
Nieplanowany partner
Autorzy
Lee C Conrad
Lektury
1,3M
Rozdziały
45
Może go mieć.
Książka 1.
Layla
– Ashley, czego chcesz? Daję ci pięć minut, a potem wychodzę – powiedziałam spokojnie, stojąc przed moim miejscem pracy. Pracowałam w głównym szpitalu, który leczył wiele różnych nadnaturalnych gatunków.
Głównie zajmowaliśmy się wilkołakami, bo było ich w okolicy sporo. Ale mieliśmy też innych pacjentów – wampiry i fae były kolejnymi najczęstszymi humanoidalnymi stworzeniami, które przyjmowaliśmy.
Nasi pacjenci mieli ciała różniące się od ludzkich, więc potrzebowali specjalistycznego leczenia. Ten szpital był stworzony właśnie do tego, a ja byłam uzdrowicielem. Urodziłam się z darem uzdrawiania energii.
Czułam, że to właściwe miejsce dla mnie. Moja siostra, Ashley, nie miała tego daru. Nie wszystkie wilki go miały – niektóre były po prostu fizycznie silniejsze i mogły przemieniać się w wilka. Bycie nadnaturalnym stworzeniem nie zawsze oznaczało te same zdolności. Niektórzy z nas żyli dłużej, niektórzy lepiej się goili; takie rzeczy.
– Przyszłam porozmawiać o Nate'ie. Chcę, żebyś wiedziała, że będziemy partnerami. On potrzebuje silnej kobiety u boku. Nie jakiejś omegi tylko do seksu, która nie może pomóc stadzie. Przyszłam cię ostrzec, żebyś nie próbowała go odzyskać. Jeśli myślisz, że zaoferujesz mu siebie, gdy w końcu będziesz miała rują, sprawię, że gorzko tego pożałujesz. To ja będę luną w tym stadzie. On nigdy nie zamierzał uczynić cię swoją partnerką. Nawet nie miałaś jeszcze rui, a ile masz lat?
Po prostu patrzyłam na moją siostrę. Miałam dość prób bycia miłą. Jeszcze wczoraj zastałam ją w łóżku z mężczyzną, który miał być moim partnerem. Wybrał mnie, chciałam jej powiedzieć.
Ale teraz zrozumiałam. To wszystko dlatego, że byłam omegą. Omegi były znane z rodzenia potężnych dzieci. Często zmuszano je do łączenia się w pary, zwłaszcza gdy nadchodziła ruja wilczycy.
To był jedyny czas, kiedy można było połączyć się z kimś innym i stworzyć więź. Chyba że znalazłeś swojego przeznaczonego partnera. Ale to było bardzo rzadkie w dzisiejszych czasach; to było jak bajka dla naszego gatunku, spojrzeć na kogoś i zobaczyć swoją idealną drugą połówkę.
Nie było nas wystarczająco dużo, a wiele wilków nie chciało łączyć się z ludźmi. Łączenie się z innym gatunkiem było bardzo rzadkie. Twoim przeznaczonym partnerem mógł być ktokolwiek, ale wybieranie partnera spoza własnego gatunku, który nie był przeznaczonym partnerem, nie było dobrze widziane.
Jeśli nie byliście przeznaczonymi partnerami, żeby się połączyć, musieliście mieć dziecko ze swoim partnerem. Gdy już miałeś dziecko i się połączyłeś, nie mogłeś postrzegać nikogo innego jako swojego partnera, chyba że umarli – przeznaczony partner czy nie. Tak to działało u mojego ludu.
W dzisiejszych czasach większość nie czekała na swojego wyjątkowego przeznaczonego partnera. Po prostu łączyłeś się w parę, tak jak ludzie brali ślub. Z tą różnicą, że dla nas to było na zawsze, aż do śmierci. I nie z powodu kawałka papieru.
– Bierz go. Mam to gdzieś. Jeśli po to tu przyszłaś marnować mój czas, to mnie to nie obchodzi. Zasługujecie na siebie. Zawsze byłaś o mnie zazdrosna, Ashley. Ty spowodowałaś ten problem i mam dość radzenia sobie z tym. Idź i bądź luną. Mnie. To. Nie. Obchodzi – powiedziałam jej.
