
Córka Albionu
Autorzy
S.A. Elodie
Lektury
272K
Rozdziały
59
Zrodzony z popiołów
„Kim ona była?” Mężczyzna zastanawia się przez chwilę. Powtarza pytanie dziennikarza.
Siedzi w dużym, wyściełanym szarym fotelu. Ręce ma oparte na kolanach. W kominku obok niego płonie ogień. Rzuca długie cienie na bladą ścianę za nim. Połowa jego twarzy skrywa się w mroku. Dziennikarz siedzi naprzeciwko i pochyla się do przodu. Stara się lepiej mu się przyjrzeć.
„Była wolnością. Była ogniem i popiołem. Płonęła namiętnością. Miała na imię Alexandra i była moją matką”.
***
Stoję w wielkiej sali. To tutaj zazwyczaj jemy posiłki albo sortujemy pociski do pudełek. Długie stoły ciągną się od jednego końca pomieszczenia do drugiego. Z sufitu zwisają jasnoszare zasłony. Są odciągnięte, by pokazać pustą, pokrytą popiołem ziemię na zewnątrz.
Dziś sala świeci pustkami. Ciężkie żelazne żaluzje zakrywają okna. Przez to w pomieszczeniu panuje mrok. Tylko kilka żółtych żarówek wisi z sufitu. Dają trochę światła.
Stoimy w rzędach. Dziesięć rzędów po pięćdziesiąt dziewcząt. Wszystkie mamy na sobie mundurki. Długie, szare filcowe spódnice ciasno owijają nasze talie. Jasnoszare lniane bluzki są w nie wpuszczone.
Nosimy czarne krawaty, skarpetki i błyszczące buty. Wstążki mocno ściągają nasze proste blond włosy do tyłu. Przed nami stoją nasze nauczycielki i Mistrzowie.
To pierwszy raz, kiedy widzę Mistrza. Są wyżsi, niż myślałam. Znacznie wyżsi od nas. Mają krótko obcięte blond włosy. Ich ostre twarze są gładko ogolone.
Jest ich pięciu w sali z nami. Stoją z prostymi plecami w tradycyjnych szarych garniturach. Ręce trzymają za plecami.
Nasze nauczycielki szybko przesuwają się na tył sali. Lekko się rumienią. Widać, że przeraża je moc tych mężczyzn.
Mistrzowie siadają na małej scenie na starych plastikowych krzesłach. Są zwróceni w naszą stronę. Trzymają w rękach papiery. Papier i długopisy.
Za Mistrzami wisi flaga Wiecznego Albionu. Czuję dumę, gdy widzę flagę wiszącą za naszymi Mistrzami. Jednocześnie czuję zdenerwowanie.
Jest piękna. Szare tło ma na sobie czerwone żarzące się węgle. W centrum jest czerwony feniks.
Pokazuje nas, lud Albionu. Jesteśmy ludem popiołów. Powstaliśmy jako wielka potęga z popiołów, w których pogrzebali nas nasi przodkowie.
Gdy cisza wypełnia pomieszczenie, przypominam sobie, że to jest moment, który zadecyduje o reszcie mojego życia.
To jest dzień, do którego przygotowywałam się przez całe życie. To mój czas, by udowodnić mojemu ludowi, że jestem godna bycia Perfekcyjną. Godna mojego kraju. Że będę mu służyć aż do dnia mojej śmierci, z dumą.
Jestem jedną z najmłodszych w moim pokoleniu. Więc stoję w ostatnim rzędzie, najbliżej zamkniętych okien.
To ostatni dzień Testowania. Wszystkie te dziewczęta w innych rzędach już zostały przetestowane. Stały się Perfekcyjnymi. Teraz czekają na nas, byśmy mogły wszystkie razem pójść do placówek.
Patrzą na nas w życzliwy sposób. Jakby postarzały się o pięć lat. Jakby już były matkami Albionu.
Po tym, co wydaje się wiecznością, jeden z Mistrzów podnosi wzrok na nasz rząd. Przygląda nam się uważnie. Potem odwraca się do swojej listy. Odchrząkuje. To najgłośniejszy dźwięk w pomieszczeniu. Wszyscy się napinają.
