Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawnaAnuluj subskrypcję tutaj
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Brudny mały sekret tatusia

Brudny mały sekret tatusia

Autorzy
Michelle Torlot
Lektury
209K
Rozdziały
21
Autorzy
Michelle Torlot
Lektury
209K
Rozdziały
21
🧶BDSM😱Suspens💍Zaaranżowane małżeństwo🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💪🏻Obrońca💰Miliarderzy💪🏻Samce alfa⚔️Akcja i przygoda😊Niewinne🖤Mroczne🔫Mafia🔒Wymuszona bliskość

Kat nauczyła się przetrwać na ulicy, z dala od swojego potężnego ojca i świata, który zostawiła za sobą. Ale kiedy zostaje porwana, a jej porywacze kontaktują się z jedynym mężczyzną, którego przysięgła już nigdy więcej nie spotkać, jej świat wywraca się do góry nogami. Ratunek nadchodzi z najbardziej niebezpiecznego miejsca — od mężczyzny z ogniem w żyłach i sekretami, które mogłyby wszystko zniszczyć. Luca to ostatnia osoba, której powinna ufać, a jednak jedyna, która stoi między nią a chaosem. Gdy niebezpieczeństwo się zbliża, a iskry sypią się gęściej, niż którekolwiek z nich się spodziewało, Kat musi zdecydować, czy ucieka z jednej klatki... czy wchodzi prosto w kolejną.