Skończyłyśmy. Nie chciałam jej więcej widzieć. Myślałam o tym, czy jedno z mniejszych stad nie przyjęłoby mnie. Nie powinno być to trudne; byłam omegą, uzdrowicielem. Mój typ był łatwo akceptowany i pożądany, więc byłam pewna, że mogę to zrobić. Zwłaszcza z moją zdolnością uzdrawiania. Chciałam być daleko od mojej siostry i Nate'a.
Słyszałam, że stado na północ stąd było miłe dla takich jak ja, tych, których inni zawsze postrzegali jako słabych. Nasza wilcza forma mogła być mniejsza, słabsza w pewien sposób, ale wszyscy zapominali, że omega była tak nazywana ze względu na to, jak się zachowywaliśmy. Nie dlatego, że byliśmy słabi czy niskiego statusu.
Cholera, jak się zmieniły czasy. Wilki ostatnio stały się bardzo samolubne, albo może to tylko to stado. Czułam, że mogłabym się założyć, że to nie tylko to stado.
– Nie odchodź ode mnie! Wiem, że próbowałaś do niego dzwonić. Prosić go, żeby cię przyjął z powrotem.
Zatrzymałam się i odwróciłam, by spojrzeć na siostrę. Miała ciemniejsze, brązowe włosy; moje były bladozłote, prawie białe. Nasze oczy miały ten sam srebrny kolor. Byłam też trochę niższa, trochę szczuplejsza od niej. Poza tym wyglądałyśmy bardzo podobnie.
– Oddzwoniłam do niego dziś rano, żeby powiedzieć, że zabrałam swoje rzeczy. Żeby więcej do mnie nie mówił. Nie obchodzi mnie, że jest teraz alfą. Nie pozwolę, żeby tak mnie traktował mój partner ani moja siostra. Idź i połącz się z nim, Ashley, i rozłóż nogi. Zawsze byłaś w tym dobra. Nie chcę śmieci, które były w tobie.
Ashley wyglądała na zaskoczoną, że stanęłam w swojej obronie. Odwróciłam się i weszłam do środka. Byłam już przy recepcji, gdy wbiegła za mną, wyraźnie chcąc mnie zatrzymać i dalej rozmawiać.
– Nie wpuszczajcie jej. Nie chcę z nią więcej rozmawiać – powiedziałam do recepcji. Rzecz w tym, że w domu na terenach stada nie szanowano mnie tak jak w szpitalu. Patrzyli na mnie z góry w stadzie ze względu na status mojej rodziny. A teraz także z powodu tego, co zrobił mężczyzna, z którym miałam się połączyć. Nie posłuchaliby mnie, gdybym była na terenach stada. Pozwoliliby Ashley za mną iść, a nawet mnie zaatakować.
Nienawidziłam stada, w którym się urodziłam. Byli staromodni i robiło się coraz gorzej. Chciałam się stamtąd wydostać. Jeśli to oznaczało ucieczkę, to niech tak będzie. Tu w szpitalu, który był w pewnym sensie na neutralnym terenie, było więcej niż tylko wilki. Szanowali moje umiejętności, zdolności i mnie jako osobę. To było miłe. Szkoda, że nie mogłam tu mieszkać. Niestety było to zbyt blisko mojej siostry, która chciała mi dokuczać.
– Jasne, Layla. Nie mów nic więcej. Ta jędza nie przejdzie.
Poczułam lekki uśmiech od osoby pracującej w recepcji, gdy drzwi zamknęły się za mną i usłyszałam, jak moja siostra się zatrzymuje. Tu w szpitalu moje umiejętności były bardzo doceniane. Moja wartość była wysoka i cudownie było być docenianą.
Ciężko pracowałam, żeby zdobyć tę pozycję. Dużo się uczyłam, obserwując pielęgniarki i lekarzy, żeby dowiedzieć się więcej niż tylko o wilkołakach. Chciałam być kimś, kto pomaga wszystkim innym, nie tylko jednemu typowi. To zostało szybko zauważone i zaczynałam być tu znana. Teraz się martwiłam. Nate mógł mi utrudnić życie, jeśli by chciał. Zniszczyć wszystko, na co pracowałam, gdyby chciał być prawdziwym dupkiem.