„Numery 958,687,487.64.3 do 987,533,512.64.5” – mówi. „Proszę czekać na zewnątrz pomieszczenia, aż wasz numer zostanie wywołany. Reszta może odejść”.
Słychać szuranie stóp. Potem wszystkie przykładamy pięści do serc i zwracamy się w stronę naszej flagi. Z dumą przysięgamy jej nasze życie. Potem dziewczęta, które już stały się Perfekcyjnymi, opuszczają pomieszczenie w ciszy.
Mój rząd czeka, aż znikną. Potem wychodzimy do korytarza za salą. Stoją tam długie ławki. Siadamy, by czekać. Jedna dziewczyna zostaje w środku.
Sandy, numer 987,533,512.64.5. Widzę, jak rzuca nam spojrzenie tuż przed zamknięciem drzwi.
Siedzę z walącym sercem. Mocno ściskam spód żelaznej ławki. Dziewczyna obok mnie, Julia, obgryza paznokcie. Nie powinna. Mogłaby mieć przez to kłopoty. Chcę jej powiedzieć, ale nie śmiem.
Nie jestem pewna, czy przejdzie swoje Testowanie. Jest jasna i blond z ciemnymi oczami. Ale jej szczęka jest zbyt ostra. Zęby są zbyt duże. Wargi nie domykają się jak należy.
Większość czasu spędza z otwartymi ustami, by oddychać. Gdy na nią patrzę, zdaję sobie sprawę, że ma duże szanse na zostanie Wadliwą. Może pójść pracować w fabrykach.
Kilka innych dziewcząt, które znałam przez całe życie, stało się Wadliwymi w tym tygodniu. Nie zostały, by zobaczyć, co się stanie z resztą z nas.
Wstydziły się i natychmiast wyszły, by pracować dla Albionu. By służyć Albionowi tak, jak zostały wyszkolone. Tylko nie tak, jak marzyły.
Julia rzuca mi spojrzenie, potem znów odwraca wzrok. Wyciągam rękę i mocno chwytam jej dłoń. Zamyka oczy i bierze głęboki oddech. Wiem, że myśli o tym samym co ja.
Czekamy, obok siebie, gdy dziewczęta są wzywane do Wielkiej Sali. Inne wychodzą.
Beth, moja najlepsza przyjaciółka, została Perfekcyjną wczoraj. Ani przez chwilę nie wątpiłam, że jej się uda. Ale nie okazała żadnej radości ani dumy ze względu na mnie.
Jest teraz na końcu korytarza. Rozmawia z jedną z nauczycielek. Rzuca spojrzenie w moją stronę i daje mi ostre skinienie. Podnoszę pięść i potrząsam nią, by pokazać jej moją siłę. Uśmiecha się do mnie z dumą.
Jennifer oblewa swój test. Jest Wadliwa z powodu swoich falujących włosów i krótkich nóg. Łzy spływają po jej twarzy, gdy przebiega obok nas. Julia wstrzymuje oddech. Moje serce wali, gdy przeglądam w głowie swoje odpowiedzi. Te, które starannie przygotowałam na dziś.
Drzwi skrzypią, otwierając się. Pojawia się Mistrz. Patrzy na swoją listę.
„958,687,487.64.4” – ogłasza.
Moje serce przeskakuje uderzenie. Wstaję powoli. Kolana lekko mi się trzęsą. Julia puszcza moją dłoń z cichym westchnieniem. Oglądam się na nią, gdy idę w stronę Mistrza. Patrzy na mnie, potem wpycha mnie do Wielkiej Sali.
Panuje cisza.
Drzwi zatrzaskują się za mną. Mistrz szybko przechodzi przez podłogę, by dołączyć do pozostałych. Jego buty klepią o kamienną podłogę. Moja krew zdaje się szumieć w uszach, głośno i gwałtownie. Jest mi zimno, a jednak się pocę.
„958,687,487.64.4?” – pyta centralny Mistrz. Jest starszy od reszty. Prawdopodobnie jedną z najstarszych osób, jakie kiedykolwiek widziałam. Starszy od wszystkich moich nauczycielek. Ale nie wygląda na słabego, tylko zniszczonego przez czas.
