
Upadli Żniwiarze 1: Zdobyć Celię
Autorzy
Lana Cathryn
Lektury
760K
Rozdziały
12
Po ucieczce przed prześladującym ją byłym, Celia zostaje bez grosza przy duszy i bez przyjaciół w dziwacznym miasteczku. Zdesperowana, by zarobić szybkie pieniądze, podejmuje pracę w lokalnym barze motocyklowym, siedzibie The Reapers. Tam poznaje Grave’a – olbrzyma o oczach pełnych mrocznych tajemnic i płonącego pożądania. Teraz utknęła w środku wojny gangów i pod czujnym okiem Grave’a, mężczyzny, który nie pragnie niczego innego, jak tylko ją posiąść.
Czekając
Celia
„Jesteś z Portland?” — pyta mnie sennym wzrokiem blondynka, przeglądając moje CV.
Kiwam głową. „Tak. Potrzebowałam zmiany, więc postanowiłam tu przyjechać.”
Prawda jest taka, że musiałam uciec od mężczyzny, który nie dawał mi spokoju. Gdybym miała więcej pieniędzy, uciekłabym znacznie dalej.
Zatrzymuję tę informację dla siebie. Nie sądzę, żeby pomogła mi dostać tę pracę.
„Rozumiem” — odpowiada Morrigan. „Witaj. Pokochasz McDermott.”
Uśmiecham się w odpowiedzi, mając nadzieję, że ma rację.
Przez długi czas nie podnosi wzroku. Jest bardzo skupiona na czytaniu mojego CV. To mnie denerwuje.
Wiem, że dokument wcale nie robi wrażenia. Nie pokazuje wielkiego potencjału. Nawet po tym, jak trochę naciągnęłam prawdę.
Skoro aplikuję na stanowisko, które brzmi jak kelnerka, to chyba nie powinno mieć większego znaczenia.
Mam doświadczenie i mam nadzieję, że to pomoże jej zdecydować się zatrudnić tę rozczochraną brunetkę w swoim biurze.
Przyjechałam do McDermott w Montanie około pierwszej w nocy. Nie mogłam spać, bo byłam zaniepokojona i przestraszona, nawet po tym, jak moja głowa spotkała się z miękką poduszką.
Bałam się, że ktoś mnie śledził.
Tym razem jednak nikt nie zapukał do drzwi mojego pokoju hotelowego — żaden szalony były chłopak, który twierdził, że jest „szaleńczo zakochany”, próbując zaciągnąć mnie przez cały kraj, mimo że nie chciałam jechać.
Czuję opuchnięte worki pod oczami od płaczu i braku snu. Moje włosy mają stresowe splątania i węzły od nerwowego skręcania ich co pięć minut, gdy spoglądam przez ramię.
Większość nocy spędziłam na chodzeniu i obserwowaniu parkingu małego hotelu. Szczerze mówiąc, wyglądam okropnie. I choć staram się trzymać głowę wysoko i pozostać pozytywna, czuję się jeszcze gorzej.
Morrigan naciska przycisk na biurku i wyciąga do mnie rękę. „Mogę zobaczyć twój dowód? Muszę przeprowadzić szybkie sprawdzenie, a potem przejdziemy do sedna.”
Jasne. Grzebię w torebce i wyciągam portfel, gdy drzwi po mojej lewej stronie otwierają się i ciężkie kroki przemierzają podłogę w kierunku biurka.
Kładę dowód w wyciągniętej dłoni kobiety i spoglądam na wysokiego mężczyznę stojącego u mojego boku. Nosi dziwny uśmiech i patrzy na mnie figlarnym wzrokiem.
Co ważniejsze, jest nieznajomym.
Czuję, jak moje ciało niemal natychmiast rozluźnia się w fotelu, gdy to sobie uświadamiam.
„Wszystko w porządku, Morr?” — pyta nieznajomy.
Oddaje mi kartę i kiwa mu głową. „Tak. Przeprowadzam rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko nowej mamy.” — Wskazuje na mnie z uśmiechem. „To jest Celia.”
Nieznajomy patrzy na mnie przez chwilę, otwarcie lustrując moje ciało. Jego oczy zatrzymują się na moich nagich nogach na krótką sekundę dłużej.
Rzucam mu gniewne spojrzenie bez zastanowienia, żałując, że nie założyłam czegoś innego. Jedyny problem polega na tym, że to, co mam na sobie, to mój jedyny półformalny strój.
Wszystkie moje rzeczy są dokładnie tam, gdzie je zostawiłam: w moim pustym domu w Portland, kilka stanów dalej.