Szpital był niewielki. Został wyremontowany, bo kiedyś dawno temu, przed wojnami, był dla ludzi. Jednak teraz idealnie odpowiadał naszym potrzebom. Wilkołaki go założyły. Potem zaczęli przychodzić inni i z tego, co wiedziałam, istniała umowa między rasami dotycząca korzystania z takich szpitali jak ten.
Miały być uważane za neutralne, bez względu na to, kto je pierwotnie założył. Okoliczne terytoria różnych gatunków miały pomagać w ich ochronie, choć głównym organem zarządzającym był ten, który je założył. To był skomplikowany układ o zawieszeniu broni. Jak dotąd, z tego co wiedziałam, większość go respektowała.
Jednak tu i ówdzie pojawiały się problemy. Nate jako alfa miał w pewien sposób kontrolę nad tym szpitalem. Ustanawiał dla niego niektóre niesprawiedliwe zasady, jeśli można tak powiedzieć. Zgaduję, że gdyby chciał być wobec mnie złośliwy, mógłby kosztować mnie pracę. Tak jak czasami utrudniał korzystanie ze szpitala innym gatunkom.
Miałam nadzieję, że nie będzie mnie tu niepokoił. Byłam taka szczęśliwa, że przyłapałam go z Ashley. Od tygodni myślałam, że Nate mnie zdradza. Po prostu nie wiedziałam z kim. Zawsze było dla mnie dziwne, że przychodził lub pojawiał się i nie miał żadnego zapachu. Był czysty, ale był ten dziwny zapach, jakby użył czegoś. To wzbudziło moje podejrzenia. Na tyle, że zaczęłam brać leki, żeby powstrzymać moją ruję. Nie miałam jeszcze rui, żeby się połączyć; powinnam była, ale nie chciałam. Chciałam się upewnić, że to właściwe.
Tak się cieszę, że posłuchałam swojego instynktu! Omegi zwykle miały swoje cykle później niż inne samice. Byliśmy długowiecznym gatunkiem. To, że zaczynałam moje cykle w wieku trzydziestu lat, nie było niezwykłe. Wciąż bardzo młoda według wielu standardów wilkołaków. Choć nie sądziłam, że trzydzieści lat to dużo nawet dla człowieka. Nieważne, chyba.
W każdym razie, czułam, że lekarstwo może nie zadziałać dobrze na moją następną ruję. Już to czułam. Wzięłam trochę ziół, które działały na nas. Mimo to, miałam przeczucie, że moje ciało pozbywało się ich szybciej. Moje zwierzę chciało się połączyć, i to dlatego inni patrzyli na wilkołaki tak, jak patrzyli. Stworzenia, które cały czas chcą tylko seksu.
Zamknijcie się, ludzie, wy też jesteście cholernie napaleni. A teraz spróbujcie tego z ruję, to nie jest zabawne. Czasami nie możesz się powstrzymać.
Starałam się odsunąć na bok moje osobiste problemy i skupić się na pracy. Większość moich pacjentów nie zostawała na długo. Jako istoty nadnaturalne, podobnie jak ja, zwykle szybko się godzili. Nie wszyscy oczywiście, ale wielu z nich, w zależności od ich specjalnych zdolności. Zawsze dobrze było widzieć, jak wielu pacjentów wraca do zdrowia.
Ale zawsze były te bardzo chore przypadki. Te ze specjalnymi chorobami, które dotykały nasz gatunek.
Dziś miałam pracować właśnie z takimi pacjentami. Miałam użyć moich zdolności, żeby pomóc im w leczeniu. Na tym starałam się skupić, spychając moje osobiste problemy na dalszy plan. Nie wiedziałam, że mój świat miał się wkrótce bardzo zmienić.
Problemy, z którymi się zmagałam, były dopiero początkiem większych kłopotów.













































