
Seria Lity Kamień
Autorzy
E. G. Patrick
Lektury
1,4M
Rozdziały
51
Rozdział 1.
Zegar tykał, przypominając mi o upływającym czasie.
– Mogę mu powiedzieć tak? – Ann zapytała podekscytowana przez telefon.
– Nie. Absolutnie nie.
– Musisz więcej wychodzić, Vee.
– Ciągle to powtarzasz. – Skrzywiłam się, choć nie mogła tego zobaczyć.
– Minęło już sporo czasu. Wiesz, że mam rację.
– Nie ma pośpiechu. Naprawdę.
– Wyjdź i poznaj nowych ludzi – nalegała Ann.
– Zwariowałaś.
– Nie, jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Potrzeba jednego, żeby poznać drugiego. – Zaśmiała się.
– Muszę lecieć, bo spóźnię się do pracy. Czemu tak wcześnie wstałaś?
– Mówiłam ci, jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Zadzwoń później.
– Dobrze. Pa.
Dzisiaj był ważny dzień, więc ubrałam się elegancko. Starannie wysuszyłam włosy i podobało mi się, jak wyglądałam w niebieskiej marynarce i białej koszuli.
Byłam nowa w Oliver and Harold. Miałam jechać z moim szefem, Paulem Andersem, do hotelu Paramount w Toronto.
Mieliśmy spotkanie z prawnikami z Laurier and Stone w sprawie fuzji dwóch banków – E&B Dominion, ich klienta, i Berkley's, naszego.
Szłam ulicą. Zapomniałam kapelusza, ale nie wracałam się. Schody do metra były tuż obok.
Było tłoczno, więc hałaśliwy pociąg sprawił, że wszyscy poruszali się jak na szpilkach.
Z powrotem na ulicy, otuliłam się ciasno czerwonym szalikiem. Zobaczyłam plakat zapowiadający wystawę muzealną w maju, o francuskich królach. To mogłoby być ciekawe.
Szłam dalej i hotel Paramount był już w zasięgu wzroku. Sprawdziłam torbę i ruszyłam do przodu nie patrząc. Bum! Moja torba z laptopem zatrzymała obrotowe drzwi.
Zaskoczona, spojrzałam w górę. Mężczyzna utknął między szybami. Jego ciemnoniebieskie oczy były niesamowite. Mrugnęłam – jego twarz była bardzo przystojna. Był oszałamiający.
– Bardzo przepraszam, powinnam patrzeć, gdzie idę – powiedziałam.
Mężczyzna spojrzał na mnie. Jego prawie czarne włosy były krótkie, a on był bardzo elegancko ubrany. Miał niebieski wełniany płaszcz przewieszony przez ramię.
Chciałam mu powiedzieć, że jest zimno i powinien założyć płaszcz, ale ugryzłam się w język.
Mężczyzna wyglądał na ważnego i skarcił mnie samym spojrzeniem. Odsunęłam się, patrząc na niego, a on spoglądał w dół na mnie, nie zmieniając wyrazu twarzy.
Nie mogłam się powstrzymać od kolejnego spojrzenia, gdy schodził po schodach hotelu. Tuż przed wejściem do czarnego samochodu, obejrzał się i nasze spojrzenia spotkały się na moment, zanim weszłam do środka, by spotkać się z Paulem.
Mieliśmy się spotkać w sali Bayview na trzecim piętrze. Właśnie gdy winda się otwierała, usłyszałam za sobą przyjazny głos Paula.
– Dzień dobry, Violet.
– Dzień dobry. Jesteś gotowy na dzisiejsze spotkanie?
– To wszystko, o czym myślałem od piątku. Masz nasze dokumenty? – Skinęłam głową i wskazałam na moją torbę.
W sali opuściłam żaluzje do połowy, wpuszczając trochę światła. Wokół dużego stołu stało osiem czarnych krzeseł, a po bokach dwie tablice.
Ustawiłam swój komputer po lewej stronie, blisko gniazdka. Paul zapytał, czy chcę kawę.
– Nie, dziękuję – odpowiedziałam.
