciałbym po prostu, żebyś wybrała bezpieczniejszy zawód. Słyszałem, że The Potion Proprietors szukają nowych ludzi”.
„Nie chcę spędzić życia na warzeniu eliksirów miłosnych, tato”, stwierdziłam stanowczo. „Proszę, daj mi swoje błogosławieństwo”.
Spojrzenie mojego ojca złagodniało.
„Oczywiście, że masz moje błogosławieństwo, Laylo. Ale jakim byłbym ojcem, gdybym się o ciebie nie martwił?”
Uśmiechnęłam się i obdarzyłam go kolejnym całusem.
„Zawsze byłeś najlepszy”. Kiedy się odsunęłam, mój wzrok padł na zegar wiszący za nim.
„Lepiej już pójdę. Nie chcę się spóźnić na własną ceremonię inicjacji”, krzyknęłam. Posłałam mu ostatniego pożegnalnego całusa i wybiegłam z pokoju.
„Powodzenia dzisiaj”, zawołał za mną ojciec.
Wróciłam do swojej sypialni. Miała ona wyjście na zewnątrz, w którym zamontowano kocie drzwiczki dla łatwiejszego dostępu.
Tylko kobiety obdarzone magią posiadały zdolność zmieniania się w koty.
Kobiety były głównym celem większości polowań na czarownice. Z tego powodu wyewoluowałyśmy tak, by móc podróżować niezauważenie.
Choć niebezpieczeństwo minęło, czarownicom nadal nie wolno było przybywać na zgromadzenia na dwóch nogach.
Uważałam, że ta tradycja jest głupia. W końcu nie zapewniała nam bezpieczeństwa na długo.
Z czasem łowcy czarownic nabrali podejrzeń z powodu nagłego wysypu bezpańskich kotów. Rozpoczęli kampanię propagandową, która sprawiła, że królestwa wypowiedziały wojnę kotom.
Większość złapanych zwierząt była po prostu nieszkodliwymi kotami. Niestety, jedna z czarownic również wpadła w ich ręce. Magiczna społeczność wzięła odwet. Wypuścili w tych regionach plagę szczurów. Bez kotów, które mogłyby je łapać, skutki były przerażające. W ten sposób eksterminacja dobiegła końca.
Choć świat wyciągnął z tego lekcję, przesądy otaczające koty wciąż pozostały.
Szybko się rozebrałam i zmieniłam w smukłego, czarnego kota. Następnie prześlizgnęłam się przez mały otwór w drzwiach. Zaczęłam niepostrzeżenie przemykać na obrzeża miasta, gdzie stacjonowały Black Cats.
Życie w mieście było bardzo wygodne. Jednak moja kocia natura tęskniła za życiem na wsi.
Mnóstwo roślinności oferowało wiele zakamarków do ukrycia. Domy w mieście przypominały rzędy identycznych pudełek. Domy w tej okolicy były za to wyjątkowe, a każdy z nich pachniał bogatą historią.
Nawet w kociej postaci nie miałam trudności z rozpoznaniem farmy. Black Cats używały jej jako swojej głównej bazy.
Patrząc z zewnątrz, można by pomyśleć, że to tylko przytulny dom. Pozory mogły jednak mylić.
Za drzwiami wejściowymi salon został przekształcony w centrum telefoniczne. To tam Black Cats odbierały poufne informacje. Reszta parteru została zamieniona na pokoje do pisania.
Jedynym pomieszczeniem, które działało zgodnie z przeznaczeniem, była kuchnia. Było tak tylko dlatego, że czarownice też muszą jeść.
Wielka czerwona stodoła za domem nie dawała schronienia zwierzętom. Kryła w sobie za to ogromną prasę drukarską.
Maszyna wciąż była sprawna, ale zaczynała zbierać kurz. Stało się tak, gdy The Open Grimoire zaczęto publikować w internecie, a liczba papierowych prenumerat drastycznie spadła.
Ze względów bezpieczeństwa wybrałam boczne drogi, aby dotrzeć na farmę. Znalazłam się na tyłach domu.
Wiedziałam, że sabat mnie oczekuje. Z tego powodu bez namysłu postanowiłam wejść tylnym wejściem.
Kiedy zbliżyłam się do tylnych drzwi, moje kocie zmysły nagle się wyostrzyły.
Poczułam, jak sierść na moim ogonie się puszy, a wąsy stają dęba.
Obawiając się, że ktoś mnie śledzi, przyspieszyłam kroku. Zaczęłam uważnie rozglądać się po okolicy.
W trawie dało się zauważyć pewien ruch, ale nie wyczułam żadnego drapieżnika.
Bałam się, że jeśli będę zwlekać, zostanę zaatakowana. Puściłam się więc biegiem. Nie odważyłam się spojrzeć za siebie, tylko ruszyłam prosto w stronę kocich drzwiczek. Zatrzymałam się dopiero, gdy dotarłam do bezpiecznego wiatrołapu.
Kiedy upewniłam się, że nic za mną nie weszło, zaczęłam wracać do ludzkiej postaci.
Kiedy moje futro ustąpiło miejsca nagiej skórze, poczułam nagły chłód. Szybko zaczęłam szukać czegoś, czym mogłabym okryć swoje ciało.
Teoretycznie czarownice gromadziły się nago. Jednak nie obnażałyśmy się przed sobą i zawsze miałyśmy pod ręką wybór szat na takie okazje. Znalazłam płaszcze i szybko narzuciłam jeden na siebie. Następnie naciągnęłam kaptur, by ukryć swoją twarz. Było to w zwyczaju podczas uczestnictwa w ceremonii.
To prawda, że dusza mieszka w oczach. Jednak twarze mogły mylić, dlatego zakrywano je, by nie można było ukryć swoich prawdziwych intencji. Tradycją było przeprowadzanie ceremonii inicjacji przy blasku świec. Stanowiło to formę magii świec.