Rozdział 1

KAT

Wpatruję się w wielkie drzwi banku w centrum miasta. W środku jest ciepło, a nie cholernie zimno, tak jak tutaj. Jeśli będę miała szczęście, uda mi się wmieszać w tłum stałych klientów na tyle długo, żeby się ogrzać, zanim któryś z kasjerów rzuci mi krzywe spojrzenie.
Zazwyczaj wtedy wychodzę, bo to oznacza, że ochrona jest już w drodze. Albo, co gorsza, dyrektor banku, który ma taką minę, jakby ktoś wsadził mu kij w tyłek.
Naciągam kaptur na głowę. Ostatnie, czego mi trzeba, to żeby kamera monitoringu uchwyciła moją twarz. Próbuję nie rzucać się w oczy. Nie chcę mieć nad głową jasnego, czerwonego, migającego światła, które wskazuje na mnie i mówi: „Patrzcie, to Kat Heaton”.
Kiedy otwieram ciężkie drzwi banku, uderza we mnie fala ciepłego powietrza. Prawie wzdycham z przyjemności, ale biorę się w garść. Muszę stopić się z tłumem. Zamiast tego ruszam więc do stojaka z ulotkami, z których dowiem się, jak dostać kredyt hipoteczny albo jak zainwestować pieniądze. Marne szanse, że coś takiego kiedykolwiek mnie spotka.
Jestem zaledwie w połowie drogi do celu, kiedy jedne z bocznych drzwi otwierają się z hukiem. Pan „Kij w tyłku” podbiega do mnie, a jego twarz wyraża wściekłość. „Znowu ty” – syczy. „Powinienem wezwać gliny. Pewnie robisz tu rozeznanie przed włamaniem, ale nie chce mi się pieprzyć z papierkową robotą”. Łapie mnie za tył bluzy.
Cóż, to by było na tyle. Będę musiała znaleźć inne miejsce, żeby się ogrzać.
Zaczyna mnie prowadzić w stronę głównych drzwi, kiedy te nagle otwierają się z impetem. Kilku klientów krzyczy, gdy do środka wpada trzech mężczyzn w kominiarkach, wymachując bronią.
Pierwszy z nich trzyma w rękach obrzyna. „Wszyscy na pieprzoną podłogę!” – wrzeszczy.
Mój jakże odważny eskortujący popycha mnie do przodu, przez co potykam się i upadam. Następnie sam rzuca się do ucieczki w stronę drzwi, z których zaledwie chwilę wcześniej wyszedł.
Słyszę głośny huk wystrzału ze strzelby. Zerkam przez ramię na pana Służbistę i szybko żałuję, że to zrobiłam. Mężczyzna się nie rusza, a pod jego ciałem zaczyna zbierać się duża kałuża krwi.
Zakrywam usta dłonią, żeby stłumić krzyk, który zamienia się w ciche jęknięcie. Zaciskam mocno oczy, nie mogąc na to patrzeć. Wiem, że jeśli zacznę krzyczeć, mogę być następna.
To nie powstrzymuje reszty klientów przed krzykiem, dopóki nie pada kolejny strzał. Tym razem w powietrze.
Otwieram szeroko oczy i widzę tynk osypujący się z sufitu. Kolejny z uzbrojonych mężczyzn wciąż celuje w górę. „Następny skurwiel, który piśnie, skończy tak samo jak ten idiota tam, więc zamknijcie, kurwa, mordy!”.
Słyszę popiskiwania i ciche szlochanie. Potem odzywa się inny męski głos.
„Szybko ładujcie kasę do toreb i nie próbujcie żadnych głupot, bo kogoś zabijemy” – warczy.
Ryzykuję szybkie spojrzenie i widzę, że kasjer napełnia banknotami coś, co wygląda jak poszewka na poduszkę.
Wtedy je słyszę. Syreny. Ktoś musiał wcisnąć alarm. Kurwa, wszyscy mamy przesrane. Zabili już jedną osobę. Czuję, jak serce tłucze mi się w klatce piersiowej. Nigdy nie należałam do strachliwych, ale cholera. Moje życie może nie jest usłane różami, jednak chciałabym pożyć wystarczająco długo, żeby przekonać się, czy mogłoby takie być.
Myślałam, że może ten ze strzelbą jest tu szefem, ale szybko stało się jasne, że po prostu ma lekki palec na spuście. „Spadamy!” – krzyczy facet, który strzelał w sufit. To on musi tu dowodzić.
„Co? Prawie nic nie mamy”.
„Nie będziemy mieli zupełnie nic, jeśli gliny tu dotrą, zanim zdążymy uciec”. Szef rozgląda się dookoła, po czym wskazuje na mnie. „Ubezpieczenie” – warczy.
Facet ze strzelbą podchodzi szybkim krokiem do miejsca, w którym leżę na podłodze. Zanim zdążę w ogóle pomyśleć, uderza mnie kolbą w policzek.
Ból promieniuje wzdłuż mojej szczęki i eksploduje mi w głowie. Tuż przed tym, jak ogarnia mnie ciemność, słyszę jego szefa.
„Powiedziałem, weź ją jako ubezpieczenie, a nie ją, kurwa, zabij”.
***
Wszystko, co słyszę, to irytujące kapanie. Kap, kap, kap. To jak chińska tortura wodna. Czuję się, jakby głowa miała mi za chwilę eksplodować. W ustach wciąż czuję metaliczny posmak. Zmuszam się do otwarcia oczu i jestem wdzięczna za półmrok. Jedyne światło wpada przez pęknięte okno na tyłach otwartej kabiny toaletowej.