Nalał sobie, po czym usiadł obok mnie i przejrzał dokumenty na spotkanie. Weszło dwóch naszych współpracowników, David Hershey i Mark Burns.
Paul miał się spotkać z Adamem Stone'em, głównym partnerem w Laurier and Stone. Paul powiedział, że pan Stone zasłynął z połączenia dwóch dużych firm fast foodowych.
Nie było to łatwe, bo obie były ważne w branży. Ale znalazł sposób, by to zadziałało, co było dla nich korzystne i przyniosło mu duże pieniądze.
Fuzja była na ustach wszystkich na całym świecie. Miał wtedy tylko dwadzieścia pięć lat. Wkrótce potem został partnerem Lauriera, drugiego prawnika.
Tuż przed dziewiątą weszli mężczyzna i kobieta, przedstawiając się jako prawnicy z Laurier and Stone. Powiedzieli, że pan Stone zaraz tu będzie, kończąc rozmowę telefoniczną.
Wyprostowałam się. Wysoki, elegancki mężczyzna wchodzący do sali był tym samym, którego wcześniej uwięziłam. Paul podszedł, by przywitać się z panem Stone'em.
– Adam, miło cię znowu widzieć. – Paul uścisnął mu dłoń.
– Dzień dobry i dziękuję za zorganizowanie spotkania tutaj. – Jego głos był głęboki i męski, idealny do radia czy telewizji. Skinął głową swoim dwóm prawnikom, a potem Davidowi i Markowi.
Paul spojrzał na mnie.
– To moja asystentka, Violet Cole. Będzie robiła dla nas notatki. Pasuje?
Pan Stone podszedł, wyciągając rękę, gdy wstałam.
– Dzień dobry. Wydaje mi się pani znajoma. – Uścisnął moją dłoń, a ja poczułam dreszcz. – Miło panią poznać.
Poczułam, że się rumienię.
– Dzień dobry, panie Stone. Miło pana poznać.
Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem, a ja odwzajemniłam spojrzenie, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że stoję w pokoju z sześcioma prawnikami. Usiadłam i obserwowałam, jak pan Stone zajmuje miejsce po swojej stronie stołu.
Gdy spotkanie się rozpoczęło, uważnie słuchałam. Rozmawiali o problemach z kompatybilnością systemów komputerowych banków. W pewnym momencie pan Stone zapytał:
– Wszystko w porządku tam?
Spojrzałam na niego.
– Tak, wszystko dobrze, dziękuję. – Skinął głową, wyglądając na zadowolonego.
Lunch miał być dostarczony, ale potrzebowałam świeżego powietrza.
– Paul, wyjdę na chwilę. Potrzebujesz czegoś?
Spojrzał na mnie życzliwie.
– Nie, mamy tu wszystko.
– Wrócę o pierwszej? – zapytałam. Paul skinął głową, po czym zwrócił się do Davida, który o coś go pytał.
Zakładałam płaszcz i szalik, schodząc po schodach. Niebo było zachmurzone jak diabli. Znalazłam kawiarnię kilka ulic dalej i usiadłam na wysokim krześle przy oknie z kawą i jabłkowym deserem.
Czasami myślałam o nim, słynnym prawniku biznesowym. Prawie słyszałam Ann mówiącą: „Musisz więcej wychodzić.”
Musiałam przyznać, że byłam podekscytowana perspektywą spędzenia z nim więcej czasu tego popołudnia. Myślałam o naszym spotkaniu przy obrotowych drzwiach.
Jego oczy – przeszyły mnie na wskroś, byłam tego pewna. Zastanawiałam się, co zobaczył. Miałam nadzieję, że to nie było... Przestałam o tym myśleć, biorąc do ręki widelec.
Sprawdziłam zegarek i wróciłam. Do prawników dołączyło dwóch finansistów. Pan Stone mówił do jednego z nich:
– Przejrzałem arkusze z liczbami i... – Spojrzał w górę, gdy weszłam, i uśmiechnął się.