Pozwalam moim oczom powędrować po pozostałych czterech Mistrzach. Trzech z nich wydaje się być w średnim wieku. Ten po lewej stronie nie wygląda na dużo starszego ode mnie.
Ale jego oczy są ostre i inteligentne. Czuję, jak wwiercają się we mnie, jakby mógł zobaczyć wszystkie moje myśli. Jakby znał wszystkie moje wspomnienia i nie mogę przed nim nic ukryć.
Podnoszę podbródek i przyciskam drżącą rękę do serca, tak jak mnie uczono. Ten gest dodaje mi trochę odwagi. Po odchrząknięciu udaje mi się odpowiedzieć.
„Tak” – mówię. Potem składam przysięgę lojalności fladze i mojemu krajowi. Gdy kończę, zapisują coś na swoich papierach.
„Znana również jako?” – pyta jeden z nich.
„Alexandra, Mistrzu”.
„Twoja matka również?” – pyta inny.
„Tak, Mistrzu”.
„Pierwsza córka. Skończyłaś osiemnaście lat miesiąc temu?”
„Tak, Mistrzu”.
„I miałaś pierwszą miesiączkę siedem lat temu?”
„Tak, Mistrzu”.
„Dobrze. Czy wszystko było regularne od tamtej pory?”
„Pierwsze dwa lata były nieregularne, Mistrzu. Ale teraz są regularne, Mistrzu” – odpowiadam.
Wszyscy kiwają głowami z aprobatą.
„Ile dzieci miała twoja matka w sumie?”
„Osiem, Mistrzu. Pełne życie, Mistrzu” – odpowiadam.
„To odpowiednie. Ilu synów?”
„Siedmiu, Mistrzu. Byłam jej jedyną córką”.
„Dobrze. Bardzo dobrze. Miejmy nadzieję, że jej płodność ci sprzyja. Teraz zakryj lewe oko i stań na tej linii”.
Mistrz wskazuje. Przesuwam się do linii kilka kroków za mną. Mała tablica z literami jest umieszczona przy ich stopach. Zakrywam lewe oko.
„Przeczytaj litery”.
„A-H-T-G-D-H-E-L-M-I-T, Mistrzu”.
„Bez wahania. Teraz prawe oko”. Zmienia tablicę.
„J-H-T-K-L-B-U-H-O-P-D, Mistrzu”.
„Dobrze. Teraz podejdź”. Wracam do centrum pomieszczenia. „Czy możesz nam powiedzieć trochę o swoich umiejętnościach?”
„Lubię szyć. Często pomagam cerować mundurki. Lubię dzieci. Pomagam z młodszymi dziewczętami, kiedy mogę, Mistrzu”.
„Pomagasz w ich lekcjach?”
„Tak, i w warsztatach. Jestem dobra w uczeniu ich, jak organizować swoją pracę w warsztatach. I organizowaniu ich do pójścia spać, obudzenia się, jedzenia i tak dalej. Lubię organizację”.
„My też. Czy masz wielu przyjaciół?”
„Niewielu, Mistrzu, ale prawdziwych i bliskich przyjaciół”.
„Lubisz sport?”
„Tak, Mistrzu”.
„Jakie sporty uprawiasz i jak często?”
„Jestem w szkolnej drużynie lekkoatletycznej i jestem dobra w łucznictwie”.
„Łucznictwo?”
„Tak, Mistrzu. Mieliśmy zajęcia tutaj kilka lat temu i kontynuuję”.
„To godne podziwu. Dobre sporty. Czy chorujesz?”
„Rzadko, Mistrzu. Pomagam na oddziale chorych, kiedy mam czas”.
„Miałaś kiedyś raka?”
„Nigdy”.
„A twoja matka?”
„Nie, Mistrzu”.
„Kilka lat temu był atak w Sektorze 64. Byłaś narażona?”
„Kilka ścian się zawaliło i cała klasa dziewcząt była narażona. Byłam po drugiej stronie szkoły i byłam bezpieczna”.