Moje nadgarstki są przykute kajdankami do rury, która łączy się ze zlewem. To stamtąd dobiega to monotonne kapanie. To jakaś łazienka. Brudne, popękane kafelki pokrywają podłogę, a po drugiej stronie do ściany przymocowanych jest kilka pisuarów.
Jestem w męskiej toalecie. Prawdopodobnie w jakiejś kawiarni lub barze.
Moja wdzięczność szybko mija, gdy zapala się jarzeniówka. Mrużę oczy od ostrego światła. W drzwiach stoi mężczyzna. Nie ma przy sobie broni, więc przynajmniej nie planuje mnie zastrzelić. A na pewno jeszcze nie teraz. Wciąż ma na sobie kominiarkę, prawdopodobnie ze względu na mnie. Trudno powiedzieć, którym z nich jest. Zresztą chyba nie ma to większego znaczenia. Raczej żaden z nich nie ubiega się o tytuł mojego najlepszego przyjaciela.
Pewnie myślą, że jeśli stąd ucieknę, to od razu pójdę na najbliższy posterunek policji i spróbuję opisać, jak wyglądają moi porywacze. Nic bardziej mylnego. Ostatnie, czego potrzebuję, to żeby mój ojciec dowiedział się, gdzie jestem.
Nagle czuję, jak do gardła podchodzi mi żółć. Cholera. Mój dowód osobisty. Miałam go w kieszeni dżinsów. Powinnam się go pozbyć. Tyle z mojego ukrywania się, chociaż pewnie i tak rozpoznali moją twarz.
Mój ojciec musiał wymyślić jakiś powód mojej nieobecności, więc gazety były pełne artykułów o tym, że Katrina Heaton trafiła na odwyk. Trauma po stracie matki miała doprowadzić mnie na skraj załamania. Moje zdjęcie zdobiło pierwsze strony wszystkich tabloidów.
Nigdy w życiu nie brałam narkotyków. Z całą pewnością miałam traumę po śmierci matki, ale nie w taki sposób, jak wszyscy myślą. Mój ojciec musiał znaleźć jakąś wymówkę na to, dlaczego zniknęłam. Zgaduję, że to było najlepsze, na co mógł wpaść, kiedy jego pierwotny plan spalił na panewce.
Mrugam, gdy w aparacie błyska flesz.
„Zobaczymy, czy najdroższy tatuś sypnie kasą za swoją krnąbrną córeczkę” – kpi.
Następnie światło gaśnie, a ja zostaję w ciemnościach.
Szlag, nie mogę mu pozwolić, żeby mnie znalazł. Jeśli to zrobi, cała ucieczka i życie na ulicach przez ostatnie dwa tygodnie pójdą na marne.
Szarpię za rurę, mając nadzieję, że uda mi się uwolnić. Łazienka wydaje się być w opłakanym stanie. To tylko moje szczęście, że rura jest jedyną rzeczą, która nie rozpada się na kawałki.
Mogłabym być wdzięczna, że nie zastrzelili mnie w banku. Jednak ta ulga szybko mija, kiedy pomyślę o konsekwencjach, z jakimi może się wiązać to, że ojciec mnie znajdzie.
Ojciec chce się mnie pozbyć. Czy jest lepszy sposób niż zlecić porywaczom, by mnie wykończyli? To byłoby dla niego wygodne wyjście. Dzięki temu nie będzie musiał sam się mną zajmować. Wiem zbyt wiele, a gdyby prawda kiedykolwiek wyszła na jaw, jego polityczne aspiracje ległyby w gruzach. Raczej nie można zostać następnym senatorem, odsiadując wyrok w stanowym więzieniu albo siedząc w celi śmierci.
Opieram głowę o chłodne kafelki. To trochę przynosi ulgę mojej pulsującej z bólu głowie. A potem czekam. Sama nie wiem, na co. Prawdopodobnie na to, by wkurzeni porywacze wyładowali na mnie złość, gdy tylko zorientują się, że nie dostaną złamanego grosza.
Nie muszę długo czekać. Cóż, przynajmniej takie mam wrażenie, ale kto wie? Trudno ocenić upływ czasu, gdy jest się przykutym kajdankami do rury w męskim sraczu.
Kiedy światło znów się zapala, staję twarzą w twarz z dwoma z nich. Nie wygląda na to, żeby to miało się dobrze skończyć.
„Wygląda na to, że tatuś nie chce współpracować. A może potrzebuje trochę więcej dowodów”.
Jeden z nich zachodzi mnie od tyłu i chwyta mnie za szyję. Szarpię się, ale to bezcelowe. Jego uścisk staje się coraz mocniejszy, przez co ledwo mogę oddychać.
Drugi z nich odpina jedne kajdanki, więc nie jestem już przypięta do rury. Jednak zanim zdążę spróbować go uderzyć, zostaję przyciśnięta do podłogi twarzą w dół.
Zajęcia z samoobrony, na które chodziłam za namową matki, niewiele mi dają. Ich jest dwóch, a ja jedna. Naprawdę nie mam żadnych szans.