O trzeciej zrobiliśmy przerwę. Wracając z łazienki, zobaczyłam go idącego korytarzem. Gdy zatrzymał się przede mną, musiałam znów spojrzeć w te ciemnoniebieskie oczy.
Stał w męski sposób, opierając szerokie ramię o ścianę, koszula napięta na umięśnionym torsie. Gdy powietrze zamarło, zdałam sobie sprawę, że wstrzymuję oddech.
Jego urok zawładnął mną, wysuszając mi usta. Potem, głosem gładkim jak czerwony jedwab, powiedział:
– Udaje ci się nie zasnąć przy tych wszystkich prawniczych rozmowach?
Moje usta były suche, gdy je otwierałam.
– Nie jest tak źle, a ja uczę się, jak zawierać umowy.
– Mam nadzieję, że nie zdradzam wszystkich moich sekretów. – Teraz się uśmiechał. – Do zobaczenia w sali.
Potem patrzyłam, jak pewnym krokiem idzie korytarzem. Czułam wewnętrzne podekscytowanie i musiałam wziąć głęboki oddech, zanim wróciłam do sali.
Spotkanie skończyło się o 18:30. Wysłałam SMS-a do Ann, żeby sprawdzić, czy może się spotkać na kolację.
„Spotkajmy się w naszym deli, do zobaczenia. xo,” odpowiedziała. „Nasze deli” miało dobre, tanie wino, co było powodem, dla którego tak bardzo je lubiłyśmy. Robili też świetną kanapkę z peklowaną wołowiną.
Gdy dotarłam na peron, ogłoszono trzydziestominutowe opóźnienie. Byłam zmęczona, ale postanowiłam iść pieszo i wysłałam Ann wiadomość, żeby ją o tym poinformować.
Potem pobiegłam z powrotem po schodach. Oczywiście, duże płatki śniegu zaczęły padać wokół mojej głowy, gdy wychodziłam ze stacji. Żałowałam, że nie wróciłam się po kapelusz.
Wiatr wiał, gdy wracałam. Z opuszczoną głową szłam szybciej po teraz śliskim chodniku. Jeszcze trzy kroki i bum, wpadłam na kogoś.
Zadowolona, że nie upadłam, spojrzałam w górę. To był on. Cholera! Stałam przed hotelem, który właśnie opuściłam.
– Wszystko w porządku? – Dotknął mojego ramienia.
– Tak, w porządku. A pan? – Byłam zawstydzona po raz drugi tego dnia.
Spojrzał po sobie.
– Tak, idealnie. Dokąd tak pędzisz?
– Spotykam się z przyjaciółką na kolacji. Pociąg ma opóźnienie, więc pomyślałam, że pójdę pieszo.
Podjechał czarny samochód i kierowca wysiadł, by wziąć jego torbę na laptopa. Pan Stone skinął mu głową i odwrócił się do mnie.
– Mogę cię podwieźć, jeśli chcesz.
– Naprawdę nie trzeba. Mogę iść pieszo.
Spojrzał na moje włosy rozwiewane wiatrem i otworzył drzwi samochodu. Musiałam wsiąść albo wyjść na niegrzeczną. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się.
Teraz siedziałam obok prawnika przeciwnej strony i miałam nadzieję, że Paul nie wyjdzie i nas nie zobaczy.
– Dokąd jedziemy? – zapytał, a ja podałam adres kierowcy. Miękkie siedzenia i ciepło samochodu były przyjemne. – Ciągle na siebie wpadamy. Spotykasz się z chłopakiem na kolacji?
Spojrzałam na niego ukradkiem i starałam się oddychać normalnie. Był trudny do odczytania, co mnie denerwowało, a w samochodzie wydawał się jeszcze wyższy.
– Nie, z moją przyjaciółką Ann.
– To miłe. Dobra restauracja? Powinienem ją wypróbować?
– To tylko małe deli, które lubimy.
– Musi być dobre, skoro wciąż tam wracacie. Gdybym nie był zajęty, dołączyłbym do was. – Uśmiechnął się do siebie.
– Naprawdę? – Mogłam sobie tylko wyobrazić minę Ann, gdybym weszła z nim. Zapomniałaby o jakichkolwiek pajęczynach.