Zabranie tylko siebie i kilku ubrań, które zmieściły się w bagażu podręcznym, było konieczne. Zwłaszcza jeśli chcę się wyżywić bez żadnych pieniędzy przez jakikolwiek czas, jaki zajmie mi znalezienie pracy.
Bilet lotniczy do McDermott kosztował sporo z mojego i tak już pustego konta oszczędnościowego. Zanim zapłaciłam za taksówkę i hotel, nie miałam innego wyboru, jak zadowolić się tym, co mam.
A to niewiele.
Myślę, że jest jasne, że potrzebuję tej pracy jak powietrza.
Kiedy znalazłam ogłoszenie „poszukujemy pracownika” w gazecie przy barze śniadaniowym hotelu, poczułam pierwszą ulgę. Wszystko, czego wymagało, to sprawne nogi i uśmiech.
Brzmi idealnie.
Tam, gdzie jestem teraz w życiu, wezmę, co mogę dostać.
Serwowanie posiłków starym członkom klubu motocyklowego trzy razy dziennie, pięć dni w tygodniu i trochę sprzątania to proste — idealne.
„Twoje CV wygląda dobrze. Mam jednak kilka wątpliwości i pytań” — mówi Morrigan. „To nic trudnego, biorąc pod uwagę to, co muszę wiedzieć. Zapytam, jak tylko Silver wróci.”
Jej miła, uśmiechnięta twarz znika i zmienia się w pozbawioną emocji. Odchrzakuję i staram się nie wiercić na krześle.
„Co chciałabyś wiedzieć?”
Przygląda mi się uważnie, jakbym teraz była CV, które właśnie tak samo studiowała. „Nie masz wymienionych referencji. Mogę zapytać dlaczego?”
Sztywnieję na krześle. „Po prostu nie miałam numerów nikogo do podania” — wyjaśniam pewnie, bo nie kłamię całkowicie.
Morrigan kiwa głową. „Zrozumiałe. Powiedziałaś, że właśnie przyjechałaś do McDermott?”
„Tak.”
„To dobrze. Byłaś członkiem jakichś klubów czy organizacji tam, skąd pochodzisz?”
„Nie” — odpowiadam szczerze po raz kolejny. „Nie jestem typem towarzyskim do takich rzeczy.”
Uśmiech powoli wraca na jej twarz po minucie obserwowania mnie, szukania oznak, że kłamię.
„Rozumiem” — mówi. „Cóż, wszystko tu wygląda dobrze.”
Silver, jak go nazwała, wraca. Oddaje mi dowód i wymienia skinienie z Morrigan. Mam nadzieję, że to oznacza, że sprawdzenie przeszło dobrze.
Nie jestem przestępcą. Przypuszczam, że mój spokojny styl życia jest dobrym powodem, choć nie zawsze miał swoje zalety.
Kiedy przyciągnęłam uwagę mojego byłego, prawdopodobnie stałam się idealnym celem dla kogoś takiego jak on.
„Jesteś zatrudniona!” — nagle mówi głośno Morrigan, uśmiechając się do mnie z podekscytowaniem.
Jej reakcja bardzo różni się od tego, jaka była przez większość rozmowy, ale przypuszczam, że była profesjonalna.
Wstaje i obchodzi biurko, trzymając moją dłoń w swojej w przyjacielskim uścisku. Odrętwiała odwzajemniam gest, szok z tego, co to dla mnie oznacza, zaczyna do mnie docierać.
Ta zmiana była... łatwa. I ogromna ulga, która czyni moje życie o wiele prostszym.
„Zadzwonię do ciebie rano.” — Morrigan macha, gdy wstaję i zaczynam wychodzić z jej biura.
Robię, co mogę, żeby dać jej prawdziwy uśmiech w odpowiedzi, po czym dziękuję jej, zanim wychodzę z małego pokoju.
Kiedy idę przez klub motocyklowy w kierunku wyjścia, czuję, jak ciężar stresu staje się lżejszy z każdym krokiem.
Jestem zbyt pochłonięta własnym małym światem, by zwracać uwagę na duże sylwetki, które mnie mijają, czy dźwięk ciężkich kroków i głośnych rozmów.
Jutro zaczyna się mój nowy start. Wstanę, pójdę do pracy i zacznę zupełnie nową rutynę — taką bez szalonej osoby obserwującej mnie każdej minuty każdego dnia.
Kiedy wracam do pokoju w hotelu, padam na łóżko i wypuszczam oddech, który wydaje się być uwięziony w środku od miesięcy.
To dziwne myśleć, że kilka dni temu byłam ofiarą szalonego stalkera. Teraz jestem po prostu kolejną zwykłą dziewczyną.
Aby jeszcze bardziej upewnić się, że to rzeczywistość, a nie sen mający mnie pocieszyć, powtarzam sobie, że jestem tutaj, jestem bezpieczna i nie wpadnę ponownie w ręce obsesyjnego mężczyzny.