Nie jestem już duszona. Jednak facet wykręca mi jedną rękę za plecami pod nienaturalnym kątem, a drugi ciągnie moją drugą rękę tak, że dłoń leży płasko na wykafelkowanej podłodze. „Zobaczymy, czy tatuś zmięknie, jak dostanie jeden z twoich palców”.
Krzyczę, gdy on wyciąga nóż z paska. Próbuję się wyrwać, ale na próżno. Moja druga ręka zostaje wykręcona jeszcze mocniej. Wydaję z siebie jęk i przestaję stawiać jakikolwiek opór.
Zanim zdąży dokończyć dzieła, z zewnątrz dobiega głośny hałas.
Brzmi to tak, jakby ktoś wyważył drzwi z kopa.
Serce łomocze mi w klatce piersiowej. Sama nie wiem, kogo boję się bardziej. Mężczyzn, którzy próbują obciąć mi palec, czy kogokolwiek, kto właśnie tu wtargnął.
Jeśli to ktoś przysłany przez mojego ojca, grozi mi znacznie większe niebezpieczeństwo niż utrata jednego palca.
Facet z nożem puszcza moją dłoń. „Kurwa, to Romano. Zostań tu, a ja spróbuję to załagodzić”.
Rozpoznaję ten głos. To szef całej trójki.
Upuszcza nóż, a następnie czołga się w stronę drzwi, trzymając ręce w górze, jakby miał się poddać. „Panie Romano… Mogę to wyjaśnić”.
Słyszę głośny huk, gdy pada strzał. Kurwa. Muszę się stąd wydostać.
Nie wiem, kim jest ten cały Romano. Brzmi jednak jak ktoś, kogo mój ojciec wynająłby do brudnej roboty. Zimnokrwisty morderca, który właśnie kogoś zastrzelił, nawet nie wysłuchując, co tamten ma do powiedzenia.
Zauważam nóż i wiem, co muszę zrobić. Szybko po niego sięgam i zanim dupek za moimi plecami zdąży zorientować się, co się dzieje, wbijam mu ostrze głęboko w udo. Wyciągam je i wbijam z powrotem.
Mężczyzna wrzeszczy i puszcza moje ramię.
Wija się po podłodze, próbując zatamować krwawienie, podczas gdy pod jego nogą zbiera się już kałuża. Odsuwam się pospiesznie. Nie ma mowy, żebym teraz wypuściła z rąk ten nóż. Użyłam go raz, a jeśli będę musiała, użyję go ponownie.
Nie mogę wyjść przez drzwi, nie z tym całym Romano czającym się na zewnątrz. Ruszam więc w stronę małego okienka w kabinie toaletowej.
Próbuję je otworzyć, ale wydaje się być zacięte. Robię więc jedyną rzecz, jaką mogę. Wybijam szybę zwisającą mi z nadgarstka kajdanką. Szkło pęka, a odłamki lecą we wszystkie strony. Z mojej dłoni kapie krew. Naciągam rękaw bluzy, by spróbować zatamować krwawienie. To ma również dać mojej ręce chociaż odrobinę ochrony, gdy wypycham resztki rozbitego szkła z krawędzi okna.
Okno jest niewielkie. Ale ja zawsze byłam dość drobna, a po tym jak przez ostatnie dwa tygodnie prawie nic nie jadłam, jestem wystarczająco chuda, żeby przecisnąć się przez szczelinę.
Betonowe podłoże okazuje się być dalej, niż myślałam. Uderzając o ziemię, syczę z bólu, bo wykręcam sobie kostkę. Nie mogę się tym teraz przejmować. Muszę się stąd wydostać.
Rozglądam się w lewo i w prawo, aż w końcu dostrzegam zaułek. To mój najlepszy wybór. To najszybsza droga ucieczki z budynku, w którym mnie więziono, więc to moja największa szansa.
Kuśtykam alejką, krzywiąc się za każdym razem, gdy moja stopa dotyka ziemi. Zbyt skupiona na ucieczce, nie zauważam krwawych odcisków stóp, które po sobie zostawiam.

Odkryj Galateę

Charlotte i 7 chłopaków z bractwa: Przez Ciebie Walka o opiekę nad trójkąZranieni Tom 1Nie zapomnij mnieSiostry Vega 1: Bardzo gorąca noc

Najnowsze publikacje

Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjePrzesłuchanieBłękitny lód 2: Zakochana w Blue Ice

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Przeczytane bez kontynuacji

autor: Jo ann

liczba książek: 184

Hot

autor: goshka

liczba książek: 152

Vivienne Wren

autor: goshka

liczba książek: 8

Zakończona

autor: Hinatka118

liczba książek: 156

Najlepsze

autor: IwonaT

liczba książek: 63

Jen Cooper

autor: goshka

liczba książek: 12

Annie Wipple UpP

autor: Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

autor: goshka

liczba książek: 6

Brak zakończenia

autor: Hinatka118

liczba książek: 79

Całe

autor: Aassiiaa

liczba książek: 68

Bestsellery

autor: Agnieszka

liczba książek: 15

Czytam

autor: Iwonna

liczba książek: 10

Fajne

autor: soft_melon_300

liczba książek: 73

Fajne

autor: Aleksandra W

liczba książek: 37

Gotowe

autor: Marlena R

liczba książek: 19