„Nigdy nie opuściłaś murów szkoły?”
„Nie, Mistrzu, nigdy” – mówię. Sam pomysł sprawia, że blednę.
„Dobra dziewczynka”. Opiera się na krześle. Przygląda mi się. Pozostali również wpatrują się we mnie. Moje serce wali w piersi. Mam nadzieję, że nie zauważają rumieńca pełznącego po moich policzkach.
„Miałaś badanie lekarskie?”
„Tak, pięć dni temu. Otrzymałam również wszystkie szczepienia” – odpowiadam.
„Dobrze. Alergie?”
„Nie, Mistrzu”.
„Astma?”
„Nie, Mistrzu”.
„Dieta?”
„Normalna, Mistrzu. Tylko owoce i warzywa, Mistrzu”.
„Prawie skończyłaś. Czy mogłabyś zdjąć ubranie?”
Kiwam głową. Byłam na to przygotowana. Z walącym sercem zdejmuję krawat i składam go. Kładę go na podłodze obok siebie. Obserwują i czekają, gdy zdejmuję buty i skarpetki.
Zdejmuję bluzkę, spódnicę, bieliznę i w końcu wstążkę z włosów. Moje włosy opadają na plecy, proste, gęste i długie. Mistrzowie patrzą na mnie, gdy stoję naga w pomieszczeniu. Trzęsę się. Mam tylko nadzieję, że nie widzą tego z odległości.
„Obróć się” – mówi mi jeden, i robię to.
W pomieszczeniu jest zimno. Drżę, odwracam się plecami, a potem znów zwracam się w ich stronę.
„Dziękuję. Możesz się ubrać”.
Kiwam głową. Wstają i zbierają się razem, by dyskutować, podczas gdy się ubieram. Nie zdążyłam jeszcze związać włosów, gdy odwracają się z powrotem do mnie.
Najstarszy Mistrz podchodzi do mnie. Góruje nade mną i kładzie rękę na moim ramieniu. Moje serce wali.
„Od tego momentu, Alexandro 958,687,487.64.4, jesteś Perfekcyjna” – mówi mi.
Ulga mnie zalewa. Czuję, jakby całe powietrze zostało wyssane z moich płuc. Podnoszę podbródek i obchodzę go, by stanąć twarzą do flagi. Kładę obie ręce na piersi i klękam. Podnoszę twarz do flagi i wpatruję się w szare tło, dumnego feniksa. Łzy wdzięczności spływają po moich policzkach.
„Jestem z popiołów. Jestem odrodzona. Jestem Perfekcyjna. Jestem Feniksem. Przysięgam służyć mojemu ludowi w każdy możliwy sposób. Przysięgam służyć aż do dnia mojej śmierci i przysięgam umrzeć za mój lud.
„Będę godna Feniksa. Dam mojemu krajowi dzieci – perfekcyjne dzieci – i będę zabijać dla mojego kraju” – szepczę do siebie.
Mistrzowie kiwają głowami z aprobatą. Jeden z nich wyciąga rękę. Podnosi mnie na nogi.
„Jesteś perfekcyjna. Nie pozwolisz nikomu – Kalece, Zdrajcy, Wadliwemu ani Obcokrajowcowi – dotknąć cię lub skazić. Jesteś zrodzona z popiołów. Spełnij swoje przeznaczenie”.
Kiwam głową w odpowiedzi. Całuję jego rękę z szacunku. Potem kłaniam się głęboko pozostałym Mistrzom. Odwzajemniają moje skinienie. Potem jestem odprowadzana z powrotem do drzwi. Następna dziewczyna jest wzywana.
Są chwile, jak dzień mojego Testowania, kiedy żałuję, że nie mogłam pożyczyć siły z przyszłości, by walczyć z nadchodzącą ciemnością. Gdybym tylko wtedy wiedziała, jakie było moje prawdziwe przeznaczenie. Niedługo miałam go spotkać. Zanim całkowicie zmienił moje życie.















