To wystarczy, by pchnąć moje wyczerpane ciało w bardzo potrzebny sen; padam w nieświadomość z otwartymi ramionami.
***
Duża ilość światła wpadającego przez okno mnie budzi. A może to brzęczenie i klasyczny dzwonek dochodzący z mojego telefonu komórkowego na stoliku nocnym.
Siadam i biorę go do ręki.
Jasny ekran boli moje zmęczone, zaspane oczy, ale przez niego widzę zegar. Jest tuż po szóstej rano i przypuszczam, że dzwoni Morrigan.
Biorąc pod uwagę, że to nowy telefon, nikt inny nie dostał mojego numeru.
Odkładam na bok niepokój i odpowiadam natychmiast.
„Halo?”
Wstaję z łóżka i szukam w torbie ubrania na zmianę. Muszę zrzucić buty i spódnicę, zanim będę mogła założyć spodnie, bo zasnęłam w nich wczoraj wieczorem.
„Dzień dobry!” — mówi radośnie Morrigan, brzmiąc na przyzwyczajoną do wstawania o tej porze. „Jesteś gotowa na swój pierwszy dzień?”
„Klub motocyklowy ma nagłe spotkanie, a oni wszyscy są zawsze tacy gburowaci bez jedzenia. Przysięgam, że jeśli pójdzie wystarczająco długo, zjedzą się nawzajem.”
Chichotam. Obraz starych, siwowłosych mężczyzn walczących ze sobą jest zabawny. Zakładam nową koszulkę i odpowiadam: „Będę za minutę. Już idę.”
„Mam kogoś po ciebie wysłać?” — pyta, gdy mam zamiar się rozłączyć.
„Nie. Jestem w hotelu na dole drogi — to tylko krótki spacer. Dziękuję za propozycję.”
„Och, dobrze, to zacznę” — odpowiada. „Chłopaki będą tak wdzięczni, i obiecuję, że nie każdy dzień zaczyna się tak wcześnie. Do zobaczenia, jak przyjdziesz.”
Linia milknie i jestem gotowa i wychodzę za drzwi.
Wpycham kartę-klucz do torebki i sprawdzam dwukrotnie, czy zamknęłam drzwi, zanim ruszam w kierunku klubu motocyklowego.
Tym razem przyglądam się miasteczku, gdy idę. Większość budynków jest stara i wydaje się zachowywać oryginalny klimat Starego Zachodu.
Choć w przeciwieństwie do reszty starych budynków w McDermott, które są obok siebie, klub motocyklowy wydaje się być nowszy i trochę bardziej oddzielony.
Stoi na co najmniej własnym akrze ziemi, który wygląda, jakby mógł być częścią farmy. Z tyłu jest stara stodoła i mieszanka narzędzi rolniczych w zarośniętej trawie.
Długa linia motocykli stoi na parkingu, a młodszy motocyklista pilnuje ich.
Gdy zbliżam się do drzwi, podchodzę wystarczająco blisko, by zobaczyć identyfikator na kamizelce, którą nosi na skórzanej kurtce. Widnieje na nim „Slayer”.
Zawsze myślałam, że motocykliści to siwowłosi, szorstcy mężczyźni — tacy, którzy pojawiają się w szkole, by odebrać wnuka lub córkę na swoich eleganckich Harleyach.
Albo ci, obok których przejeżdżasz na drodze, którzy wyglądają, jakby sam wiatr uderzający w ich skórę i długie włosy był niebem.
Kiedy przechodzę przez frontowe drzwi, szukając w torebce gumki do włosów, duża sylwetka blokuje mi drogę.
Uświadamiam sobie, jak bardzo mylne były moje początkowe myśli, gdy moje oczy zaczynają patrzeć w górę na mężczyznę przede mną.
Patrzę na czarne buty na podłodze, uda szerokie z mięśni i tors pokryty materiałem i skórą, która w jakiś sposób idealnie przylega do każdego cięcia i wypukłości.
Jego klatka piersiowa jest na poziomie mojej głowy, a jego sylwetka jest wystarczająco szeroka, by zająć drzwi z wybrzuszającymi się bicepsami jego silnych ramion i barków.
To jest mężczyzna. Taki, który wcale nie jest stary, ale w rzeczywistości wydaje się być w swoim rozkwicie.
Moje usta są już rozchylone w podziwiu, zanim spojrzę na jego twarz. Jest oszałamiający.
Jestem przyklejona do podłogi, mój wzrok przyklejony do jego twarzy. Jego oczy mają szary odcień, który przypomina mi początek burzy.