– Tak, naprawdę. Zawsze mówię to, co myślę. – Moje usta znów wyschły i trudno było przełknąć ślinę.
Wkrótce byliśmy przed deli, a kierowca otworzył moje drzwi. Gdy spojrzałam na pana Stone'a, skinął głową na pożegnanie.
Byłam w połowie drogi z samochodu, gdy chwycił moją dłoń.
– Hej, pamiętaj, żeby patrzeć, dokąd idziesz.
– Będę pamiętać. – Znów ścisnął moją dłoń, a ja zamarłam. W końcu udało mi się powiedzieć: – Dziękuję za podwiezienie.
Ann siedziała przy naszym zwykłym stoliku, a gdy się obejrzałam, samochód wciąż stał przed wejściem. Przytuliłam Ann, gdy wstała, a gdy znów spojrzałam, samochód odjeżdżał.
Musiałam przyznać, że czasami tęskniłam za mieszkaniem z Ann, ale innym razem cieszyłam się, że jestem sama. To będę mogła cieszyć się do końca sierpnia, kiedy wprowadzi się mój nowy współlokator.
Brian był na ostatnim roku studiów matematycznych i planował spędzać większość weekendów poza miastem ze swoją dziewczyną. To był jeden z powodów, dla których wybrałam go spośród wielu chętnych do zamieszkania.
Ann i ja zamówiłyśmy nasze zwykłe kanapki z peklowaną wołowiną i domowe czerwone wino. Opowiedziałam Ann o długim dniu, nie wymieniając nazw firm.
– Myślę, że cały tydzień będzie taki jak dziś – wczesne rozpoczęcie i późne kończenie.
– To będzie długi tydzień. Jak sobie radzisz, żeby nie zasnąć?
Uśmiechnęłam się.
– Główny prawnik z drugiej strony jest bardzo przystojny.
– Co? Przystojny w sensie chcesz-się-umówić czy tylko trochę?
– Jesteś taka dramatyczna – obie się zaśmiałyśmy. – Pewnie jest zajęty. Ale dziewczyna może pomarzyć, prawda?
Twarz Ann rozjaśniła się uśmiechem.
– Może to jest to, czego potrzebujesz, żeby znów zacząć się umawiać. Co ci się w nim podoba?
– Właściwie niewiele o nim wiem, tylko to, co powiedział mi Paul. Myślę, że ma około dwudziestu ośmiu lub dwudziestu dziewięciu lat, jest wysoki, ciemnowłosy i ma niebieskie oczy. Zasłynął z tej umowy fast foodowej, która była w wiadomościach kilka lat temu.
Ann odstawiła kieliszek wina.
– Zauważyłaś jego oczy. To ciekawe.
– Czy to wszystko, co usłyszałaś? – Zaśmiałam się. – To tylko małe zauroczenie i prawdopodobnie nigdy więcej go nie zobaczę. – Ta myśl mnie zasmuciła.
– Widziałam, jak wysiadałaś z samochodu. Czy to Paul cię podwiózł?
– Nie, to był on. Wpadliśmy na siebie, gdy szłam tutaj. Zaczęło padać, a on prawdopodobnie i tak jechał w tę stronę.
– Jest uprzejmy. To dobrze.
– Dość o tym. Co u Teda?
Jej twarz pojaśniała.
– Wszystko świetnie, uwielbiam wracać do domu do niego. Pamiętasz, jak nie byłam pewna? – Skinęłam głową. – Jestem taka szczęśliwa, Vee.
– Pasujecie do siebie i oboje jesteście wspaniali.
Gdy skończyłyśmy, poszłyśmy na pociąg. Pociąg Ann przyjechał pierwszy, zostawiając mnie czekającą na mój.
Wkrótce Adam Stone i jego niesamowite oczy znów zagościły w moich myślach, a ja zastanawiałam się, co zobaczył, gdy patrzył prosto na mnie.















