Płomienie świec potrafiły wykryć wszelkie zmiany w wibracjach. Ostrzegały one sabat, że przyszły członek ma jakieś wątpliwości. Spodziewałam się, że światła w domu będą zgaszone. Zaskoczyło mnie jednak, że nie zapalono jeszcze żadnych knotów. Z tego powodu musiałam po omacku iść przez ciemność do głównego pomieszczenia. To tam miała odbyć się ceremonia.
Trzymając się ściany, przeszłam po omacku przez kuchnię i główny korytarz. Kiedy zbliżyłam się do salonu, długi, przeciągły syk sprawił, że się zatrzymałam.
Po chwili uświadomiłam sobie, że to dźwięk stygnącego, żelaznego kotła. Rozpoznanie tego dźwięku wcale mnie nie uspokoiło.
Kotły były podstawą każdej ceremonii. Ponieważ jednak wydarzenie jeszcze się nie zaczęło, kocioł powinien być gorący i bulgoczący, a nie stygnący. Nie dostałam żadnej wiadomości, że Black Cats zmieniły zdanie. Jednak zgaszone płomienie były sygnałem, że tak właśnie się stało.
Kiedy dotarłam do głównego pomieszczenia i nikt mnie nie powitał, poczułam ściskanie w gardle. „Halo?”, zawołałam. Ponieważ nikt nie zareagował na moją obecność, mój głos był bardzo niepewny.
Moje nozdrza rozszerzyły się, gdy wyczuły nietypowy zapach. Z każdą chwilą stawał się on coraz bardziej nieprzyjemny. Poczułam, jak włoski na moich ramionach stają dęba. Przestałam przejmować się tradycją. Gorączkowo przesuwałam dłońmi po ścianie, szukając włącznika światła.
Poczułam ogromną ulgę, gdy znalazłam włącznik. Jednak moja radość szybko przerodziła się w przerażenie, gdy pokój rozbłysnął światłem. Ściany były całe we krwi. Gęsty dym ze stygnącego kotła utrudniał widzenie, ale zdołałam dostrzec leżące zwłoki.
Niektóre ofiary pozostały w ludzkiej postaci, podczas gdy inne zmieniły się w koty. Sądząc po ich ułożeniu, próbowały uciekać. Zakryłam usta dłonią, by stłumić krzyk, który uwiązł mi w gardle.
Choć byłam przerażona, zmusiłam się do wejścia do pokoju. Chciałam poszukać ocalałych. Poczułam mdłości, gdy kucnęłam, by zbadać bezwładnego czarnego kota. Kiedy nie wyczułam pulsu ani bicia serca, przeszłam do kolejnej postaci. Była to czarownica, która w momencie śmierci zmieniła się tylko częściowo.
Miałam właśnie przejść do następnej ofiary, gdy ostre trzaśnięcie przecięło powietrze. Frontowe drzwi eksplodowały. Zaskoczona, natychmiast zerwałam się na równe nogi.
Ten gwałtowny ruch sprawił, że moje bose stopy wpadły w kałużę krwi, a ja straciłam równowagę. Zanim zdążyłam zareagować, moje stopy oderwały się od podłogi i zawisłam w powietrzu.
Odruchowo próbowałam się złapać, ale moje starania skończyły się tylko twardym upadkiem na tyłek. Sfrustrowana, oparłam dłonie na podłodze i spróbowałam wstać. Jedyne, co mi się udało, to rozsmarowanie tej makabrycznej mazi.
Bezradnie patrzyłam, jak grupa magów wchodzi do domu przez framugę, która rozpadła się na drzazgi. Na ich widok serce mocniej zabiło mi w piersi.
To nie byli zwykli magowie. To byli Enforcers. Byli oni elitarną grupą mianowaną przez Grand Supremes. Mieli uprawnienia do używania siły wobec tych, którzy stanowili zagrożenie dla magicznej społeczności.
Byli ubrani cali na czarno. Jako jedyna grupa mieli prawo nosić różdżki. Różdżki były nielegalne w magicznym świecie, ponieważ działały jako przekaźniki mocy. W innych okolicznościach przestraszyłabym się na widok Enforcers. W tamtym momencie byłam jednak zachwycona, widząc ich w drzwiach.
Miałam nadzieję, że zostali wezwani, aby schwytać winnego tej rzezi. Krzyknęłam, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Liczyłam, że pomogą mi wstać. Jednak zamiast przyjść mi z pomocą, otoczyli mnie i wycelowali we mnie swoje różdżki.
Enforcers nosili maski, aby ukryć swoją tożsamość. Nie mogłam więc wyczytać nic z wyrazu ich twarzy. Jednak po ich postawie zorientowałam się, że wzięli mnie za zagrożenie. Ostrożnie pokazałam dłonie, aby zasygnalizować, że jestem niegroźna.
„Nazywam się Layla Locksley”, poinformowałam ich drżącym głosem. „Przyszłam tu dzisiaj, ponieważ miałam zostać przyjęta do Black Cats”.
Przeniosłam wzrok na ceremonialny kocioł jako dowód moich słów.
Jeden z Enforcers odłączył się od grupy i bez strachu podszedł do mnie. Nosił zdobioną maskę, która oznaczała, że jest oficerem. Odetchnęłam z ulgą. Wierzyłam, że rozkaże swojemu oddziałowi opuścić różdżki i pomoże mi wstać. Zamiast tego wymierzył różdżkę prosto we mnie.
„Layla Locksley, zostajesz aresztowana na rozkaz Grand Supremes”.
















