Ciemne włosy są odgarnięte z twarzy i widzę, że nie dlatego, że je stylizuje, ale w wyniku częstego przesuwania przez nie dłoni. Znam ten wygląd.
Nawet jeśli nie przyglądam się już jego sylwetce, niemożliwe jest nie zauważyć jego dużego rozmiaru. Po raz kolejny, to jest mężczyzna. Nie ma co do tego wątpliwości.
„Kim jesteś?” — pyta głębokim głosem i rozchylonymi ustami, gdy się koncentruje. To tylko dodaje do mojego oszołomienia.
Mrugam, gdy jego oczy zwężają się na mnie, a burza w nich wydaje się narastać. „Właśnie zostałam zatrudniona” — wyjaśniam. „Morrigan na mnie czeka.”
Kieruję wzrok niżej, mając zamiar odwrócić wzrok, żebym mogła zebrać myśli, które nie obracają się wokół jego atrakcyjnych rysów.
Kończę, nawiązując kontakt wzrokowy z wybrzuszeniem za rozporkiem jego dżinsów.
Teraz jest znacznie gorzej. Myśli wypełniające mój umysł — szarpię kosmyk włosów, żeby przestały.
Nie odwracam wzroku od jego pakietu. Boże, musi być dobrze wyposażony.
Moja skóra mrowi ze świadomości, im dłużej tam stoję, i zdaję sobie sprawę, że musi mnie uważnie obserwować. Przysięgam, że czuję jego elektryczny dotyk spojrzenia szokujący mnie do życia, gdy mnie studiuje.
Właśnie gdy znajduję odwagę, by z nim porozmawiać, ktoś dołącza do naszej małej konfrontacji.
„Grave, więc poznałeś nową starą damę?” — mówi Silver, kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny przede mną. Wyraźnie sztywnieje.
„Starą damę?” — Jego ton jest ostry. „Czyją?”
Głowa Silvera opada do tyłu, gdy się śmieje, jego whisky-kolorowe oczy błyszczą figlarnie. „Technicznie rzecz biorąc, jest starą damą klubu motocyklowego. Morr właśnie ją zatrudniła, żeby pomagała z obowiązkami mamy.”
Jego wzrok przesuwa się z Grave'a na mnie. „Morrigan myśli, że musi nas karmić, żeby trzymać nas wszystkich w ryzach.” — Puszcza do mnie oko, kontynuując. „Gdyby tylko wiedziała, jak skomplikowane mogą być nasze apetyty.”
Grave wydaje głęboki, szorstki dźwięk, który mnie niepokoi. Chwytam pasek torebki i mówię: „Muszę teraz iść do kuchni.”
Popełniam błąd, patrząc na niego. Wpatruje się we mnie, oczy pełne ciemności, która rozgrzewa mój żołądek.
To intensywne. Czuję się przyciągnięta do tych burzowych głębin po raz kolejny.
Robi krok do przodu, ale Silver jest o krok przed nim.
Jego dłoń chwyta mój biceps i odciąga mnie. Jego uchwyt jest przyjacielski i w żaden sposób nie szkodliwy, ale nadal chcę oderwać jego palce.
Gdy go mijamy, Grave nosi napięty wyraz twarzy, burza w jego oczach szaleje.
Silver gwiżdże z ulgą, gdy docieramy do korytarza. „Myślałem, że będę musiał zmierzyć się z wiceprezesem.”
„Co?” — pytam.
Po prostu chichoce, machając ręką lekceważąco.
Kiedy docieramy do kuchni, odwraca się do mnie. „Nie przejmuj się Grave'em — jest nieszkodliwy mimo tego, jak przerażający jest. To samo dotyczy wszystkich Reaperów.”
Kiwam głową, moje dłonie robią się spocone. I nie z powodu strachu. „Czy on zawsze jest taki...?” — gubię się, myśląc tylko o jego oczach.
„Bezpośredni? Intensywny?” — wymienia Silver, po czym następuje rozbawiony uśmiech na moje zakłopotanie. „To po prostu mężczyzna z kilkoma trupami w szafie.”
„Och, i może nie zostawaj z nim sam na sam, chyba że masz ochotę na trochę zabawy. Myślę, że mu się podobasz.”
Daje mi ostatnie puśnięcie oka, zanim odchodzi, zostawiając mnie niepewną i trochę podekscytowaną.
Część mnie nie sprzeciwia się zostaniu sam na sam z Grave'em. Ale wiem też, że nie mam w sobie tego, by oddać się innemu mężczyźnie tak szybko.
Zwłaszcza takiemu, który patrzy na mnie tak, jak on.















































